Módlmy się za dzieci!

M

Szczęść Boże! Dzisiaj, w świetle bohaterskiego świadectwa Justyna Męczennika i przez jego wstawiennictwo modlimy się za dzieci. Wszystkie dzieci – także te nienarodzone, chociaż o nich jakoś w mediach dzisiaj się nie słyszy. Módlmy się zatem my, Kochani, aby wszystkim dzieciom rodzice pozwolili żyć – i aby wszystkie dzieci miały zapewniony bezpieczny, spokojny i religijny rozwój w normalnych rodzinach, pod opieką kochających ich i kochających się nawzajem rodziców: mamy i taty, a nie dwóch mamuś, lub dwóch tatusiów!
            Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wspomnienie Św. Justyna Męczennika,
do czytań:  Dz 17,15.22–18,1;  J 16,12–15
Dzisiejszy Patron, Święty Justyn, urodził się na początku II wieku w Samarii, w rodzinie pogańskiej. Od młodości pasjonował się filozofią i problemami ogólnoludzkimi. Przebadał systemy Platona, Arystotelesa, i innych myślicieli. Bardziej jeszcze nurtowały go problemy religijne. W ten sposób zainteresował się – między innymi – chrześcijaństwem. Czytał Pismo Święte i przyglądał się życiu chrześcijan. Badał ich naukę, obserwował ich obyczaje.
W trzydziestym trzecim roku życia przyjął Chrzest. Stał się gorliwym wyznawcą i najważniejszym apologetą chrześcijańskim w II wieku. Wykorzystując autorytet, jaki sobie zdobył prawością charakteru i wiedzą, zgromadził koło siebie uczniów i chętnie z nimi prowadził dyskusje na tematy filozoficzne, etyczne i religijne. Sam przekonany o tym, że tylko w chrześcijaństwie jest pełna prawda, dążył do tego, by i jego uczniowie byli o tym przekonani. Spotykał się z filozofami pogańskimi i żydowskimi, i żarliwie z nimi dyskutował na wspomniane tematy.
W roku 135 spotkał się na przykład w Efezie z pewnym rabinem żydowskim, Tryfonem, i odbył z nim wielogodzinną dyskusję. Pamiątką tego jest dzieło Świętego Justyna pod tytułem „Dialog z Żydem Tryfonem”. W tym czasie wydał też dwie apologie. Pierwszą z nich skierował do Rzymian, drugą zaś formalnie do senatu rzymskiego. Wykazywał w nich odważnie, jak mylne poglądy mieli poganie o chrześcijanach i obalał zarzuty, stawiane wyznawcom Chrystusa przez pogan.
A było to znakiem niemałej odwagi. Od stu bowiem lat wiara w Chrystusa była na państwowym indeksie. Od czasów Nerona chrześcijanie byli uważani za głównego wroga cesarstwa – wroga, którego należało tępić wszelkimi dostępnymi środkami. Nie odwołano krwawych edyktów, wydanych przez Nerona i przez Domicjana. Za czasów Świętego Justyna panował wprawdzie raczej łagodny cesarz Antoninus Pius, wszakże za panowania następnego cesarza, Marka Aureliusza, prześladowanie wybuchło ponownie. I właśnie ofiarą tych prześladowań padł nasz Patron. Został aresztowany i z wyroku sądu ścięty mieczem w 165 roku.
W swoich pismach Święty Justyn podjął pierwsze próby zbliżenia nauki chrześcijańskiej i filozofii greckiej. Justyn żył zaledwie około stu lat po śmierci świętych Apostołów Piotra i Pawła, dlatego też stworzone przezeń dzieła mają znaczenie fundamentalne dla zapoznania się z ówczesną sytuacją Kościoła, jego organizacją i wewnętrzną strukturą, z obrzędami i liturgią. Warto podkreślić, że Justyn był człowiekiem świeckim, który wykorzystał swoją wiedzę dla obrony wiary chrześcijańskiej.
            A oto jak – według „Akt świętych Męczenników Justyna i Towarzyszy” – dokonało się męczeństwo dzisiejszego Patrona: „Święci mężowie zostali pojmani i przyprowadzeni do prefekta Rzymu, Rustyka. Gdy ich postawiono przed sądem, Rustyk rzekł do Justyna: „Pokłoń się bogom i bądź posłuszny rozkazom cesarzy”. Justyn odrzekł: „Nie możemy być oskarżeni ani pojmani za to, że słuchamy przykazań naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa”. Rustyk rzekł: „Powiedz, jaką naukę wyznajesz?” Justyn odpowiedział: „Usiłowałem poznać wszystkie, ale przyjąłem prawdziwą naukę chrześcijan, chociaż ona nie podoba się tym, którzy pozostają w błędzie”.
Rustyk rzekł: „A te nauki ci odpowiadają, nędzniku?” Na to Justyn: „Tak jest, ponieważ stosuję się do nich zgodnie z prawowitą doktryną”. Rustyk zapytał: „Jakaż to doktryna?” Justyn odparł: „Czcimy Boga chrześcijan! Wierzymy, że na początku On sam stworzył i uczynił wszystko, co istnieje, rzeczy widzialne i niewidzialne. I czcimy Pana, Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. O Nim prorocy zapowiadali, że przyjdzie do ludzi głosić zbawienie i nauczać wybranych uczniów. Jestem tylko człowiekiem i niewiele mogę powiedzieć o jego nieskończonym Bóstwie, jednak moc proroctwa uznaję – w proroczym natchnieniu był On zapowiedziany jako Syn Boga. A wiem, że prorocy natchnieni z nieba zapowiadali Jego przyjście do ludzi”.
Na to Rustyk zapytał: „A więc jesteś chrześcijaninem?”Odpowiedział mu Justyn: „Tak jest, jestem chrześcijaninem”. Na to prefekt rzekł do Justyna: „Posłuchaj ty, który mówisz, że jesteś uczony, i utrzymujesz, żeś poznał prawdziwą naukę: jeżeli zostaniesz ubiczowany, a potem ścięty, to myślisz, że pójdziesz do nieba?” Justyn odrzekł: „Mam żywą nadzieję, że jeżeli mnie to spotka, to pójdę do Niego! Wiem bowiem, że aż do czasu, gdy świat przeminie, nie odmawia On swojej łaski tym, którzy żyją według Jego nauki”. Prefekt Rustyk zapytał: „Tak więc przypuszczasz, że pójdziesz do nieba, aby tam odebrać odpowiednią nagrodę?” Justyn odpowiedział: „Nie przypuszczam, lecz wiem, że tak jest i jestem tego pewien”.
Prefekt Rustyk powiedział: „Wróćmy do sprawy, o którą chodzi, bo sprawa jest pilna i nie da się jej uniknąć. Przystańcie na to, czego się od was żąda i razem złóżcie ofiarę bogom”. Justyn odparł: „Nikt o zdrowych zmysłach nie przejdzie od wiary do bezbożności”! Rustyk na to: „Jeżeli nie posłuchacie, zostaniecie ukarani bez żadnej litości”. Justyno dparł: „Pragniemy ponieść karę dla naszego Pana, Jezusa Chrystusa, i dostąpić zbawienia! Będzie to dla nas rękojmią i ocaleniem w dniu straszliwego i powszechnego Sądu naszego Pana i Zbawcy”! Podobnie mówili i pozostali męczennicy: „Uczyń z nami, co chcesz! Jesteśmy chrześcijanami i nie składamy ofiar bożkom”.
Wtedy prefekt Rustyk ogłosił wyrok: „Zgodnie z prawem ci, którzy nie posłuchali rozkazu cesarza i nie chcieli złożyć ofiary bogom, mają być biczowani, a następnie ścięci”. Święci męczennicy, wielbiąc Boga, zostali odprowadzeni na miejsce kaźni i tam ścięci. Tak wyznali Zbawiciela i to wyznanie przypieczętowali męczeństwem.” Tyle opisu męczeństwa Świętego Justyna.
A my, słuchając dzisiejszych czytań mszalnych, odnajdujemy Pawła Apostoła w sytuacji bardzo podobnej do tej, w jakiej występował Justyn. Oto bowiem Apostoł przemawia na ateńskim Areopagu, świadcząc o zmartwychwstaniu Jezusa i próbując niejako zbliżyć to świadectwo do kultury i wierzeń Greków. Wychodzi bowiem w swoim wywodzie od zauważenia ołtarza, opatrzonego napisem: „Nieznanemu Bogu”. W tym dostrzegł szansę skierowania uwagi Ateńczyków na Osobę i dzieło Jezusa.
Niestety, tylko w niewielkim stopniu to się udało. Jak słyszymy,słuchacze zlekceważyli go i odeszli, a przyłączyło się zaledwie kilka osób. Zapewne potrzeba było i takiego doświadczenia – zresztą nie jedynego. A jednak – w niczym nie zmieniło to przekonania Pawła, iż prawda obroni się i na pewno zwycięży. Za nią bowiem stoi moc i działanie Ducha Świętego, który – zgodnie z zapowiedzią Jezusa – doprowadzi ludzi do całej prawdy.
Trzeba zatem, Kochani, abyśmy wzywając mocy tegoż Ducha, także poszukiwali całej prawdy o Bogu, o świecie, o życiu, o sobie samych… Abyśmy w to poszukiwanie angażowali cały swój intelekt, całą swoją wiedzę i najgłębszą wiarę w Jezusa, który sam jest Drogą,Prawdą i Życiem! Niech w tych poszukiwaniach patronuje nam Święty Justyn Męczennik!
A my przez chwilę pomyślmy:
  • Czy systematycznie pogłębiam swoją wiedzę religijną i wszelką wiedzę o świecie?
  • Czy staram się odnieść do Jezusa i Jego nauki to wszystko, co obecnie na świecie się dzieje?
  • Czy wykorzystuję każdą okazję do włączenia się w dyskusję na tematy związane z wiarą?
Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.

3 komentarze

  • Aż się dziś chce śpiewać '' .: Dzieckiem Bożym jestem ja, la, la… ''

    Piszesz księże Jacku, że powinnismy się modlić by wszystkie dzieci miały ''dobre życie'' kochającą się Rodzinę, czyli jednym słowem DOM.
    Tak sobie myślę, że modlitwa owszem, jest potrzebna, ale nie powinniśmy się tylko ograniczyć do paciorka w tej intencji… Nie możemy '' wyręczać'' się Bogiem w sprawach, w których możemy coś sami postanowić, uczynić…
    Jaśniej…
    Nie powinniśmy się modlić tylko o to, by wszystkie dzieci miały dom
    Powinniśmy zrobi jeszcze jeden krok do przodu…
    Nie mysleć, jak ' uszczęśliwić'' wszystkie dzieci, tylko spróbować stworzyć prawdziwiy dom chociaż, a może aż ! jednemu dziecku niechcianemu, porzuconemu, spędzającemu swoje najlepsze lata, dziecinstwo w państwowych placówkach. Wiemy dobrze, że nawet najlepiej wyposazone Domy Dziecka, nie zastapia miłości, prawdziwej rodziny…
    Oczywiście, ze takie placówki są potrzebne, bo niejednokrotnie tam dzieci mają się lepiej, niż w rodzinnych domach, ale…powracam do swojej myśli…
    Niejednokrotnie mamy warunki bytowe, by przyjąć do swojej rodziny dziecko z placówki, ale nie czynimy tego, bo się obawiamy, '' co z takiego dziecka wyrosnie'' Skreślamy je na starcie, nie dając możliwowści wykazania się, nie dając możliwości bycia kochanym, i nauczenia ich kochania… A prawda jest całkiem inna… Takie dzieci są bardzo spragnione uczuć, prawdziwego domu.Są niejednokrotnie bardziej wdzięczne za ognisko domowe, niż biologiczne dzieci…To od nas dorosłych zalezy, jaka będzie przyszłość dzieci..Mówi się, że wszystkie dzieci nasze są, i coś w tym jest. Nie bójmy się otworzyć na największe przykazanie – przykazanie miłości…

    Piszę tak a nie inaczej, bo sama mając małego Syna, gdy się dowiedziałam, ze z powodu choroby więcej nie zostanę Mamą, 12 lat temu przysposobiłam dwójkę dzieciaczków z placówki . Nie jest łatwo być Mamą trójki Pociech, ale nie żałuję swojej decyzji… Wiem, że kiedyś KTOŚ też mnie przyjmie, i nie na rok, nie na dwa, ale na wieczność.. Nie patrząc na to skąd pochodzę, z jakiej rodziny, ale jakim byłam za życia Człowiekiem….

    No tak, miało być kilka zdań, wyszło trochę inaczej, za co z góry przepraszam

    Gość – A

    ~Gość – A, 2011-06-01 11:29

  • Rzeczywiście, o dzieciach nienarodzonych, zwłaszcza tych zagrożonych aborcją w mediach sza! Ale chyba wiemy dlaczego. Oprócz tragicznej fanaberii współczesnego etapu zachodniej cywilizacji jaką jest tworzenie "rodzin" rodziców tej samej płci, prosiłbym również o modlitwę w intencji "trwania rodzin" – niestety wskaźnik dzieci wychowujących się w związkach rozbitych jest wysoki, a to również bardzo kaleczy dzieciństwo.
    Pozdrawiam serdecznie

    ~Robert, 2011-06-01 18:26

    '' niestety wskaźnik dzieci wychowujących się w związkach rozbitych jest wysoki, a to również bardzo kaleczy dzieciństwo ''

    hmm a trwanie rodziny w niezdrowych relacjach, nie kaleczy dzieciństwa ?

    Gość -A

    ~Gość – A, 2011-06-01 21:13

    "hmm a trwanie rodziny w niezdrowych relacjach, nie kaleczy dzieciństwa" – a co masz na myśli mówiąc "niezdrowe relacje" ? Ale jeżeli to samo co ja to – jasne, że kaleczy i od razu napiszę, aby uniknąc dalszych dywagacji: alkoholizm, brak więzi rodzinnych, emocjonalnych, brak miłosci i wzajemnego poszanowania, awantury itd….. kaleczą jak się masz!!! Ale chyba ks Jacek jasno napisał o co też należy się modlic? "i aby wszystkie dzieci miały zapewniony bezpieczny, spokojny i religijny rozwój w normalnych rodzinach, pod opieką kochających ich i kochających się nawzajem rodziców: mamy i taty"
    Dodałem tylko, aby modlic się o trwałośc rodzin, czyli siłę do tego co powyżej 🙂
    Pozdrawiam
    Robert

    ~Robert, 2011-06-02 10:43

    Podziwiam ludzi, którzy przygarniają obce dzieci, i wychowują je jak swoje. Ktoś powie – Ty też tak mogłaś zrobić.Tak, ale ja oprócz wychowania swojej dwójki dzieci miałam inne zadanie do wykonania, a mianowicie opiekę nad chorymi rodzicami: mamą – 8 lat, choroba Alzheimera, tatą – 2 lata, leżący. A wracając do dzieci wychowanie ich jest trudne. Nie ma gotowej recepty, ale ich szczery uśmiech, miłe słowo rekompensuję wszystkie te trudy. Mnie bardzo pomagała modlitwa, a odkąd pojawiły się dzieci to głównie w ich intencji, i tak jest do dnia dzisiejszego…

    Pozdrawiam.

    ~Urszula, 2011-06-01 21:17

  • Urszulo, to '' mamy coś wspólnego''

    Jako nastolatka opiekowałam się chorą , obłożnie leżącą Babcią….
    Potem chorymi Rodzicami,( niestety już nie żyją ) teraz od 14 lat leżącą Mamą Męża z tysiącem chorób…
    Nie chodzi o licytację….
    Dla mnie takim motorem do tego wszystkiego było przez kilkanaście lat pomaganie ludziom niepełnosprawnym..
    Mimo, że nie zawsze jest mi łatwo, jest to czymś normalnym.
    Tak samo jak przysposobienie niespokrewnionych dzieci…
    Nie uważam tego za heroizm, czy coś nadzwyczajnego, i nie przemawia przeze mnie fałszywa skromność… Po prostu, to normalne….
    A dzis patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, wiem, że to było potrzebne, by mnie samą przygotować na wiele trudnych lekcji życia, np.na znoszenie choroby….
    I mogę śmiało napisać, ze dziękuję za to Bogu….

    ~Gość- A, 2011-06-01 21:45

    Ulu – każdy ma inne życiowe powołanie :). Mam znajomych, są małżeństwem bezdzietnym i starali się o adopcję, powiem tak: nasza ojczyzna to Rzeczpospolita Urzędnicza, gdzie od widzimisię urzędnika zależy interpretacja prawa w każdej dziedzinie – od skarbówki począwszy a na socjalach skończywszy.

    ~Robert, 2011-06-02 10:47

    Jeszcze tylko dodam, że dzisiaj – w zasadzie 😉 – ze spokojnym sumieniem mogłem na wszystkie pytania odpowiedziec twierdząco :).
    Pozdrawiam serdecznie
    Robert

    ~Robert, 2011-06-02 10:54

    Jeszcze chciałbym nawiązac do słów x. Jacka o dwóch mamusiach lub tatusiach: niestety, ale może nas to czekac i to wcześniej niż się nam wydaje :/. http://www.wpolityce.pl/view/12840/Nie_dla_katolika_PO___Licze_na_mocny_i_zdecydowany_glos_kard__Stanislawa_Dziwisza_czy_kard__Kazimier za_Nycza_.html

    ~Robert, 2011-06-02 21:27

    Jestem pod silnym wrażeniem całej tej dyskusji, Kochani! Przyznaję, Gościu, że mocno poruszyło mnie to, że adoptowałaś dwoje dzieci. Mówcie, co chcecie – dla mnie to jest bohaterstwo! Jakkolwiek sami adopcyjni rodzice z czasem uważają ten stan za normalny, to jednak jestem zdania, że jest to jakieś wyjście "poza normę"… Dlatego nie można od nikogo takiej postawy wymagać. Zgaszam się z Robertem, że to jest pewien rodzaj powołania, dlatego nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, iż to z powodu wygodnictwa wielu na to się nie decyduje. Poza tym – jak wspomniała Urszula – nie każdemu warunki życiowe pozwolą na taki gest, bo na przykład trzeba opiekować się Rodzicami. Natomiast wszyscy i zawsze mogą się modlić za rodziny, szczególnie zagrożone rozbiciem – i za dzieci: o to, o co prosiłem we wpisie wstępnym. Modlić możemy się zawsze! I – naturalnie – na swoim odcinku, w swoim DOMU – tworzyć atmosferę DOMU NAZARETAŃSKIEGO!
    Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, za głębokie refleksje i stałą aktywność na blogu!

    ~Ks. Jacek, 2011-06-04 00:19

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.