Przyjdźcie na Ucztę!

P

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Dzisiaj Niedziela – Dzień Święty. Przeżyjmy głęboko spotkanie z Jezusem na Mszy Świętej! Wysłuchajmy Bożego Słowa, przyjmijmy Komunię Świętą! A może trzeba pójść do Spowiedzi?…
       A na pewno trzeba pójść na wybory! Koniecznie! A jednocześnie – niech temu ważnemu wydarzeniu dla naszej polskiej rzeczywistości towarzyszy wielka modlitwa w intencji Ojczyzny!
        I wreszcie Dzień Papieski. Jak wspominam w rozważaniu, niech to nie będzie tylko jedno z wielu kolejnych świąt dla samego świętowania, ale okazja do pogłębienia duchowego kontaktu z Janem Pawłem II.
   Na przeżywanie tego wielorako ważnego dnia udzielam kapłańskiego błogosławieńtwa: Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
               Gaudium et spes!  Ks. Jacek
28 Niedziela Zwykła, A,

do czytań:  Iz 25,6–10a;  Flp 4,12–14.19–20;  Mt 22,1–14

            Dzisiejsza ewangeliczna przypowieść Jezusa rysuje przed naszymi oczyma obraz uczty, na którą król zaprosił wybranych. W Izraelu znany był zwyczaj powiadamiania gości, zaproszonych na ucztę, że przygotowania zakończono i gospodarz oczekuje ich przybycia. Zlekceważenie takiego powiadomienia było wielką ujmą dla zapraszającego! A tak właśnie potraktowany został król z dzisiejszej przypowieści. Dlatego zapewne – uznając, że zaproszeni nie okazali się godni – wezwał na ucztę wielu przygodnych ludzi.
            Ewangeliczna uczta jest zapowiedzią wiecznego zbawienia. Stary Testament bardzo często ukazywał je jako ucztę mesjańską. Dowód tego odnajdziemy chociażby w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Proroka Izajasza, w którym usłyszeliśmy opis uczty, przygotowanej przez Pana Zastępów na świętej górze, dla wszystkich narodów. Ukazany przez Jezusa w Ewangelii obraz uczty wyraźnie do tego nawiązuje.
            Jak zatem ewangeliczny król zaprosił gości, tak Bóg zaprosił swój naród do pełnej jedności ze sobą. Niestety, Izrael wielokrotnie odrzucał to Boże zaproszenie, także wtedy, gdy było ono wielokrotnie ponawiane przez proroków, a w końcu – definitywnie zostało potwierdzone przez Jezusa Chrystusa. Zostało odrzucone! Wobec tego, zaproszeni zostali poganie, a więc wszyscy spoza Izraela, którzy z otwartym sercem gotowi byli przyjąć dar zbawienia.
            Ale – uwaga! – zaproszenie do Królestwa nie jest gwarancją jego zdobycia! Bo potrzebny jest jeszcze właściwy strój, a więc osobiste zaangażowanie, osobisty wkład, wysiłek, staranie…
            Dostrzegamy zatem, że zbawienie wieczne w Królestwie niebieskim to taka jedyna chyba rzeczywistość na świecie – a właściwie: poza nim – której nie zdobywa się na drodze znajomości, pochodzenia, przynależności do określonej grupy, czy posiadanego majątku. Zbawienie wieczne to rzeczywistość, do której trzeba być zaproszonym i o którą jednocześnie trzeba się postarać, zapracować. Z tym pierwszym akurat problemu nie ma, bo zaproszeni jesteśmy wszyscy, bez wyjątku. Z tym drugim – bywa różnie. Bo owych zaproszonych ciągle coś zatrzymuje: jakieś pole, jakieś kupiectwo, jakieś sprawy – zawsze najważniejsze, najbardziej pilne
            Więc może trzeba odszukać w kieszeni, wśród tysiąca papierów i papierków, kart kredytowych i wizytówek, czeków i banknotów – to jedno zaproszenie, które kiedyś tam, w dzieciństwie, zostało włożone i o którym może „z tego wszystkiego” to się i zapomniało… Może dzisiaj jest najlepszy czas, żeby sobie o nim przypomnieć, odkurzyć je, a jednocześnie – odnowić odświętny strój, a więc swoje zaangażowanie, swoje staranie, swój osobisty wysiłek…
            Ktoś może zapyta teraz: dlaczego właśnie dzisiaj? Jakie to święto przeżywamy, że akurat teraz powinniśmy się tym zająć? Przeżywamy tak zwany Dzień Papieski, ukazujący Jana Pawła II jako człowieka modlitwy. Może to i dobrze, że taki dzień przeżywamy, bo przypominamy sobie postać Błogosławionego Papieża. Nie chciałbym tu uchodzić za malkontenta, który się wszystkiego – mówiąc kolokwialnie – czepia, zastanawiam się jednak, czy nie lepiej by było, żeby każdy nasz dzień był takim dniem papieskim, a więc dniem, w którym będziemy zgłębiali naukę Jana Pawła II?
            Bo to jest tak – chociaż to daleka analogia – jak z akcją sprzątania świata. W jakiś wyznaczony dzień wyciąga się młodzież ze szkoły i wszyscy, na komendę, sprzątają świat. Najczęściej – las. To nic, że później od tej młodzieży nikt nie wymaga nawet elementarnego porządku, pozostawionego po sobie w swoim pokoju, czy w klasie, bo mama, lub pani sprzątaczka wszystko po dziecku posprząta. To nic. Ale jak jest akcja, to wszyscy sprzątamy świat! A może lepiej by tak było wyrobić w dzieciach – i nie tylko w dzieciach – nawyk nieśmiecenia, nawyk porządku, pozostawianego po sobie! Wtedy rozliczne akcje nie będą potrzebne.
            I tak samo z tym Dniem Papieskim: jeżeli my każdego dnia będziemy żyć według tego, czego Jan Paweł nauczał, to nie trzeba będzie organizować takiego specjalnego dnia, bo w takiej sytuacji grozi nam, że w ten dzień pogadamy o Papieżu, wręczymy „Totusy” – czy jakieś tam inne: pobawimy się na imprezach, pozbieramy pieniążki do puszek, a potem temat Papieża, a już tym bardziej – jego nauczania, odłożymy na półeczkę, do przyszłego roku i przyszłego Dnia Papieskiego… A przecież w tym wszystkim nie imprezy i ich zewnętrzna okazałość jest najważniejsza, ale głębsze wejście w nauczanie Papieża i wprowadzenie je w praktykę życia.
            Skoro jednak przeżywamy ów Dzień, to może takim prezentem, jaki sprawimy Papieżowi, będzie to, że weźmiemy do ręki to jedyne – wspomniane wcześniej – zaproszenie i zaczniemy się przygotowywać na ucztę. Tak, właśnie dzisiaj! Teraz! Natychmiast!
            Właśnie dzisiaj z większym, niż dotąd, przekonaniem powtórzymy za Świętym Pawłem jego słowa z drugiego dzisiejszego czytania: Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony. […] Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. Jeżeli takie słowa każdy nas pewnie i świadomie będzie mógł powiedzieć, a tę swoją pewność i świadomość będzie wyprowadzał z wiary i z głębokiego wczytania się w Ewangelię i w nauczanie Jana Pawła II, to naprawdę większego prezentu naszemu Papieżowi nie możemy sprawić.
            Bo my w Polsce ciągle jesteśmy katolikami „świątecznymi”. Bardzo pięknie przeżywamy wielkie święta i uroczystości, przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą do konfesjonałów ustawiają się kolejki. Na Rezurekcję i Pasterkę kościoły nasze są pełne. Tylko nie zawsze widać to w codziennych postawach, wzajemnych relacjach – i dokonywanych wyborach, także politycznych. Nie zawsze także atmosfera rodziny jest potwierdzeniem wiary jej członków. I również to, że tak wielu ludzi, szczególnie młodych, nie przejmuje się w ogóle nauką Jezusa i potwierdzającą ją nauką Jana Pawła II, gdy idzie o wspólne mieszkanie przed ślubem, przedmałżeńskie współżycie – i wiele innych wymiarów życia osobistego i rodzinnego zdaje się potwierdzać tę smutną obserwację.
            Także coniedzielna Msza Święta to dla wielu pieśń zamierzchłej przeszłości, albo jakiejś odległej przyszłości – kiedyś tam, może na emeryturze. No tak, tylko doświadczenie życia pokazuje, że wcale nie ma pewności dożycia do emerytury. Tempo życia wielu „współczesnych nowoczesnych” powoduje, że tak szybko, jak całe życie pędzą, tak szybko odchodzą, bardzo często – niespodziewanie… I co wtedy?…
            Jezus mówi jasno w Ewangelii. I wcale nie chodzi o jakieś straszenie, tylko o usłyszenie tego, co Jezus wyraźnie mówi! A On takim właśnie zapędzonym, zajętym, zapracowanym będzie musiał wskazać miejsce na zewnątrz. A właśnie tam, na zewnątrz, w ciemnościach, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów, znajdzie się – niestety! – wielu takich, którzy „jeszcze mieli czas”… I milion ważniejszych spraw na głowie…
            W tym kontekście pomyślmy:
·        Co ostatnio czytałem z nauczania Jana Pawła II?
·        Czy moje dobre postanowienia realizuję od razu, czy ciągle „mam na to jeszcze czas”?
·        Czy moja wiara to codzienność, czy tak naprawdę tylko Pasterka i Rezurekcja?
Oto przygotowałem moją ucztę! […] Przyjdźcie!

6 komentarzy

  • Moi Drodzy, po raz kolejny przesyłam rozważanie Domownika – Anny, walczącej dalej z problemami technicznymi. Co ciekawe, okazuje się, że pojawiają się one tylko wtedy, kiedy Anna chce napisać na mojego bloga – jakby ktoś chciał przeszkodzić… Kto?
    Ale nie zrażając się tym, zamieszczam komentarz, dziękując Annie za aktywność i determinację! Ks. Jacek

    Oto jego treść:

    Zaproszeni nie chcieli przyjść, zwyczajnie im się nie chciało. Wiedzieli dużo wcześniej, że uczta u króla, jest bardzo wazną sprawą. Wybrali pracę w polu, chociaż czynili to kilka ? kilanaście razy w tygodniu ? kilkadziesiąt razy w roku ? A jednak podążyli do swoich interesów, poszli tam, gdzie przebywali większość czasu. Jak bardzo Ci ludzie byli skoncetrowani tylko na sobie. Dziś byśmy ich nazwali pracocholikami. A przecież każdy z nas , jest stworzony do nieskończoności. Nie możemy ograniczać swojego życia tylko do profesji, wykonywania zawodu, czy codziennych obowiązków.

    Świat zaproszonych z Ewangelii zamknął się do tylko do własnych spraw, i to była dla nich jedyna przestrzeń zyciowa. Kto się w niej nie zmieścił, był odrzuconym. Po co było pójść na ucztę weselną, jak było można w tym samym czasie pójść do kupiectwa, czy w pole. A przecież taka uczta weselna, nie miała miejsca każdego dnia. Taka uczta była dobrym momentem, by się trochę oderwać, czy nabrać zdrowego dystansu, na pewno koniecznego, do uporządkowania wielu spraw i rzeczy.

    Dziś..
    jutro…
    do końca naszego życia musimy podjąć ryzyko, zostawić swoje. Musimy uważać, bo nasze nie chce mi się, może niestety stać się naszym mottem życia, naszą dewizą codzienności, uśmierceniem święta na rzecz naszej jednostajnosci.
    Każdy z nas, ma każdego dnia otwarte zaproszenie.

    Bóg zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Ten człowiek nie nabrał jeszcze dystansu. Sercem i głową był zupełnie gdzieindziej. To objaw niemoty, oniemiał, bo się nigdy nie otworzył na dar.
    Prosty wniosek ….
    Możemy być na uczcie, i w niej nie uczestniczyć….
    Możemy być na Mszy Świętej, i w niej w pełni nie uczestniczyć..
    Dlaczego ?
    Sami przed sobą sobie odpoowiedzmy , dlaczego …

    Pozdrawiam
    Domownik – A

  • Od paru lat nie bywam na Rezurekcji 😉
    Wolę pójść np. na wieczorną Mszę z Nieszporami, które zamykają obchody Triduum Paschalnego (w którym staram się uczestniczyć).

    Kiedyś uczestniczyłam w Triduum Paschalnym na KUL-u, tam procesja odbywa się około 2 w nocy po zakończeniu obchodów Wigilii Paschalnej.

    W 2012 roku również nie wybieram się na Rezurekcję.

    I po wyborach. Zaskoczył mnie wynik Palikota 🙁

    Opublikuje?? Może Anna spróbuje zmienić przeglądarkę? Mi np. czasem Chrome szwankuje i nie mogę umieszczać komentarzy na blogach.

    Albo ma możliwość skorzystania z innego komputera?

    Sissi

  • "Ale jak jest akcja, to wszyscy sprzątamy świat! A może lepiej by tak było wyrobić w dzieciach – i nie tylko w dzieciach – nawyk nieśmiecenia, nawyk porządku, pozostawianego po sobie!" – tak, to cecha współczesnych trendów (i nie tylko współczesnych – pamiętam, że "czyny społeczne" w mojej wczesnej młodości też funkcjonowały), z których nic nie wynika, są jak mycie zębów przed jedzeniem zamiast po… I na prawdę nie oceniam ich. Pewnie przynoszą wiele dobra, ale nie ma w nich nic z wyrobienia cechy, nawyku, elementu kultury osobistej. Dlaczego? A o to spytajmy samych siebie we własnych domach ;).

  • Dziękuję Domownikowi za wskazanie na ten aspekt uczty, iż jest ona szansą daną człowiekowi: szansą odpoczynku i nabrania dystansu do codziennego biegu. Rzeczywiście, to bardzo ważny aspekt.
    Podoba mi się też porównanie, uczynione przez Roberta, a dotyczące czynów społecznych… No właśnie, to jest dokładnie ten duch!
    Wszystkim dziękuję za wypowiedzi! Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.