Daj nam, Panie, twórczy niepokój…

D
Szczęść Boże! Kochani, wczoraj w Celestynowie była Pierwsza Komunia Święta. Wiem, że takie uroczystości odbywają się w wielu Parafiach. Nasunęły mi się przy tej okazji dwie refleksje.Pierwsza: jak często i jak chętnie te Dzieci będą zapraszały Jezusa do serca, kiedy już skończy się cały ten pierwszokomunijny splendor?… 
     A druga refleksja dotyczy całej otoczki tej uroczystości, a więc zdjęć, prezentów, gości, zachowujących się nierzadko w czasie Mszy Świętej – zwłaszcza, kiedy stali na zewnątrz kościoła – jak na majówce… Refleksja ta wyraża się w pytaniu: Ile w tym wszystkim jest miejsca dla Jezusa? Czy On w tym wszystkim naprawdę jest najważniejszy? Można mieć wątpliwości…
    Zapraszam do refleksji na temat twórczego niepokoju…
           Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Poniedziałek
8 tygodnia zwykłego, rok I,
do
czytań: Syr 17,24–29; Mk 10,17–27
CZYTANIE
Z KSIĘGI SYRACYDESA:
Tym,
którzy się nawracają, Bóg daje drogę powrotu i pociesza tych,
którym brakło wytrwałości. Nawróć się do Pana, porzuć
grzechy, błagaj przed obliczem Jego, umniejsz zgorszenie. Wróć do
Najwyższego, a odwróć się od niesprawiedliwości i miej występek
w wielkiej nienawiści.
Któż
w krainie zmarłych wielbić będzie Najwyższego, zamiast żyjących,
którzy mogą oddawać Mu chwałę? Zmarły, jako ten, którego nie
ma, nie może składać dziękczynienia, żyjący i zdrowy wychwala
Pana. Jakże wielkie jest miłosierdzie Pana i przebaczenie dla tych,
którzy się do Niego nawracają.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Gdy
Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy
przed Nim na kolana, pytał Go: „Nauczycielu dobry, co mam czynić,
aby osiągnąć życie wieczne?”
Jezus
mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko
sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie
kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i
matkę”. On Mu rzekł: „Nauczycielu, wszystkiego tego
przestrzegałem od mojej młodości”. Wtedy Jezus spojrzał z
miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź,
sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb
w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Lecz on spochmurniał
na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
Wówczas
Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: „Jak trudno
jest bogatym wejść do królestwa Bożego”. Uczniowie zdumieli się
na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: „Dzieci, jakże
trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach
pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez
ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. A oni
tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc
może się zbawić?”
Jezus
spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u
Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.
Kto
był w Ziemi Świętej i widział mury Starej Jerozolimy, zapewne
widział także Bramę Złotą – obecnie zamurowaną – a w
niej wyodrębnione mniejsze wejście, zwane właśnie uchem
igielnym.
Przez tę furtkę wielbłąd jest w stanie przejść,
ale tylko wówczas, kiedy nie jest nadmiernie obładowany.
Analogia do dzisiejszego pouczenia Jezusa nasuwa się sama:
człowiek bogaty jest w stanie wejść do Królestwa Bożego,
ale tylko wówczas, kiedy jego materialne bogactwo nie obciąża
jego duszy.
Czy
taki stan rzeczy jest w ogóle możliwy? Oczywiście! A
czy jest łatwy do osiągnięcia? Oczywiście, że nie!
I to nie tylko w naszych czasach, ale i w czasach Jezusa, czego
dowodzi dzisiejsza Jego rozmowa w bogatym człowiekiem. Zobaczmy, że
w sercu tego człowieka był jakiś niepokój… On miał –
jak słyszymy – wiele posiadłości, ale to
chyba mu nie wystarczało i nie zaspokajało wszystkich jego
oczekiwań i aspiracji.
Dlatego przychodzi i pyta o to, co ma
czynić dla osiągnięcia życia wiecznego.
Więcej
– okazuje się, że wielu z tych wskazań, które od Jezusa
usłyszał, już przestrzega! I Jezus to docenił, bo spojrzał
na niego z miłością, dostrzegając z pewnością ogrom dobra w
jego sercu.
Niemniej, brakowało mu jeszcze jednego – i to
okazało się w tym momencie przeszkodą do pełnego opowiedzenia się
po stronie Jezusa. Była to jedna przeszkoda, ale na tyle ważna,
że w tym momencie musiał on odejść od Jezusa… I odszedł –
zasmucony…
Ten
smutek – wbrew pozorom – to w tym przypadku bardzo dobry znak!
Pokazuje bowiem, że jakkolwiek w tym momencie człowiek ów
rozstrzygnął swoją życiową wątpliwość na korzyść bogactw
materialnych, to jednak rozstrzygnięcie to nie dało mu
satysfakcji, ani zadowolenia.
On zapewne odszedł od Jezusa z
jeszcze większym niepokojem, niż do Niego przyszedł.
Ale to
dobrze, bo daje to nadzieję, że jeszcze do Jezusa powróci… A
przynajmniej do tych wartości – duchowych wartości, duchowego
bogactwa
– o którym rozmawiali.
W
dzisiejszym pierwszym czytaniu Mędrzec Syracydes poucza:Tym,
którzy się nawracają, Bóg daje drogę powrotu i pociesza tych,
którym brakło wytrwałości. Nawróć się do Pana, porzuć
grzechy, błagaj przed obliczem Jego, umniejsz zgorszenie. Wróć do
Najwyższego, a odwróć się od niesprawiedliwości i miej występek
w wielkiej nienawiści.

[…] Jakże
wielkie jest miłosierdzie Pana i przebaczenie dla tych, którzy się
do Niego nawracają
.
Otóż
właśnie: nawrócenie serca!
Zwrócenie się do Pana całym sercem! Przemiana duchowa! Troska o
duchowe bogactwo!
Tylko
ten jest naprawdę
bogaty

i tylko ten naprawdę
jest wartościowym człowiekiem,

kto jest bogatym
duchowo.

Kto jest bogaty jedynie w wartości materialne – w rzeczywistości
jest bardzo biedny! Nawet, jeśli mniemanie o sobie ma bardzo wielkie
jest
biedakiem, jest nędzarzem, jest człowiekiem totalnie przegranym!

Choćby
na koncie miał kwoty wielocyfrowe, albo piastował najwyższe, czy
najbardziej znaczące i prestiżowe stanowiska, to jeżeli
duchem jest biedny

jest zupełnie biedny!
Jest
takim objuczonym wielbłądem, który nie przejdzie przez ucho
igielne, czyli
przez wąską furtkę, do Królestwa Niebieskiego.

Ale
– uwaga! Może być taka sytuacja, że człowiek co prawda dużo
posiada, ale
odczuwa niepokój…

Właśnie jak bohater dzisiejszej Ewangelii… I może jeszcze
nawet nie wie, jakiej odpowiedzi udzieli Jezusowi, ale odczuwa
niepokój…
A
nawet – podobnie jak człowiek z Ewangelii – da odpowiedź
negatywną,
ale odchodzi zasmucony…
To
wszystko pokazuje, że w
jego sercu coś się dzieje, coś się dokonuje:

że jego serce nie godzi się tylko na to, co jest bogactwem jedynie
materialnym, a od strony duchowej jest czymś zupełnie
bezwartościowym, jest niczym… Jeżeli
taki niepokój człowiek odczuwa, to już jest naprawdę dobrze!
Oby
tylko z tego niepokoju zrobił dobry użytek…
Kochani,
odnosząc
dzisiejszego
Boże Słowo
do realiów naszego życia,
nie pozostaje nam nic innego, jak prosić
Pana o jak najwięcej takiego dobrego, takiego twórczego, duchowego
niepokoju

takiego niepokoju, który nie pozwoli nam pozostać na poziomie tego,
co tymczasowe, materialne, mierne i bezwartościowe, ale który
będzie nas ciągle
mobilizował do poszukiwania Jezusa i duchowych wartości, którymi
chce On nas obdarzać…
Nauczycielu
dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?

Daj
nam, Panie, jak najwięcej takiego twórczego niepokoju! I nie pozwól
nam go zmarnować…

9 komentarzy

  • Poemat Boga-Człowieka, Maria Valtorta

    [Por. Mt 19,27; Mk 10,28; Łk 18,28] «Właśnie! Aby iść za Tobą, myśmy wszystko porzucili, nawet to, co najbardziej dozwolone. Co nas za to spotka? Wejdziemy więc do Królestwa?» – pyta Piotr.

    «Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam, że ci, którzy poszli za Mną w taki sposób i którzy pójdą za Mną, będą ze Mną w Moim Królestwie. Ciągle bowiem jest jeszcze czas na naprawienie lenistwa i grzechów popełnionych do tej chwili, jest czas, gdy się jest na ziemi i ma się przed sobą dni, kiedy można jeszcze naprawić popełnione zło. Zaprawdę, mówię wam, że wy, którzyście poszli za Mną, w czasie odrodzenia zasiądziecie na tronach, aby wraz z Synem Człowieczym, siedzącym na tronie Swej chwały, sądzić pokolenia ziemi. Zaprawdę, powiadam wam jeszcze, że nie będzie nikogo, kto – opuściwszy z miłości do Mego Imienia dom, pola, ojca, matkę, braci, małżonkę, dzieci i siostry, aby rozszerzać Dobrą Nowinę i kontynuować Moją [misję] – nie otrzymałby stokroć tyle w tym czasie i życia wiecznego w wieku przyszłym.»

    «Ale skoro stracimy wszystko, jakże będziemy mogli pomnożyć stokrotnie nasze mienie?» – pyta Judasz z Kariotu.

    [Por. Mt 19,30; Mk 10,31] «Powtarzam: co jest niemożliwe dla ludzi, to jest możliwe dla Boga. I Bóg da stokrotną radość duchową tym, którzy z ludzi świata będą umieli stać się synami Boga, to znaczy ludźmi duchowymi. Będą się cieszyć prawdziwą radością tu i poza ziemią. I mówię wam też, że ci, którzy wydają się pierwszymi i powinni nimi być, gdyż otrzymali więcej niż wszyscy, nie będą nimi. I nie będą ostatnimi ci wszyscy, którzy wydają się ostatnimi i mniej niż ostatnimi, nie będąc z pozoru Moimi uczniami i nie należąc nawet do Narodu wybranego. Zaprawdę wielu pierwszych stanie się ostatnimi i wielu ostatnich, całkiem ostatnich, stanie się pierwszymi…

    Dasiek

  • Przyznaję szczerze, że pytania postawione przez Księdza Jacka we wstępie stawiałam sobie nie raz i ja… A wracają one zawsze wtedy, kiedy okazuje się, że podstawową sprawą zdaniem niektórych rodziców staje sie sukienka, która w dniu I Komunii nie powinna być prosta i fruzura, koniecznie od najdroższego fryzjera w okolicy, a potem juz tydzień po I Komunii na niedzielnej Mszy Świętej brakuje dzieci pierwszokomunijnych, albo przychodzą one z zapytaniem czy po I Komunii też trzeba chodzić na Mszę Świętą w każdą niedzielę i czy obchodzenie pierwszych piątków miesiąca jest obowiązkowe. Pewnie, że można by powiedzieć, że to tylko mało chlubne wyjątki, albo, że dzieci niczemu nie są winne, bo przecież o wielu sprawach decydują rodzice (bo wzrastaja w takich a nie innych środowiskach), pytanie tylko czy takiej sytuacji nie zawdzięczamy przypadkiem temu, że próbujemy nieustannie szukać wyjasnienia tych anomalii, upraszczamy dzis wiele także negatywnych zjawisk, nie próbując w tej sprawie robić nic więcej? Wydaje mi się, że te wszystkie nienormalne zjawiska zawdzięczamy wszyskim "po trochę": mało stanowczym duszpasterzom i katechetom, zapracowanym rodzicom (którzy nie mają czasu na rozmowy z własnymi dziećmi o tym co ważne i wartościowe, ale też nierzadko nie chcą tego czasu mieć i wolą wychowanie religijne złozyć na barki księży i katechetów, bo w końcu po coś posyłają dzieci na katechezę i niedzielną Mszę Świętą) a wreszcie także zwykłemu lenistwu i ignorancji nas-dorosłych… Zabrzmi to pewnie mało optymistycznie, ale kiedy patrzę na rodziców dzieci komunijnych to odnoszę czasami takie wrażenie, że przespali katechezę w szkole (znakomita większość z nich już w szkole chodziła na lekcje religii – wielu chwali sie nawet, że miało z religii na świadectwie dobre oceny) i zdaje się, że trzeba czym prędzej bić na alarm z powodu zaskakująco małej wiedzy religijnej wielu dorosłych, natomiast pytanie: dlaczego jest ona tak mała zdaje się pozostaje otwarte i chyba byłabym ostrożna w szukaniu winnych w innych miejscach niż najpierw w nas samych… Bo można z łatwością oskarzyć i katechetę (który podobno się nie przykładał) i księdza (który często się spieszył) i rodziców (którzy byli szczerze zapracowani bo czasy były trudne) tylko czy aby na pewno tylko oni są winni? Pozdrawiam serdecznie. J.B.

  • Jaką wiarę my rodzice posiadamy taką przekazujemy swoim dzieciom. Jeśli rodzice nie wierzą, że np. Eucharystia to spotkanie z żywym Jezusem to jak mają o tym opowiadać swoim dzieciom? Tam gdzie wiara jest jedynie czymś zewnętrznym i powierzchownym Komunia Święta kończy się właśnie na wyborze sukni, fryzjera i oczekiwaniu na prezenty. Czasami nie pomogą najbardziej zaangażowani katecheci, chociaż ich roli nie należy umniejszać. Tym co wydaje mi się najważniejsze jest właśnie świadectwo żywej wiary dawane przez rodziców. To my rodzice mamy być Żywą Monstrancją i naszym życiem nieść im Jezusa, a wtedy powiedzą jak np. córka znajomej zapytana podchwytliwie co by chciała dostać z okazji Komunii Św :" nic bo największy prezent dostałam od Pana Jezusa"
    RenataB

  • A może zmienić formę i celebrację I Komunii św.? W czwartki, skromnie, bez tysiąca prób, przygotowań, całorocznego szaleństwa kościelnego? My Polacy, mamy skłonność do przesady, i zasady "postaw się, a zastaw się" – na gruncie kościelnym tak samo- bez opamiętania…. Ale to już zależy od Episkopatu.
    Kaśka

  • Podpisuję się pod postami J.B. I Renaty :). Cóż, to skupienie się na zewnętrznych aspektach jest pewnym synonimem epoki, w ktorej przyszło nam żyć :).
    Pozdrawiam
    Robert

  • Witam
    Co do propozycji Kaski.Jestem calkowicie za taka forma.Unikniemy wtedy calej tej gonitwy,pretensji ze te alby to szyje ta a nie tamta krawcowa,ze ci rodzice to chcieliby tak a inni jeszcze inaczej.W tym wszystkim kazdemu udzielaja sie emocje.A co dzieje w dniu Komunii,napierajacy tlum i scisniete dzieci w srodku i rozbiegane mysli czu wszystko sie uda,czy dobrze wypadnie przed kamera itd.
    Dopiero Bialy Tydzien przynosi jako takie wytchnienie.Warto pomyslec o zmianach ,inaczej utoniemy w tym biznesie i szumie.
    Pisze to jako ojciec dziecka ktore w tym roku przystapilo do Komunii Sw w Celestynowie.
    Pozdrawiam
    Robson

  • To chyba nie jest wszystko takie proste. W mojej parafii, I Komunia jest zawsze w sobotę a niestety i tłum i rozbiegane myśli z powodu kamery i fotografa i nadmiar emocji są dokładnie takie same jak w niedzielę, bo cała ta otoczka zawnętrzna chyba nie zależy od dnia tygodnia, tylko od nastawienia (i dzieci i rodziców). Jeśli dla kogoś wazna jest krawcowa, przyjęcie, zdjęcia, filmy i prezenty, to te wszystkie sprawy staną na pierwszym miejscu niezależnie od tego czy I Komunia będzię we wtorek, w czwartek czy w niedzielę, natomiast jeśli w centrum stanie Chrystus Eucharystyczny, który przychodzi po raz pierwszy do serca naszego dziecka i jest Najważniejszym Gościem także potem – przy rodzinnym stole, w czasie wspólnego świętowania tego waznego dla wszystkich wydarzenia – to i w piątek i w niedzielę poprostu będzie normalnie (bez szumu i bez biznesu)… Ale to oczywiście tylko moje prywatne zdanie. Pozdrawiam serdecznie. J.B.

  • Witaj J.B., pewnie, że nie jest proste. Organizowanie uroczystości w dzień powszedni musiałoby się łączyć z urlopami wszystkich zainteresowanych osób, nie mówiąc o samych dzieciach, które w szkole nie mogłyby pewnie usiedzieć spokojnie na miejscu… no chyba, że nie szłyby do szkoły tego dnia. Pewnie taki pomysł by nie przeszedł. Z kolei Wielki Czwartek ma "dość swoich spraw" i nie wiem, czy byłby to dobry wybór. Robson – Rodzic "na gorąco" po I Komunii św. swojej pociechy, ma dokładny obraz całego wydarzenia, które odbiega od ideału… "Warto pomyslec o zmianach inaczej utoniemy w tym biznesie i szumie" – zgadzam się ze smutkiem, Drogi Robsonie. Wpajanie i dzieciom, i rodzicom, że Chrystus Eucharystyczny jest najważniejszy tego dnia trwa "od zawsze". I nic się nie zmienia. A jeśli zmienia, to niestety na gorsze. I tak jak napisałam, nasze gdybanie i zażalenia na nic nie zdadzą, jeśli nie wypowie się w tej sprawie KEP.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Kaśka

  • Kochani, zgadzam się z Waszymi wypowiedziami, szczególnie z tymi, że to nie od dnia tygodnia zależy przeżywanie Pierwszej Komunii Świętej, ale od postawy wiary Rodziców i od religijnej atmosfery w domu. Niestety, nawet obserwując to wydarzenie w Celestynowie, muszę powiedzieć, że niektórzy Rodzice w ogóle nie powinni prosić o ten Dar dla swoich Dzieci, bo już teraz widać, że będzie on zmarnowany… Podobnie, jak z postawami niektórych Kandydatów do Bierzmowania i ich Rodziców, u których nie ma w ogóle wiary, a Bierzmowanie traktują jako konieczny do zaliczenia – na wszelki wypadek – zwyczajowy obrzęd. Dali by sobie spokój i nie zawracali głosy sobie i Księżom. A do tego jest jeszcze kwestia odpowiedzialności przed Bogiem za zmarnowany Sakrament! Na całe szczęście, i wśród Rodziców Dzieci Komunijnych, i wśród Rodziców Kandydatów, i samych Kandydatów dostrzegam takich ludzi, których postawą jestem bardzo zbudowany, a czasami nawet… zawstydzony! Na szczęście, są i tacy! Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.