Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się!

P
Szczęść Boże! Bardzo serdecznie pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia!
Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Środa
w Oktawie Wielkanocy,
do
czytań: Dz 3,1–10; Łk 24,13–35

CZYTANIE
Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Gdy
Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie
dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od
urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej
Piękną, aby wstępujących do świątyni prosił o jałmużnę.
Ten, zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni,
prosił ich o jałmużnę.
Lecz
Piotr wraz z Janem przypatrzywszy mu się powiedzieli: „Spójrz na
nas”. A on patrzył na nich, oczekując od nich jałmużny. Piotr
powiedział: „Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję: W
imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” I ująwszy go za
prawą rękę, podniósł go. Natychmiast też odzyskał władzę w
nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, skacząc i
wielbiąc Boga.
A
cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. I rozpoznawali
w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni,
aby żebrać, i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co
go spotkało.

SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
W
pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi,
zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy.
Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak
rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i
szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie
poznali.
On
zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w
drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas,
odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w
Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”.
Zapytał
ich: „Cóż takiego?”
Odpowiedzieli
Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem
potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak
arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali.
A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela.
Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to
stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były
rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i
opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż
On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko
tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”.
Na
to On rzekł do nich: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca
do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie
miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?” I zaczynając
od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we
wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak
przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał,
jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z
nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”.
Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u
stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i
dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On
zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie
pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam
wyjaśniał?”
W
tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali
zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan
rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni
również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy
łamaniu chleba.

Dwa
duże zaskoczenia zostały opisane w dzisiejszych czytaniach.
Pierwsze to te, którego doznał chromy, żebrzący przed
świątynią.
On sam żebrał o jakiekolwiek wsparcie –
otrzymał pełnię zdrowia. Z kolei dwaj uczniowie, zdążający
do Emaus, chcieli poskarżyć się napotkanemu człowiekowi na
przeżycia i doświadczenia ostatnich dni, kiedy to tak brutalnie
potraktowano ich Mistrza, z którym oni wiązali takie nadzieje.
Okazało się natomiast, że to właśnie z Nim samym – ze swoim
Mistrzem –
akurat rozmawiali.
Źródłem
jednego i drugiego zaskoczenia okazał się sam Pan, a dokładniej:
fakt obdarowania przez Niego człowieka takimi dobrami, jakich
ten nawet się nie spodziewał.
W
Emaus wszystko dokonało się przy stole, w czasie łamania chleba –
czyli w czasie Mszy Świętej. Kiedy tajemniczy Człowiek zajął
z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo,
połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go,
lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy
serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma
nam wyjaśniał?”

Rzeczywiście,
rozmawiali z Nim, On Pisma im wyjaśniał, a oni Go nie poznali. A
kiedy Go poznali, nie mogli wręcz uwierzyć… Ale to chyba właśnie
wtedy tak naprawdę uwierzyli,

że ich Mistrz zmartwychwstał i jeszcze tego samego wieczoru ruszyli
w drogę powrotną do Jerozolimy, chociaż niewiele wcześniej –
zwróćmy na to uwagę – sami prosili swego
tajemniczego
Rozmówcę,
by nie szedł dalej, gdyż
ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił.
W
tej chwili to już nie było żadną przeszkodą, aby biec co sił w
nogach do swoich, by podzielić się z nimi tą niezwykłą wieścią.

Chromy,
uzdrowiony przez Apostołów mocą Jezusa, także zerwał
się i stanął na nogach, skacząc i wielbiąc Boga.

I
to
spowodowało także
zaskoczenie, zdumienie i
wynikające z
tego uwielbienie
Boga przez tych,
którzy byli świadkami całego wydarzenia.

Moi
Drodzy, uczniowie w Emaus rozpoznali Jezusa – jeśli tak można
powiedzieć – na Mszy Świętej. Na marginesie można dodać, że
ta Msza
Święta rozpoczęła się już w drodze,
bo
to właśnie tam miała miejsce swoista
liturgia Słowa,

w trakcie której Jezus, zaczynając
od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we
wszystkich Pismach odnosiło się do Niego
.
A
przy stole dokonała się swoista liturgia
eucharystyczna.

Wtedy to uczniowie rozpoznali Jezusa.
Z
kolei chromy doświadczył bliskości Jezusa w
konkretnym działaniu,

podjętym przez Apostołów – właśnie w
imię Jezusa i mocą Jezusa.

Jakże
ważnym i potrzebnym jest, Kochani, abyśmy po przeżyciach wielkich
Świąt Paschalnych także bardziej
rozpoznawali

Jezusa
w
czasie Mszy Świętej

– abyśmy też chętniej i pobożniej w niej uczestniczyli – a
także abyśmy
rozpoznawali
Jezusa,
działającego w codzienności.

A także: abyśmy tak przeżywali Mszę Świętą – lub ją
sprawowali, jeżeli jesteśmy kapłanami – by inni dzięki temu
łatwiej
Go
w niej
rozpoznali,
gdy
łamie chleb i Pisma wyjaśnia…
I
abyśmy tak kształtowali swoją codzienność, by inni – patrząc
na nasze codzienne postępowanie – mogli doświadczyć działania
tegoż
Jezusa, który przez
nas

pociesza ich, podtrzymuje nadzieję, a
może nawet – uzdrawia…
Pomyślmy
w tym kontekście:

Czy
moje przeżywanie (sprawowanie) Mszy Świętej jest dla innych
budującym świadectwem?

Czy
moje codzienne postępowanie to znak obecności i działania Jezusa w
świecie, czy jego zaprzeczenie?

Po
czym ja sam rozpoznaję obecność Jezusa w moim życiu?

Oni
również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy
łamaniu chleba.

6 komentarzy

  • Piękne to Piotrowe "ale co mam, to ci daję". Wczoraj akurat mieliśmy wykład – katechezę na temat daru uzdrawiania i wyciągnęliśmy wniosek, że Kościół mało korzysta z obdarowania tym charyzmatem, jakby się bał porażki… łatwiej bowiem powiedzieć Chrystusowe " odpuszczają Ci się grzechy" ( bo tego nie widać) niźli " wstań i chodź" na oczach świadków. Na ten temat słyszałam kapitalne świadectwo kapłana chodzącego po kolędzie, bądź w pierwsze piątki z Panem Jezusem i proszącą kobietę o modlitwę wstawienniczą nad nią bo bardzo cierpiała na jakieś schorzenie reumatyczne rąk…, następnym razem kolan…(nie pamiętam już szczegółów, więc aby nie fałszować faktów, zamieszczę link jak odnajdę to świadectwo).

    • "Kościół mało korzysta z obdarowania tym charyzmatem, jakby się bał porażki… łatwiej bowiem powiedzieć Chrystusowe " odpuszczają Ci się grzechy" ( bo tego nie widać) niźli " wstań i chodź" na oczach świadków." Dość mocne stwierdzenie. Trudno mi się z nim zgodzić – nie ująłbym tego w ten sposób. Ks. Jacek

  • Przepraszam, że tak to ujęłam, ale przecież rzadkim zjawiskiem – faktem jest spektakularny cud w Imię Jezusa dokonany przez księży na oczach wielu a przecież Jezus powiedział, że "jeszcze większe cuda będziecie czynić" i tak się działo za czasów Apostolskich. Nie znaczy to, że powątpiewam, czy nie wierzę w moc odpuszczania grzechów przez kapłanów mocą Chrystusa.
    Niestety nie potrafię odnaleźć tego świadectwa o którym wspomniałam, więc przestaję szukać.

    • Zdaje się, że rozumiem myśl, zawartą w tej wypowiedzi. Przyznaję natomiast, jako ksiądz, że sam też nie odważyłem się tak otwarcie wypowiedzieć formuły jakiegoś fizycznego uzdrowienia. Nie uważam bowiem, że Bóg – ot, tak, na moje zawołanie – powinien czynić jakikolwiek cud. Natomiast gdybym otrzymał od Pana jakikolwiek sygnał, że chce takiego znaku dokonać, na pewno wówczas chciałbym być Jego narzędziem w tym dziele.
      A to, że księża nie próbują takich "eksperymentów", to wynika – jak sądzę – nie z braku ich wiary (chociaż zapewne w jakimś stopniu również i z tego powodu), ale bardziej z szacunku do Boga, który o takich sprawach sam powinien decydować. Szczęść Boże! Ks. Jacek

  • Dziękuję za odpowiedź. Podobnie wypowiedział się lider, który stwierdził że gdyby miał poznanie dla konkretnego człowieka w kościele ( np na Mszy Świętej z modlitwami o uzdrowienie) i przynaglenie Ducha Świętego , że ma to uczynić ( wypowiedzieć) to by to wówczas uczynił, wypełniając wolę Boga.

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.