Słodkie i gorzkie – Boże słowo…

S
Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Profesor Roman Krawczyk, mój pierwszy Rektor w Seminarium i Wykładowca Starego Testamentu; a także Pan Roman Dróżdż – bardzo życzliwy mi Człowiek z Celestynowa, zaangażowany w życie tamtejszej Parafii. Urodziny natomiast przeżywa Magda Martyniuk, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.
     Wszystkim Solenizantom i Jubilatce życzę takiej wierności Bożemu słowu, o jakim mówi dzisiaj Boże słowo – i jakiego przykład dała Błogosławiona Karolina Kózkówna. Obiecuję modlitewne wsparcie!
        Księdzu Markowi dziękuję za wczorajsze słówko z Syberii, chociaż – jak zawsze – liczę na większy odzew z Waszej strony, Kochani! Zachęcam do wypowiedzi, dzielenia się przemyśleniami…
               Dobrego dnia!
                                         Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Piątek
33 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie
Bł. Karoliny Kózkówny, Dziewicy i Męczennicy,
do
czytań: Ap 10,8–11; Łk 19,45–48

CZYTANIE
Z KSIĘGI APOKALIPSY ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:
Ja,
Jan, znów usłyszałem głos z nieba, jak zwracał się do mnie w
słowach: „Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła stojącego
na morzu i na ziemi”.
Poszedłem
więc do anioła, mówiąc mu, by mi dał książeczkę. I rzecze mi:
„Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w
ustach twych będzie słodka jak miód”. I wziąłem książeczkę
z ręki anioła i połknąłem ją, a w ustach moich stała się
słodka jak miód, a gdy ją spożyłem, goryczą napełniły się
moje wnętrzności.
I
mówią mi: „Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach,
językach i o wielu królach”.

SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus
wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej.
Mówił do nich: „Napisane jest: «Mój dom będzie domem
modlitwy», a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”.
I
nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie
oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co
by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.

Czynność,
nakazana Świętemu Janowi przez Anioła, czyli połknięcie
książeczki,
zawierającej słowa Boże – a konkretnie:
zapis ostatecznych wyroków Bożych – jest czynnością głęboko
symboliczną.
Porównując bowiem czytanie jakiejkolwiek książki
– a już szczególnie księgi Pisma Świętego – do spożywania
pokarmu, mamy zwykle na myśli strawę duchową. I to właśnie
w tym kontekście mówimy nieraz o „pochłanianiu” jakiejś
książki,
czyli o czytaniu jej jednych tchem, z wielkim
zainteresowaniem.
Tymczasem
– jak wynika z dzisiejszego pierwszego czytania – Janowi polecono
dosłownie zjedzenie, połknięcie księgi. A kiedy tego
dokonał, wówczas okazało się, że doświadczył dwojakich,
całkowicie przeciwstawnych odczuć – zgodnych zresztą z
zapowiedzią Anioła. Sam Jan tak to dziś zrelacjonował: Wziąłem
książeczkę z ręki anioła i połknąłem ją, a w ustach moich
stała się słodka jak miód, a gdy ją spożyłem, goryczą
napełniły się moje wnętrzności.
W
komentarzach do tego stwierdzenia znajdziemy adnotację, że chodzi
tu o różnorodność
Bożego Objawienia,

zawierającego w sobie zarówno treści wzniosłe
i radosne, jak i te trudne, i bardzo bolesne…

I
chyba
to nikogo z nas nie zaskakuje, bowiem nawet słuchając Bożego słowa
w czasie Mszy Świętej – a tym bardziej czytając
je
osobiście – z całą pewnością natrafiamy zarówno na takie
treści, które wręcz buzują
radością, optymizmem, pełnią szczęścia i uniesienia,

jak i na takie, od których wręcz ciężko
się robi na sercu,

a niekiedy to nawet odczuwamy
dreszcz trwogi…
Dzieje
się tak dlatego, że
słowo Boże jest słowem
żywym,
przeto
niesie
przekaz jednoznaczny, prosty i konkretny, a ponieważ jest to właśnie
słowo
samego Boga, skierowane do człowieka,

a człowiek bardzo różnie postępuje, dlatego i to słowo
musi odnosić
się do wszystkich aspektów życia człowieka.

I
dlatego właśnie to, co dobre w postawie człowieka, znajdzie zawsze
w
Bożym słowie akceptację,

to jednak,
co złe – zostanie wyraźnie
wskazane,
jasno określone, czasami
wręcz potępione

(podkreślmy: zło, nie człowiek!), po
czym
zostanie także
wskazana droga
wyjścia z impasu.

Zresztą,
gdyby ludzie słuchali
słowa Bożego i go przestrzegali,

nie musieliby potem odnosić do siebie słów bolesnych, krytycznych,
napominających… Bo Bóg
żywo reaguje
na
postawy człowieka, a przede wszystkim – zależy
mu na jego zbawieniu.

Dlatego w swoim słowie nigdy
go nie
okłamuje,
nie
mami
tanimi pochwałami, kiedy trzeba jasno wskazać zło i je
napiętnować.
Dokładnie
taki styl swojej zbawczej misji przyjął i realizował sam Jezus.
Owszem, bardzo dużo było
w
Jego nauczaniu i w Jego działalności
niezwykłej
delikatności,
wręcz czułości wobec człowieka;

bardzo dużo miłosierdzia,
dobroci,

krzepiącego
słowa i pogodnego spojrzenia… Ale
były też i takie momenty, jak ten opisany w dzisiejszej Ewangelii,
kiedy to
Jezus bezpardonowo i bezceremonialnie wszedł
do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej.

Inni
Ewangeliści szerzej i bardziej szczegółowo opisują, co tam się
wtedy
działo…
Dzisiaj pewnie wyprowadzono
by
Jezusa
za to w kajdanach!
A
jednak, nie mógł On
postąpić
inaczej, co zresztą sam wytłumaczył w taki oto sposób: Napisane
jest: «Mój dom będzie domem modlitwy», a wy uczyniliście z niego
jaskinię zbójców.

Otóż
właśnie! Wierność słowu Bożemu – temu zapisanemu na kartach
Starego Testamentu, ale i temu, które sam głosił – nakazywała
Jezusowi
niekiedy takie właśnie ostre działania.

Kochani,
musimy to widzieć! Nie możemy o tym zapominać! I
nie możemy fałszować obrazu Jezusa,
mówiąc
o Nim tylko jako o „chodzącej czułości”, rozdającej słodkie
uśmiechy na prawo i lewo!
Jezus
czasami krzyczał,

czasami używał takich określeń – i to w odniesieniu do
konkretnych ludzi – jak: „obłudnicy”,
„plemię żmijowe”…

Bo
to Mu
nakazywała wierność Bożemu słowu, wierność jedynej Prawdzie.
Moi
Drodzy, naszą odpowiedzią na tę Jezusową wierność – ma być
nasza
wierność Bożemu słowu:

w
całej jego pełni i treści!

Zarówno
temu słowu, które „w
ustach staje się słodkie,
jak miód”,
jak i temu, które „goryczą napełnia wnętrzności”…
Wierna
– i to za cenę życia – temuż Bożemu słowu była Patronka
dnia dzisiejszego, Błogosławiona
Karolina Kózkówna.

Urodziła
się ona
w
podtarnowskiej wsi
Wał–Ruda, 2 sierpnia 1898 roku,

jako czwarte z jedenaściorga dzieci. Pięć dni później otrzymała
Chrzest Święty w kościele parafialnym w Radłowie. Jej rodzice
posiadali niewielkie gospodarstwo. Pracowała z nimi na roli.
Wzrastała
w atmosferze żywej i autentycznej wiary,

która wyrażała się we wspólnej rodzinnej modlitwie wieczorem i
przy posiłkach, w codziennym śpiewaniu „Godzinek”,
częstym przystępowaniu do Sakramentów i
uczestniczeniu we Mszy Świętej

także w dzień powszedni.
Ich
uboga chata była nazywana „kościółkiem”. Krewni i sąsiedzi
gromadzili się tam często na
wspólne czytanie Pisma Świętego, żywotów
Świętych
i religijnych czasopism.

W Wielkim Poście śpiewano tam „Gorzkie
Żale”,
a w okresie Bożego Narodzenia – kolędy.
Karolina
od najmłodszych lat ukochała modlitwę i starała się wzrastać w
miłości Bożej. Nie
rozstawała się z otrzymanym od matki różańcem – modliła się
nie tylko w ciągu dnia, ale i w nocy.

We wszystkim była posłuszna rodzicom, z miłością i troską
opiekowała się licznym młodszym rodzeństwem.
W
1906 roku rozpoczęła naukę
w ludowej szkole podstawowej,

którą ukończyła w 1912 roku. Potem uczęszczała jeszcze na tak
zwaną naukę dopełniającą trzy razy w tygodniu. Uczyła się
chętnie i bardzo dobrze, z
religii otrzymywała zawsze najwyższe oceny,

była pracowita i obowiązkowa.
Duży
wpływ na duchowy rozwój przyszłej Błogosławionej miał
jej
wuj, Franciszek Borzęcki, człowiek bardzo religijny

i zaangażowany w działalność apostolską i społeczną. Karolina
pomagała mu w prowadzeniu
świetlicy i biblioteki,

do której przychodziły często osoby dorosłe i młodzież.
Prowadzono tam kształcące rozmowy, śpiewano pieśni religijne i
patriotyczne, deklamowano utwory wieszczów.
Karolina
odkrywała w sobie talent katechetyczny.

Nie poprzestawała na tym, że poznała jakąś prawdę wiary lub
usłyszała ważne słowo – zawsze
spieszyła, by przekazać je innym.

Z potrzeby serca katechizowała
swoje rodzeństwo i okoliczne dzieci,

śpiewała z nimi pieśni religijne, odmawiała Różaniec i
zachęcała do życia według Bożych przykazań. Wrażliwa
na potrzeby bliźnich, chętnie zajmowała się chorymi i starszymi.

Odwiedzała ich, oddając im różne posługi i czytając pisma
religijne. Przygotowywała w razie potrzeby na przyjęcie Wiatyku i
Namaszczenia Chorych.
Zginęła
w wieku zaledwie siedemnastu lat,
na
początku pierwszej wojny światowej, w
dniu 18 listopada 1914 roku.

Carski żołnierz uprowadził ją przemocą i bestialsko zamordował,
gdy broniła się, pragnąc zachować dziewictwo. Nie było świadków
samego momentu śmierci. Po kilku dniach, 4 grudnia 1914 roku, w
pobliskim lesie znaleziono
jej zmasakrowane zwłoki.

Pogrzeb
Karoliny był wielką
manifestacją wiary okolicznej ludności,

która z wielkim przekonaniem mówiła, że uczestniczy w pogrzebie
męczennicy. Karolinę pochowano w parafialnym kościele we wsi
Zabawa. W dniu 10 czerwca
1987 roku, Jan Paweł II w Tarnowie ogłosił ją Błogosławioną.
A
oto co mówił w homilii, w trakcie Mszy Świętej beatyfikacyjnej:
„Orędzie Ośmiu Błogosławieństw, siejba Bożej Ewangelii, idzie
przez stulecia. […] I oto za naszych czasów, w tym stuleciu, […]
ognisty język Ducha Prawdy, Parakleta, zatrzymał
się nad postacią prostej, wiejskiej dziewczyny: Bóg
wybrał właśnie to, co niemocne, aby mocnych poniżyć, aby
zawstydzić mędrców
.
Czyż
Święci są po to,
ażeby zawstydzać? Tak. Mogą być i po to.
Czasem
konieczny jest taki zbawczy wstyd, ażeby zobaczyć człowieka w
całej prawdzie. Potrzebny jest, ażeby odkryć
lub odkryć na nowo właściwą hierarchię wartości.

Potrzebny jest nam wszystkim, starym i młodym. Chociaż ta
młodziutka córka Kościoła tarnowskiego, którą od dzisiaj
będziemy zwać Błogosławioną, swoim życiem i śmiercią mówi
przede wszystkim do młodych.

Do chłopców i dziewcząt. Do mężczyzn i kobiet.
Mówi
o wielkiej godności kobiety: o godności ludzkiej osoby. O godności
ciała,
które wprawdzie
na tym świecie podlega śmierci, jest zniszczalne, jak i jej młode
ciało uległo śmierci ze strony zabójcy, ale nosi w sobie – to
ludzkie ciało – zapis
nieśmiertelności,
jaką
człowiek ma osiągnąć w Bogu wiecznym i żywym, osiągnąć przez
Chrystusa.
Tak
więc Święci są po to,
ażeby świadczyć o wielkiej godności człowieka.

Świadczyć o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym – dla
nas i dla naszego zbawienia; to znaczy równocześnie świadczyć
o tej godności, jaką człowiek ma wobec Boga.

Świadczyć o tym powołaniu, jakie człowiek ma w Chrystusie.
Karolina Kózkówna była
świadoma tej godności. Świadoma tego powołania.
Psalm
responsoryjny, który dziś wyśpiewaliśmy, pozwala nam niejako
odczytać poszczególne momenty tego świadectwa. Tego męczeństwa.
Czyż to nie ona tak mówi – ona, Karolina? Zachowaj
mnie, Boże, bo chronię się u Ciebie, mówię Panu: Tyś jest Panem
moim.
Czyż to nie
ona mówi poprzez słowa Psalmisty? W momencie straszliwego
zagrożenia ze strony drugiego człowieka, wyposażonego w środki
przemocy, chroni się do Boga. A okrzyk Tyś
jest Panem moim

oznacza: nie zapanuje nade
mną brudna przemoc, bo Ty jesteś źródłem mej mocy – w
słabości.
Ty, jedyny
Pan mojej duszy i mego ciała, mój Stwórca i Odkupiciel mego życia
i mojej śmierci. Ty, Bóg mojego serca, z którym nie rozstaje się
moja pamięć i moje sumienie.
Zawsze
stawiam sobie Pana przed oczy, On jest po mojej prawicy, nic mnie nie
zachwieje. Bo serce napomina mnie nawet nocą.

Tak Psalmista. I tak
Karolina w momencie śmiertelnej próby wiary, czystości i męstwa.

Jakbyśmy szli po śladach ucieczki tej dziewczyny, opierającej się
zbrojnemu napastnikowi, szukającej ścieżek, na których mogłaby
pośród tego rodzimego lasu w pobliżu jej wsi ocalić życie i
godność.
Ty
ścieżkę życia mi ukażesz
.
Ścieżka życia. Na tej ścieżce ucieczki został zadany ostatni,
zabójczy cios. Karolina
nie ocaliła życia doczesnego. Znalazła śmierć. Oddała to życie,
aby zyskać Życie z Chrystusem w Bogu.

W Chrystusie bowiem, wraz z Sakramentem Chrztu, który otrzymała w
kościele parafialnym w Radłowie, zaczęło się jej nowe
Życie.
I oto padając
pod ręką napastnika, Karolina daje ostatnie na tej ziemi świadectwo
temu Życiu, które jest w niej. Śmierć
cielesna go nie zniszczy. Śmierć oznacza nowy początek tego Życia,

które jest z Boga, które staje się naszym udziałem przez
Chrystusa, za sprawą Jego śmierci i zmartwychwstania.
Ginie
więc Karolina. Jej martwe ciało dziewczęce pozostaje wśród
leśnego poszycia. A śmierć niewinnej zdaje się odtąd głosić ze
szczególną mocą tę prawdę, którą wypowiada Psalmista: Pan
jest moim dziedzictwem, Pan jest moim przeznaczeniem. To On mój los
zabezpiecza.
Tak.
Karolina porzucona wśród lasu rudziańskiego jest bezpieczna. Jest
w rękach Boga, który jest Bogiem Życia. I męczennica woła wraz z
Psalmistą: Błogosławię
Pana
.
Dziecko
prostych rodziców, dziecko tej nadwiślańskiej ziemi, Gwiazdo
twojego ludu,

dziś Kościół podejmuje to wołanie twojej duszy, wołanie bez
słów i nazywa Ciebie Błogosławioną! Chrystus stał się twoją
mądrością
od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem
.
Stał się twoją mocą. Dziękujemy
Chrystusowi za tę moc,
jaką
objawił w twoim czystym życiu i w twojej męczeńskiej śmierci.”
Tyle z pięknej homilii Jana Pawła II.
Słuchając
tych słów, wpatrując się w świetlany przykład niezwykłej
odwagi tej „prostej, wiejskiej
Dziewczyny”, a jednocześnie wsłuchując się w Boże słowo
dzisiejszej liturgii, zastanówmy się:

Jaki
obraz Jezusa noszę w swoim sercu: czy potrafię zaakceptować także
obraz Jezusa wymagającego i upominającego?

Czy
swoje życie uzgadniam z Bożym słowem, czy Boże słowo próbuję
nagiąć do swoich zachcianek?

Za
jaką cenę jestem w stanie bronić wierności Bożemu słowu?

Trzeba
ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach!

3 komentarze

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.