Ci Barankowi towarzyszą…

C

Szczęść
Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Ksiądz
Adrian Komar, z którym w swoim czasie współpracowałem w
Żelechowie, a teraz Ksiądz Adrian pracuje w Stanach Zjednoczonych.
Życzę Mu, aby zawsze szedł prostą drogą do Nieba – i innym
pomagał nią iść! Zapewniam o modlitwie.
I
życzę Wszystkim błogosławionego dnia!
Gaudium
et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek
34 Tygodnia zwykłego, rok II,
do
czytań: Ap 14,1–3.4b–5; Łk 21,1–4

CZYTANIE
Z KSIĘGI APOKALIPSY ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:
Ja,
Jan, ujrzałem: a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto
czterdzieści cztery tysiące, mających imię Jego i imię Jego Ojca
na czołach swoich wypisane. I usłyszałem z nieba głos jakby głos
mnogich wód i jakby głos wielkiego grzmotu. A głos, który
usłyszałem, brzmiał, jak gdyby harfiarze uderzali w swe harfy.
I
śpiewają jakby pieśń nową przed tronem i przed czterema
Zwierzętami, i przed Starcami: a nikt tej pieśni nie mógł się
nauczyć prócz stu czterdziestu czterech tysięcy wykupionych z
ziemi.
Ci
Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie. Ci spośród ludzi
zostali wykupieni na pierwociny dla Boga i dla Baranka, a w ustach
ich kłamstwa nie znaleziono: są nienaganni.

SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Gdy
Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do
skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa
pieniążki.
I
rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej
niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im
zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała
na utrzymanie”.

Wobec
rozmiarów zła w historii ludzkości, wielu
straciło nadzieję,

załamało się i poddało się działaniu złego ducha. Jest o tym
wyraźnie mowa w Księdze Apokalipsy. Ale ogromna rzesza nie
uległa temu
i pozostała wierna Bogu.

I to właśnie ich symbolizuje owych – to także nie po raz
pierwszy pojawiająca się liczba – sto
czterdzieści cztery tysiące

opieczętowanych.
Przypomnijmy:
to liczba
dwanaście,

oznaczająca pełnię, kompletność, doskonałość – pomnożona
przez siebie i jeszcze przez tysiąc – co w sumie oznacza
nieprzeliczoną
wielość.

Wielu
zatem było tych, którzy nie ulegli presji zła, którzy pozostali
wierni Barankowi,
czyli
zwycięzkiemu Chrystusowi.
I oto dzisiaj widzimy ich – razem z Nim – na
górze Syjon.

Góra
ta – a właściwie wzgórze – znajdujące
się w południowo – wschodniej Jerozolimie, odegrało istotną
rolę w historii

narodu wybranego. Tam działy się wielkie i ważne wydarzenia. Tutaj
jednak jest symbolicznym miejscem, gdzie zgromadzą się wszyscy
odkupieni.
I
rzeczywiście – widzimy tam dzisiaj ową wielką rzeszę, mających
imię Jego i imię Jego Ojca na czołach swoich wypisane.

To
owi odkupieni. I śpiewają jakby pieśń nową
przed tronem i przed czterema Zwierzętami, i przed Starcami: a nikt
tej pieśni nie mógł się nauczyć prócz stu czterdziestu czterech
tysięcy wykupionych z ziemi. Ci Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek
idzie.

Zapewne
mamy przed oczami ten triumfalny pochód, niczym triumfalny pochód
zwycięzców, wracających z wojny. Zaiste, ci
są także zwycięzcami,

wszak zwyciężyli swoją własną słabość, pokonali także zakusy
złego, nie ulegli im. Teraz uczestniczą w
niebiańskiej liturgii

– razem z Barankiem, któremu pozostali bezwzględnie wierni.
Słuchając
dzisiaj
tego
tekstu, uświadamiamy sobie, że my
jeszcze jesteśmy w drodze.

My
na razie pielgrzymujemy przez ziemię, a ten nasz pochód nie
zawsze jest pochodem zwycięzców

oj, nie zawsze… Chyba częściej jest drogą pod
górę – iprzez
ciernie. Także przez ciernie grzechów
i własnych słabości.
Ale
też nie brakuje na tej naszej drodze momentów pięknych.
Oto
uboga jakaś wdowa
– jak ją określił Łukasz – odbyła dzisiaj drogę do świątyni

w tym wymiarze widzialnym, fizycznym.
Po protu – przyszła
do świątyni.

Jednak tam zobaczył ją Jezus. A wtedy okazało się – o czym
Jezus dobrze wiedział, a my dowiedzieliśmy się od Niego – że
owa skromna kobieta odbywała
przez swoje życie piękną
drogę, prawdziwą pielgrzymkę do Nieba.
Trudna
to droga i – w tym wymiarze zewnętrznym – z pewnością daleka
od jakiegokolwiek blasku i splendoru; naznaczona
biedą

i codziennym zmaganiem o byt. Ale przede wszystkim –
charakteryzująca się niesamowitym
zaufaniem do Boga!

A to sprawiło,
że była
to droga i wędrówka we właściwym kierunku – i zmierzająca do
właściwego celu.

Nie
znamy dalszych losów „ubogiej jakiejś wdowy”, ale możemy być
pewni, że jeśli na tej drodze bezwzględnego i heroicznego zaufania
do Boga wytrwała, to doszła
nią do Nieba

i dzisiaj jest jedną z owych stu czterdziestu czterech tysięcy
szczęśliwych, biorących udział w
wiecznej liturgii zbawionych.
Moi
Drodzy, nie pozostaje nam nic innego, jak zapytać samych siebie o
naszą drogę przez życie:
jak
przebiega, dokąd prowadzi – czy zbliża nad do Boga, czy od Niego
oddala?… A jeżeli zdarza nam się zboczyć na bezdroża grzechu –
czy jak najszybciej
powracamy

na właściwy szlak?
I
jeszcze jedno: jeżeli pragniemy uczestniczyć w wiecznej liturgii
zbawionych – owym niebiańskim pochodzie zwycięzców – to jak
często teraz odbywamy pochód do świątyni, aby uczestniczyć
w liturgii Kościoła?…

O autorze

Ks. Jacek

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale - wprost przeciwnie - podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień - w konfesjonale i poza nim - na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.

4 komentarze

Autor: Ks. Jacek

Ks. Jacek

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale - wprost przeciwnie - podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień - w konfesjonale i poza nim - na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.