Żyje we mnie Chrystus!

Ż

Szczęść Boże! Moi Drodzy, mam dla Was dzisiaj dwie wiadomości: złą i dobrą. A może nieco łagodniej: gorszą i lepszą? Od której zacząć? Może od tej gorszej – zwykle tak się zaczyna.

Otóż, nie ma dzisiaj słówka z Syberii. A teraz ta lepsza: będzie jutro. Czyli – jedno tylko słówko w tym tygodniu. Powodem – jak się domyślamy – jest wyjazd na urlop Sióstr, wspomagających Księdza Marka w Parafii, a On sam ma przecież budowę i musi doglądać całego gospodarstwa. Rozumiemy, doceniamy, wspieramy modlitwą. I czekamy na jutrzejsze słówko.

A tak, przy okazji: zajrzałem do zapisów z zeszłego roku i zobaczyłem, że właśnie 23 lipca zamieściłem na blogu informację, iż Ksiądz Marek szczęśliwie wylądował w Surgucie, po pobycie w Polsce. To był nieco krótszy pobyt, ale ponieważ już było wówczas wiadomo, że na Syberię pojedzie Ksiądz Paweł, wyraziłem przekonanie, że Marek będzie mógł do Polski przyjeżdżać częściej… A tu – masz ci los!

Dlatego raz jeszcze proszę o modlitwę, by to całe zamieszanie, które obecnie mamy, skończyło się. Jak pisał Ksiądz Marek – żeby wreszcie się skończyło! I aby mógł On swobodnie poruszać się po swojej Parafii i spotykać się z ludźmi, ale też – by mógł przyjechać na urlop.

Coraz bardziej widzimy, moi Drodzy – o czym od dawna wiemy, ale o czym chyba coraz bardziej się przekonujemy – że tylko Bóg, w swojej wielkiej łaskawości, jest w stanie opanować całą tę sytuację, na którą my nie mamy żadnego pomysłu ani sposobu.

Zatem, módlmy się! I nie marnujmy czasu, który Pan nam daje! Na jego mądre i celowe wykorzystanie w dniu dzisiejszym – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Św. Brygidy, Zakonnicy, Patronki Europy,

23 lipca 2020.,

do czytań z t. VI Lekcjonarza: Ga 2,19–20; J 15,1–8

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO GALATÓW:

Bracia: Ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.

Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.

Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was.

Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, jeżeli nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie.

Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni.

Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

Patronka dnia dzisiejszego, Brygida urodziła się w 1303 roku w Szwecji. Była spokrewniona ze szwedzką dynastią królewską. Rodzina Brygidy była bardzo religijna. Ojciec co tydzień przystępował do Sakramentu Pokuty i do Komunii Świętej. Odbył także podróż do Hiszpanii na grób Świętego Jakuba w Compostelli.

Sama zaś Brygida – jak czytamy w jej życiorysach – miała od dziecka cieszyć się oznakami szczególnej przyjaźni Pana Jezusa. Kiedy miała siedem lat, ukazała się jej Najświętsza Maryja Panna i złożyła na jej głowie tajemniczą koronę. Kiedy miała lat dziesięć, zjawił się jej Chrystus na Krzyżu. Na widok Męki Pana Jezusa Brygida miała zareagować wielkim przejęciem.

Kiedy miała dwanaście lat, zmarła jej matka. Wtedy to ojciec oddał ją na wychowanie do swojej krewnej, na zamek w Aspanas. Surowy tryb życia, jaki na zamku wprowadziła owa krewna, odpowiadał Brygidzie, która chciała cała należeć do Chrystusa. Tam też, wbrew swojej woli, została wydana w czternastym roku życia za mąż – za dziewiętnastoletniego Ulfa Gotmarssona.

Po ślubie przeniosła się na zamek męża. Chociaż przeżyła to bardzo boleśnie, bo zamierzała żyć w dziewictwie, to jednak starała się w całym tym wydarzeniu dostrzec wolę Bożą, dlatego też stała się dla męża najlepszą i oddaną żoną – co on z kolei potrafił odwzajemnić. Zapewne dlatego żyli szczęśliwie razem dwadzieścia osiem lat.

Pałac Brygidy należał do najświetniejszych w kraju. Było w nim zawsze bardzo wielu gości. Brygida dbała o to, by wszyscy wchodzący w jej progi czuli się dobrze. Kierowała domem i gospodarstwem wzorowo, dbała o służbę, z którą codziennie odmawiała pacierze. Nie pozwalała wszakże na żadne niestosowne i zbyt swobodne zachowania. Szczególnie jednak była oddana mężowi, okazując mu przywiązanie i opiekę. Małżeństwo doczekało się czterech synów i czterech córek.

Na wychowawców dla swoich dzieci dobierała Brygida pedagogów o odpowiednim wykształceniu i głębokiej wierze. Każde dziecko miało inny charakter i temperament. Trzeba było ze strony matki wiele subtelności, by uszanować ich osobowość, a nie dopuścić do wypaczenia charakterów. Obowiązek ten spoczywał głównie na niej, bowiem mąż był często poza domem, zajęty sprawami publicznymi.

Wśród tak licznych zajęć rodzinnych, nasza Patronka nie zaniedbała troski także o własną duszę. Miała swego kierownika duchowego. Na jej prośbę jeden z kanoników katedry, Maciej, przetłumaczył Pismo Święte na język szwedzki, by mogła się ona w nim rozczytywać. Na jej życzenie kanonik ten ułożył również komentarze do Pisma Świętego.

W 1332 roku Brygida została powołana na dwór króla Magnusa II w charakterze ochmistrzyni. Korzystając z osobistego majątku, jak też z majątku króla, nad którym otrzymała zaszczytny zarząd, hojnie wspierała kościoły, klasztory i ubogich. W intencji uproszenia błogosławieństwa Bożego dla całej rodziny, udała się wraz z mężem na grób Świętego Jakuba Apostoła do Compostelli. Pielgrzymka trwała rok. Towarzyszył im spowiednik, który później opisał całą podróż. Niedługo po powrocie z pielgrzymki, małżonek Brygidy zmarł. Było to w lutym 1344 roku.

Wtedy Brygida postanowiła oddać się wyłącznie służbie Bożej i pełnieniu dobrych uczynków. Długie godziny poświęcała modlitwie. Mnożyła akty umartwienia i pokuty. Naglona objawieniami, pisała listy do możnych tego świata, napominając ich w imię Boże. Królowi szwedzkiemu i zakonowi krzyżackiemu przepowiedziała kary Boże, które też niebawem na nich spadły. W 1352 roku wezwała Papieża Innocentego VI, aby powrócił do Rzymu. To samo wezwanie skierowała w imieniu Chrystusa do jego następcy, Papieża Urbana V, a następnie – do Grzegorza XI.

Była hojną dla fundacji kościelnych i charytatywnych. Dom jej stał zawsze otworem dla potrzebujących. Za poparciem króla, który na ten cel ofiarował znaczną posiadłość, i za zezwoleniem Stolicy Apostolskiej, Brygida założyła nową rodzinę zakonną pod nazwą Najświętszego Zbawiciela, zwaną często „brygidkami”. Jej córka, Święta Katarzyna, w roku 1374, została jego pierwszą opatką.

W roku 1349, udała się nasza Patronka do Rzymu, by uzyskać odpust z okazji roku jubileuszowego 1350. Chodziło jej również o zatwierdzenie reguł swojego zakonu. Tam też założyła jeden z klasztorów nowego zgromadzenia.

A korzystając ze swojej obecności w Italii, przewędrowała wraz z córką cały kraj, nawiedzając pieszo ważniejsze ówczesne sanktuaria. Do Rzymu powróciła dopiero w 1363 roku. W 1372 roku udała się z pielgrzymką do Ziemi Świętej. Miała już wówczas siedemdziesiąt lat. Po powrocie do Rzymu, wyczerpana pracą, zmarła 23 lipca 1373 roku – w dniu, który przepowiedziała.

W jej pogrzebie wzięły udział tłumy wiernych. Była to prawdziwa manifestacja i prawdziwy hołd, jaki jej Rzym złożył. Kroniki głoszą, że w czasie pogrzebu Brygidy wielu chorych zostało uzdrowionych. Jej ciało sprowadzono do Szwecji, gdzie złożono w klasztorze przez nią założonym. Dzięki staraniom córki, Świętej Katarzyny, Brygida została kanonizowana już w 1391 roku. Kiedy jednak Szwecja przeszła na protestantyzm w 1595 roku, relikwie Świętej zaginęły bezpowrotnie.

1 października 1999 roku, Papież Jan Paweł II ogłosił Świętą Brygidę Współpatronką Europy – razem ze Świętą Katarzyną ze Sieny i Świętą Teresą Benedyktą od Krzyża.

Słuchając słowa Bożego, przeznaczonego na dzisiejsze Święto, z pewnością odnajdujemy tam źródło siły duchowej i inspiracji dla tak wielkich dokonań, jakie stały się udziałem naszej dzisiejszej Patronki. Oto bowiem mamy do czynienia z Niewiastą, która sama jedna potrząsnęła światem! Bez cienia przesady tak możemy powiedzieć o jej życiu, o jej duchowości, o jej wpływie na bieg historii Europy i całego Kościoła, czego wyrazem była chociażby jej korespondencja w wielkimi tego świata, w tym także – z Papieżami.

Owszem, pochodziła z renomowanego rodu, urodziła się w rodzinie spokrewnionej z dynastią królewską w Szwecji, co było dla niej na pewno – by tak rzec – korzystną „pozycją startową” do tego wszystkiego, czego potem w życiu dokonała. Ale przecież wiemy, że nie dlatego okazała się tak znamienitą postacią w historii Kościoła i w historii Europy, a także – w jakimś sensie – w historii świata. Samo pochodzenie z takiej, czy takiej rodziny, naprawdę niczego nie przesądza. Wtedy nie przesądzało – i dzisiaj nie przesądza.

Podobnie, jak i inne czynniki, które na pierwszy rzut oka mogłyby prowadzić człowieka do wielkości czy świętości, a przecież często wcale nie prowadzą – jak chociażby wysokie wykształcenie i liczne tytuły przed nazwiskiem, czy też zajmowanie wysokiej pozycji społecznej. Chyba już coraz rzadziej, mówiąc o kimś jako o człowieku mądrym, mamy na myśli jedynie jego wykształcenie. Intensywność przepływu informacji pozwala nam bowiem coraz częściej dowiadywać się o ludziach wysoko wykształconych i posługujących się wieloma tytułami i wieloma osiągnięciami naukowymi – artykułami, rozprawami, badaniami – a w życiu pokazującymi totalną głupotę!

Podobnie i pochodzenie z jakiejś znanej rodziny, posiadanie wielkich przodków, wcale nie musi oznaczać, że się jest spadkobiercą ich duchowej wielkości i mądrości. Także zajmowanie wysokich stanowisk w hierarchii społecznej – niestety, także i w kościelnej – jeszcze o niczym nie świadczy. Żeby być bowiem wielkim, żeby być mądrym, żeby w życiu dokonać naprawdę wielkich i naprawdę trwałych rzeczy, trzeba mieć w sobie… to coś… Co?

Właśnie to, co miała Brygida, a co bardzo trafnie wyraził Święty Paweł w dzisiejszym pierwszym czytaniu, w słowach: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Cóż to takiego?… O czym mówimy?…

Mówimy o bardzo głębokiej i trwałej, osobistej więzi z Jezusem, o której jeszcze mocniej i jeszcze wyraźniej sam Jezus tak mówi w Ewangelii: Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. […] Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

My sobie nieraz, moi Drodzy, zadajemy pytanie, dlaczego tyle naszych wysiłków i starań – dobrych starań, motywowanych najlepszymi intencjami – nie przynosi owoców?… Przynajmniej, tak nam się wydaje. Może właśnie w tych słowach Jezusa i Świętego Pawła mamy odpowiedź? Może nam trzeba przemyśleć, czy jesteśmy w stanie o sobie tak powiedzieć, jak powiedział Paweł, że już nie on sam żyje, ale żyje w nim Chrystus?…

A może trzeba zapytać samych siebie i odważnie odpowiedzieć na pytanie, jak to jest – ale tak naprawdę! – z tym naszym trwaniem w Winnym Krzewie, jakim jest Jezus?

Pierwszym tego znakiem jest trwanie w stanie łaski uświęcającej i stałe przyjmowanie Komunii Świętej. Także modlitwa i kontakt z Bożym słowem. I stałe pełnienie woli Bożej, i stałe nawracanie się ze swoich słabości i grzechów. Czy tak wygląda nasza relacja z Jezusem, czy pozostaje ona tylko na poziomie formalnym, tradycyjnym, obrzędowym – bez większego, realnego i konkretnego, wpływu na codzienne życie?…

Moi Drodzy, powiedzmy sobie jasno: każda i każdy z nas może być tak wielkim i świętym człowiekiem, jak Święta Brygida Szwedzka, czy inni Święci. Każda i każdy z nas! To nie jest tak, że wielkość, świętość i mądrość zarezerwowana jest jedynie dla niektórych: dla wybranych, dobrze usytuowanych, czy tych, którym się jakoś w życiu poszczęściło. Każda i każdy z nas może – naprawdę – dokonać rzeczy wielkich! Może potrząsnąć światem – w najlepszym tego słowa znaczeniu! Trzeba w to tylko uwierzyć! A przede wszystkim – Jezusowi trzeba uwierzyć!

Wierzysz?…

6 komentarzy

  • Żyje we mnie Chrystus! Ukochał mnie na wieki, opiekuje się mną jak Brat, ale to nic dziwnego bo mamy jednego Ojca w Niebie. Moje serce jest pełne wdzięczności, za Twoją codzienną troskę, Jezu, za Twoją obecność przy mnie WCZORAJ, dziś i na zawsze! Tobie chwała na wieki!
    Ps. Jestem po zabiegu, ograniczam wizyty na blogu. Bóg zapłać za wszelkie dobro.

  • Chrystus trwa w moim życiu i daje mi znaki. Są chwile, gdy widzimy się przez mgłę, ale wracam… bo innej drogi nie ma.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.