Złota Księga Modlitwy

Z

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Klaudia Kołodziejczuk, włączająca się w swoim czasie w działalność młodzieżowych Wspólnot. Życzę Jej stałego odkrywania Bożej obecności w swoim życiu. I zapewniam o modlitwie!

A Was wszystkich, moi Drodzy, zapraszam już na kolejny dzień naszych Rekolekcji.

Gaudium et spes! Ks. Jacek

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – DZIEŃ 3

Sobota 4 Tygodnia Wielkiego Postu,

20 marca 2021.,

do czytań: Jr 11,18–20; J 7,40–53

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:

Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki.

Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: „Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!”

Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam swoją sprawę.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Wśród tłumów słuchających Jezusa odezwały się głosy: „Ten prawdziwie jest prorokiem”. Inni mówili: „To jest Mesjasz”. Jeszcze inni mówili: „Czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?” I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki.

Wrócili więc strażnicy do kapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: „Czemuście Go nie pojmali?”

Strażnicy odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak Ten człowiek przemawia”.

Odpowiedzieli im faryzeusze: „Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty”.

Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?”

Odpowiedzieli mu: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”.

I rozeszli się każdy do swego domu.

Całym sercem witam Was wszystkich, moi Drodzy, w kolejnym dniu naszych Rekolekcji i wyrażam wielką wdzięczność za to, że jesteśmy razem, tworzymy tę Wspólnotę modlitwy i refleksji, razem przygotowując się do Świąt Paschalnych. A chociaż przeżywamy te Rekolekcje w formie wirtualnej, drogą internetową, to już od naszego osobistego zaangażowania, od indywidualnego nastawienia każdej i każdego z nas zależy, żeby uczynić je wydarzeniem jak najbardziej realnym. Bo ta forma, w jakiej się one odbywają – jak sobie codziennie podkreślamy: forma pomocnicza w stosunku do tej tradycyjnej, „na żywo” – także może nam pomóc w głębokim przeżyciu tego świętego czasu, jeżeli naprawdę zaangażujemy się całym sercem w jego przeżywanie.

Dlatego serdecznie dziękuję za dotychczasowe trwanie na posterunku – i proszę o dalsze nasze wspólne podążanie tą drogą. Dziękuję za wzajemne wspieranie się modlitwą – za wszystkie modlitwy, jakie w tych dniach zanosicie, moi Drodzy, w intencji tego czasu. Dziękuję za odmówienie modlitw, które wyznaczamy sobie jako wspólne, które nas jednoczą przed Panem, jako rekolekcyjną wspólnotę.

Przypomnę, że pierwszego dnia zaplanowaliśmy odmówienie Koronki do Bożego Miłosierdzia, wczoraj – Litanii do Świętego Józefa, ze względu na wczorajszą Uroczystość; dzisiaj zaś odmówmy w naszej Wspólnocie Litanię Loretańską do Najświętszej Maryi Panny. Wszam mamy sobotę, a więc dzień tradycyjnie poświęcony Maryi, a przecież Ona jest naszą Przewodniczką na drogach wielkopostnej i rekolekcyjnej pracy nad sobą, dlatego do Niej właśnie zwróćmy się dzisiaj, lub jutro, do momentu naszego następnego spotkania.

I tak, jak przy Koronce, tak i przy Litanii Loretańskiej podpowiem, że jeżeli ktoś codziennie ją odmawia, to niech dzisiaj odmówi ją po raz drugi. Na pewno, modlitwy nigdy nie jest za dużo, jest jej zwykle za mało, dlatego jeżeli mamy taką możliwość, to wzywajmy wstawiennictwa naszej Najlepszej Matki. I prośmy Ją o nadzieję – o tę nadzieję, której nam szczególnie ostatnio tak bardzo potrzeba, a która stanowi myśl przewodnią naszych spotkań.

LOKOWANIE NADZIEI W KRZYŻU. Tak brzmi hasło naszych Rekolekcji, stanowiące bezpośrednie odwołanie do zawołania, jakie chrześcijanie wznosili właściwie od początków Kościoła: AVE CRUX, SPES UNICA NOSTRA! WITAJ, KRZYŻU, JEDYNA NASZA NADZIEJO!

Ale nawiązujemy też do innej, bardzo mądrej i głębokiej myśli, powtarzanej przez naszych przodków w wierze: STAT CRUX DUM VOLVITUR ORBIS – KRZYŻ STOI, CHOCIAŻ ŚWIAT SIĘ KRĘCI. Jak to sobie ciągle powtarzamy, dzisiaj świat już nawet nie tyle się kręci, co wariuje, szaleje i pędzi do przepaści. Na szczęście, jest Krzyż Chrystusa, który stoi pewnie i niewzruszenie, na którym można się oprzeć, jak na mocnym filarze, jak na trwałym fundamencie. I my właśnie na nim chcemy się oprzeć, poszukując motywów i źródeł nadziei w naszej obecnej rzeczywistości.

I właśnie dlatego wsłuchujemy się w Boże słowo – nie dobierane specjalnie do okoliczności, ale dokładnie to, które liturgia Kościoła przeznacza na dzisiejszy dzień. W ten sposób to Pan sam wyznacza kierunek naszej refleksji i wyraźnie podpowiada, na co mamy zwrócić uwagę i nad czym głębiej się zastanowić.

I oto dzisiaj, w pierwszym czytaniu, z Proroctwa Jeremiasza, słyszymy skargę, wypowiedzianą przez Proroka, na ludzi, którzy z sobie tylko wiadomych powodów chcą go zniszczyć, uciszyć, zemścić się na nim. Jeremiasz mówi: Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: „Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!” Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam swoją sprawę.

Zobaczmy, z jednej strony, realna ocena sytuacji – niestety, jest to ocena bardzo dramatyczna. Z drugiej jednak strony – od razu pojawia się mocny promień nadziei, wręcz mocny blask nadziei, snop światła, którego źródłem jest pewność Proroka, iż nad wszystkim czuwa Pan Zastępów. I to On na koniec wszystkich osądzi, a z każdego zła wyprowadzi dobro. Trzeba Mu tylko bezgranicznie zaufać!

Wówczas całe zło, jakie dzieje się wokół, w tym szczególnie: całe złe nastawienie ludzi wokół nas – naprawdę nam nie zaszkodzi. Owszem, utrudni nam życie, to będą kłody rzucone pod nogi, ale na pewno nie spowoduje jakichś poważnych i trwałych zawirowań, o ile tylko szczerze zaufamy Panu i na Nim oprzemy nasze nadzieje.

Tak, jak świętość Jezusa i Jego zjednoczenie z Ojcem stanowiło skuteczne antidotum na wszystkie reakcje, jakie wywoływała Jego działalność i Jego nauczanie. Dzisiaj usłyszeliśmy w Ewangelii: Wśród tłumów słuchających Jezusa odezwały się głosy: „Ten prawdziwie jest prorokiem”. Inni mówili: „To jest Mesjasz”. Jeszcze inni mówili: „Czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?” I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki.

Potem dalej słyszymy o ścieraniu się różnych poglądów na temat Jezusa, aby całość wreszcie zakończyć stwierdzeniem: I rozeszli się każdy do swego domu. Tego dnia, niestety, nie osiągnięto porozumienia w sprawie Jezusa. Nie osiągnięto go także w wielu innych sytuacjach, kiedy to Jego Osoba wywoływała poruszenie, a nawet spory. Był On rzeczywiście – zgodnie z zapowiedzią starca Symeona – «znakiem, któremu sprzeciwiać się będą».

Tak, sprzeciwiali się Mu – i sprzeciwiali się sobie nawzajem, próbując udowodnić słuszność swoich przekonań na temat tego, co Jezus czyni i mówi. Tak właśnie wyglądał kontekst, w jakim Jezus prowadził swoją działalność. Tak wyglądało nastawienie otoczenia. I tak wygląda dzisiaj nastawienie świata do misji Jezusa, jaką Ten realizuje w swoim Kościele.

Mówimy o tym w trzecim dniu naszych wielkopostnych Rekolekcji, w trakcie których wpatrujemy się w Krzyż Jezusa Chrystusa, a dzisiaj szczególnie – w jego ramię poziome, wyznaczające kierunek tak zwany horyzontalny, czyli właśnie poziomy, czyli obejmujący tych wszystkich, których mamy wokół siebie i to wszystko, co wokół nas się dzieje. Poziome ramię Krzyża, na którym Jezus rozłożył swoje ręce i do którego te święte ręce zostały przytwierdzone „przytępionymi gwoźdźmi” – jak śpiewamy w Gorzkich Żalach – oznacza symboliczne objęcie tymi otwartymi ramionami całego otaczającego świata, wszystkich ludzi i wszystkich spraw, jakie dzieją się wokół nas.

Słowo Boże, którego wysłuchaliśmy, nie zabrzmiało w tym względzie zbyt optymistycznie. Bo pokazało tę gorszą stronę ludzkich reakcji zarówno na same Boże słowo, ale i na Bożych wysłanników, którzy to Słowo głoszą. A to wszystko dlatego, że świat od samego początku odrzucił największego i najważniejszego Wysłannika Boga, jakim jest Jezus Chrystus. Dzisiaj zaś odrzuca tych, którzy idą i głoszą Boże słowo w Jego imię.

Ale wiemy, że przecież to nie jest cały obraz otaczającej nas rzeczywistości. Bo nie wszyscy odrzucają, nie wszyscy się sprzeciwiają, nie wszyscy źle czynią. Na szczęście, jest wiele dobra wokół nas – i wielu dobrych ludzi, którzy wspierają nas modlitwą, dobrym słowem, a jeśli trzeba, to także na sposób materialny. Nie brakuje dobra wokół nas. Zatem, rzeczywistość, w jakiej żyjemy, jawi się jako bardzo różnorodna, bogata, pełna sprzeczności: dająca powody do zmartwień i niepokojów, jak i mocne powody do radości i nadziei.

W takiej rzeczywistości żyjemy, taką musimy uznać i zaakceptować – oczywiście, zaakceptować w tym sensie, że taka ona jest, jaka jest. Ale nie można w niej akceptować tego, co złe, co niezgodne z wolą Bożą, bo akurat te aspekty rzeczywistości mamy odważnie zmieniać. Zaczynając każdą reformę świata – warto to jasno podkreślić – oczywiście od samego siebie.

Całą tę otaczającą nas rzeczywistość, a więc ludzi, którzy ją tworzą, oraz sprawy, które stanowią jej treść, dzisiaj oddajemy Jezusowi, bo On tę całą rzeczywistość naprawdę objął swymi ramionami z wysokości Krzyża – aby świat zbawić, a nie go potępić. Sam tak przecież powiedział. Dlatego dzisiaj trzeba nam się zastanowić, jak my osobiście odbieramy tę naszą codzienną rzeczywistość, tę naszą – jak ją zwykliśmy określać – „szarą codzienność”, jak wreszcie odnosimy się do ludzi, wśród których na co dzień żyjemy, czy może których Pan stawia na naszej drodze życia jedynie sporadycznie, okazjonalnie.

Ci wszyscy ludzie po coś się na naszych życiowych drogach pojawili. Tu nie ma przypadku! Przypadki – jak zwykliśmy mawiać – są jedynie w gramatyce. My, chrześcijanie, przyjaciele Jezusa, mówimy o Bożej Opatrzności. O działaniu Boga, który określonych ludzi nam stawia na życiowej drodze, który nas tymi ludźmi – powiedzmy to sobie wprost – obdarowuje. Tak, to prawda, że trudno jest mówić o Bożym darze, kiedy mamy do czynienia z człowiekiem uciążliwym, złośliwym, albo nawet wprost okazującym nam nienawiść. O takim człowieku bardziej powiemy, że to nie dar Boży, a dopust Boży! Prawdziwe nieszczęście!

A jednak, ten człowiek – taki, jaki jest – po coś się na tej naszej drodze znalazł. To naprawdę nie przypadek. Może po to, abyśmy mogli dobrze zdać egzamin z miłości, abyśmy mogli wykazać się naszą chrześcijańską postawą… A może po to, aby dzięki naszemu dobremu nastawieniu, życzliwości i modlitwie, człowiek ten stał się lepszym, może się nawrócił, a może chociaż trochę zmienił swoje nastawienie.

Wszystko jest po coś” – mawiają często mądrzy i święci ludzie – Pan Bóg wie, co robi, kiedy nam stawia na drodze trudnych ludzi, albo nas samych stawia w trudnych sytuacjach. Oczywiście, mam świadomość, że zaraz ktoś mi tu zarzuci, że to się dobrze mówi na kazaniu, na konferencji, ale codziennie żyć z takim uciążliwym człowiekiem – z takim uciążliwym Bożym darem – to naprawdę bardzo ciężko. Oczywiście, że tak.

I naprawdę, chcę z całą pokorą, z całym uznaniem i z wielką wdzięcznością za piękną, nieraz wręcz bohaterską postawę – pochylić czoła przed tymi, którzy trwają na posterunku i nie poddają się, nie rezygnują z wiary i z Pana Boga, pomimo że nieraz odnoszą wrażenie, że im nie pomaga, że ich zostawił, że zbyt ciężka jest próba, której zostali poddani. My wiemy, że tak nie jest – że Bóg o nich nie zapomniał, jednak oni niekiedy, szczególnie w tych momentach najtrudniejszych, mogą tak myśleć.

Ale to właśnie dlatego dzisiaj mówimy o poziomym ramieniu Krzyża, a skoro mowa o Krzyżu, to dotykamy także problemu cierpienia, trudnego doświadczenia, znoszenia różnych przeciwności. Nie mówimy o sielance, o takim otwarciu ramion, które by symbolizowało miłość do całego świata, a jednocześnie odrzucanie pojedynczego, konkretnego człowieka. Cóż z takiej miłości do całego świata? Znamy zapewne wielu takich „dobroczyńców ludzkości” i „doraźnych zbawicieli”, szczególnie lansujących się w mediach, którzy szeroko otwierają ramiona przed cały światem i sto razy na minutę powtórzą, jak to oni kochają cały świat. Tylko później okazuje się, że są przeciwko życiu, że popierają bestialskie mordowanie dzieci nienarodzonych i inne różne niemoralne rzeczy promują. A tacy dobroczyńcy ludzkości!

Otwierają na oścież ramiona, ale za tymi ramionami nie ma Krzyża. Więc to ich otwieranie nie ma żadnej wartości. Jezus, otwierając swoje ramiona, uczynił to właśnie na Krzyżu, aby ten Krzyż był od razu potwierdzeniem, że w geście Jezusa nie ma żadnej pozy, żadnego blichtru, żadnego lansu medialnego – tylko prawdziwa miłość!

I my też, moi Drodzy, otwierając swoje ramiona i swoje serce przed ludźmi, którzy wokół nas żyją, i otwierając się na te sytuacje, które się w naszym życiu dzieją, nieraz doświadczymy krzyża. I jakby to ciężko nie zabrzmiało – tak musi być. Nie da się inaczej. Nie da się naprawdę kochać ludzi, których Pan nam dał; nie da się też po Bożemu przeżywać swoich życiowych sytuacji, żeby to niekiedy nie zabolało, żeby nie trzeba było wytrzeć jednej czy drugiej łzy, żeby nie doświadczyć wręcz osamotnienia czy odrzucenia… Nie da się… Bo to jest zwykle doświadczenie krzyża.

Ale jeżeli ten nasz osobisty krzyż połączymy z Krzyżem Jezusa Chrystusa, to od razu przyjdzie nadzieja i wsparcie! Gdyż to właśnie w Krzyżu Jezusa Chrystusa my nasze nadzieje lokujemy. W nim jest źródło naszych większych i mniejszych nadziei! Dla Jezusa Krzyż był drogą do Zmartwychwstania. I dla nas także będzie – drogą do zwycięstwa. Ale pod warunkiem, że te wszystkie swoje codzienne trudności, których tyle przeżywamy, będziemy Jemu oddawać, będziemy Jego prosić o pomoc, z Nim razem je przeżywać.

Ponieważ zaś najlepszą formą przekazania jakiejś ważnej wiadomości czy przekonania kogoś do czegoś jest własne świadectwo, dlatego ja też chciałbym podzielić się moim sposobem radzenia sobie z trudami codzienności, sposobem podjęcia tych krzyży, które codzienność niesie. Jest to – jak ją zwykłem nazywać – Złota Księga Modlitwy. W rzeczywistości, nie jest to ani księga, ani złota – ot, po prostu zeszyt w brązowych okładkach (dlatego udaje złoty), w którym mam wpisane imiona i nazwiska osób, o których po prostu nie wolno mi zapomnieć w modlitwie, którym tę modlitwę obiecałem, którym jestem ją w jakiś sposób winny. I są to zarówno osoby mi bliskie i życzliwe, jak i te trudne, niekiedy bardzo trudne…

Ale też sprawy, które bolą, które doskwierają, z którymi nie mogę sobie poradzić. Oczywiście, ktoś może powie, że to taka dziecinada, bo czyż trzeba Boga informować o ludziach lub sprawach, które się chce Mu powierzyć? Czy trzeba Mu je przypominać?

Pewnie, że nie! To nie Bogu jest potrzebne – On o wszystkim wie i o wszystkich wie. Ale to jest mi osobiście potrzebne, abym ciągle pamiętał, że mam Bogu powierzać tych ludzi i te sprawy, które stanowią moją obecną rzeczywistość, które stanowią moje „tu i teraz”. Nie ukrywam, że nie zawsze udaje mi się do tej Złotej Księgi zajrzeć, nie będę też ukrywał, że czasami naprawdę jest trudno modlić się za niektórych ludzi, albo za niektóre sprawy.

Ale wiem, że nie ma innego sposobu rozwiązania problemów czy układania relacji z ludźmi, jak tylko powierzenie ich Jezusowi. Dlatego chciałbym dzisiaj zachęcić Was wszystkich, moi Drodzy, do codziennej, szczerej i serdecznej, modlitwy wstawienniczej, za siebie nawzajem. Wiem, że wielu z nas czyni to codziennie i rzeczywiście modli się za swoich najbliższych i za te sprawy, które jakoś tak bezpośrednio dotykają.

Postarajmy się jednak rozszerzać spectrum tej swojej modlitwy, aby ogarniać nią nie tylko sprawy nam najbliższe, dotyczące naszej osobistej codzienności i osób z najbliższego otoczenia, ale także sprawy Kościoła i świata, sprawy naszej Parafii i naszej miejscowości, sprawy ludzi, którzy prosili nas o modlitwę…

W sposób szczególny, starajmy się pamiętać o tych trudnych ludziach i sprawach, z którymi jest nam najbardziej „nie po drodze” i w intencji których modlitwa najwięcej kosztuje. Ale dlatego też ma największą wartość w oczach Bożych. Niech nie ustaje nasza modlitwa za całą tę otaczającą nas rzeczywistość – taką, jaka ona jest, aby stawała się coraz bardziej Bożą rzeczywistością.

Za modlitwą zaś niech pójdzie przynajmniej szczere staranie, aby otwierać się na każdego człowieka, nikogo nie przekreślać, nikogo nie nienawidzić, z każdym tak zwyczajnie, po ludzku porozmawiać. Bo na tyle – to chyba nas wszystkich stać… Z pewnością, wytrwała modlitwa wstawiennicza za innych – zwłaszcza za tych najtrudniejszych – będzie tu pomocą.

Moi Drodzy, bardzo dziękuję za wykonanie wczorajszej pracy domowej. Jak się nam to udało?…

A dzisiaj pracą domową niech będzie przygotowanie na jutro konkretnego, osobistego postanowienia, które podejmiemy na zakończenie naszych Rekolekcji, a które będzie ich konkretnym owocem i programem pracy na najbliższą przyszłość.

Pomyślmy nad jednym, konkretnym postanowieniem – a więc nie nad całą listą dobrych życzeń, tylko nad czymś jednym, jasno określonym, a więc nie na zasadzie: „Będę lepszy”; albo: „Poprawię się”. Jeżeli już, to w czym konkretnie? Co będę robił, albo czego nie będę robił, aby to było znakiem mojej rzeczywistej przemiany.

Niech to będzie postanowienie, które naprawdę dotknie jakiejś wyraźnej mojej wady, a nie będzie tylko „zamydlaniem oczu” Panu Bogu, że coś tam sobie postanowiłem. Pomyślmy nad tym – może warto raz jeszcze spojrzeć w ciszy i spokoju na Krzyż… I pomodlić się do Ducha Świętego o odwagę.

Jeżeli uda nam się dobre postanowienie podjąć, a potem je zrealizować, to nie tylko dla nas samych, ale i dla całego naszego otoczenia zabłyśnie promyk nadziei, że nasza rzeczywistość może być po prostu lepsza, jaśniejsza, bardziej Boża…

Bądź pozdrowiony!

Bądź pochwalony!

Dla nas zmęczony i krwią zbroczony!

Bądź uwielbiony!

Bądź wysławiony!

Boże Nieskończony!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

2 komentarze

  • „Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego…..”
    Maryjo, litania do Ciebie odkrywa wciąż nowe wezwania w naszych sercach, ale obowiązuje nas nowa rozszerzona wersja w której pojawiło się wezwanie MATKO NADZIEI a więc możemy powiedzieć , że do Nadziei zbawienia przez krzyż Chrystusa prowadzi nas Matka Nadziei, Maryja.

    „Nowe wezwania litanii loretańskiej, wprowadzone w języku łacińskim przez Stolicę Apostolską 20 czerwca 2020 r., będą odtąd brzmiały w języku polskim „Matko miłosierdzia” (po „Matko Kościoła”), „Matko nadziei” (po „Matko łaski Bożej”), „Pociecho migrantów” (po „Ucieczko grzesznych”).

    Zaznaczono, że wezwania „Matko miłosierdzia”, które w polskiej wersji litanii już było w użyciu po wezwaniu „Matko łaski Bożej”, odtąd będzie znajdować się w nowym miejscu.
    Nowe brzmienie litanii loretańskiej obowiązuje z dniem podjęcia uchwały KEP, tzn. od 28 sierpnia 2020 r. W obecnym kształcie litania loretańska ma 55 wezwań do Matki Bożej.”

    Ps. W mojej parafii nie było jeszcze rekolekcji ale ja przezorna, korzystałam już z nauk głoszonych w sąsiednich parafiach. Dziękuję również za te nasze internetowe. Bóg zapłać Księże Jacku.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.