Uszanują Mojego Syna?…

U

Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Kodnia, gdzie jestem od wczorajszego późnego wieczoru. Dzisiaj wieczorem rozpoczną się tu Rekolekcje FORMACJI «SPE SALVI». Ale to dopiero około 20:00. Ja zaś, przez cały dzień, będę tu i modlił się, i pracował, spotykając się z Ojcami, Gospodarzami tego miejsca. Już kilka takich spotkań odbyło się z samego rana, stąd też lekkie opóźnienie w zamieszczeniu słówka.

Drodzy moi, przypominam o Drodze Krzyżowej, odprawianej w naszych Parafiach. Zachęcam do udziału! A kto nie może udać sie do kościoła – niech odprawi ją indywidualnie. Można ją nawet odprawić jadąc samochodem, co mi zdarzyło się już kilkakrotnie.

Przypominam także, że dzisiaj pierwszy piątek miesiąca.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim osobistym przesłaniem do mnie się zwraca? Duchu Święty, rozjaśnij umysły i serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 2 Tygodnia Wielkiego Postu,

6 marca 2026.,

do czytań: Rdz 37,3–4.12–13a.17b–28; Mt 21,33–43.45–46

CZYTANIE Z KSIĘGI RODZAJU:

Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go więcej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać.

Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: „Wiesz, że bracia twoi pasą trzody w Sychem. Chcę więc posłać ciebie do nich”. Józef zatem udał się za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain.

Oni ujrzeli go z daleka, i zanim się do nich zbliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: „Oto nadchodzi ten, który miewa sny. Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: «Dziki zwierz go pożarł». Zobaczymy, co będzie z jego snów”.

Gdy to usłyszał Ruben, postanowił ocalić go z ich rąk; rzekł więc: „Nie zabijajmy go”. I mówił Ruben do nich: „Nie doprowadzajcie do rozlewu krwi. Wrzućcie go do studni, która jest tu na pustkowiu, ale ręki nie podnoście na niego”. Chciał on bowiem ocalić go z ich rąk, a potem zwrócić go ojcu.

Gdy Józef przyszedł do swych braci, oni zdarli zeń jego odzienie, długą szatę z rękawami, którą miał na sobie. I pochwyciwszy go, wrzucili go do studni: studnia ta była pusta, pozbawiona wody.

Kiedy potem zasiedli do posiłku, ujrzeli z dala idących z Gileadu kupców izmaelskich, których wielbłądy niosły wonne korzenie, żywicę i olejki pachnące; szli oni do Egiptu. Wtedy Juda rzekł do swych braci: „Cóż nam przyjdzie z tego, gdy zabijemy naszego brata i nie ujawnimy naszej zbrodni? Chodźcie, sprzedamy go Izmaelitom. Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem”. I usłuchali go bracia.

I gdy kupcy madianiccy ich mijali, wyciągnąwszy spiesznie Józefa ze studni, sprzedali go Izmaelitom za dwadzieścia sztuk srebra, a ci zabrali go z sobą do Egiptu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: „Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał.

Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś kamieniami obrzucili. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: «Uszanują mojego syna».

Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: «To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo». Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?”

Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.

Jezus im rzekł: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: «Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach». Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.

Arcykapłani i faryzeusze słuchając Jego przypowieści poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go ująć, lecz bali się tłumów, ponieważ Go miały za proroka.

Motywem – zdaniem – które zdaje się łączyć dzisiejsze czytania, jest to, wypowiedziane przez gospodarza, bohatera ewangelicznej przypowieści: Uszanują mojego syna. Tak pomyślał on sobie, wysyłając właśnie swojego umiłowanego syna do opornych i złośliwych rolników, którzy już pozabijali lub poobijali posyłane przez niego sługi. Można zatem powiedzieć, że gospodarz wykazał się tym gestem albo wielką odwagą – albo wielką naiwnością. Niestety, chyba wyszło na to drugie…

Bo czyż naprawdę nie mógł się domyśleć, że skoro taki marny los spotkał poprzednich wysłanników, to i jego syna nie czeka lepsze przyjęcie? A przynajmniej: że może nie być miło i przyjemnie?…

co myślał stary Jakub, wysyłając swojego umiłowanego syna Józefa do braci, o których wiedział – bo naprawdę nie mógł tego nie wiedzieć – że go nienawidzą, że mu zazdroszczą? Jeden i drugi ojciec mocno zaufali swojemu własnemu autorytetowi ojcowskiemu, który zasadniczo powinien zadziałać. Ale nie zadziałał. W przypadku Józefa doprowadziło to do porwania przez oszalałych z zazdrości i nienawiści braci – i sprzedania go do niewoli. Za dwadzieścia srebrników. Z gorzką ironią można powiedzieć, że okazał się o dziesięć srebrników tańszy od Jezusa, bo tego Judasz zdrajca sprzedał za trzydzieści srebrników.

Bo właśnie Jezusa i Jego dramat zbawczy – jeśli się tak można wyrazić – Józef zapowiedział swoją historią. I ów ewangeliczny syn także był wyraźnym symbolem Jezusa, Syna Bożego, co zresztą oporni i zawzięci faryzeusze dobrze odczytali. Stąd ich furia, zmierzająca wprost do zabicia Jezusa. Józefa też chcieli zabić, ale jakieś resztki ludzkiego współczucia – bo trudno chyba mówić o braterskim współczuciu – jakie obudziły się w Rubenie, poskutkowały zmianą decyzji.

Nie zmieniło to jednak faktu, że ojcowskie przewidywanie, czy wręcz przekonanie Jakuba: Uszanują mojego syna nie sprawdziło się. Podobnie, jak przekonanie ewangelicznego gospodarza. Czy także podobnie, jak przekonanie samego Boga?

Nie, ponieważ Bóg wiedział, że źli ludzie nie uszanują Jego Syna. Ale to było wpisane w zbawczy plan Boga, aby Jego umiłowany Syn spłacił doskonałej Bożej sprawiedliwości dług, jaki ludzie zaciągnęli z swoimi grzechami. Dlatego zgodził się na to, aby ludzie nie uszanowali Jego Syna. Przyjął ofiarę Jego życia.

Zobaczmy, Józefa to właśnie Bóg ostatecznie ocalił i doprowadził do najwyższych zaszczytów, jakie go mogły spotkać – do takich zaszczytów, które nawet trudne były do wyobrażenia! Bo któż mógłby się spodziewać, że z niewolnika, sprzedanego jak zwierzę za kilka marnych pieniążków, wyrośnie wielki władca Egiptu, a więc tego państwa, którego był niewolnikiem?

Trudno w tym momencie nie wspomnieć jeszcze jednej historii, w której to Bóg ocalił innego syna – syna Abrahama, czyli Izaaka. Dobrze pamiętamy tę historię, kiedy to Bóg sam zażądał od Abrahama złożenia w ofierze swojego jedynego, wytęsknionego i umiłowanego Syna, po czym okazało się, że to była próba, jakiej Abraham został poddany i z jakiej wyszedł zwycięsko. Bóg ocalił syna Abrahama. Ale nie ocalił – w tym wymiarze ludzkim – własnego Syna. Jeszcze raz podkreślmy: zgodził się na złożenie przez Niego ofiary z życia, ale ostatecznie także doprowadził Go do zwycięstwa, jakim było Zmartwychwstanie.

Te wydarzenia dokonały się w historii zbawienia, dopełniło się dzieło zbawcze Jezusa – właśnie w tym wymiarze historycznym. Natomiast ojcowski dylemat, wyrażony w słowach: Uszanują mojego syna – tylko ze znakiem zapytania na końcu – ciągle pozostaje aktualny: Czy ludzie uszanują Syna Bożego, czy skorzystają z Jego poświęcenia, z Jego Ofiary zbawczej?

On sam, Boży Syn, Jezus Chrystus, dzisiaj przestrzega arcykapłanów i faryzeuszów: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. A przecież to oni – religijna elita narodu – byli owymi „specjalistami” od spraw Bożych. To oni – tak to ujmijmy – wyznaczali standardy religijności. To oni byli od „ustawiania” i kontrolowania relacji ludzi z Bogiem. A oto dzisiaj słyszą kategoryczne słowa Jezusa: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Dlaczego?

Bo nie uszanowali Syna Bożego! Bo nie otworzyli swoich serc na Niego! Bo zastygli i skamienieli w swoim cynizmie, w swojej podłości, w swojej pysze. I ostatecznie zabili Bożego Syna. Ale to On zwyciężył!

Dzisiaj to pytanie, czy uszanują Mojego Syna – Bóg kieruje do nas? Czy to my właśnie – my, osobiście – uszanujemy Bożego Syna: Jego obecność, Jego miłość, Jego dary, z którymi do nas wychodzi? Czy uszanujemy Bożego Syna w liturgii i w życiu Kościoła? Czy uszanujemy Bożego Syna w Bożym słowie? Ale też – czy uszanujemy Bożego Syna w drugim człowieku? I wreszcie: czy uszanujemy Bożego Syna w sobie samych?

Zapewne odpowiemy: Tak, Panie, chcemy uszanować Twoją obecność! Chcemy uszanować Ciebie samego! Chcemy Cię szczerze kochać! Ale jak to robić najlepiej, najskuteczniej?

Na pewno – dobrze to wiemy…

1 komentarz

  • Tłum może być również środkiem masowego przekazu. Program wiadomości nie jest stały, zmienia się gwałtownie w ciągu kilku dni:
    „Hosanna”: wszyscy biegną na spotkanie Mesjasza z gałązkami palmowymi w dłoniach i organizują Jego triumfalny wjazd do miasta.
    „Ukrzyżuj”: nawet prokurator (przewodniczący postępowania sądowego) poddaje się. „Zbrodniarz” zostaje skazany na śmierć i wydalony z miasta w hańbie (egzekucje odbywały się poza murami miasta).
    Są jednak tacy, dla których te popularne środki masowego przekazu nic nie znaczą. Ci, którzy pozostają jednostkami, nie wciągnięci w wir tłumu:
    MARYJA: Jej Serce nie jest poddane grzechowi, złości ani nienawiści. Jest Matką. Kocha i przyjmuje Jezusa nawet w Jego spluniętym, zakrwawionym stanie. Chce Mu pokazać, że nawet w tych okolicznościach Mama jest obecna.
    SZYMON: przypadkowy przechodzień, obojętny na opinię tłumu. Jedyny obecny mężczyzna, który zgodził się pomóc Jezusowi nieść krzyż.
    WERONIKA: mieszkanka okolicy, w której teraz idzie Jezus. Fala rozwścieczonego tłumu jej nie dotknęła. Dla niej Jezus jest człowiekiem w potrzebie. Robi, co może. Ociera pot i krew z Jego twarzy.

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.