Rekolekcje w Konstantynowie – dzień 2

R

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Grzegorz Sosnowski, należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Imieniny natomiast przeżywa Iza Izdebska, należąca w swoim czasie do innej młodzieżowej Wspólnoty.

Niech Pan Obojgu błogosławi. Wspieram Ich modlitwą!

A Was o to modlitewne wsparcie proszę, Drodzy moi, w drugim dniu Rekolekcji w Konstantynowie.

I w piątym dniu NOWENNY SALONOWEJ – proszę o modlitwę za Szymona Salę, przygotowującego się do przyjęcia posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej. Odmawiamy jeden dziesiątek Różańca Świętego, tajemnicę piątą światła: Ustanowienie Eucharystii.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Wzywajmy zatem Ducha Świętego, aby pomógł nam odkryć to jedno, konkretne przesłanie, z jakim Pan do każdej i każdego z nas – osobiście do mnie – się zwraca.

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień 2,

Poniedziałek 4 Tygodnia Wielkiego Postu,

16 marca 2026., 

do czytań: Iz 65,17–21; J 4,43–54

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

To mówi Pan: „Oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą.

Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo oto Ja uczynię z Jerozolimy «Wesele» i z jej ludu «Radość». Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ni krzyku narzekania.

Nie będzie już w niej niemowlęcia, mającego żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy. Zbudują domy i mieszkać w nim będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus wyszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto.

Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający.

Jezus rzekł do niego: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”.

Powiedział do Niego urzędnik królewski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”.

Rzekł do niego Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem.

A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: „Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka”. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: „Syn twój żyje”. I uwierzył on sam i cała jego rodzina.

Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

Z wielkiej Bożej łaskawości, za którą składamy nieustające dziękczynienie, dane nam jest przeżywać Święte Rekolekcje wielkopostne – czas intensywnej, wewnętrznej, duchowej pracy, wspieranej modlitwą. Jak sobie to jasno i mocno zaznaczaliśmy wczoraj, w rekolekcjach – jakichkolwiek – w mniejszym stopniu chodzi o wysłuchanie kilku wystąpień księdza, który przybył do parafii na zaproszenie księdza proboszcza, ile bardziej o to, co z tych przemów trafiło do serca słuchających i jak wpłynęło na ich życie. Dlatego mówimy o intensywnej, duchowej pracy. I – co bardzo ważne – pracy, wspieranej modlitwą.

Jak zaznaczyliśmy sobie wczoraj, ta modlitwa ma polegać na tym, że intencję tych Rekolekcji dołączamy do naszych modlitw codziennych, które lubimy odmawiać, których nauczyliśmy się odmawiać. Jednak, oprócz tego, umówiliśmy się na dołączenie jednej, takiej samej modlitwy, która będzie nas w tych dniach jednoczyła jako Wspólnotę parafialną i Wspólnotę rekolekcyjną, aby z tego miejsca, z tego skrawka ziemi, z tej Parafii, w tych dniach płynęły do Nieba słowa jednej i tej samej modlitwy.

Przy czym, modlitwę tę wspólną odmawiamy w domu, albo gdzieś na spacerze – w każdym razie, nie tutaj, w kościele – aby także tam, poza kościołem, było wiadomo i było widome, że mamy Rekolekcje, że nie ograniczają się one li tylko do kościoła.

I zaproponowaliśmy tu sobie wczoraj, aby odmówić dwa dziesiątki Różańca Świętego, dwie pierwsze tajemnice bolesne, czyli Modlitwa Jezusa w Ogrójcu i Biczowanie Jezusa. Czy udało się nam je odmówić?… A może udało się odmówić w jakiejś wspólnocie, choćby małej?…

Bardzo serdecznie dziękuję za to modlitewne wsparcie! Jeżeli ktoś nie odmówił, bo może zapomniał, albo był bardzo zajęty, a chciałby nasze dzieło wesprzeć, to niech dzisiaj odmówi te dwa dziesiątki, ale już z tymi dzisiejszymi, bo dzisiaj umawiamy się na dwa kolejne, czyli na tajemnicę trzecią bolesną: Ukoronowanie cierniem Jezusa, oraz czwartą: Droga Krzyżowa. I także odmawiamy je w domach, i także – jeśli to możliwe – w jakiejś wspólnocie, choćby małej. Ale jeżeli ktoś nie ma takiej możliwości, niech odmówi indywidualnie – to także będzie bardzo cenne. Liczy się bowiem modlitwa, ze szczerego serca zanoszona.

A w jakich intencjach modlitwy te nasze zanosimy? Przypomnijmy, że są one następujące:

o błogosławione i liczne owoce duchowe tego czasu dla nas wszystkich, co wyrazi się podjęciem jutro, w ostatnim dniu, konkretnego postanowienia z Rekolekcji, a potem w jego dokładnej realizacji – cały czas myślimy nad tym, jakie to postanowienie powinno być, a ja więcej powiem o tym właśnie jutro;

za Rekolekcjonistów i Spowiedników wielkopostnych o światło Ducha Świętego i odwagę w jasnym i konkretnym przekazywaniu Bożej prawdy; szczególnie obejmując modlitwą Księży, którzy w tych dniach służą nam w konfesjonałach, a którym już dziś bardzo dziękujemy za tę posługę;

za tych, którzy mogą w tych Rekolekcjach uczestniczyć, ale z różnych względów nie chcą – często już od wielu lat, czego nie komentujemy i za co ich nie rozliczamy, ale modlimy się – aby jak najszybciej zechcieli skorzystać z Bożego zaproszenia;

i za tych, którzy chociaż bardzo chcą w nich uczestniczyć, to jednak nie mogą – z powodu wieku, stanu zdrowia czy innych, niepokonalnych przeszkód, uniemożliwiających im przybycie do świątyni. Pozdrawiamy ich bardzo serdecznie, otaczamy modlitwą, ale i ich o modlitwę prosimy, a jednocześnie także prosimy, aby choć cząstkę swoich cierpień, tego swego codziennego krzyża, który tak dzielnie dźwigają, ofiarowali w intencji naszych Rekolekcji. Już teraz serdecznie im za to dziękujemy.

I już podejmujemy refleksję nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii, w duchu hasła, będącego główną myślą tego czasu, a mianowicie: TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI. Jest to – jak pamiętamy – zdanie wyjęte z wczorajszego drugiego czytania. I wczoraj zastanawialiśmy się nad tym, co to znaczy «być światłością w Panu». Mówiliśmy sobie, że taki człowiek żyje po prostu Bogiem na co dzień – w pełnej z Nim jedności, w najgłębszej więzi, którą buduje systematycznym życiem sakramentalnym, kontaktem z Bożym słowem i osobistą modlitwą. I taki człowiek – tak duchowo ubogacony – wychodzi do ludzi z darem pokoju i miłości, radości i nadziei, które to dobrodziejstwa rozdaje ludziom na prawo i lewo. A wszystko to jest realizacją przykazania miłości Boga i bliźniego, które dla takiego człowieka jest programem życia.

I oto dzisiaj zastanowimy się nad tym, co nam przeszkadza, a co pomaga w tym, by być «światłością w Panu», by jutro pomyśleć nad tym, jak konkretnie «postępować jak dzieci światłości» – co jest drugą częścią naszego hasła.

Zatem: TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI. Co nam przeszkadza, a co pomaga w tym, by być światłością w Panu? Wsłuchujemy się dokładnie w to Słowo, które liturgia Kościoła wyznaczyła nam na te dni, nie dobieramy sobie „bardziej pasujących” czytań – w ten sposób to Pan sam wskazuje nam kierunek naszej rekolekcyjnej refleksji. I cóż znajdujemy w tych dzisiejszych czytaniach?

Oto w pierwszym z nich, z Proroctwa Izajasza, słyszymy takie słowa – już na samym początku: Oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą. A w dalszej części słyszymy: Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ni krzyku narzekania. Nie będzie już w niej niemowlęcia, mającego żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy. Zbudują domy i mieszkać w nim będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce.

Zobaczmy, Pan zapowiada jakąś wielką odnowę swojego Świętego Miasta, jakąś rzeczywistość wręcz niewiarygodną. Owszem, my dobrze wiemy, że zapowiedzi biblijne trzeba nam rozumieć w sposób symboliczny, niekoniecznie dosłowny, aby dostrzec w nich jakąś głębszą treść, ponadczasową, a może nawet: pozaczasową, sięgającą Nieba. Bo nie mamy wątpliwości, że takim Miastem Świętym, w którym będzie panowała całkowita harmonia, nieopisane i pełne szczęście i bezgraniczna radość, jest Niebo. I to właśnie tam nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą.

Czyli – nie będzie już powrotu do tego, co tu, na ziemi, wiązało się z cierpieniem, bólem, lękiem, i czego by tu jeszcze nie wymienić, a co wiąże się nierozerwalnie z codzienną egzystencją człowieka na tym świecie. Tego wszystkiego w Niebie nie będzie. Tego się już tam «nie będzie wspominać, ani na myśl to nie przyjdzie». Ale teraz o to chodzi, aby do tych wspomnień – a może powiedzmy mocniej i szerzej: do tych ograniczeń naszego myślenia, do tych lęków – nie wracać już tutaj na ziemi.

Bo to jest chyba ta najważniejsza przeszkoda dla naszego bycia światłością w Panu – jedyna, na którą sobie dzisiaj wskażemy, bo jest ona przyczyną wielu innych, pomniejszych trudności, które moglibyśmy tutaj wyliczać i wyliczać bez końca, ale może właśnie dlatego dobrze będzie wskazać na tę przyczynę jedyną, zasadniczą i źródłową. A jest nią właśnie – ni mniej, ni więcej – tylko ciasnota umysłu, zamknięcie naszego myślenia w ramkach i schematach, w pewnych przyzwyczajeniach, w tej swojej racji – zawsze jedynej i nieomylnej.

To nie zostało dzisiaj, w tym zacytowanym zdaniu, powiedziane wprost, ale można łatwo wyprowadzić z tychże słów: Nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą tę myśl, że takie wspominanie tego, co było; co nie było pomyślne, co nie było Boże i święte, a co było smutne, trudne i bolesne, jest jednym ze znaków owej ciasnoty umysłu; owej blokady, nałożonej na nasze myślenie.

Także i w Ewangelii dzisiejszej możemy dopatrzeć się niejakiego odniesienia do tego. Słyszymy w niej bowiem o «pewnym urzędniku królewskim», którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się [on] do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. Powiedział do Niego urzędnik królewski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”. Rzekł do niego Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem.

I właśnie w tym stwierdzeniu Jezusa: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzyciemożemy dopatrzeć się wskazania na jedno z ograniczeń ludzkiego myślenia: na to mianowicie, że wiara potrzebuje swoistego udowodnienia, że człowiekowi trudno wznieść się ponadto to ograniczenie, wynikające chyba wprost z jego natury, że musi dotknąć, musi zobaczyć, zważyć i zmierzyć – i jeszcze porównać z innymi, i jeszcze ludzi zapytać, co oni o tym myślą; i co on sam, w związku z tym, powinien myśleć. I wtedy może uwierzy.

Urzędnik królewski uwierzył. I – chciałoby się powiedzieć – chwała mu za to. Bo zaledwie wczoraj rozważaliśmy sobie o ciasnocie umysłu faryzeuszy i uczonych w Piśmie – ciasnocie tak wielkiej, duchowej blokadzie tak mocnej, że nawet pomimo ewidentnych znaków, jakie widzieli; pomimo cudów, jakie na ich oczach się dokonywały, te ich oczy były zaślepione zawziętością, uporem i nienawiścią do tego stopnia, że nawet negowali ewidentne fakty! Aż tak można się w sobie zablokować, w aż tak wielki cynizm można popaść, że wydaje się to wręcz niewiarygodne. Jak widać – jest to niestety możliwe.

Chociaż przeczy to wręcz rozumowi, jest zupełnie nieracjonalne i nielogiczne – i gdyby nie fakt, że jest to bardzo smutne i szkodliwe, to moglibyśmy powiedzieć, że jest śmieszne. Ale trudno się uśmiechać i żartować, kiedy spotykamy człowieka, do którego nic nie dociera: ani słowo Boga, ani słowo człowieka. Ani ewidentne fakty, ani czytelne okoliczności, wyraźnie wskazujące na to, że jego myślenie jest błędne i nie ma racji w tym, co mówi. On jednak nawet nie dopuszcza do siebie takiej możliwości, że nie ma racji.

I – owszem – ma rację. Swoją rację. Co z tego, że zupełnie niezgodną z prawdą i zdrowym rozsądkiem, ze zwykłą obserwacją rzeczywistości i prostym życiowym doświadczeniem, ale on wie swoje – i co mu kto zrobi! To jest właściwie jedyna i najważniejsza przeszkoda, stojąca na drodze do tego, by człowiek stał się światłością w Panu. Bo on się na tę światłość zamyka.

Przeciwieństwem takiej postawy jest ta, którą zaprezentował dziś urzędnik królewski. Jak słyszymy w Ewangelii: Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego… I to jest receptą na osiągnięcie wszelkiego dobra – i to jest jedynym i najważniejszym sposobem na to, by stać się światłością w Panu: uwierzyć słowu Jezusa. Pięknie wybrzmiewa to zdanie: Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego.

Znamienne jest to, że nie słyszymy tu: „uwierzył urzędnik królewski” – tylko: uwierzył człowiek. Ten człowiek, o którym mowa w Ewangelii – to oczywiste, że cała sprawa odnosi się w pierwszym rzędzie do niego. Ale owo określenie: «człowiek» może tu się odnosić do każdego innego człowieka. I oby się odnosiło do każdego człowieka. Oby się odnosiło do każdego i każdej z nas: Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego. Bo to oznacza, że taki człowiek nie zamyka się w samym sobie, ale otwiera się na słowo Jezusa. Otwiera się po prostu na Jezusa!

A jeżeli otwiera się na Jezusa, to niejako automatycznie – chociaż to słowo zupełnie tu nie pasuje – otwiera się na drugiego człowieka. Bo nie ma innej możliwości. Nie da się otworzyć tylko na Jezusa, a zamknąć na drugiego człowieka, bo wtedy jest to zupełny fałsz. To znaczy wówczas, że nie ma żadnego otwarcia także na Jezusa, bo przecież On jest w każdym drugim człowieku.

I nie da się także otworzyć na Jezusa, a zamknąć na różne sytuacje i okoliczności, które niesie ze sobą życie, a które są dla nas wyzwaniem lub zadaniem, szansą i okazją do uczynienia czy osiągnięcia dobra. Moja Młodzież, z którą mam do czynienia na co dzień, określa to mianem „wyjścia ze strefy swego komfortu”. Ja dzisiaj dziękuję Panu za to, że na mojej drodze postawił takich młodych Ludzi, którzy nie tylko mówią o tym, ale też pokazują, jak się to robi.

Myślę tu szczególnie o kilku bardzo bliskich mi młodych Ludziach, w których życiu – na moich oczach – dokonał się tak gigantyczny rozwój, tak daleko idący postęp duchowy, intelektualny i ludzki, że można wręcz mówić o jakimś „przełomie kopernikańskim”. Ze wstydem przyznaję, że mi samemu o wiele trudniej jest wychodzić z moich „stref komfortu”, z moich przekonań i „jedynie słusznych” racji, do których się przyzwyczaiłem.

I – oczywiście – musimy tutaj zaznaczyć, że z pewnych racji i przekonań nie należy rezygnować. Z tych zasadniczych, dotyczących naszej wiary, naszej wierności Bogu, posłuszeństwu Jego słowu, naszej chrześcijańskiej postawy, naszych wyborów moralnych, zgodnych z Dekalogiem i Ewangelią. W tych sprawach trzeba być twardym, jak skała – i nie można chwiać się na prawo i lewo, nie można być taką chorągiewką, którą wiatry życiowych zawirowań miotają na wszystkie strony. W tej materii, na tym odcinku, trzeba być twardym i niezłomnym, trzeba swego zdania – oczywiście, cały czas podkreślamy sobie, że mówimy o tym mądrym zdaniu, zgodnym z Dekalogiem i Ewangelią – bronić jak niepodległości.

Natomiast nasze życie utkane jest z wielu pomniejszych, codziennych, drobnych okoliczności, które nie wymagają aż takiego nastawienia – a wręcz taki upór jest bardzo szkodliwy w budowaniu relacji z Bogiem i ludźmi. I żeby odwołać się tu ponownie do Ludzi młodych, z którymi mam kontakt, to muszę przyznać, że bardzo trudną do zaakceptowania jest dla mnie postawa człowieka upartego, którego nie da się przekonać do zmiany nastawienia właśnie w tych sprawach drobnych i codziennych, które nie wiążą się z owymi ostatecznymi wyborami moralnymi, ale z takimi codziennymi zachowaniami, reakcjami, wypowiedziami, także osądami…

Wiele z nich właśnie należałoby zmienić, albo przynajmniej gruntownie przemyśleć. Tymczasem, człowiek taki wie swoje i nie dopuszcza innej możliwości. Co więcej, także osoby z jego otoczenia często wiedzą o tym, dlatego już nieraz słyszałem takie oto zdanie: „Proszę Księdza, z tym człowiekiem to nawet nie ma co rozmawiać i go przekonywać. Ja go znam od lat i wiem, że on jak już sobie coś postanowi (czasami pada słowo: ubzdura), to nie da się już nic mu powiedzieć. Bo on zdania nie zmieni”.

Słysząc taką informację, nieraz myślałem sobie, że jest to jedno z najsmutniejszych zdań, jakie można powiedzieć o drugim człowieku! A jeżeli sprawa dotyczy człowieka młodego, dopiero kształtującego tak naprawdę swój pogląd na świat, to możemy mówić o sytuacji na wskroś dramatycznej! Bo taki człowiek już na starcie życia odbiera sobie samemu jakąkolwiek szansę rozwoju – duchowego, intelektualnego i ludzkiego postępu. Bo on wie swoje – i nie da sobie nic powiedzieć! Szkoda, wielka szkoda! I wielka strata.

I to jest właśnie tą główną, zasadniczą i źródłową przeszkodą do tego, by być światłością w Panu: zamknięcie się w sobie, w swoim światku – w swoim zatęchłym światku – w swojej ciemności. A jeżeli tak, to – na zasadzie odwrotności – pomocą w tym, by taką światłością każdego dnia się stawać, jest otwarcie na Jezusa i na drugiego człowieka. Na wyzwania i możliwości, jakie niesie życie. Na niespodzianki, które Pan sam nam sprawia w naszym TU I TERAZ. Na nowe okoliczności, które może są dla nas niejakim zaskoczeniem, może niosą obawy, ale które – po głębszym przemyśleniu, najlepiej na modlitwie – okazują się tymi dobrymi okolicznościami, które dają pewną szansę naszego rozwoju duchowego, intelektualnego, ludzkiego… Naszego rzeczywistego duchowego wzrostu…

Mówiąc bardzo krótko: żeby stać się światłością w Panu, żeby ta światłość Pana nas rozświetliła – trzeba otworzyć przed nią drzwi naszych serca i umysłów. W duchu właśnie tych słów: Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego. Trudno chyba o bardziej oczywiste stwierdzenie. Trzeba wyjść ze swojej „strefy komfortu”, ze swego ciepełka, ze swojego szczelnie zamkniętego, małego „światka”, ze swoje ciasnej i zatęchłej izdebki. To takie przecież oczywiste! Czemu zatem takie trudne?…

Właśnie! Niech więc będzie dla nas wyzwaniem i zadaniem. Odważmy się to wyzwanie podjąć – wzywając pomocy Bożej, światła Ducha Świętego. Odważmy się przekroczyć samych siebie, by wyjść na spotkanie z Jezusem i z drugim człowiekiem. To nie będzie łatwe. Ale okaże się piękne i przyniesie ogromną radość. Naprawdę! Odważmy się, a na pewno się o tym przekonamy!

Niech w kształtowaniu takiej postawy pomoże nam dzisiejsza praca domowa. Najpierw jednak wróćmy do wczorajszej: komu udało się poczytać Pismo Święte? A komu udało się poczytać we wspólnocie, choćby z jedną osobą? Bardzo dziękuję za wykonanie pracy domowej. Jeżeli ktoś nie miał możliwości, albo czasu, aby ją wykonać, to może to jak najbardziej uczynić dzisiaj.

Ale dzisiaj jest już kolejna praca domowa. A będzie nią kontakt z drugim człowiekiem – wiadomość, wysłana do drugiego człowieka. Dobre słowo, skierowane do drugiego człowieka. Proszę, abyśmy dzisiaj – albo jutro, do naszego kolejnego spotkania – odezwali się do trzech przynajmniej osób ze zwykłym słowem pozdrowienia z tych Rekolekcji. Chodzi tu o telefon, albo nawet o smsa, ale aby pozdrowić kogoś tak bezinteresownie; zapytać, co u niego, jak tam sobie radzi, jak żyje…

Jeżeli ten drugi będzie zdziwiony, to oczywiście można powiedzieć, że jest to taka rekolekcyjna praca domowa, ale podkreślić, że właśnie tę osobę wybraliśmy, co oznacza, że jest ona dla nas ważna. Jestem pewien, że sprawi jej to radość. Szczególnie proponowałbym odezwanie się do kogoś takiego – choćby za pomocą smsa – z kim ostatnio nasze relacje się jakoś zawiesiły, zablokowały, może nawet jesteśmy z nim w konflikcie… To na pewno nie będzie łatwe – nawet krótki sms – ale spróbujmy, odważmy się… Do trzech osób. Można naturalnie do większej liczby.

Teraz zaś, w ciszy serc, odpowiedzmy sobie na takie pytania:

Czy wierzę w każde słowo Jezusa, czy niektóre prawdy i zasady ewangeliczne są dla mnie zbyt trudne do zaakceptowania?

Czy jestem w stanie porozmawiać z każdym człowiekiem, czy są tacy, z którymi kontaktu sobie wręcz nie wyobrażam i nie chcę?

Czy dopuszczam zmianę krytycznego zdania o kimś drugim, czy jest on już u mnie przekreślony na zawsze?

Czy mam odwagę podejmować wyzwania, których nigdy w życiu nie podejmowałem, ale okoliczności akurat sprzyjają, żeby się z nimi zmierzyć?

TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI. Panie, nie pozwól nam się zamknąć w sobie! Wyprowadź nas ze strefy naszego komfortu! Otwórz drzwi naszych serc i umysłów na swoją światłość! Otwórz drzwi naszych serc i umysłów na drugiego człowieka! Otwórz nas na to, co nowe, chociaż może zaskakujące…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.