Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Anna Komoszyńska, angażująca się w swoim czasie w działalność młodzieżowych Wspólnot. Życzę Jej bezmiaru łask z Nieba, o które też będę się dla Niej modlił.
A oto dzisiaj przeżywamy kolejną rocznicę zwycięskiej Bitwy pod Grunwaldem, z 1410 roku. Wspominam o tym dlatego, że w ogóle lubię historię, zwłaszcza średniowieczną, ale także dlatego, że w pobliżu pola tejże Bitwy mieszka moja dalsza Rodzina i szczególnie w młodych moich latach co roku tam bywałem. Oby Polska zawsze umiała korzystać z wielkich i wspaniałych doświadczeń swoich wielkich Przodków!
Drodzy moi, pozdrawiam Was ze Szklarskiej Poręby, gdzie w nocy mieliśmy potężną burzę i spory opad deszczu. Skutki tego widać na mieście… My funkcjonujemy na nieco zwolnionych obrotach, dostosowanych do stanu zdrowia naszego Taty, który co roku intensywnie wędrował z nami na szlakach, a w tym roku musi nieco „odpuścić”, ze względu na przebyte w ciągu roku zabiegi i zmniejszoną aktywność ruchową.
Dlatego wczoraj byliśmy na skałkach, znajdujących się niedaleko naszego miejsca pobytu z Młodzieżą, czyli niedaleko Willi Marant. Tam też Ksiądz Marek nagrał swoje słówko, czego efekt zobaczycie, oglądając i słuchając dzisiejszego nagrania. Dzisiaj natomiast wybieramy się na spokojny spacer moją ulubioną trasą wędrowną. Cały czas pamiętam o Was w modlitwie!
A teraz już pochylmy się nad Bożym przesłaniem, zawartym w dzisiejszym Bożym słowie. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dzisiaj Pan mówi osobiście do mnie? Z jakim konkretnym przesłaniem do mnie przychodzi? Duchu Święty, oświeć umysły i serca!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Środa 15 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Bonawentury, Biskupa i Doktora Kościoła,
15 lipca 2026.,
do czytań: Iz 10,5–7.13–16; Mt 11,25–27
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
To mówi Pan: „Ach, ten Asyryjczyk, rózga mego gniewu i bicz w mocy mej zapalczywości! Posyłam go przeciw narodowi bezbożnemu, przykazuję mu o ludzie, na który się zawziąłem: żeby ograbił i złupił doszczętnie, by rzucił go na zdeptanie, jak błoto na ulicach. Lecz on nie tak będzie mniemał i serce jego nie tak będzie rozumiało; bo w jego umyśle plan zniszczenia i wycięcia w pień narodów bez liku.
Albowiem powie: «Działałem siłą mej ręki i własnym sprytem, bom jest rozumny. Przesunąłem granice narodów i rozgrabiłem ich skarby, a mieszkańców powaliłem jak mocarz. Ręka moja odkryła jakby gniazdo bogactwa narodów. A jak zbierają porzucone jajka, tak ja zagarnąłem całą ziemię; i nie było, kto by zatrzepotał skrzydłem, nikt nie otworzył dzioba, nikt nie pisnął».
Czy się pyszni siekiera wobec drwala? Czy się wynosi piła ponad tracza? Jak gdyby bicz chciał wywijać tym, który go unosi, i jak gdyby pręt chciał podnosić tego, który nie jest z drewna”.
Przeto Pan, Bóg Zastępów, ześle wycieńczenie na jego tuszę. Pod jego świetnym wyglądem rozpali się gorączka, jakby zapłonął ogień.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.
Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”.
Asyria to państwo wrogie narodowi wybranemu. Według niezmierzonych zamiarów Bożej Opatrzności miał się stać «rózgą gniewu Boga i biczem w mocy Jego zapalczywości». Tym więc państwem Bóg posłużył się, aby ukarać swój lud – podkreślmy: słowo „ukarać” stosujemy tu zgodnie z najlepszym jego rozumieniem, czyli nie „zemścić się”, „sponiewierać”, „dopiec do żywego”, „sprowadzić do parteru”, „zmieszać z błotem”, „poniżyć”, a może wręcz ostatecznie: „zniszczyć – ale właśnie: „upomnieć”, „naprowadzić na dobrą drogę”, „uratować przed wiecznym potępieniem”.
Wiemy, że w Starym Testamencie to działanie Boga było bardziej radykalne i bezpośrednie, niż to, które mamy obecnie, kiedy Pan zdaje się bez końca oczekiwać na nawrócenie człowieka – i często się go nie może doczekać – a człowiek robi sobie ze swego Boga wolne żarty. I nawet można odnieść wrażenie, że nasz Pan jest jakiś bezradny, bezbronny, bezsilny wobec lekceważących zachowań i postaw ludzkich. Wiemy, że tak nie jest – i że przyjdzie czas, kiedy zapyta On ludzi o każde słowo i każdy czyn. Wtedy to już właściwie nie będzie czasu, bo rozpocznie się wieczność. Jaka? Z pewnością, różna dla różnych.
Ale dzisiaj, w pierwszym czytaniu, słyszymy o jeszcze innej, ciekawej sytuacji – pewnie nieco zaskakującej, z naszego punku widzenia. Oto bowiem naród, który Pan uczynił «rózgą swego gniewu i biczem w mocy swej zapalczywości», w którymś momencie – by się tak wyrazić – przejął „inicjatywę”. Czyli z wykonawcy Bożej kary na narodzie wybranym sam stał się agresorem, siewcą totalnego i powszechnego zniszczenia.
Tę jego postawę opisują te właśnie słowa samego Boga: Lecz on nie tak będzie mniemał i serce jego nie tak będzie rozumiało; bo w jego umyśle plan zniszczenia i wycięcia w pień narodów bez liku.
I dalej: Albowiem powie: «Działałem siłą mej ręki i własnym sprytem, bom jest rozumny. Przesunąłem granice narodów i rozgrabiłem ich skarby, a mieszkańców powaliłem jak mocarz. Ręka moja odkryła jakby gniazdo bogactwa narodów. A jak zbierają porzucone jajka, tak ja zagarnąłem całą ziemię; i nie było, kto by zatrzepotał skrzydłem, nikt nie otworzył dzioba, nikt nie pisnął».
Odpowiedź Boga na taką postawę rzeczonego narodu może być tylko jedna: Czy się pyszni siekiera wobec drwala? Czy się wynosi piła ponad tracza? Jak gdyby bicz chciał wywijać tym, który go unosi, i jak gdyby pręt chciał podnosić tego, który nie jest z drewna”. Przeto Pan, Bóg Zastępów, ześle wycieńczenie na jego tuszę. Pod jego świetnym wyglądem rozpali się gorączka, jakby zapłonął ogień.
Przeto naród, który miał – w imieniu Boga – dokonać kary na narodzie wybranym, ponieważ „zapędził się” w pysze i nieprawości, sam miał zostać ukarany.
Trudny to z pewnością przekaz – z naszej perspektywy i z naszego punktu widzenia – ale niesie on to przesłanie, iż człowiek nie powinien „poprawiać” Boga i Jego zamysłów, działając po swojemu – pod przykrywką Boga lub powołując się na Niego – albo firmować Jego imieniem i Jego autorytetem swoich własnych nieprawości. A to już jest problemem obecnego czasu. Chociaż bowiem przekaz, jaki niesie nam pierwsze czytanie, jest przekazem starotestamentalnym, uwzględniającym ówczesne realia – także ówczesny sposób opowiadania i opisywania wydarzeń – to jednak niesie przesłanie, aktualne także dzisiaj.
Bo i dzisiaj Pan oczekuje od nas pełnienia Jego woli i posyła jednych ludzi, aby wobec innych byli Jego głosem, Jego ręką, Jego myślą, Jego sercem… I teraz cała sprawa polega na tym, aby ten, kogo Pan wybiera do takiej misji, dokładnie tę misję wypełnił, a nie zaczął – pod jej pozorem czy szyldem – uprawiać sobie jakiejś własnej działalności, „przepychając” swoje idee. Takie niebezpieczeństwo grozi wszystkim, począwszy od osób duchownych – i to nawet tych wysoko postawionych.
Nawet papieżowi, który korzystając z „uroku” najwyższego urzędu, jaki pełni w Kościele, a do tego jeszcze: z jakiegoś urojonego uroku osobistego, zacznie wprowadzać w Kościele przeróżne rewolucyjne zmiany według własnego pomysłu, traktując tenże Kościół jak prywatny folwark i tworząc w ten sposób tylko jedno wielkie zamieszanie!
Tak może postępować biskup, tak może postępować kapłan, tak może postępować każdy lider wspólnoty, który – przekonany, albo wmawiający samemu sobie, że jest głosem i znakiem Boga dla swoich podopiecznych, których traktuje faktycznie jak swoich podwładnych albo podkomendnych – będzie przeprowadzał swoje plany, realizował swoje własne wizje, budując przy tym swój własny prestiż i swoją pozycję. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwym zamysłem Boga i Jego oczekiwaniem wobec takiej osoby.
Podobnie, jak i w przypadku zwykłych relacji rodzinnych czy osób w jakikolwiek sposób sobie bliskich: wszelkie nagabywanie czy „nawracanie” innych do wiary rzekomo „w imię Boże”, a tak naprawdę – na siłę, w sposób agresywny i arogancki, nijak się ma do prawdziwych intencji Pana. I nie po to On posyła matkę czy ojca do dziecka, nie po to posyła kogoś starszego i bardziej doświadczonego do osoby młodszej i kształtującej swoją postawę; nie po to On posyła wspomnianego już biskupa, księdza czy lidera do określonej wspólnoty, aby wszyscy oni realizowali siebie i swoje wizje, budując własny prestiż i spełniając swoje osobiste ambicje, ale aby mówili i działali naprawdę w Jego imieniu!
I Jego zamysł realizowali! I Jego wolę wypełniali – zarówno w odniesieniu do samych siebie, jak i do tych, do których zostali posłani. Żeby jednak mogli oni ten Boży zamysł wypełnić – sami muszą go poznać, odkryć i przyjąć.
A do tego potrzeba prostoty i pokory serca – o czym Jezus przekonuje dzisiaj w czytaniu ewangelicznym, w słowach: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.
I właśnie o to chodzi, aby znaleźć się w gronie tych, którym Jezus zechce objawić. A On zechce objawić każdemu, kto zechce przyjąć. On nie żałuje żadnej swojej łaski – także żadnego słowa czy znaku prawdy o sobie, o swoim Ojcu, o wiecznym zbawieniu… O niczym, co jest dla tegoż zbawienia ważne. On zechce objawić. Oby człowiek zechciał przyjąć! Oby zechciał z wielką pokorą otworzyć się na to Jezusowe objawienie.
I tego właśnie Pan oczekuje od wszystkich, ale w pierwszym rzędzie od tych, którzy w Jego imieniu i w Jego Kościele będą podejmowali jakąkolwiek odpowiedzialność za innych. Choćby za jedną osobę – choćby w najbliższej rodzinie. Takiej odpowiedzialności – począwszy od tych urzędów najwyższych i mających największy zasięg działania – powinni podejmować się naprawdę najpokorniejsi! Najbardziej otwarci na Boży przekaz! Bo tylko oni będą zdolni działać w imieniu Boga i realizować Jego zamysły, a nie swoje własne.
Drodzy moi, pamiętajmy o tym, kiedy będziemy podejmowali jakąkolwiek odpowiedzialność za innych, nawiązując z nimi jakiekolwiek relacje. Choćby z jedną osobą. Mamy poznać zamysł Boży, odkryć Jego plany i Jego wolę – i tylko z tym wychodzić do drugiego człowieka. To jednak jest w stanie uczynić ten i tylko ten, do którego odnoszą się cytowane już słowa Jezusa: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.
Trzeba się stać Bożym prostaczkiem. Czyli nie prostakiem, ale człowiekiem prostym, prostolinijnym, szczerym, otwartym i bezpretensjonalnym. Tylko taki może być prawdziwym narzędziem w ręku Jezusa – Jego znakiem dla świata. I to jest właśnie wyzwanie dla nas!
Podobnie, jak było dla Patrona dnia dzisiejszego, którym jest Święty Bonawentura, Kardynał i Doktor Kościoła.
Bonawentura, a właściwie Jan di Fidanza, urodził się około 1218 roku, w Bagnoregio koło Viterbo. Ojciec jego był lekarzem. Rodzice obawiali się, czy dziecko przeżyje, było bowiem bardzo słabowite. W tej sytuacji, pobożna matka złożyła ślub, że jeśli tylko syn wyzdrowieje, poświęci go na służbę Bożą. Istnieje nawet piękne podanie, według którego dziecię miano przynieść do Świętego Franciszka z Asyżu, a ten w natchnieniu miał powiedzieć: „O, buona ventura!” – co znaczy: „O, szczęśliwe narodziny, szczęśliwe pojawienie się!” W ten sposób zapewne tłumaczono imię, które otrzymał w zakonie i pod którym jest dziś znany.
Pierwsze nauki odbył młody Jan w rodzinnym miasteczku. Po ukończeniu szkoły średniej udał się na uniwersytet do Paryża, na studia filozoficzne. W Paryżu również – mając dwadzieścia pięć lat – wstąpił do franciszkanów, gdzie otrzymał wspomniane już imię zakonne Bonawentura. Tam też studiował teologię. Po otrzymaniu stopnia magistra, jeszcze przez trzy lata studiował, ale równocześnie już wykładał Pismo święte i „Sentencje” Piotra Lombarda.
Z tego też czasu pochodzi jego szczytowe dzieło z zakresu teologii, a dotyczące Trójcy Świętej. Bonawentura zajął się także filozoficznym problemem poznania ludzkiego. W tej kwestii odszedł od Arystotelesa i Świętego Tomasza z Akwinu, a zbliżył się do Platona i Świętego Augustyna. Wreszcie, w tym samym czasie wydał tom rozpraw, w którym można odnaleźć syntezę jego myśli filozoficznej i teologicznej.
Następne lata spędził w różnych klasztorach franciszkańskich w charakterze wykładowcy. Musiał imponować niezwykłą wiedzą, świętością i zmysłem organizacyjnym, skoro na kapitule generalnej został wybrany przełożonym generalnym zakonu. Stało się to 2 lutego 1257 roku. A miał wtedy zaledwie trzydzieści dziewięć lat.
Wybór ten okazał się dla młodego zakonu opatrznościowym. Zakon bowiem przechodził wówczas trudny czas. Powstały w nim dwie zwalczające się zaciekle frakcje: jedną tworzyli zwolennicy surowego zachowania pierwotnej reguły Świętego Franciszka, drugą – zwolennicy reguły łagodniejszej. Bonawentura umiał wybrać tak zwany „złoty środek”, a przez swoje roztropne zarządzenia, nadał zakonowi właściwy kierunek.
Przez szesnaście lat swoich rządów doprowadził go do niebywałego rozwoju. W roku 1260 ułożył pierwsze konstytucje, będące w rzeczy samej wykładnią reguły Świętego Franciszka. W ten sposób przeciął możliwość różnego jej interpretowania – co ciągle jeszcze się zdarzało. Ponadto, bardzo intensywnie wizytował zakon, jeżdżąc do jego placówek w różnych krajach. Z powody tego zaangażowania niektórzy historycy nazywają go drugim Ojcem zakonu.
Posiadał ponadto umiejętność łączenia życia czynnego i publicznego z bogatym życiem wewnętrznym. Miał wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej i ku jej czci układał przepiękne poematy. Głośno było o nim także na dworze papieskim. Dlatego też Papież Grzegorz X, w 1273 roku, mianował go kardynałem oraz biskupem Albano pod Rzymem.
Delegacja Papieża z wiadomością o nominacji zastała go przy myciu naczyń kuchennych w klasztorze. Nawet bowiem jako przełożony generalny zakonu, podejmował normalnie wszystkie prace i dyżury, jak chociażby wspomniane zmywanie naczyń, o ile tylko na niego wypadła kolejka. I kiedy przybyła do niego delegacja papieska, aby obwieścić mu nominację kardynalską, Bonawentura w ogrodzie zmywał właśnie naczynia po obiedzie.
Gdy więc dostojni goście stanęli przed nim i obwieścili, po co przyjechali, nasz Święty wstał, otarł ręce o fartuch, którym był przepasany, z pokorą wysłuchał bulli nominacyjnej Ojca Świętego, bardzo uprzejmie podziękował, po czym poprosił, aby kapelusz kardynalski, który jeden z delegatów trzymał w ręku i chciał mu wręczyć, chwilowo powiesić na pobliskim drzewie, bo on musi dokończyć zmywanie. To pokazuje, jakim tak naprawdę był człowiekiem!
Oczywiście, wspomnianą nominację przyjął, co wiązało się ze zrzeczeniem się urzędu przełożonego generalnego zakonu i oddaniem się wyłącznie sprawom publicznym. Towarzyszył więc Papieżowi w różnych podróżach, a w listopadzie 1273 roku udał się do Lyonu na Sobór Powszechny. Otrzymał zaszczytne zadanie wygłoszenia przemówienia inauguracyjnego. Na niego też spadł główny ciężar prac przygotowawczych do Soboru. I właśnie tymi wszystkimi obowiązkami wyczerpany, zmarł 15 lipca 1274 roku, już podczas trwania Soboru Lyońskiego.
W pogrzebie wziął udział Papież i wszyscy Ojcowie Soboru w liczbie pięciuset biskupów i około tysiąca prałatów i teologów. Pogrzeb miał więc królewski. Papież wygłosił mowę pogrzebową ku jego czci. Kronikarze notują, że tego dnia wielu chorych i kalek odzyskało zdrowie.
Nasz Patron był jednym z najwybitniejszych teologów Średniowiecza. Pozostawił po sobie wiele dzieł teologicznych. Składają się na nie konstytucje, liczne traktaty i komentarze teologiczne, czterysta czterdzieści kazań i wiele innych. Bonawentura stworzył własną szkołę teologiczną. Kanonizowany został w roku 1482, a w 1588 roku ogłoszono go Doktorem Kościoła.
A my, słuchając uważnie Słowa Bożego, przeznaczonego na dzień dzisiejszy i wpatrując się w świetlany przykład świętości naszego Patrona, raz jeszcze zapytajmy samych siebie o nasze osobiste otwarcie się na wyzwania i zadania, jakie stawia przed nami Pan – w odniesieniu do innych osób – ale wcześniej: o naszą otwartość na Niego samego! Na Jego słowa, na Jego wolę, na Jego styl…
