Niech tak zostanie!

N

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Anetta Dziak – Nauczyciel biologii w Liceum Lelewela w Żelechowie, gdzie razem pracowaliśmy w swoim czasie;

Siostra Aneta Sroka – za moich czasów: Przełożona domu zakonnego Sióstr od Aniołów w Tłuszczu, w Diecezji warszawsko – praskiej;

Bogdan Mochnacz – mój starszy Kolega z czasów wspólnej służby lektorskiej w rodzinnej Parafii.

Wszystkim świętującym życzę pełnej i twórczej jedności z Bogiem! Zapewniam o modlitwie!

Drodzy moi, serdecznie pozdrawiam Was ze Szklarskiej Poręby. Wczorajsze plany zostały zrealizowane: młodsza część Ekipy odwiedziła Szrenicę, najwyższy szczyt w okolicy (stamtąd dzisiejsze nagranie słówka Księdza Marka), a wieczorem zrobiliśmy wycieczkę naszej Mamie, która ma trudności z poruszaniem się, i na kolację pojechaliśmy do Zamku w Miłkowie.

Bo wczoraj, po południu, czekając na powrót Grupy Szrenickiej, poodwiedzałem kilka lokali gastronomicznych, w poszukiwaniu takich, do których można wprowadzić osobę na wózku inwalidzkim. Okazuje się, że jest z tym bardzo różnie… Ale kilka znalazłem. I właśnie Zamek w Miłkowie jest jednym z takich miejsc. A dodając do tego przemiłą Panią (szkoda, że nie zapytaliśmy o imię), która tam wszystkim dyrygowała i nas obsługiwała, to naprawdę wczorajszy dzień i wieczór uznajemy za bardzo udane.

Dzisiaj planujemy Świeradów Zdrój i wjazd (i zjazd) kolejką gondolową na tamtejszy szczyt. Pogoda – bardzo korzystna, pomimo pojawiających się alertów. Rano dziś było mocne zachmurzenie i popadało, nawet jakieś delikatne pomruki burzy dało się słyszeć. Teraz jest bardzo słonecznie i ciepło.

Natomiast – bez względu na pogodę – ja o Was codziennie pamiętam w modlitwie!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dzisiaj – nagrane wczoraj na Szrenicy:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Otwórzmy zatem nasze serca na dar Bożego słowa! Co Pan mówi dziś do mnie – konkretnie i osobiście? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie właśnie dzisiaj? Duchu Święty, bądź natchnieniem dla każdej i każdego z nas!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 15 Tygodnia zwykłego, rok II,

17 lipca 2026., 

do czytań: Iz 38,1–6.21–22.7–8; Mt 12,1–8

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

W owych dniach król Ezechiasz zachorował śmiertelnie. Prorok Izajasz, syn Amosa, przyszedł do niego i rzekł mu: „Tak mówi Pan: «Rozporządź domem twoim, bo umrzesz i nie będziesz żył»”. Wtedy Ezechiasz odwrócił się do ściany i modlił się do Pana. A mówił tak: „Ach, Panie, wspomnij na to, proszę, że postępowałem wobec Ciebie wiernie i z doskonałym sercem, że czyniłem, co miłe oczom Twoim”. I płakał Ezechiasz bardzo rzewnie.

Wówczas Pan skierował do Izajasza słowo tej treści: „Idź, by oznajmić Ezechiaszowi: «Tak mówi Pan, Bóg Dawida, twego praojca: Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Uzdrowię cię. Za trzy dni pójdziesz do świątyni. Oto dodam do twego życia piętnaście lat. Wybawię ciebie i to miasto z ręki króla asyryjskiego i roztoczę opiekę nad tym miastem»”.

Powiedział też Izajasz: „Weźcie placek figowy i przyłóżcie do wrzodu, a zdrów będzie!” Ezechiasz zaś rzekł: „Jaki znak upewni mnie, że wejdę do świątyni Pana?” Izajasz odrzekł: „Niech ci będzie ten znak od Pana, że spełni On tę rzecz, którą przyrzekł: «Oto Ja cofnę cień wskazówki zegarowej o dziesięć stopni, po których słońce już zeszło na słonecznym zegarze Achaza»”. I cofnęło się słońce o dziesięć stopni, po których już zeszło.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść.

Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: „Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat”.

A On im odpowiedział: „Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie wolno było jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom?

Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia.

Gdybyście zrozumieli, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary», nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu”.

Skądinąd wiadomo, że rządy króla Ezechiasza nie były aż tak świetlane i prawe, jak o tym zapewnia on dzisiaj Boga. Ale też trzeba przyznać, że bardzo porządnie i właściwie się on zachował, słysząc zapowiedź Proroka: Rozporządź domem twoim, bo umrzesz i nie będziesz żył i doświadczając na sobie owej ciężkiej choroby. Widząc, co się z nim dzieje i słysząc prorockie zapewnienie, że czas jego nieuchronnie się kończy, zwrócił się do Boga o zmiłowanie.

To nie było jakiekolwiek żądanie, to nie było jakieś droczenie się z Bogiem czy transakcja, na zasadzie: „Ty mi dasz zdrowie, przedłużysz mi życie, to ja Ci dam to lub tamto.” Nie! Raczej słyszymy słowa, iż płakał Ezechiasz bardzo rzewnie. Który król płacze bardzo rzewnie – przed Bogiem, czy przed kimkolwiek z ludzi?

Królowie raczej są przyzwyczajeni, że to oni są panami życia i śmierci swoich poddanych i to raczej ich poddani płaczą bardzo rzewnie, kiedy nie mogą się od swego władcy doprosić jakiejś łaski czy pomocy. Bo patrzy on na nich z góry i wręcz wylicza im „po kropelce” przejawy jakiejś przychylności – o ile w ogóle to czyni. A tu sam król doświadczył na sobie, że jego władza nie jest absolutna, że jest nad nim Władza wyższa, która akurat zadecydowała, że jego ziemska władza skończy się w najbliższym czasie… I co w tej sytuacji?

Przypomina mi się – w tym kontekście – wspomnienie mojego świętej pamięci Promotora i Szefa w Katedrze Prawa Sakramentów Świętych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, Ojca Profesora Wenantego Zuberta, który opowiadał kiedyś, jak to po uzyskaniu tytułu docenta (teraz nie jest on już nadawany) udał się w góry na kilkudniowy odpoczynek. I oto idąc jakimś szlakiem, dotarł do dużej polany, na której pasło się całkiem spore stado owiec. Pilnował ich pasterz, którego w tym zadaniu „wspierał” wielki pies. I ten właśnie pasterski pies, widząc Ojca Profesora, ruszył ku niemu z impetem!

Pomimo dramatyzmu całej sytuacji, w Ojcu Profesorze zrodziła się wówczas myśl, którą potem już do końca życia zapamiętał: „I wytłumacz mu teraz (temuż psu), żeś ty docent!” Oczywiście, pasterz zaraz zawołał na psa i przywołał go do siebie, ale ten krótki epizod pokazał bardzo wiele: co z twoich osiągnięć, człowieku, kiedy staniesz na granicy życia i śmierci? Co z twojej władzy, prestiżu, znaczenia czy bogactwa, kiedy jednej minuty nie jesteś w stanie dodać do wieku swego życia? Co z tego wszystkiego?

Czy nie lepiej od razu uświadomić sobie, wziąć to sobie mocno do serca i nigdy nie zapominać – a właśnie ciągle mieć w pamięci i tym się stale kierować – iż to Bóg jest Panem czasu, Panem historii, Panem ludzkich spraw, Panem świata i tego wszystkiego, co się na nim dzieje?

I że to On ostatecznie wszystko rozstrzyga? I że to On – i tylko On! – jest Panem szabatu, a więc instytucji religijnej, którą sam ustanowił, a która została tak poprzeinacza i tak dowolnie zinterpretowana przez żydowską elitę religijną za czasów Jezusa – ale i wcześniejszych – że trzeba było bardzo jasno, mocno i konkretnie przywołać wszystkich do porządku i przypomnieć, że to nie uczeni w Piśmie i faryzeusze mają o tym decydować! Bo to nie oni są panami szabatu! Czy panami czegokolwiek!

To Bóg jest absolutnym Władcą! To w Jego mocy jest chociażby przesunięcie wskazówek zegara, czyli cofnięcie czasu, aby dać go jeszcze trochę człowiekowi, który się przed Nim uniżył. Kto z ludzi jest w stanie uczynić coś takiego – pomimo nawet największej władzy, jaką posiada w takich, czy innych strukturach? A przecież Jezus nie chce być dla nikogo z nas konkurencją. Uznanie nad nami Jego władzy i mocy także nam samym przysporzy znaczenia, prestiżu i autorytetu wśród ludzi.

Właściwie, to chyba tylko w takiej sytuacji można mówić o prawdziwym autorytecie, kiedy jest on budowany na Jezusie, a nie na sobie samym. Bo kiedy człowiek próbuje przekonywać Boga, cały świat, a na końcu siebie samego, że to on jest ostateczną wyrocznią i to on sam będzie decydował o swoim losie, to on sam jest kowalem własnego losu i swoich spraw, to szybko – a nawet: bardzo szybko – może się przekonać, że jednak nie jest. I po co w ogóle to wszystko?

Po co takie przepychanki, próba takiego „mocowania się” z Niebem i mocą Bożą? Nie lepiej po prostu z tym Niebem współpracować? I mieć do dyspozycji wszystkie moce niebieskie? Bo Jezus na pewno nie poskąpi nam swojej pomocy, wsparcia i dobrego natchnienia, kiedy pozwolimy mu być naszym Panem, a nie będziemy chcieli być panami dla siebie, ani też dla innych. Tylko Jezus jest Panem! I niech tak zostanie! Bo tak jest najlepiej…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.