A Ty – co mówisz?…

A

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Kamil Lewczuk, należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Modlę się dla Niego o bezmiar Bożej łaski!

I pozdrawiam z Siedlec, skąd rano wyruszam do Parafii Hrud, aby zastąpić Księdza Zbigniewa Komoszkę, Proboszcza tejże Parafii, w której będę pierwszy raz w życiu!

Potem przejeżdżam do Domu rodzinnego, skąd zamierzam wraz z Rodzicami udać się do kina na film: „21.37”.

A o 20:00 – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie, po niej zaś – Gorzkie Żale.

A co w Polsce? Bandytyzmu, arogancji władzy, pogardy, nienawiści, dzikiej żądzy zemsty, bezprawia, łamania wszelkich praw Boskich i ludzkich, reguł pisanych i niepisanych, torturowania ludzi, doprowadzania ich do utraty zdrowia, a nawet życia; gnębienia niewinnych ludzi – ciąg dalszy! Każdy dzień przynosi kolejne dowody tego bandytyzmu! Tego się już nie da normalnie słuchać – bez odruchu wściekłości! A wszystko za całkowitym przyzwoleniem tego totalnie zdeprawowanego tworu, jakim jest tak zwana unia europejska. I przy całkowitym milczeniu społeczeństwa. Niestety – także Episkopatu! No to musimy dojść do dna, aby było się od czego odbić. Dramatyczne rozwiązanie, ale może tak musi się stać, żebyśmy się obudzili!

Drodzy moi, dzisiaj zasłaniamy krzyże w naszych kościołach, przenosząc w ten sposób niejako ich adorowanie do naszych serc, aby uroczyście odsłonić je w Wielki Piątek. W ten sposób Wielki Post wchodzi w drugą swoją część, poświęconą już bezpośrednio rozważaniu Męki Pańskiej. A dzisiaj mamy pierwszą niedzielę miesiąca – podziękujmy Panu naszemu za dzieło zbawienia!

A oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Pochylmy się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co konkretnie mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

5 Niedziela Wielkiego Postu, C,

6 kwietnia 2025., 

do czytań: Iz 43,16–21; Flp 3,8–14; J 8,1–11

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

Tak mówi Pan, który otworzył drogę przez morze i ścieżkę przez potężne wody; który wiódł na wyprawę wozy i konie, także i potężne wojsko; upadli, już nie powstaną, zgaśli, jak knotek zostali zdmuchnięci.

Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Sławić Mnie będą zwierzęta polne, szakale i strusie, gdyż na pustyni dostarczę wody i rzek na pustkowiu, aby napoić mój lud wybrany. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:

Bracia: Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego.

Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Chrystusa: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach, w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych.

Nie mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też pochwycił, bo i sam zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa.

Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już pochwyciłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał.

Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi.

Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.

Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.

Słowa, które słyszymy dzisiaj, w pierwszym czytaniu: Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie mogłyby z pewnością stanowić streszczenie całej liturgii Słowa dzisiejszej Piątej Niedzieli Wielkiego Postu. W proroczej wizji, jaką w pierwszym czytaniu otrzymujemy, owa «nowa rzecz» pokazana jest w obrazach harmonii i szczęśliwości, panujących w świecie, pod Bożym wejrzeniem.

Odnajdujemy także wyraźne nawiązanie do ważnych wydarzeń z historii zbawienia, chociażby w tym zdaniu: Tak mówi Pan, który otworzył drogę przez morze i ścieżkę przez potężne wody; który wiódł na wyprawę wozy i konie, także i potężne wojsko; upadli, już nie powstaną, zgaśli, jak knotek zostali zdmuchnięci.

Trudno nie skojarzyć tych słów z historią przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone suchą nogą, a potem – zatopienia w tymże Morzu wojsk egipskich. I to właśnie po tych słowach, w pierwszym czytaniu słyszymy te, zacytowane przed chwilą, o pojawieniu się rzeczy nowej. Tak, przejście przez Morze Czerwone oznaczało dla Izraela wejście w nową rzeczywistość – zupełnie nową, bo w rzeczywistość wolności, której nie znali oni od czterystu trzydziestu lat. Dlatego tak trudno im było się w niej odnaleźć.

Oczywiście, Bóg nigdy nie traci nadziei, dlatego stwierdza dziś jasno i konkretnie: Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę. Jednak lud musiał dojrzeć do tego, aby tak właśnie się stało. Bo wejście w nową rzeczywistość zawsze jest procesem – to nie jest jednostkowy gest czy czyn. To jest długi i – jako rzekliśmy – często niełatwy proces.

Dobrze zdawał sobie z tego sprawę Święty Paweł, który w drugim dzisiejszym czytaniu, z Listu do Filipian, stwierdza: Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Powiemy zapewne: brzmi dobrze! Paweł wszystko, co nie jest wprost związane z Jezusem, co do Niego nie prowadzi – a już tym bardziej: oddala – uznaje za stratę, za rzecz nieistotną. Rozwija tę myśl w kolejnych zdaniach: Dla Niego [czyli dla Jezusa] wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Chrystusa…

Jednak i on dobrze zdaje sobie sprawę, że nie jest to proste ani łatwe. Wyraźnie stwierdza to w słowach: Nie mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też pochwycił, bo i sam zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa. I wyjaśnia w kolejnych zdaniach: Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już pochwyciłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.

A zatem, także dla niego owa nowość, którą widział w Jezusie i swojej bliskości z Nim, była przedmiotem starań i wysiłków, ciągłym celem dążeń, a nie czymś, co raz uzyskał – już zawsze miał, niczym się więcej nie przejmując. Owszem, tym się należało przejmować – zwłaszcza, jeśli się samemu było prześladowcą Kościoła, dlatego dobrze się wie, ilu takich na świecie zawsze jest i jak bardzo Jezus i Jego nauka ciągle są atakowani. Ale też – ile przeszkód człowiek, pragnący zjednoczyć się z Jezusem, odnajduje w sobie samym! Sam także nieraz tego doświadczył.

Wszak nieraz wspominał o tym, że zawsze pamiętał, iż był prześladowcą Kościoła. Z pewnością, samo to było dla niego takim ciężkim doświadczeniem, bo zdawał sobie sprawę, że czasu nie cofnie i chociaż mógł być pewien, że zostało mu to przez Jezusa wybaczone – skoro Jezus wezwał go do takiego a nie innego zadania – to jednak gdzieś tam, w głębi serca, te wspomnienia na pewno do niego wracały.

Ale też i inne, trudne doświadczenia życiowe, o których nic zasadniczo nie wiemy, a które on sam nazwał w jednym ze swych Listów «ościeniem dla ciała»«wysłannikiem szatana, aby go policzkował». Nie wiemy, co to takiego: czy jakieś wewnętrzne pokusy, czy jakieś zewnętrzne trudności, czy może te wspomniane wyrzuty sumienia… Na pewno, było to na tyle dolegliwe, że Paweł wręcz prosił Jezusa, aby od niego odszedł, aby komuś innemu zlecił jego zadanie. A jednak usłyszał wówczas od Jezusa zapewnienie: Wystarczy ci mojej łaski! Moc bowiem w słabości się doskonali!

I taka to była, Drodzy moi, droga Apostoła Pawła do tej nowości, jaką dla niego było poznanie Jezusa Chrystusa – w tym biblijnym rozumieniu słowa: „poznanie”, czyli zjednoczenie się z Nim.

A jak było z kobietą, którą pochwycono na cudzołóstwie, o której mowa w dzisiejszej Ewangelii? Ona też poznała Jezusa – i także w biblijnym rozumieniu tego słowa, czyli nie tylko poznała Go z imienia i dowiedziała się, kim jest, ale poznała Go jako Dawcę miłosierdzia i Bożego przebaczenia – Przewodnika, który wprowadził ją na zupełnie nowe drogi. Bo jej odnowa życia dokonała się – przyznajmy to – w sposób wielce burzliwy.

Kiedy ją bowiem pochwycono, uczeni w Piśmie i faryzeusze nie mogli nie skorzystać ze sposobności, aby – mówiąc kolokwialnie – upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, bo i kobietę ukamienować, i Jezusa przynajmniej postawić w niekomfortowej sytuacji. W tym celu – jak słyszymy dziś – zadali Mu pytanie: „Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Oczywiście, bo gdyby poszedł za ich sugestią i pozwolił ją ukamienować, to zaprzeczyłby swemu własnemu nauczaniu o miłosierdziu i przebaczeniu, co sprytni, a wredni Jego przeciwnicy zaraz by nagłośnili. Jeżeli jednak zabroniłby ją ukamienować, to zaprzeczyłby przepisom Prawa Mojżeszowego, a wtedy: co z Niego za sługa Boży?… I jaki wzór przestrzegania wiary i tradycji ojców?

A jak Jezus wybrnął z tej ich grubymi nićmi szytej pułapki? To też element pewnej nowości, bo Jezus wyszedł poza ciasny schemat myślenia swoich przeciwników i odpowiedział tak, że zamknął im usta. Bo – w sensie ścisłym rzecz biorąc, trzymając się stwierdzeń, zapisanych w Ewangelii – pozwolił kobietę ukamienować. Tak – pozwolił! Usłyszmy dobrze Jego słowa: Niech pierwszy rzuci na nią kamień. A więc jednak – ktoś został do tego upoważniony. Zgodnie ze wspomnianym Prawem Mojżeszowym, pierwszy w takiej sytuacji powinien rzucić kamieniem mąż, zdradzony przez ową cudzołożną żonę, potem świadkowie jej czynów, potem jeszcze inni… I oto dzisiaj Jezus komuś pozwolił ów kamień rzucić. A nawet możemy powiedzieć, że pozwolił wszystkim! Dosłownie – wszystkim! Ale pod jednym warunkiem. Jakim?

Usłyszmy całe zdanie: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. Właśnie! A żeby wszystko było jasne, to Ewangelista dodaje, że przed wypowiedzeniem tego zdania i zaraz po Nim – Jezus coś pracowicie pisał po ziemi. W powszechnej opinii komentatorów były to grzechy całej tej rozkrzyczanej bandy! Musiało tak być, bo okazało się, że kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.

Zatem, Jezus pozwolił rzucić w nią kamieniem. A jednak – nikt nie rzucił. Czemuż to? Oj, dobrze wiemy, czemu… Ale to tylko pokazuje, jak bardzo mocno te grzechy musiały w nich tkwić. I jak bardzo trudno było się im ich pozbyć. Być może, oni wcale nie chcieli się ich pozbyć?… A jeśli tak, to z jaką sytuacją mamy tu do czynienia?

Z taką oto, że ci, którzy uważali się za poprawnych, wiernych Prawu Mojżeszowemu, wielce świątobliwych i zacnych, okazali się zaskorupiali w swoich grzechach, a przez to bardzo, ale to bardzo oddaleni od Boga. A ta, która rzeczywiście wyprawiała rzeczy niegodziwe, popełniała obrzydliwe grzechy, żyła w niesamowitym brudzie cudzołóstwa – w jednej chwili stała się kimś zupełnie nowym! Kimś totalnie odnowionym!

Chociaż dokonało się to – powiedzmy sobie szczerze – w dość ostry sposób, niemalże brutalny. Przeszła niemalże przez swoistą próbę kamieni! Bo chociaż żaden z nich nie poleciał w jej stronę, to jednak wszystko już wisiało na włosku, natomiast poleciały w jej stronę kamienie ludzkiego potępienia i odrzucenia. Jezus natomiast powiedział do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.

I tutaj możemy mówić o podobieństwie jej losów do losów Apostoła Pawła. On także – w dość ostry sposób sprowadzony na właściwą drogę – rozpoczął swoje nowe życie z wielkim impetem i zapałem. Jedni się go bali, bo pamiętali, kim był dotąd; drudzy nie wiedzieli, co o tym wszystkim myśleć… A jeszcze inni podziwiali, że tak szybko podjął nowe dzieło, które też szybko zaczęło przynosić dobre owoce.

Jednak on sam miał się dopiero przekonać, ile trzeba mu będzie znieść tych przeszkód i trudności, o których tu sobie już mówiliśmy, a których na początku na pewno nie mógł przewidzieć. Czyli, że samo nawrócenie – choć tak spektakularne i efektowne, i tak skuteczne – to dopiero początek drogi, to początek tego odnawiania wszystkiego, swoich relacji z Jezusem.

O kobiecie cudzołożnej nic już nie wiemy z Ewangelii, tradycja widzi ją później gdzieś w otoczeniu Apostołów i czynnie zaangażowaną w rozwój młodego Kościoła, ale to nie są żadne pewne wiadomości.

Natomiast możemy być pewni, że choć tego dnia, o którym dziś słyszymy, doświadczyła niesamowitej łaski Bożej i ogromnej radości z ocalenia życia, ale może nawet o wiele bardziej: z totalnej odnowy, przemiany tego życia, to jestem przekonany, że tak, jak Święty Paweł – i ona także nieraz musiała się mocować ze wspomnieniami ze swojej grzesznej przeszłości, a pewnie nieraz usłyszała jakieś przykre słowo od tych chociażby, którzy dzisiaj odeszli ze spuszczonymi głowami, ale którzy na pewno nie dali tak łatwo za wygraną i nieraz jej życie uprzykrzyli…

A może i niej samej odezwały się takie czy inne pokusy – wszak była to raczej młoda kobieta, więc trudno nawet byłoby się temu dziwić… Nie wiemy zresztą, czy do końca życia wytrwała w tej nowości, do jakiej dziś zaprosił ją Jezus – nie wiemy, bo nie wiemy nic pewnego o jej dalszym życiu. O Świętym Pawle wiemy, że wytrwał do końca.

A my – o sobie samych – co powiemy? Ileż to razy, Drodzy moi, podejmowaliśmy różne dobre postanowienia: po Spowiedzi, po Rekolekcjach jednych czy drugich, na początku tego Wielkiego Postu, albo poprzednich… Ileż to razy postanawialiśmy zerwać z jakimś przyzwyczajeniem albo grzechem – i zacząć od nowa.

Drodzy moi, powiedzmy szczerze: czy zawsze nam się to udawało? A jeżeli nie zawsze, to jak często? Na ile trwamy w dobrych postanowieniach i obietnicach, dawanych Bogu i innym ludziom? Sam sobie to pytanie stawiam.

Bo nieraz już zdarzało mi się czytać lub słuchać relacji o czyichś nawróceniach – często podobnie spektakularnych i radykalnych, jak to Pawłowe, czy owej niewiasty z dzisiejszej Ewangelii. Naprawdę, każda z tych opowieści robi wrażenie. Ale pamiętam, że kiedyś – jeszcze jako alumn Seminarium – podzieliłem się taką jedną, zasłyszaną historią, z Księdzem Andrzejem, Wikariuszem mojej rodzinnej Parafii, który usłyszawszy tę opowieść, ku mojemu zdziwieniu nie zaczął rozpływać się w zachwytach, jak ja się rozpływałem, tylko spokojnie postawił pytanie: „A czy oni w tym nawróceniu wytrwali?”…

Właśnie! Drodzy moi, każda nowość – to na pewno jakiś nowy początek, jakaś radykalna przemiana. Ale nowość – ta najbardziej skuteczna i prawdziwa – to przede wszystkim trwanie! Nie słowa, nie zachwyty, nie tanie wzruszenia i spektakularne gesty – ale trwanie na co dzień na tej nowej drodze.

I nasz Wielki Post, który teraz przeżywamy, o tyle będzie w naszym życiu owocny i dobry, o ile będzie oznaczał codzienne, cierpliwe, wytrwałe kroczenie tą odnowioną drogą życia – także wtedy kiedy ten czas się już zakończy: kroczenie, daj Boże, jak najdłużej! Nawet do końca życia!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.