Jezus przyszedł – ale po co?…

J

Szczęść Boże! Drodzy moi, ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, ale zaraz wyruszam do Parafii w Poizdowie, gdzie będę pomagał duszpastersko, po czym przejeżdżam do mojej rodzinnej Parafii – Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Białej Podlaskiej – gdzie o 17:00 odprawię Mszę Świętą gregoriańską, a 18:00 odbędzie się tam doroczny koncert kolęd Chóru sanktuaryjnego Schola Cantorum Misericordis Christi. Gdyby ktoś był w pobliżu, to niech przyjedzie, bo warto. Potem powrót do Siedlec.

A oto dzisiaj – pierwsza niedziela miesiąca. Podziękujmy Panu naszemu za dzieło zbawienia, jakiego dokonał, przychodząc na świat!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zachęcam zatem do odkrycia tego jednego, bardzo konkretnego przesłania, z jakim Pan dzisiaj zwraca się osobiście do mnie. Prośmy Ducha Świętego, aby otworzył nasze serca i rozjaśnił umysły!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Druga Niedziela po Narodzeniu Pańskim,

4 stycznia 2026., 

do czytań: Syr 24,1–2.8–12; Ef 1,3–6.15–18; J 1,1–18

CZYTANIE Z KSIĘGI SYRACYDESA:

Mądrość wychwala sama siebie,

chlubi się pośród swego ludu.

Otwiera swe usta na zgromadzeniu Najwyższego

i ukazuje się dumnie przed Jego potęgą:

Wtedy przykazał mi Stwórca wszystkiego,

Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie

i rzekł: „W Jakubie rozbij namiot

i w Izraelu obejmij dziedzictwo”.

Przed wiekami, na samym początku mnie stworzył

i już nigdy istnieć nie przestanę.

W świętym przybytku, w Jego obecności,

zaczęłam pełnić świętą służbę

i przez to na Syjonie mocno stanęłam.

Podobnie w mieście umiłowanym dał mi odpoczynek,

w Jeruzalem jest moja władza.

Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie,

w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec

Pana naszego Jezusa Chrystusa,

który napełnił nas

wszelkim błogosławieństwem duchowym

na wyżynach niebieskich w Chrystusie.

W Nim bowiem wybrał nas

przed założeniem świata,

abyśmy byli święci i nieskalani

przed Jego obliczem.

Z miłości przeznaczył nas dla siebie

jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,

według postanowienia swej woli,

ku chwale majestatu swej łaski,

którą obdarzył nas w Umiłowanym.

Przeto i ja usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. Proszę w nich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Na początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

i Bogiem było Słowo.

Ono było na początku u Boga.

Wszystko przez Nie się stało,

a bez Niego nic się nie stało,

co się stało.

W Nim było życie,

a życie było światłością ludzi,

a światłość w ciemności świeci

i ciemność jej nie ogarnęła.

Pojawił się człowiek posłany przez Boga,

Jan mu było na imię.

Przyszedł on na świadectwo,

aby zaświadczyć o światłości,

by wszyscy uwierzyli przez niego.

Nie był on światłością,

lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości.

Była światłość prawdziwa,

która oświeca każdego człowieka,

gdy na świat przychodzi.

Na świecie było Słowo,

a świat stał się przez Nie,

lecz świat Go nie poznał.

Przyszło do swojej własności,

a swoi Go nie przyjęli.

Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,

dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,

tym, którzy wierzą w imię Jego,

którzy ani z krwi,

ani z żądzy ciała,

ani z woli męża,

ale z Boga się narodzili.

Słowo stało się ciałem

i zamieszkało wśród nas.

I oglądaliśmy Jego chwałę,

chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,

pełen łaski i prawdy.

Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

Niezwykle brzmią te słowa, które Apostoł Paweł skierował dzisiaj do wiernych Gminy chrześcijańskiej efeskiej – ale oczywiście, także i od nas wszystkich – w drugim czytaniu: Przeto i ja usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach.

To bardzo buduje i podnosi na duchu, kiedy dowiadujemy się, że ktoś się za nas modli, że o nas pamięta przed Bogiem. Niejednokrotnie sami prosimy też innych o modlitwę, bo dobrze zdajemy sobie sprawę, jak wiele takie wsparcie znaczy. Bo z jednej strony – jest to jednak podnosząca na duchu i niosąca nadzieję i pocieszenie informacja, że ktoś o nas myśli, że komuś na nas zależy, że jesteśmy dla kogoś ważni; z drugiej jednak strony: jest to w końcu modlitwa, a więc wzywanie pomocy Nieba nad kimś i w jego sprawach. A któż może bardziej pomóc, jak nie nasz Pan?

Dlatego dobrze, że modlimy się za siebie nawzajem – nazywamy to „zjawisko” modlitwą wstawienniczą – i obyśmy czynili to jak najczęściej i jak najchętniej. Święty Paweł dzisiaj zapewnia, że modli się za swoich uczniów i podopiecznych. A o co konkretnie się modli? Wyraźnie to stwierdza: Proszę w nich [czyli w tychże modlitwach], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych. Czyli o co tak naprawdę?

Bo my, jak się już za innych modlimy, to jednak o coś „konkretnego”: a to o zdrowie, a to o rozwiązanie problemów, a to o dobrą pracę, a to o szczęśliwe życie w małżeństwie… Dla zmarłych – prosimy o życie wieczne. A tymczasem, Paweł modli się o światłe oczy serca, aby jego wierni «wiedzieli, czym jest nadzieja ich powołania» i jak bogate jest ich dziedzictwo wśród świętych… Czyli – żeby jeszcze raz powtórzyć to pytanie – o co on się tak naprawdę modlił?

Bo to, co tu słyszymy, „zalatuje” jakąś wysublimowaną teorią, zupełnie oderwaną od realiów codziennego życia. Tylko – czy naprawdę? Jeżeli modli się o rozpoznanie przez wszystkich nadziei ich powołania, to tak naprawdę modli się dla nich o świętość – bo przecież wszyscy jesteśmy powołani do świętości. I mamy głęboką nadzieję na jej osiągnięcie. Ale żeby ją osiągnąć, trzeba poznać „głębiej” samego Jezusa, dlatego Apostoł modli się o ducha mądrości i objawienia w poznawaniu Jezusa.

Można zatem powiedzieć, że te sprawy, o których tu sobie mówimy, nie są tak naprawdę jakieś wydumane, „z innej bajki”, albo z jakiejś książki, pełnej teologicznych frazesów, niezrozumiałych dla prostego człowieka. Owszem, Paweł nie modli się – przynajmniej tutaj – o zdrowie, o pomyślność, czy o te inne sprawy doczesne, które już tu sobie wymienialiśmy, ale idzie niejako krok dalej i modli się o osiągnięcie przez nas wszystkich celu, do którego mają prowadzić te sprawy codzienne i bieżące.

Bo właśnie to wszystko, o co my najczęściej modlimy się i prosimy naszego Pana, tylko wtedy od Niego otrzymujemy, kiedy to przyda się nam na drodze do zbawienia. Jeśli miałoby to nam szkodzić, albo przynajmniej utrudnić osiągnięcie szczęścia wiecznego, z pewnością byśmy tego nie otrzymali. Dlatego Paweł modli się tak naprawdę o to, co najważniejsze i najbardziej do zbawienia potrzebne: o ułożenie relacji z Jezusem, o dostrzeżenie w ogóle Jego obecności w naszym życiu.

A wtedy także te modlitwy o sprawy bieżące i codzienne nabiorą innego wymiaru – bo będą częścią naszej modlitwy o zbawienie wieczne, a nie będą tylko listą życzeń, niczym listą zakupów, które mamy załatwić w „Bożym supermarkecie”. Nie, tu naprawę chodzi o coś więcej… O kogoś więcej…

Już we wcześniejszych wersach tego samego czytania usłyszeliśmy takie oto, naprawdę piękne słowa: W Nim bowiem [czyli w Jezusie] wybrał nas [Bóg] przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa… Czyli, zanim świat się stał, a na świecie zaczął istnieć człowiek – Bóg już nas indywidualnie i po imieniu widział, znał i kochał. A widział nas w swoim Synu i ukochał nas – tak, jak kocha swego Syna.

Zobaczmy zatem, moi Drodzy, jak głęboko dzisiaj wchodzimy w te sprawy. Poruszamy się w sferze pewnej tajemnicy. W duchu Mądrości, o której mowa w pierwszym czytaniu – chociażby w słowach: Mądrość wychwala sama siebie, chlubi się pośród swego ludu. Otwiera swe usta na zgromadzeniu Najwyższego i ukazuje się dumnie przed Jego potęgą […]. Przed wiekami, na samym początku mnie stworzył i już nigdy istnieć nie przestanę. W świętym przybytku, w Jego obecności, zaczęłam pełnić świętą służbę.

Słuchając tych słów już nie po raz pierwszy, ciągle zastanawiamy się, jak zdefiniować tę Mądrość? Czymże ona jest? A może właśnie tym, czym w Ewangelii dzisiejszej jest Słowo – odwieczne Słowo Ojca Niebieskiego – które stało się ciałem?… Zobaczmy, Drodzy moi, ile jest takich głębokich skojarzeń! Ile takich głębokich odniesień! My tu dzisiaj sięgamy myślą aż do tego czasu – a właściwie to nawet nie do czasu, bo wtedy czasu jeszcze nie było – zanim powstał świat, zanim zaistniał człowiek, czyli do samego początku, a nawet: przed początkiem! Bo przecież Bóg nie miał początku, Jego Syn – odwieczne Jego Słowo – także nie miał.

Oczywiście, my tego wszystkiego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, ani zrozumieć. Słuchamy tego Bożego słowa, jakie dziś Kościół daje nam do przeczytania i do zgłębienia w sercu i przekonujemy się, że to wszystko zdecydowanie przekracza nasze ludzkie myślenie, nasze wyobrażenia, nasze codzienne spojrzenie na rzeczywistość. Tutaj dotykamy rzeczywistości o wiele bardziej tajemniczej – i zupełnie niemożliwej do zwykłego zrozumienia. Aż trzy teksty biblijne, dzisiaj odczytane, przenoszą nas przestrzeń zupełnie dla nas niedostępną, ponadczasową.

I takie właśnie Boże słowo otrzymujemy dzisiaj, czyli w Drugą Niedzielę po Narodzeniu Pańskim. Pierwszą – jak pamiętamy – tydzień temu, była Niedziela Świętej Rodziny. Dzisiaj jest druga – i tak właśnie się ją w liturgii oficjalnie określa: Druga Niedziela po Narodzeniu Pańskim. Nie ma zatem jakiejś szczególnej, ukierunkowanej nazwy – ot tak, po prostu, Druga Niedziela… Skoro jest w Okresie Bożego Narodzenia, to trzeba ją jakoś nazwać…

Ale kiedy wsłuchujemy się w treść Bożego słowa, jakie ona niesie, to moglibyśmy ją – na swój własny użytek – nazwać niedzielą „mistyczną”, niedzielą „ponadczasową”, niedzielą „prowadzącą do wieczności”. Tak naprawdę, to każda niedziela – także w ciągu roku – taki wymiar niesie. Ale ta dzisiejsza – sami widzimy – tak ma dobrane teksty biblijne, że całą naszą uwagę naprawdę kieruje ku przestrzeniom całkowicie przekraczającym granice jakiegokolwiek czasu. I to – by się tak wyrazić – zarówno „z przodu”, jak i „z tyłu”, bo poruszamy sprawy, obejmujące ten „czas przed czasem”, czyli prapoczątki wszystkiego; ten okres, kiedy jeszcze nie było świata i człowieka, ale był Bóg, który był zawsze, a który już wtedy widział człowieka i kochał człowieka; ale też obejmujemy tę przestrzeń wieczną, kiedy czasu już nie będzie, a będzie wieczne TU I TERAZ.

I żeby powtórzyć w tej sytuacji raz jeszcze pytanie: po co nam takie „odrealnione” spojrzenie, kiedy my zaraz wrócimy do naszych domów i do naszych spraw, a jutro większość z nas pójdzie do pracy, a nasza Młodzież – po najpiękniejszym czasie długich ferii – pójdzie za trzy dni do szkoły (już może pomińmy milczeniem nastawienie, z jakim to zrobi, ale jednak), i wszyscy na nowo zanurzymy się w naszej codzienności, w tych najzwyklejszych problemach; i znowu wszyscy rozpoczniemy ów „wyścig z czasem”, który codziennie prowadzimy, nie mogąc się z niczym wyrobić, bo przecież wszystko, co mamy do zrobienia, to „na wczoraj”, a tu Kościół w swojej liturgii rysuje nam jakieś przestrzenie i pokazuje jakieś perspektywy, przekraczające czas i całą tę naszą doczesną rzeczywistość, jakby chcąc nas przenieść w świat baśniowy, magiczny (jak lubimy niekiedy mówić, życząc sobie „magicznych” Świąt, co by to nie znaczyło…), ale świat zupełnie oderwany od rzeczywistości…

No, właśnie, czy na pewno i naprawdę? A może właśnie po to otrzymujemy takie teksty właśnie dzisiaj, kiedy już opadł cały ten zewnętrzny szum i blichtr świąteczny i sylwestrowo – noworoczny, ale trwa jeszcze liturgiczny Okres Bożego Narodzenia, słyszymy teksty mszalne, tego właśnie Faktu dotyczące – żeby postawić sobie te pytania najgłębsze, ale i najbardziej potrzebne: Panie Jezu, czy Ty naprawdę do mnie przyszedłeś? Po co Ty do mnie przyszedłeś? Po czym to widać – w mojej postawie, w mojej modlitwie i pobożności – że Ty do mnie przyszedłeś? Po czym to widać w moich odnowionych, może poprawionych relacjach z ludźmi, szczególnie z tymi z rodziny i z najbliższego otoczenia? Po czym to widać, że Ty przyszedłeś, a ja zauważyłem to Twoje przyjście?…

Może właśnie po to Kościół dzisiaj przenosi nas w te przestrzenie wieczne i ponadczasowe, żebyśmy oderwali – choćby na chwilę – nasz wzrok i naszą myśl od tych przytłaczających spraw doczesnych i uświadomili sobie na nowo, że to tam właśnie, w tej przestrzeni poza czasem, jest cel tego wszystkiego, co przeżywamy TU I TERAZ.

A skoro liturgia tych dni już trzeci raz daje nam do odczytania przepiękny, ale też bardzo głęboki, wręcz mistyczny, Prolog Ewangelii Świętego Jana (pierwszy raz słyszeliśmy go w sam dzień Bożego Narodzenia, drugi raz: w dni 31 grudnia, na zakończenie roku kalendarzowego, a trzeci dzisiaj), a w nim te jakże mocne i poruszające stwierdzenia: Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jegto właśnie po to, byśmy zapytali samych siebie, czy to aby nie o nas mowa, jako o tych «swoich», którzy «nie przyjęli»?… Po czym to można rozpoznać, właściwie ocenić?…

A właśnie po tym, że tym […], którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego! Czy ja po tych Świętach – bardziej «wierzę w imię Jego»? I czy jestem bardziej dzieckiem Bożym – mocniej zjednoczonym z Bogiem, bardziej Mu oddanym, bardziej Mu ufającym, bardziej Go kochającym? Czy tak się stało? A jeżeli tak – jeszcze raz o to zapytajmy – to po czym to konkretnie widać? Po czym to konkretnie dzisiaj będzie widać?

Właśnie dzisiaj, w tę Drugą Niedzielę po Narodzeniu Pańskim, takie pytania musimy sobie postawić. Lepszej okazji naprawdę nie będzie…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.