Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam z Siedlec, gdzie zajmę się tym i owym, a po południu pojadę do Białej Podlaskiej, do Domu rodzinnego, aby odebrać zamówione przez Szymona Olendra dwa sękacze, ale też: odprawić w rodzinnej Parafii, o godzinie 18:00, Mszę Świętą gregoriańską, jaką mam właśnie z tej Parafii i jaką zasadniczo odprawiam u siebie, ale skoro jest okazja, to odprawię ją „na miejscu”. Potem, po wizycie u Ani i Kamila – i Ich cudownych Dzieci – i po odebraniu sękaczy wracam do Siedlec.
Zamierzam dziś – między innymi – przygotować homilię do jutrzejszej Uroczystości zaślubin, o której jutro…
Tymczasem, zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszego dnia. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, jakie jest to jedno osobiste przesłanie, z którym Pan zwraca się do mnie dzisiaj. Duchu Święty, tchnij!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
9 stycznia 2026.,
do czytań: 1 J 4,11–18; Mk 6,45–52
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:
Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował,
to i my winniśmy się wzajemnie miłować.
Nikt nigdy Boga nie oglądał.
Jeżeli miłujemy się wzajemnie,
Bóg trwa w nas
i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.
Poznajemy, że my trwamy w Nim,
a On w nas,
bo udzielił nam ze swego Ducha.
My także widzieliśmy i świadczymy,
że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata.
Jeśli kto wyznaje,
że Jezus jest Synem Bożym,
to Bóg trwa w nim, a on w Bogu.
Myśmy poznali i uwierzyli miłości,
jaką Bóg ma ku nam.
Bóg jest miłością:
kto trwa w miłości, trwa w Bogu,
a Bóg trwa w nim.
Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości,
ponieważ tak, jak On jest w niebie,
i my jesteśmy na tym świecie.
W miłości nie ma lęku,
lecz doskonała miłość usuwa lęk,
ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Ten zaś, kto się lęka,
nie wydoskonalił się w miłości.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić.
Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć.
Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył.
Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.
Bóg umiłował nas tak bardzo – i to jest niezwykle ważna dla nas wiadomość – ale nikt nigdy Boga nie oglądał. Jak więc poznać – po czym – że On nas kocha, jeżeli Go nie widzimy na żywo, nie słyszymy Jego głosu z Niebiosów, albo w sobie samych?… Jak poznać, że nas kocha?
A może właśnie po tym, że jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Zatem, skoro nikt nigdy Boga nie oglądał – i na tej ziemi nie zobaczy Boga w całej Jego chwale i w całym majestacie – a chcielibyśmy się sami przekonać, że naprawdę nas kocha, oraz przekonać do tego innych, to musimy żyć tą Jego miłością. Sami mamy tą miłością na co dzień żyć – i innym dawać jej świadectwo.
Bóg natomiast – pomimo że nie możemy Go zobaczyć – chciał jednak zaznaczyć swoją obecność i pokazać swoją miłość poprzez to, że zesłał Syna jako Zbawiciela świata. A w związku z tym, jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Z tego natomiast wynika, iż myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. I właśnie: Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, ponieważ tak, jak On jest w niebie, i my jesteśmy na tym świecie.
Dlatego to my, na tym świecie będący, mamy pokazać ludziom miłość Ojca naszego, który jest w Niebie. Mamy sami uwierzyć miłości, jaką Bóg ma ku nam – jak to sobie zacytowaliśmy przed chwilą. A jak poznać, że mamy tę miłość w sobie i nią naprawdę żyjemy? Jednym z kryteriów na pewno jest to, iż w miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości.
Z całą pewnością, potwierdzeniem tego jest wydarzenie, opisane w dzisiejszej Ewangelii. Oto Apostołowie usilnie wiosłujący, bo wiatr był przeciwny – i oto Jezus, idący do nich po jeziorze. Z czysto ludzkie punktu widzenia, naprawdę trudno się dziwić, że gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył.
I właśnie te słowa: ODWAGI, JA JESTEM, NIE BÓJCIE SIĘ! – są tutaj stwierdzeniem rozstrzygającym. Bo w tym: JA JESTEM! – przede wszystkim dostrzegamy imię samego Boga: JAHWE – JESTEM, KTÓRY JESTEM. Zatem, Jezus mówi dziś do swoich umiłowanych uczniów – duchowych synów – że to Bóg jest z nimi! I że ich naprawdę nie opuści, dlatego: ODWAGI! Ale też – to On, Jezus, jest z nimi! To On, Jezus, przyszedł do nich!
A tak bardzo ich kochał – tak na to można spojrzeć – że nie czekał, aż kiedyś tam dopłyną do tego drugiego brzegu, tylko tęsknota za nimi, miłość do nich i troska o nich (w rzeczywistości te trzy określenia oznaczają to samo…) sprawiły, że ruszył do nich po jeziorze. Dokładnie – po tafli wody. Oni początkowo Go nie poznali, a zobaczyli jedynie, że ktoś do nich po tej wodzie idzie. A jeżeli idzie po wodzie – proszę wybaczyć – to nie jest nikt zwyczajny. I to raczej nikt z mieszkańców tej ziemi.
Jak się jednak miało okazać, to był Mieszkaniec tej ziemi, a jednocześnie Władca Nieba, całego świata i wszechświata, dla nich natomiast: Mistrz i Nauczyciel, dzielący z nimi trudy ziemskiego pielgrzymowania, ale przede wszystkim: będący także Synem Bożym, o czym co i raz przypominał takimi to a takimi gestami, znakami, czynami…
I dlatego możemy powiedzieć, że owo: JA JESTEM – w tym przypadku oznacza jedno i to samo: z Apostołami jest Jezus, ich Nauczyciel, Mistrz i Przewodnik, a więc jest sam Bóg. Bo przecież On jest Bogiem – jest Bożym Synem. I dlatego to Jego mocne wezwanie: ODWAGI! – wynikające z faktu tej Jego obecności, to wezwanie do odwagi w miłości! Prawdziwa, czyli doskonała miłość usuwa lęk – jak świetnie skonstatował Święty Jan.
Żebyśmy więc mogli naprawdę wydoskonalić się w miłości, musimy naprawdę uwierzyć w owo: JA JESTEM! Czyli w to, że Jezus jest naprawdę Bożym Synem; że jest Emmanuelem, czyli Bogiem z nami; a w końcu: że jest – jako Boży Syn, ale też jako nasz najwierniejszy Przyjaciel i rozkochany w nas do szaleństwa Mistrz, Nauczyciel i Przewodnik – obecny w naszym TU I TERAZ. Musimy w to uwierzyć – musimy w to wreszcie uwierzyć – musimy w to naprawdę uwierzyć!
A wtedy nie będzie żadnego lęku! I zmęczenie odejdzie, i zniechęcenie, i marazm, i narzekanie, i wypalenie, i znużenie… Nic z tych rzeczy nie będzie – jeśli będzie miłość. A miłość będzie, jeżeli w naszym TU I TERAZ – będzie Jezus. On oczywiście będzie, bo On już jest, zawsze był i zawsze będzie. Tylko żeby to jeszcze dotarło do naszej świadomości.
Żeby dotarło do nas, wybrzmiało w nas i całkowicie przebudowało nasze życie to przekonujące i pełne miłości – niosące wręcz miłość – stwierdzenie: ODWAGI! TO JA JESTEM! NIE BÓJCIE SIĘ!
