Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Jan Kondej, Człowiek mi bardzo, bardzo bliski i pod każdym względem niezwykły; Lektor w Parafii w Samogoszczy, Członek FORMACJI «SPE SALVI», Autor rozważań czwartkowych na naszym forum. Dziękując za wszelkie dobro, którego naprawdę nie sposób wyliczyć i wymienić, życzę ogromu łask Pańskich. Szczególnie w połowie roku, kiedy – miejmy nadzieję – Janek już bez przeszkód będzie mógł zrealizować swoje życiowe plany, uzgodnione z Jezusem. O to – i o wszelkie dobro – będę się dla Niego modlił!
Urodziny przeżywają także:
►Maria Suska, moja dobra Znajoma z Kłoczewa;
►Magda Golba – należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.
Życzę Jubilatkom bezmiaru Bożego błogosławieństwa i opieki z Nieba. Zapewniam o modlitwie!
Drodzy moi, dzisiejszą niedzielą kończymy w liturgii Okres Bożego Narodzenia. Jutro już mamy Okres zwykły – wraca kolor zielony szat w czasie Mszy Świętej. Ponieważ jednak w dniu 2 lutego można w liturgii śpiewać kolędy, przeto polska ludowa tradycja połączyła Niedzielę Chrztu Pańskiego ze Świętem Ofiarowania Pańskiego, wypadającym właśnie 2 lutego – i aż do tego dnia śpiewa się kolędy, a w kościołach i domach stoją choinki i szopki.
W sensie ścisłym, wszystko to powinno się dzisiaj zakończyć. I – prawdę mówiąc – ja osobiście jestem za takim rozwiązaniem, bo uważam, że lepiej przeżywać ten czas krócej, czyli tyle, ile naprawdę trwa, ale intensywnie, niż wydłużać go sztucznie. Zresztą, kolędy pod koniec stycznia już nie brzmią tak, jak pod koniec grudnia. Ale to moje prywatne zdanie…
Natomiast trwa w naszych Parafiach wizyta duszpasterska. Zwyczajowo, jest ona u nas związana z czasem Bożego Narodzenia, dlatego nazywamy ją kolędą – pomimo, że Kodeks Prawa Kanonicznego, nakazując duszpasterzom odwiedziny u swoich parafian, określa jedynie, iż mają być one raz w roku, nie precyzując, że w tym właśnie czasie. U nas jest to wizyta kolędowa.
Niech Pan da siły naszym Duszpasterzom, aby spełniali tę posługę z radością, ale niekoniecznie w ekspresowym tempie… A tym, którzy ich przyjmują, da otwarte serca, by odważyli się otworzyć także drzwi swoich domostw.
A ja właśnie wyruszam do Parafii w Dąbiu, potem będę gościł Szymona Olendra, mojego byłego Lektora z Celestynowa, a o 20:00 – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie.
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim osobistym przesłaniem zwraca się konkretnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Niedziela Chrztu Pańskiego, A,
11 stycznia 2026.,
do czytań: Iz 42,1–4.6–7; Dz 10,34–38; Mt 3,13–17
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
To mówi Pan:
„Oto mój Sługa, którego podtrzymuję,
Wybrany mój, w którym mam upodobanie.
Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął;
On przyniesie narodom Prawo.
Nie będzie wołał ni podnosił głosu,
nie da słyszeć krzyku swego na dworze.
Nie złamie trzciny nadłamanej,
nie zagasi knotka o nikłym płomyku.
On z mocą ogłosi Prawo,
nie zniechęci się ani nie załamie,
aż utrwali Prawo na ziemi,
a Jego pouczenia wyczekują wyspy.
Ja, Pan, powołałem Cię słusznie,
ująłem Cię za rękę i ukształtowałem,
ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi,
światłością dla narodów,
abyś otworzył oczy niewidomym,
ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców,
z więzienia tych, co mieszkają w ciemności”.
CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Gdy Piotr przybył do Cezarei, do domu Korneliusza, przemówił: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie.
Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”
Jezus mu odpowiedział: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.
Opis wydarzenia, które dziś przeżywamy w liturgii, znajdujemy w przeczytanej przed chwilą Ewangelii. Oto Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Jan – jak słyszymy – od razu rozpoznał, kto do niego przyszedł, dlatego powstrzymywał Go, mówiąc: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” Jezus mu odpowiedział: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Wtedy Mu ustąpił.
Dokonał się zatem chrzest Janowy – tak, jak dokonał się wobec tylu ludzi, którzy przybywali nad Jordan, aby przyjąć z ręki Jana to symboliczne przecież obmycie, ale jednak będące konkretnym znakiem dobrej woli każdego z tych ludzi: jakimś znakiem refleksji i przynajmniej chęci nawrócenia. I Jezus dzisiaj także wszedł do Jordanu, i także przyjął na siebie wodę obmywającą… no, właśnie, co? Bo przecież Jezus nie miał żadnego grzechu i nie miał się z czego nawracać. A jednak – chrzest Janowy przyjął.
Ta różnica, jaka zachodziła między nim, a innymi ludźmi, została wyraźnie zaznaczona chociażby w ten sposób, że Jezus – zaraz po polaniu Jego głowy wodą przez Jana – natychmiast wyszedł z wody. Właśnie – natychmiast! Bo inni w tym momencie wyznawali swoje grzechy i deklarowali poprawę. Jezus nie miał czego wyznawać, więc wyszedł natychmiast. Powraca zatem pytanie: To po co wchodził do tej rzeki i po co cały ten ceremoniał?
A może właśnie po to, aby dokonała się druga różnica pomiędzy tym Jego chrztem, a tym, jaki przyjmowali inni. Oto bowiem – kiedy Jezus już wyszedł z wody – otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.
Z pewnością, dostrzegamy w tych słowach nawiązanie do bardzo podobnych słów, które w imieniu Boga zapisał i przekazał nam dzisiaj Prorok Izajasz: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy.
Przepiękne słowa zachwytu Ojca nad Synem, wybranym i umiłowanym, którego pośle nad świat, aby dokonał wielkiego dzieła. Ale z którym zawsze będzie – o czym od czasu do czasu przypomni światu, jak chociażby jeszcze na górze Tabor.
Natomiast we wspomnianym tu Proroctwie Izajasza, w pierwszym czytaniu, słyszymy jeszcze słowa, skierowane do samego Wybranego i Umiłowanego: Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.
Można powiedzieć, że to właśnie dokonało się nad Jordanem – wszak Janowy chrzest, jaki przyjął Jezus, uznaje się za początek publicznej działalności Syna Bożego. Po trzydziestu latach życia w rodzinnym domu, Jezus pokazał się światu, a Jego Ojciec przedstawił Go ludziom i wyraźnie powiedział, że to jest ten Jedyny i Umiłowany, który w imię Boga przychodzi – i od tego dnia zaczęły się bardzo intensywne trzy lata, jedyne i niepowtarzalne na tle całej historii ludzkości, kiedy to Boży Syn chodził po tym świecie, nauczał i nawracał, dokonywał znaków, ukazujących Bożą potęgę, a nade wszystko: Bożą miłość.
A docierał do wszystkich – do każdego człowieka bez wyjątku: do każdego, kto tylko zechce Go przyjąć. Bardzo celnie opisał to Święty Piotr – w domu Korneliusza, już po Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu Jezusa – gdy mówił: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich.
Właśnie! Jezus jest Panem wszystkich, bo przyszedł do wszystkich, oddał swoje życie za wszystkich, do zbawienia zaprasza wszystkich, bo w Niebie, w Domu swego Ojca, chciałby mieć wszystkich. Ale wiemy doskonale, że to akurat już nie od Jezusa zależy. Bo On dał i wciąż daje tyle, ile dać może – czyli wszystko! Oddał i wciąż oddaje samego siebie i całego siebie. Właśnie to Jego wejście do Jordanu i przyjęcie chrztu Janowego było takim czytelnym znakiem, danym całemu światu już u początku publicznej działalności, że przyszedł na świat po to, aby wziąć na siebie grzechy wszystkich ludzi i dokonać ich odkupienia.
Symbolicznie rzecz ujmując: wraz z wodami Jordanu, które owe grzechy niejako z ludzi zmyły, Jezus wziął je na siebie, aby je ostatecznie zgładzić. Ale – podkreślmy to jeszcze raz – Jezus nie przyszedł po to, aby kogokolwiek do czegokolwiek przymusić. I żeby kogokolwiek zbawiać na siłę.
W drugiej części dzisiejszego drugiego czytania słyszymy takie oto słowa Piotra: Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim.
Tamci ludzie doskonale wiedzieli, co się działo w Galilei i Judei, po chrzcie Janowym. Wielu to jeszcze wtedy pamiętało. Znali oni zatem sprawę Jezusa z Nazaretu – jak się ciekawie wyraził Piotr. Czy my dzisiaj znamy sprawę Jezusa z Nazaretu? W tę sprawę jesteśmy wszyscy włączeni przez nasz Chrzest – ten pierwszy Sakrament, który przyjęliśmy u zarania naszego życia. Przyjęliśmy go wszyscy – albo większość z nas – kiedy jeszcze nie byliśmy świadomi, dlatego dokonało się to w wierze naszych rodziców, którzy chcieli nam tę wiarę przekazać i w tej wierze nas wychować.
Chrzest, który my przyjęliśmy, to zasadniczo coś innego, aniżeli ten, którego udzielał Jan. Tamten chrzest miał znaczenie symboliczne, miał walor pewnego wezwania czy przypomnienia, ale on – tak wewnętrznie – nie zmieniał sytuacji człowieka. Nie zmieniał nic w jego duszy, w jego sercu – chyba, że człowiek, po jego przyjęciu, sam zmienił coś w swoim życiu i postępowaniu. Bo o to zresztą chodziło. Ale sam z siebie ten gest niczego nie sprawiał.
Natomiast Chrzest Święty, a więc Sakrament, który my przyjmujemy – sprawia. I to sprawia bardzo dużo. Bo obmywa nas z grzechu pierworodnego, włącza nas do Kościoła jako wspólnoty i do Kościoła jako instytucji, mającej swoje prawa, mającej też swoje struktury i swoje władze. Tymi władzami są pasterze, którzy obejmują nas przede wszystkim duchową opiekę. I właśnie pod tę opiekę Kościoła oddaje nas Sakrament Chrztu Świętego. Otwiera on także przed nami Bramy Nieba, przez które będziemy mogli przejść, jeśli tylko tego będziemy chcieli. Ale możliwość tego mamy – wszyscy, bez rozróżniania na lepszych i gorszych, ważniejszych i mniej ważnych. Wszyscy jesteśmy zaproszeni.
Ponadto, Sakrament ten nadaje nam osobowość prawną w Kościele, określa nasze prawa i obowiązki, włącza nas także w potrójną misję Chrystusa: misję kapłańską czyli uświęcającą; misję pasterską czyli misję odpowiedzialności za zbawienie swoje i innych; a wreszcie misję prorocką czyli misję nauczania i świadczenia życiem o swojej wierze. Dlatego od momentu przyjęcia Chrztu Świętego jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem za zbawienie swoje i innych – a inni są odpowiedzialni za zbawienie nasze.
Stąd rodzi się chociażby obowiązek braterskiego lub siostrzanego upomnienia. Niezbyt przyjemny obowiązek – to prawda – ale od chwili Chrztu Świętego nikt z nas nie może powiedzieć drugiemu: „Nie wtrącaj się!” – kiedy ten z miłością nas upomni. Oczywiście, nie chodzi o nachalne narzucanie się czy wchodzenie z butami do czyjegoś życia, natomiast nie ma usprawiedliwienia dla bierności i milczenia w obliczu czyjegoś zła – jedynie dla komfortu psychicznego czy tak zwanego „świętego spokoju”. Właśnie Chrzest Święty – a dokładniej: włączenie nas w misję pasterską Jezusa – nakłada na nas obowiązek bycia takimi dobrymi pasterzami dla innych.
Ale to tylko jedna ze spraw, które tu się jawią, bo właściwie każda z tych misji niesie jakiś obowiązek, jakieś zadania, nakłada na nas jakąś bardzo konkretną odpowiedzialność, ale też czyni nas adresatami troski i miłości innych, którzy także powinni nam pomóc w osiągnięciu przez nas zbawienia. Takie rzeczy – tak wielkie i piękne – dokonują się w momencie przyjęcia przez człowieka sakramentalnego obmycia chrzcielnego.
W jakimś sensie, możemy powiedzieć, że nad każdym z nas, w tym właśnie momencie, Bóg wypowiedział te słowa, które dziś wypowiedział nad Jezusem: „To jest mój syn umiłowany! To jest moja umiłowana córka!” Otrzymaliśmy zatem niezwykłą szansę – kapitalną pozycję startową. Jeszcze dzisiaj podziękujmy za to naszemu Ojcu Niebieskiemu – właśnie za nasz Chrzest, który tak wiele dobrego w naszym życiu sprawił. Który właściwie uczynił nas innymi zupełnie ludźmi – nowymi ludźmi!
Podziękujmy za Kapłana, który nas ochrzcił; podziękujmy za naszych Rodziców i Chrzestnych – i za Wszystkich, zarówno duchownych, jak i świeckich, którzy na przestrzeni całego naszego życia uczyli nas «sprawy Jezusa z Nazaretu». Którzy byli dla nas świadkami Jezusa, żyjącego i działającego w realiach naszej codzienność. Dzisiaj za nich wszystkich podziękujmy i poprośmy o łaski dla żyjących, a zbawienie wieczne dla zmarłych.
A sami dla siebie zastanówmy się, na ile rozwijamy w sobie łaski, otrzymane na Chrzcie Świętym. Na ile na co dzień pamiętamy o tym, że tak wielki dar i tak wielką szansę otrzymaliśmy. I co robimy każdego dnia – co zrobimy dzisiaj – aby sprawa Jezusa z Nazaretu stawała się najważniejszą sprawą naszego życia!
