Ci – a nie inni!

C

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny świętują:

Ksiądz Arkadiusz Śliwiński – w swoim czasie: Wikariusz Parafii w Szklarskiej Porębie, Kapłan niezwykły, życzliwy i pogodny, otwarty na ludzi, bardzo pobożny i pracowity;

należący niegdyś do prowadzonych przeze mnie Wspólnot młodzieżowych:

* Ksiądz Arkadiusz Bylinka,

* Arkadiusz Buczkowski;

Ksiądz Arkadiusz Zawistowski – znajomy Ksiądz z Diecezji warszawsko – praskiej;

Arkadiusz Piotrowski – Znajomy z Parafii w Tłuszczu;

Arkadiusz Jarosiewicz – mój Kolega z rodzinnej Parafii.

Życzę Świętującym, aby swoim życiem potwierdzali wielkość i godność Sakramentu Chrztu Świętego, którym u zarania życia zostali obdarzeni. Zapewniam o modlitwie!

A oto rozpoczynamy Okres Zwykły w ciągu roku. Chociaż w wielu kościołach jeszcze będziemy śpiewać kolędy i pozostaną dekoracje świąteczne, to jednak w liturgii jest już kolor zielony i zaczynamy przeżywać czas tak zwanej codzienności Jezusa!

Ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, ale zaraz wyruszam do Lublina, gdzie o 18:00 zamierzam odprawić Mszę Świętą w „mojej” Parafii Świętego Jana Kantego. I na noc zostanę w Lublinie.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Przepraszam za opóźnienie w zamieszczeniu, ale od rana coś tu się u mnie dzieje – i rozdzwonił się telefon. Ale już zamieszczam. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Odpowiedzmy sobie na pytanie: Co konkretnie mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 1 Tygodnia zwykłego, rok II,

12 stycznia 2026., 

do czytań: 1 Sm 1,1–8; Mk 1,14–20

POCZĄTEK PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:

Był pewien człowiek w Ramataim, Sufita z górskiej okolicy Efraima, imieniem Elkana, syn Jerochama, syna Elihu, syna Tochu, syna Sufa Efratyty. Miał on dwie żony: jednej było na imię Anna, a drugiej Peninna. Peninna miała dzieci, natomiast Anna była bezdzietna.

Corocznie człowiek ten udawał się z miasta swego, aby oddać pokłon i złożyć ofiarę Panu Zastępów w Szilo. Byli tam dwaj synowie Hellego: Chofni i Pinchas, kapłani Pana.

Pewnego dnia Elkana składał ofiarę. Dał wtedy żonie swej Peninnie, wszystkim jej synom i córkom po części ze składanej ofiary. Również Annie dał część, lecz podwójną, gdyż Annę bardzo miłował, mimo że Pan zamknął jej łono. Jej rywalka zasmucała ją bardzo w tym celu, aby się trapiła, że Pan zamknął jej łono.

I tak działo się przez wiele lat. Ile razy szła do świątyni Pana, dokuczała jej w ten sposób. Anna więc płakała i nie jadła.

I rzekł do niej jej mąż, Elkana: „Anno, czemu płaczesz? Dlaczego nie jesz? Czemu się smuci twoje serce? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?”

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Przechodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do niech: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.

Idąc nieco dalej ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Właśnie to ostatnie zdanie, jakie wybrzmiało w pierwszym czytaniu: Anno, czemu płaczesz? Dlaczego nie jesz? Czemu się smuci twoje serce? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów? – zdanie wypowiedziane przez Elkanę do jednej ze swoich żon, Anny, wyśmiewanej przez drugą żonę, Peninnę, z powodu bezdzietności Anny – uważane jest za argument, częściowo przynajmniej uzasadniający jeden z celów małżeństwa. A są nimi – jak wiemy – dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa. Żadnego z tych celów nie można wykluczać.

Oczywiście, mówimy tutaj o małżeństwie, widzianym z perspektywy nauczania Kościoła Katolickiego, ale – tak możemy wnioskować z zacytowanego zdania i z opisu całej sytuacji w pierwszym czytaniu – oba te cele były zawsze ważne i bliskie wszystkim małżonkom. I jakoś decydowały o szczęściu małżeńskiego życia.

A w tamtym czasie i w tamtym kontekście kulturowym, do którego odwołuje się dzisiejsze pierwsze czytanie, fakt nieposiadania potomstwa był znakiem hańby, mówiło się o jakimś ostrym napiętnowaniu przez samego Boga, co ostatecznie sprowadzało się do takich reakcji i zachowań otoczenia, jakie dzisiaj zaprezentowała Peninna. Przypomnijmy sobie – w tym kontekście – słowa Elżbiety, po narodzinach Jana Chrzciciela: była ona wdzięczna Bogu właśnie za to, że zmiłował się nad nią i «zdjął z niej hańbę w oczach ludzi».

Dlatego trudno dziwić się tym rozterkom i temu wielkiemu smutkowi, jaki przeżywała Anna. Kolejne etapy tej opowieści pokażą nam usilne starania Anny, by tę sytuację zmienić. Były to – w rzeczy samej – działania duchowe, polegające na rozpaczliwym wręcz dobijaniu się do Boga o zmiłowanie, co spowodowało nawet ostrą reprymendę ze strony kapłana Helego, któremu wydawało się, że Anna jest pijana i dlatego coś tam mamrocze pod nosem, będąc w świątyni. A ona tak żarliwie i w głębokim smutku modliła się o zmiłowanie Boże. Ale o tym nie dzisiaj.

Bo dzisiaj wracamy jeszcze do tego zdania, które wypowiedział Elkana, mąż Anny: Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów? i dostrzegamy w nim właśnie docenienie faktu wzajemnej bliskości dwojga małżonków. To jest właśnie dobro małżonków: ich wzajemne obdarowywanie siebie sobą, ich bycie razem – bycie jednością nierozerwalną! Dlatego to właśnie przyjmuje się, że dwoje ludzi może i powinno związać się ze sobą na całe życie węzłem sakramentalnym – tylko wówczas, kiedy chcą być ze sobą ze względu na siebie samych i być dla siebie nawzajem.

Czyli, że nie dlatego, iż dziecko już jest „w drodze”, bo niechcący „wpadli” w czasie grzesznego współżycia (przepraszam za te określenia, ale takie najczęściej w tym kontekście się słyszy, o ile nie bardziej jeszcze obcesowe…), ani z jakiegokolwiek innego powodu: opinii otoczenia, nalegania rodziców, korzyści materialnych, osiągnięcia wyższego prestiżu i pozycji społecznej, czy czegokolwiek innego. Dwoje ludzi ma być ze sobą przede wszystkim dla siebie samych!

Także dlatego, że dzieci, które w oczywisty sposób i z oczywistych względów będą ich całym światem i największym szczęściem – kiedyś jednak ich opuszczą i założą własne rodziny. A oni – ich rodzice, jako małżonkowie – pozostaną nadal ze sobą i dla siebie nawzajem, aż do końca życia! Dlatego to zdanie Elkany, jakim starał się pocieszyć swoją żonę Annę, naprawdę jest bardzo mądre, bardzo sensowne i bardzo prawdziwe!

Mąż ma prawo cieszyć się obecnością swojej żona, a żona – swego męża. Oboje są dla siebie – jako pierwsi, przed wszystkimi innymi ludźmi, na czele z własnymi dziećmi i własnymi rodzicami – największym darem. Wszyscy ci wymienieni – i wszyscy inni – schodzą zdecydowanie na plan dalszy. Mniej lub bardziej odległy, ale jednak dalszy. Właśnie tych dwoje ludzi jest sobie oddanych bezgranicznie – i oddanych wyłącznie. Czyli dla męża – tylko ta żona i nikt inny. Dla żony – tylko ten mąż i nikt inny. Dla obojga – żaden z ludzi na tym świecie, jak tylko współmałżonek: ta jedna, jedyna, wybrana, ukochana osoba.

Dlaczego ta osoba, a nie inna? Można chyba tylko tak odpowiedzieć: Bóg tak chciał. To Pan – w jakiś sobie wiadomy sposób i z wiadomego tylko dla siebie powodu – doprowadza tego mężczyznę do tej niewiasty, a tę niewiastę do tego mężczyzny, jak to miało miejsce w Raju. Tę właśnie osobę, a nie inną.

Tymi, a nie innymi ludźmi, których Jezus powołał do szczególnej misji w zakładanym przez siebie Kościele, byli: Szymon, który miał stać się później Piotrem; Andrzej, Jakub i Jan. Czemu wybrał akurat tych? A czemu wybrał jeszcze ośmiu – akurat tych, a nie innych? A czemu wśród tych dwunastu wybrał Judasza, o którym na pewno wiedział, że Go zdradzi? Dlaczego właśnie ci, a nie inni? Nie wiemy. On sam to wie.

I właśnie na to zwraca nam uwagę liturgia Słowa tego pierwszego dnia Okresu Zwykłego, jaki dziś przeżywamy: na docenienie wartości drugiego człowieka, jaki stanął na naszej drodze. Bo to nie jest przypadek, że przyszliśmy na świat w tej, a nie innej rodzinie – czy niestety, poza rodziną, bo tak też może być – ani że tacy, a nie inni ludzie, stanęli na naszej życiowej drodze. Warto się dzisiaj zastanowić, jakim są oni dla nas wielkim darem!

Bo może tak przyzwyczailiśmy się do swoich współmałżonków, do członków swoich rodzin, do swoich sąsiadów, do swoich kolegów i koleżanek w szkole, na studiach czy w pracy, że uważamy ich za takich… zwyczajnych, może nudnych i szarych ludzi, którzy już nic nowego do naszego życia nie wniosą, którzy już niczym szczególnym nas nie zaskoczą, niczego wartościowego nam nie podarują.

Może zatem trzeba się rozejrzeć za kimś innym?… Może za jakimś medialnym idolem lub idolką, do których będziemy wzdychać, całkowicie odcinając się od realnego świata, jaki wokół nas tworzą ci ludzie nam najbliżsi, których tu sobie wymieniliśmy?… A może za kimś, żyjącym gdzieś w naszym świecie, ale nie należącym do tych osób nam najbliższych, kto jednak okaże się nagle kimś bardziej „atrakcyjnym”, niż współmałżonek czy inni bliscy, tak już opatrzeni i przez to już… „znudzeni”?…

Niech Pan da nam tę wielką łaskę: docenienia wartości drugiego człowieka – tego a nie innego, którego On sam postawił na drodze naszego życia i którym ubogacił nasz świat, naszą rzeczywistość. Zwróćmy dzisiaj szczególnie uwagę na tych, na których na co dzień najmniej tę uwagę zwracamy: właśnie na tych najbliższych, tych „codziennych”, tych już „opatrzonych”, którymi może jesteśmy znudzeni, których czasami mamy dość, a których często doceniamy i morze łez wylewamy, i łkamy z bólu, kiedy ich zabraknie…

Obyśmy nie czekali z podziękowaniem Panu naszemu za nich i im samym; obyśmy nie czekali z powiedzeniem im, że ich kochamy i doceniamy (oczywiście: szczerze!), aż do dnia, kiedy ich zabraknie… I kiedy – już tak po ludzku – będzie za późno. Już dzisiaj podziękujmy! Już dzisiaj doceńmy te właśnie Osoby! Powiedzmy im jakieś dobre słowo… Pomódlmy się za każdego i każdą z nich…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.