Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Ksiądz Dariusz Radzikowski, Proboszcz Parafii Polubicze, w Diecezji siedleckiej. Życzę niegasnącej gorliwości kapłańskiej! Wspieram modlitwą!
A ja pozdrawiam Was z Lublina, skąd udam się do Siedlec, gdzie planuję dyżur na Wydziałach, przy ulicy Prusa. A poza tym – kilka spraw tam, na miejscu, między innymi: w naszej Kurii… Oj, jakoś tak nie lubię tam zajeżdżać, ale czasami trzeba…
A po południu – takie tam różne, na miejscu…
Teraz już pochylmy się zatem nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Poniżej zaś – słówko Szymona Sali. Po raz kolejny – fenomenalne! Pisałem ostatnio, że co jedno, to głębsze. I dzisiaj mogę to ponownie stwierdzić. Jedno ze stwierdzeń, które zrobiło na mnie wrażenie, uczyniłem tytułem dzisiejszego wpisu.
Przeczytajcie całość, a przekonacie się, jaka głębia jest w tym Człowieku! Dziękuję Mu, że chce nam się nią z nami dzielić. I mogę się tylko cieszyć, że także jutro będziemy mogli cieszyć się słówkiem Szymona. Niech Pan będzie uwielbiony w Jego otwartości na Boże natchnienia! Niech Panu naszemu będą dzięki za to, że tak właśnie działa w nas i przez nas!
Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się osobiście do mnie? Duchu Święty, tchnij!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Wtorek 1 Tygodnia zwykłego, rok II,
13 stycznia 2026.,
do czytań: 1 Sm 1,9–20; Mk 1,21–28
CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Gdy w Szilo skończono ucztę po ofierze, Anna wstała. A kapłan Heli siedział na krześle przed bramą przybytku. Ona zaś smutna na duszy zanosiła do Pana modlitwy i płakała nieutulona. Uczyniła również obietnicę, mówiąc:
„Panie Zastępów! Jeżeli łaskawie wejrzysz na poniżenie służebnicy twojej i wspomnisz na mnie, i nie zapomnisz służebnicy twojej, i dasz mi potomka płci męskiej, wtedy oddam go dla Pana na wszystkie dni jego życia, a brzytwa nie dotknie jego głowy”.
Gdy się tak żarliwie modliła przed obliczem Pana, Heli przyglądał się jej ustom. Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca, poruszała wargami, lecz głosu nie było słychać. Heli sądził, że była pijana. Heli odezwał się do niej: „Dokąd będziesz pijana? Wytrzeźwiej od wina”.
Anna odrzekła: „Nie, panie mój. Jestem nieszczęśliwą kobietą, a nie upiłam się winem ani sycerą. Wylałam tylko duszę moją przed Panem. Nie uważaj swej służebnicy za córkę Beliala, gdyż z nadmiaru zmartwienia i boleści duszy mówiłam cały czas”.
Heli odpowiedział: „Idź w pokoju, a Bóg Izraela niech spełni prośbę twoją, jaką do Niego zaniosłaś”.
Odpowiedziała: „Obyś był życzliwy dla służebnicy twojej!” I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak smutnej jak przedtem.
Wstali o zaraniu, i oddawszy pokłon Panu, wrócili i udali się do domu swego w Rama. Elkana zbliżył się do żony swojej, Anny, a Pan wspomniał na nią. I stało się, że po upływie dni Anna poczęła i urodziła syna nazywając go imieniem Samuel, ponieważ mówiła: „Uprosiłam go od Pana”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”.
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego.
A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.
A OTO SŁÓWKO SZYMONA:
Dzisiaj kontynuujemy historię Anny i jej problemu jakim był brak możliwości posiadania potomstwa. W tamtych czasach uważano to za hańbę, a posiadanie potomstwa z kolei było wielkim znakiem Bożego błogosławieństwa. Zachęcam w tym miejscu do przeczytania wczorajszego rozważania na tym blogu, gdzie bardziej poruszany jest ten temat. Pozwoli to również lepiej zrozumieć dzisiejsze rozważanie.
A przechodząc do dzisiejszego czytania – widzimy dziś frustracje i smutek Anny: Ona zaś smutna na duszy zanosiła do Pana modlitwy i płakała rzewnie. Ale nie zabarykadowała się wewnętrznie w swoich negatywnych emocjach, oddała to wszystko Bogu, «wylała duszę swoją przed Panem». Można powiedzieć, że skorzystała z ostatniej deski ratunku, jaką jest Bóg. I gdyby nie jej silna wiara, to nawet i tę deskę ratunku mogłaby mieć odebraną.
Chodzi oczywiście o postawę Helego, który był kapłanem, a osądził Annę po zewnętrznym zachowaniu, że jest pijana. Zwrócił się do niej bez cienia wrażliwości: Dokąd będziesz pijana? Wytrzeźwiej od wina!
Będąc blisko Boga i mając z Nim relację, często możemy traktować innych z góry – uważając, że wiemy więcej. I często, gdy widzimy osobę, która żyje z dala od Kościoła, a która pojawia się w kościele, możemy pomyśleć podobnie, jak Heli. A może właśnie w tym momencie dzieje się rzecz niezwykła – ktoś zaczyna rozmawiać z Bogiem? Czy nie byłoby nam głupio, gdyby okazało się, że ta osoba się naprawdę modli?
Myślę, że Helemu tak właśnie było, choć nie jest to jasno napisane. Widzimy jednak, że gdy dowiedział się on o celu wizyty Anny, bardzo szybko się zreflektował, a po chwili sam wstawił się w jej intencji u Boga, mówiąc: Idź w pokoju, a Bóg Izraela niech spełni prośbę, jaką do Niego zaniosłaś.
Na pewno trzeba oddać Helemu to, że się odezwał, że nie przeszedł obok Anny obojętnie, nawet jeśli trochę pochopnie wysunął pierwsze wnioski. Warto jednak zaznaczyć, że to po tych słowach Anna odeszła, a z jej twarzy zniknął smutek. Czy zniknąłby, gdyby Heli szedł w zaparte w swojej pierwotnej myśli, albo gdyby się w ogóle nie odezwał? Dowiadujemy się oczywiście później, że jej modlitwa została wysłuchana i że na świat przyszedł jej syn Samuel. Ale smutek zniknął z twarzy znacznie wcześniej.
Wniosek z tej historii może być taki, że smutek na twarzy człowieka pojawia się przez człowieka – i znika również przez człowieka. Tutaj nie potrzeba żadnych cudów – wystarczy wyrozumiałość i rozmowa z drugim człowiekiem. To nie znaczy oczywiście, że nie potrzeba Boga, bo Bóg daje jeszcze więcej. On nie tylko usuwa smutek z twarzy, ale sprawia, że pojawia się na niej radość. Bo jak inaczej wytłumaczyć słowa z dzisiejszego psalmu: Moje serce raduje się w Panu… Cały dzisiejszy psalm to właśnie słowa Anny – tej samej Anny, która jeszcze jakiś czas temu była smutna i sfrustrowana.
A wracając jeszcze do tematu ostatniej deski ratunku, to na pewno nie może być tak, że Bóg jest tylko i wyłącznie kimś takim. Oczywiście, jest to jakieś podejście do życia, ale czy słuszne? W Ewangelii czytamy, że Jezus nauczał w synagodze i właśnie w tej samej synagodze był również człowiek opętany. Spotkali się przez przypadek, a człowiek opętany został uzdrowiony, choć sam nie wiedział, że tego potrzebuje.
Bo prawdziwa relacja z Bogiem nie rodzi się wyłącznie w momentach kryzysu. Nie powinna być ostatnią deską ratunku, po którą sięgamy dopiero wtedy, gdy wszystko inne zawiedzie. Relacja potrzebuje ciągłości, zwyczajności, codzienności. Czasem nawet odrobiny „przypadku”. Trochę jak w relacjach międzyludzkich – nie spotykamy się tylko po to, by opowiedzieć o problemach. Czasem po prostu przechodzimy obok i mówimy: „Wpadnę na chwilę”. Bez wielkich słów, bez dramatów. Z potrzeby bycia razem.
Dlaczego więc z Bogiem miałoby być inaczej? Dlaczego czekać na kryzys, skoro można go ominąć znacznie wcześniej? Można budować relację wtedy, gdy jest spokojnie – kiedy serce nie jest jeszcze przygniecione, a my nie jesteśmy zmuszeni wołać o pomoc z ostatnich sił.
Dzisiejsza Liturgia Słowa powinna być dla nas zachętą ku temu, aby rozmawiać z drugim człowiekiem. I nie ma tu znaczenia, czy ktoś wierzy w Boga, czy chodzi do kościoła. Każdy człowiek odczuwa smutek, każdy potrzebuje rozmowy i zrozumienia. Często tego sami potrzebujemy, ale boimy się odezwać. Boimy się, że zostaniemy zlekceważeni, niezrozumiani, że ktoś będzie miał „gdzieś” nasze problemy, ale to nie oznacza, że każdy człowiek jest taki sam.
Zatem:
Ryzykujmy i nie rezygnujmy z rozmowy!
