Wyruszamy na połów!

W

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają dziś:

Rafał Suchodolski – aktywny Uczestnik działalności naszego Duszpasterstwa Akademickiego i Osoba wspierająca duchowo i materialnie wszystkie nasze inicjatywy, za co bardzo serdecznie Mu dziękuję!;

Paweł Rękawek, w swoim czasie – Szef Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.

Imieniny natomiast przeżywają:

Miłosz Pietraszkiewicz – Członek FORMACJI SPE SALVI», młody, zdolny i obiecujący Organista w Parafii Małaszeiwcze,

Alumn Miłosz Świątek – z naszego siedleckiego Seminarium;

Tatiana Kłusek – za moich czasów w Radoryżu Kościelnym: czynnie zaangażowana w działalność tamtejszego KSM, a obecnie: Żona i Matka.

Życzę świętującym, aby zechcieli być współpracownikami Jezusa w łowieniu ludzkich serc dla Niego! Więcej o tym w rozważaniu. Zapewniam o modlitwie!

Drodzy moi, pozdrawiam z Siedlec, skąd zaraz wyruszam do Parafii Konstantynów z pomocą duszpasterską, a potem – kolejne spotkanie rodzinne: z rodzinami Agnieszki Niedziałkowskiej i Agnieszki Chmielewskiej oraz z Moniką Ochnik – KSM – owiczkami z pierwszej mojej Parafii, a dzisiaj: bardzo bliskimi Osobami, z któymi kontakt ciągle utrzymujemy. Spotkanie odbędzie się w Niezdiałce Starej, obok Mińska Mazowieckiego. W trakcie spotkania dane mi będzie pobłogosławić nowe auto Państwa Niedziałkowskich. A tak w ogóle, to nastawiam się na świetną rozmowę – jak zawsze.

O 20:00 natomiast – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie.

Teraz zaś – pochylmy się nad dzisiejszym Bożym słowem. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan dziś do mnie osobiście mówi? Duchu Święty, działaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen.

Gaudium et spes! Ks. Jacek

3 Niedziela zwykła, A,

25 stycznia 2026., 

do czytań: Iz 8,23b–9,3; 1 Kor 1, 10–13.17; Mt 4,12–23

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

W dawniejszych czasach upokorzył Pan krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza wiodącą przez Jordan, krainę pogańską.

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu.

Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Upominam was, bracia, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli.

Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: „Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”.

Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?

Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:

Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”.

Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”.

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.

A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Nieczęsto w liturgii Kościoła słyszymy te właśnie słowa z Izajaszowego Proroctwa: Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu.

W wersji dużo dłuższej ten fragment odczytywany jest na Pasterce – i wtedy brzmi naprawdę bardzo, bardzo dostojnie i uroczyście, kiedy właśnie w środku nocy, o północy, wybrzmiewają podniosłe słowa o «narodzie kroczącym w ciemnościach», który ujrzał światłość wielką. Bardzo to dobrze oddaje atmosferę tej niezwykłej liturgii, jaką jest Pasterka, na którą nawet – w tym wymiarze fizycznym i zewnętrznym patrząc – ludzie przychodzą wśród ciemności nocy, aby w świątyni oświetlił ich blask pięknej liturgii, ale o wiele bardziej, w jej trakcie: blask przychodzącego Zbawiciela. Może właśnie dlatego słowa te, kiedy na Pasterce są odczytywane, brzmią tak podniośle, tak wyjątkowo.

I właściwie poza Pasterką nie pojawiają się one w liturgii. Oczywiście, poza dzisiejszą Niedzielą, kiedy to pojawiają się aż dwa razy: bo w pierwszym czytaniu, w którym nawiązują do samego faktu pojawienia się na świecie owej niegasnącej Światłości, oraz w Ewangelii, gdzie – jak zauważamy – słowa te stanowią wprowadzenie do opisu pojawienia się Jezusa Chrystusa wśród ludzi, w konkretnym miejscu i czasie, aby mógł już rozpocząć publiczną działalność.

Zatem – tak możemy zrozumieć przesłanie Ewangelisty Mateusza – światłość nie tylko nastała poprzez pojawienie się Jezusa jako Pana i Zbawiciela, ale będzie ona stale przekazywana wszystkim wokół i rozjaśniała serca ludzi. Owo rozpoczęcie publicznej działalności to takie ponowne zajaśnienie Światłości, nowy początek – po trzydziestu latach życia Jezusa na tym świecie, ale jednak w ukryciu. Wszyscy – oczywiście, zainteresowani sprawą – wiedzieli, że zajaśniała prawdziwa i mocna Światłość, ale musieli tę wiadomość przyjąć niejako „na wiarę”.

Bo Jezus narodził się i – owszem – temu narodzeniu towarzyszyły pewne znaki, wyraźnie znamionujące, że dokonało się coś niezwykłego. Ale potem jakby zniknął ludziom z oczu, przeto w wielu wątpiących sercach z pewnością pojawiły się dylematy: A gdzież jest ten przychodzący Zbawiciel? I oto dzisiaj otrzymują odpowiedź: „Oto Ja! Jestem z Wami!” Tak zdaje się mówić Jezus dokładnie tymi słowami, które wybrzmiały zarówno w pierwszym czytaniu, jak i w Ewangelii.

Jezus już jest z ludźmi, już wyrusza „do boju”, aby światłość wiary zanieść do ludzkich serc. I w niczym Mu nie przeszkadza, że to Jego pojawienie się na świecie dokonało się w miejscach – tak z czysto ludzkiej perspektyw patrząc – zupełnie Go niegodnych. Bo już w pierwszym zdaniu pierwszego czytania słyszymy: W dawniejszych czasach upokorzył Pan krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza wiodącą przez Jordan, krainę pogańską.

Owa «kraina Zabulona i kraina Neftalego» – to północne tereny Izraela, dzisiejsza Galilea – ziemie, które najbardziej ucierpiały wskutek najazdu wojsk asyryjskich oraz deportacji ludności. I to właśnie tam Jezus miał głosić naukę o Królestwie, wzywać do nawrócenia i dokonywać swoich cudów – słowem: tam miała zajaśnieć wielka Światłość. Dla Boga bowiem ten fakt, że któraś ziemia, czy któryś kraj lub inna społeczność ma mniejsze znaczenie polityczne, strategiczne, logistyczne, społeczne czy naukowe – naprawdę nie przeszkadza w tym, aby tam właśnie zanieść światło swojej łaski! Bóg w ogóle nie tymi kryteriami się kieruje.

Podobnie, jak w doborze ludzi do współpracy nie kieruje się takimi kryteriami, jak stan wykształcenia, stan posiadania, zdolności krasomówcze, albo inne; tudzież – znajomości, kontakty, wpływy, zajmowane stanowiska czy piastowane urzędy. Dzisiaj, rozpoczynając publiczną działalność, Jezus – by się tak wyrazić – wyruszył na łowy. Znalazł czterech – rybaków – którym powiedział: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi! Złowił do swojej sieci tych, którzy Jego mocą i w Jego imię właśnie ludzi mieli zacząć łowić.

Wiemy, że jeszcze ośmiu jeszcze podobnie złowił – i z nimi wyruszył na łowy. I tak te łowy szczęśliwie trwają do dzisiaj, a tymi rybakami, którzy dzisiaj dokonują tego dzieła, są następcyjuż kolejni – tamtych pierwszych. Owszem, tymi następcami w linii prostej są biskupi, także kapłani i osoby konsekrowane. Ale to zaproszenie, jakie tu przed chwilą sobie zacytowaliśmy, odnosi się tak naprawdę do nas wszystkich! Tak, to my wszyscy jesteśmy tak naprawdę zaproszeni przez Jezusa, aby stać się rybakami ludzi – aby ich dla Jezusa łowić do sieci naszych serc.

Te właśnie nasze serca mają się stać takimi sieciami! Ale – podkreślmy to bardzo mocno – nie takimi, które tak spętają tych biednych, złowionych przez nas ludzi, aby ich zniewolić, czyli przywiązać ich za wszelką cenę do siebie, uzależnić ich mentalnie, psychicznie, a może i finansowo od siebie. Nie! To nie o takie łowy chodzi. Chodzi o łowienie ludzi dla Jezusa! Aby ich oddawać Jemu na modlitwie, ale też: aby im pokazywać właśnie Jego – jako Źródło wszelkiego sensu w życiu!

I zauważmy – i podkreślmy to bardzo mocno – że powołując do tego zadania, Jezus naprawdę nie sprawdza nam stanu konta czy ocen w indeksach lub dziennikach szkolnych. Oczywiście, w obecnych czasach, są to dzienniki elektroniczne. Ale i do nich Jezus nie zagląda – i żadnych z tych wymienionych tu wcześniej oczekiwań nie stawia, tylko zwraca się do każdego i każdej z nas indywidualnie i po imieniu. Jak do przyjaciół. Do każdej i każdego z nas – i do nas wszystkich razem – mówi: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi!

Jedynym motywem, jaki przyświeca Jezusowi, jest Jego wielka miłość i zaufanie do każdej i każdego z nas. I to przekonanie, że jeżeli tylko zechcemy się zaangażować, jeżeli tylko zechcemy odpowiedzieć naszą miłością na Jego miłość i naszą gotowością na Jego zaufanie, to naprawdę wielkie rzeczy będą się działy! Wielkie połowy ludzkich serc będą się dokonywały. Właśnie przez nasze słowo, a jeszcze bardziej: przez nasze świadectwo życia. Potrzeba natomiast z naszej strony odpowiedniej postawy, która będzie tą właściwą odpowiedzią na na Jezusowe zaproszenie.

Zapewne o tym właśnie mówi dzisiaj Apostoł Paweł do wiernych Gminy chrześcijańskiej korynckiej – ale i do nas wszystkich – w drugim czytaniu. A mówi to, wskazując konkretne postawy negatywne – na zasadzie ich zaprzeczenia. Słyszymy: Upominam was, bracia, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: „Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”. I – w tym kontekście, pyta Paweł retorycznie: Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?

Właśnie! Abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów! Drodzy moi, to od tego powinno się zacząć nasze świadectwo i nasze łowienie ludzkich serc: od jedności między nami – ludźmi wierzącymi, katolikami, członkami jednej Parafii, jednej lokalnej społeczności, sąsiadami mieszkającymi od lat obok siebie; członkami jednej rodziny. Przecież cały czas żyjemy i obracamy się wśród ludzi – wśród tylu ludzi, ale często są to właśnie ci sami ludzie od wielu lat: czy to w rodzinie, czy w sąsiedztwie, czy w jakiejś lokalnej społeczności. Czy możemy powiedzieć, że żyjemy z nimi w pełnej jedności? A może od lat się już do siebie nie odzywamy? A może gadamy na siebie za plecami, wyciągając – niekiedy już wręcz na siłę – jakieś błędy i wady? Może i kiedyś tam prawdziwe, ale od lat już nie mające miejsca i które można by już dawno zapomnieć, gdyby nie to, że ktoś je ciągle i ciągle wywleka.

Drodzy moi, jeżeli chcemy przed światem dawać świadectwo naszej wiary i w ten sposób łowić ludzkie serca dla Jezusa, to zacznijmy od takiej zwyczajnej jedności i zgody między nami – wierzącymi. Między nami – księżmi. Między księżmi – a wiernymi. Między sąsiadami. Między współpracownikami. Między kolegami i koleżankami ze szkoły czy ze studiów.

I tu nie chodzi o jakąś wielką i szeroko ogłaszaną – i medialnie nagłaśnianą – miłość do całej ludzkości, która w rzeczywistości jest miłością do nikogo. A najbardziej – staje się ślepą miłością do samego siebie. Tu chodzi o takie zwykłe relacje: o to, by ze sobą zwyczajnie rozmawiać, by mówić do siebie ludzkim głosem – nie tylko w Wigilię. By się cierpliwie wysłuchać – co ten drugi ma do powiedzenia. Ale z taką dobrą wolą i do końca, bez przerywania: usłyszeć to, co on chce mi powiedzieć, a nie to, co ja z góry chcę usłyszeć.

Aby się ze sobą spotkać, kawę razem wypić. Aby pójść razem na spacer, albo gdzieś razem wyjechać. Aby się za siebie nawzajem pomodlić. Aby mieć dla siebie troszkę więcej czasu – w tym przeładowanym naszym programie dnia. Aby mieć dla siebie trochę więcej cierpliwości. Aby sobie wybaczyć. I aby o sobie nawzajem mówić tylko dobrze, a jeśli trzeba wypowiedzieć słowa jakiejś trudnej czy krytycznej prawdy, to tylko po to, aby z tego wynikło jakieś konkretne dobro i rozwiązanie problemu.

Drodzy moi, to o tym mówi dzisiaj Święty Paweł – ale i Jezus, kiedy wyrusza do publicznej działalności. Właśnie o tym, aby tę ziemię, która w przeszłości doznała tylu ataków zła i ciągle jest przestrzenią grzechu – uczynić przestrzenią swojej miłości. Tak, to chodzi o tę naszą ziemię, na której żyjemy. O ten skrawek ziemi, na którym rozgrywa się nasza codzienność. Jezus właśnie tu wyrusza na wielki połów ludzkich serc. I zaprasza każdą i każdego z nas po imieniu – tak, jak dziś zaprosił Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana. Dzisiaj zaprasza Ciebie – i mnie.

Dajmy się Mu zaprosić! A ta nasza ziemia i codzienność na niej – staną się od razu piękniejsze…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.