Szczęść Boże! Witam Was, Drodzy moi, bardzo serdecznie i pozdrawiam z Siedlec, gdzie – jak w każdy poniedziałek – zajmę się sprawami… poniedziałkowymi. One są często podobne: rozwiezienie Ogłoszeń Duszpasterstwa Akademickiego na Wydziały i do Akademików, tudzież ogarnięcie spraw, których nie udało się dokończyć w poprzednim tygodniu, jak i tych, które dotyczą tego tygodnia. Oznacza to w praktyce przejechanie iluś tam kilometrów po Siedlcach, odwiedzenie Księgarni diecezjalnej i kilku sklepów, spotkanie z ilomaś Osobami – i takie tam różne. A już u siebie, na miejscu – pracę przy komputerze. Ale – także, a może przede wszystkim – czas na modlitwę osobistą. Ot, taki zwykły, poniedziałkowy poniedziałek…
Tymczasem, zapraszam do wsłuchania się w Boże słowo dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, zachęcam do odkrycia przesłania, z jakim Pan zwraca się osobiście do mnie. Osobiście i konkretnie! Niech Duch Święty natchnie i oświeci w tym poszukiwaniu!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Wspomnienie Św. Tymoteusza i Tytusa, Biskupów,
26 stycznia 2026.,
do czytań z t. VI Lekcjonarza: 2 Tm 1,1–8; albo: Tt 1,1–5; Łk 10,1–9
CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO TYMOTEUSZA:
Paweł, z woli Boga apostoł Chrystusa Jezusa, posłany dla głoszenia życia obiecanego w Chrystusie Jezusie, do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka. Łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana.
Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy zachowuję nieprzerwaną pamięć o tobie w moich modlitwach. W nocy i we dnie pragnę cię zobaczyć, pomny na twoje łzy, by napełniła mnie radość na wspomnienie wiary bez obłudy, jaka jest w tobie; ona to zamieszkała pierwej w twej babce Lois i w twej matce Eunice, a pewien jestem, że mieszka i w tobie.
Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa naszego Pana ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga.
ALBO:
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO TYTUSA:
Paweł, sługa Boga i apostoł Jezusa Chrystusa, posłany do szerzenia wśród wybranych Bożych wiary i poznania prawdy wiodącej do życia w pobożności, w nadziei życia wiecznego, jakie przyobiecał przed wiekami prawdomówny Bóg, a we właściwym czasie objawił swe słowo przez nauczanie powierzone mi z rozkazu Boga, Zbawiciela naszego, do Tytusa, dziecka mego prawdziwego we wspólnej nam wierze. Łaska i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Zbawiciela naszego.
W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś należycie załatwiał zaległe sprawy i ustanowił w każdym mieście prezbiterów, jak ci poleciłem.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.
W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę.
Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»”.
Pierwszy spośród dzisiejszych Patronów, Tymoteusz był wiernym i oddanym uczniem oraz współpracownikiem Świętego Pawła. Święty Paweł nazywa go „najdroższym synem”, „bratem”, „pomocnikiem”, którego wspomina ze łzami. Kiedy Apostoł Narodów zatrzymał się w czasie swojej drugiej podróży w miasteczku Listra, nawrócił dwie Żydówki: kobietę imieniem Lois i jej córkę, Eunikę. Synem tejże Euniki, a wnukiem Lois, był Święty Tymoteusz. Jego ojcem był zamożny Grek, poganin, który jednak pozwolił babce i matce wychować Tymoteusza w wierze mojżeszowej.
Tymoteusz był człowiekiem wykształconym. Znał Pismo Święte i często się w nim rozczytywał. Wyróżniał się dobrymi obyczajami. Chrzest przyjął z rąk Świętego Pawła. Dlatego słusznie Apostoł nazywał go swoim synem. Dla ułatwienia Tymoteuszowi pracy wśród rodaków, poddał go Paweł obrzezaniu. Często Apostoł zlecał Tymoteuszowi trudne i poufne sprawy w poszczególnych gminach, które założył. Jego też wyznaczył Biskupem Efezu, ówczesnej metropolii Małej Azji i stolicy rzymskiej prowincji.
W czasie swoich podróży po Małej Azji, Grecji i do Jerozolimy, Święty Paweł zabierał ze sobą Tymoteusza do pomocy w posłudze apostolskiej. Tymoteusz dzielił także ze swoim mistrzem więzienie w Rzymie. Dwa Pawłowe Listy, do niego skierowane, znajdujemy wśród ksiąg Nowego Testamentu. Paweł wydaje mu najpiękniejsze świadectwo i daje pouczenia, jak ma rządzić Kościołem w Efezie.
Z kolei drugi dzisiejszy Patron, Tytus, znany jest wyłącznie z Listów Świętego Pawła. Pochodził z rodziny grecko–rzymskiej, zamieszkałej w okolicy Antiochii Syryjskiej. Stamtąd bowiem zabrał go Apostoł do Jerozolimy. Został ochrzczony przez Świętego Pawła przed Soborem apostolskim, w 49 roku. Obok Tymoteusza i Łukasza Ewangelisty, Tytus należał do najbliższych i najbardziej zaufanych uczniów Świętego Pawła Apostoła. Towarzyszył mu w podróżach i na Soborze Jerozolimskim.
Dowodem wyjątkowego zaufania, jakim tak w końcu młodego człowieka darzył Święty Paweł, były delikatne misje, jakie mu powierzał. Jego to właśnie wysłał do Koryntu. Nie pozwolił go też obrzezać w przekonaniu, że jego praca apostolska będzie rozwijać się nie wśród Żydów, ale wśród pogan. W swoich Listach Apostoł Narodów oddaje Tytusowi najwyższe pochwały. Jeden zaś List skierował wyłącznie do niego – i ten List znalazł się w kanonie Nowego Testamentu. Około roku 63 Paweł ustanowił go Biskupem gminy chrześcijańskiej na Krecie.
Słuchając czytań mszalnych, przeznaczonych specjalnie na dzisiejsze wspomnienie, a więc nie będących dalszym ciągiem czytań z Okresu Zwykłego, odnajdujemy niezwykle czułe słowa ojcowskiej miłości, jaką Apostoł Paweł darzył Tymoteusza: Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy zachowuję nieprzerwaną pamięć o tobie w moich modlitwach. W nocy i we dnie pragnę cię zobaczyć, pomny na twoje łzy, by napełniła mnie radość na wspomnienie wiary bez obłudy, jaka jest w tobie. A jeszcze wcześniej nazywa go «swoim umiłowanym dzieckiem». Można wzruszyć się, słuchając takich słów. Bo są one naprawdę piękne! I z całą pewnością szczere.
Co jednak w niczym nie przeszkadza Pawłowi, aby już w następnym akapicie napisać do niego: Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa naszego Pana ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga.
Czyli co? Jak to skomentujemy? A może właśnie tak, że Apostoł nie rozczula się nad tym «swoim umiłowanym dzieckiem», jego miłość do duchowego syna nie polega na tym, żeby mu zapewnić beztroskie „ciepełko” i osłonić przed wszelkim złem tego świata, ale – by się tak wyrazić – ustawia go do pionu, każe trzeźwo myśleć, przestać się kogokolwiek i czegokolwiek bać, a do tego wszystkiego: wysyła go na walkę i każe zmierzyć się z trudami i przeciwnościami, jakie z pewnością na tej drodze napotka.
Zatem, nie roztkliwia się Paweł nad swoim przecież tak bardzo umiłowanym dzieckiem, ale pokazuje mu jakąś perspektywę prawdy i w duchu tej prawdy wysyła do ciężkiej i trudnej roboty.
Z kolei, do Tytusa, drugiego dzisiejszego Patrona i drugiego swojego umiłowanego duchowego syna, którego nazywa «dzieckiem swoim prawdziwym we wspólnej wierze», tak pisze: W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś należycie załatwiał zaległe sprawy i ustanowił w każdym mieście prezbiterów, jak ci poleciłem.
Bardzo konkretne polecenie. I znowu: wielka miłość, jaką ma do tego drugiego swojego duchowego syna, nie wyraża się w posyłaniu mu czułych słówek, tylko w bardzo konkretnym wyznaczeniu zadań, z którymi powinien się zmierzyć. A skoro mowa o «zaległych sprawach», to znak, że trzeba się nimi zająć „od ręki”, bo z jakiegoś powodu zostały zaniedbane albo niedopilnowane.
Nie można w tym stanowisku Apostoła nie dopatrzeć się podobieństwa, a wręcz odniesienia do stanowiska samego Jezusa, który spośród swoich uczniów wyznaczył […] jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
A posyłając ich tam, powiedział do nich: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Mocne słowa. Jeśli się jednak weźmie pod uwagę to, że w dosłownym, interlinearnym tłumaczeniu fragment ten brzmi: Proście Pana żniwa, żeby WYRZUCIŁ robotników na swoje żniwo! ODCHODŹCIE JUŻ, oto was posyłam jak jagnięta między wilki! – to widzimy cały radykalizm tego stwierdzenia. I jego – powiedzielibyśmy – surowość. Bo Jezus nie posyła swoich uczniów na wygody i przyjemności, ale na trudy i walki.
I na konkretną pracę, którą mają wyznaczać, charakteryzować i wypełniać takie oto działania: Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”. Trudno o większy konkret!
I można tylko powiedzieć, że dość specyficzna i może trudna dla nas do zrozumienia jest ta miłość, jaką Jezus i jaką Paweł okazują swoim uczniom, wychowankom, duchowym dzieciom… Bo my dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że rodzice swoje dzieci otaczają miłością tak czułą i serdeczną, że najchętniej osłoniliby je przed wszystkimi ciosami ze strony świata i dali im – wręcz „pod nos” podstawili – wszystko, czego sami w ich wieku nie mieli… I wykonali za nie każdą pracę i wypełnili każde zadanie, oby tylko one nie musiały się zbytnio przemęczać…
I tak wychowują „życiowe kaleki”, rozpieszczonych i pretensjonalnych konsumentów wszelkiego dobra, oczekiwanego przez nie, a wręcz żądanego ze strony innych – konsumentów i odbiorców, którym się zawsze, wszystko i bezwzględnie należy, ale którzy sami w ogóle nie poczuwają się do konieczności dania z siebie czegokolwiek.
Powiedzmy wprost: to wielka krzywda, jaką tacy rodzice czynią swoim dzieciom. Podkreślmy: tacy rodzice! Bo – na szczęście – nie wszyscy są tacy. Bo taka ślepa miłość – to żadna miłość. Prawdziwa miłość – to ta wymagająca i oparta na prawdzie. Przygotowująca na trudności i nazywająca rzeczy i sprawy po imieniu.
I taka miłość – to jest miłość prawdziwie chrześcijańska. To po prostu prawdziwy obraz chrześcijaństwa. Taka miłość – to jest właśnie chrześcijaństwo. Czyli co? Czyli prawda i konkret!
I takiego chrześcijaństwa Jezus oczekuje od nas. Tylko takiego! Bo albo takie – albo żadne. A nasze chrześcijaństwo nie może być żadne. Ma być prawdziwe! A prawdziwe – raz jeszcze podkreślmy – to prawda i konkret.
