Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:
►Ojciec Franciszek Chrószcz – Oblat posługujący w Kodniu, a wcześniej wieloletni Misjonarz; Człowiek obdarzony niesamowitym poczuciem humoru i dystansem do siebie, wprowadzający we Wspólnocie kodeńskiej i w relacjach z ludźmi bardzo dużo pogody ducha i radości;
►Ignacy Sulowski – Syn moich Przyjaciół z Lublina, Żani i Łukasza.
Życząc ogromu łask niebieskich – zapewniam o modlitwie!
A ja dzisiaj – pozdrawiam z Siedlec, gdzie od 10:00 do 15:00 będę na dyżurze duszpasterskim przy ulicy Prusa 14. Potem, o 17:00, odprawię w naszym Duszpasterstwie Mszę Świętą w umówionej intencji, zaś o 19:00 wezmę udział w spotkaniu u Państwa Agnieszki i Marka Siłuszyków – Pracowników naukowych Uniwersytetu w Siedlcach, Osób bardzo mi bliskich – z okazji imienin Agnieszki. Takie to plany na dzień… Niech Pan sam nimi pokieruje – zgodnie ze swoją wolą.
Teraz zaś zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Poniżej zaś – słówko Szymona Sali. Jak co wtorek. I jak co wtorek – intrygujące, ciekawe, głębokie. A dzisiaj jeszcze – długie i bogate w treść. Natchnienie dopisało! Chwała za to Panu naszemu! I dzięki Szymonowi za to, że się coraz bardziej na nie otwiera!
Zatem, co dziś mówi do mnie osobiście Pan? Z jakim konkretnym przesłaniem właśnie do mnie się zwraca? Duchu Święty, tchnij!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Wtorek 3 Tygodnia zwykłego, rok II,
27 stycznia 2026.,
do czytań: 2 Sm 6,12b–15.17–19; Mk 3,31–35
CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI SAMUELA:
Poszedł Dawid i sprowadził z wielką radością Arkę Bożą z domu Obed – Edoma do Miasta Dawidowego. Ilekroć niosący Arkę Pana postąpili sześć kroków, składał w ofierze wołu i tuczne cielę. Dawid wtedy tańczył z całym zapałem w obecności Pana, a ubrany był w lniany efod. Dawid wraz z całym domem izraelskim prowadził Arkę Pana wśród radosnych okrzyków i grania na rogach.
Przyniesioną więc Arkę Pana ustawiono na przeznaczonym na to miejscu w środku namiotu, który rozpiął dla niej Dawid, po czym Dawid złożył przed Panem całopalenia i ofiary pojednania. Kiedy Dawid skończył składanie całopaleń i ofiar pojednania, pobłogosławił lud w imieniu Pana Zastępów. Dokonał potem podziału między cały naród, między cały tłum Izraela, między mężczyzn i kobiety: dla każdego po jednym bochenku chleba, po kawałku mięsa i placku z rodzynkami. Potem wszyscy ludzie udali się do swych domów.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie”.
Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.
A OTO SŁÓWKO SZYMONA SALI:
Jaka jest moja wiara? Czy jest ona dla mnie ograniczeniem? Czy nie przysparza mi przypadkiem więcej smutku, niż radości? Czy się jej wstydzę? A może cały czas czegoś mi w niej brakuje? To są pytania, których osoba wierząca nie powinna ignorować. A dzisiejsza Liturgia Słowa pokazuje nam przykład wiary Dawida, z której można brać przykład.
W Drugiej Księdze Samuela czytamy: Poszedł Dawid i sprowadził z wielką radością Arkę Bożą z domu Obed–Edoma do Miasta Dawidowego. Pokazuje nam to, że wiara nie przychodzi sama. Co prawda, jest ona łaską daną od Boga (Ef 2,8–9), jednakże nie jest narzucona z góry, lecz dawana. A jeśli chcemy ją pozyskać, to musimy się na nią otworzyć i ją przyjąć.
I podobnie ukazane jest to w tym fragmencie: to Dawid swoją postawą pokazał, że jest otwarty na łaskę wiary! Nie czekał z założonymi rękami, tylko zaczął sam działać – poszedł i sprowadził Arkę do swojego miasta. A towarzyszyła mu przy tym radość, jakby faktycznie znalazł coś, czego mu brakowało.
Ciekawe jest również to, dokąd udał się Dawid, aby odnaleźć Arkę Bożą. Był to dom Obed–Edoma. A znalazła się ona tam właściwie przez Dawida, ponieważ podczas pierwszej wyprawy on sam ją tam zostawił, ze względu na strach, spowodowany śmiercią Uzzy, który niechcący dotknął Arki Bożej, chcąc ją podtrzymać, gdyż woły szarpnęły wozem. Dawid wtedy powiedział: Nie mogę sprowadzić Arki Pana do siebie! Zaniechał tego i wrócił do domu. Jednakże po jakimś czasie dano mu znać, że z powodu Arki Bożej Pan błogosławi rodzinie Obed–Edoma i wszystkiemu co posiadał.
To rodzi pytanie, które warto sobie postawić: Co sprawia, że przyjmuję wiarę? Albo: A co powoduje, że nie chcę jej przyjąć? Wiara nie jest czymś łatwym do przyjęcia. Czasami niemało musimy się natrudzić, by ją odnaleźć.
Przejdźmy jednak do dalszej części dzisiejszego czytania: Ilekroć niosący Arkę Pańską postąpili sześć kroków, składał w ofierze wołu i tuczne cielę. Powiedzmy sobie, że tę wiarę już odnaleźliśmy – i co dalej? Dawid na tym nie poprzestał, wręcz przeciwnie: dbał o nią i ciągle ją rozwijał. Co sześć kroków składał ofiarę Panu. A u mnie jak to wygląda? Jak często dziękuję Bogu za dar wiary? Co robię, by tę wiarę rozwijać?
Czytamy dalej: Dawid wtedy tańczył z całym zapałem w obecności Pana, a ubrany był w lniany efod. Taniec był w starożytności jednym ze sposobów oddawania czci Bogu, ale jeśli bardziej przyjrzymy się tej scenie, to stwierdzimy, iż jest ona – delikatnie mówiąc – dziwna… Król Dawid tańczy z całym zapałem w obecności Pana, ale również – w obecności ludzi. W dodatku, jest ubrany w lniany efod – to najważniejsza część stroju kapłańskiego, która nie gwarantowała mu okrycia całego ciała, tym bardziej w czasie tańca.
Warto tutaj dodać, że prawo nakazywało, aby kapłani podczas służby mieli długie ubrania, zabraniało nawet budowania ołtarzy, do których podchodziło się po schodach – właśnie dlatego, aby nie zostało odsłonięte ciało kapłana. I właśnie przez to zachowanie Dawida niektórzy nim wzgardzili. Do tych osób zaliczała się Mikal, córka Saula, bo jak czytamy w innym fragmencie: Wtedy wzgardziła nim w swoim sercu. Przykład Dawida zachęca nas, aby nie wstydzić się swojej wiary, nie przejmować się tym, co powiedzą inni, albo co pomyślą.
Bo spójrzmy chociażby na te wszystkie czynności, jakie wykonujemy podczas Mszy Świętej – przecież one tak po ludzku wyglądają dziwnie. Jak pisze w książce: „Życie. Instrukcja obsługi” ksiądz Piotr Pawlukiewicz: „Dwa grzechy minus trzy różańce, pomnożone przez cztery umartwienia, pierwiastek z grzechu wczorajszego, no, mam szansę. Chrześcijaństwo to szaleństwo. […] czytamy na mszach w kółko jedną i tę samą książkę. Ja ją jeszcze całuję. Przecież to jest wariactwo. Totalna głupota. Warto byłoby mszę świętą zaczynać od słów: «Pan z wami, wariatami». «I z duchem twoim, idioto». I nie ma tu powodu do obrazy. Dobry chrześcijanin jest dla świata głupi”.
Co z tym robi Dawid? Dawid wraz z całym domem izraelskim prowadził Arkę Pańską wśród radosnych okrzyków i grania na rogach. Kolejne zdanie wyraźnie pokazuje, że za bardzo tą opinią się nie przejął, a wręcz umniejszył się jeszcze bardziej w oczach tego świata. Bo patrząc – tak też po ludzku – można powiedzieć, że jeśli wiara sprawia mi radość i faktycznie jest dla mnie czymś ważnym, to dlaczego miałbym się jej wstydzić i się z nią ukrywać? Nikomu krzywdy przecież nie robię, a to, że trochę się „skompromituję” w oczach niektórych ludzi, to przysporzy im co najwyżej trochę uśmiechu.
Czytamy dalej: Przyniesioną więc Arkę Pańską ustawiono na przeznaczonym na to miejscu w środku namiotu, który rozpiął dla niej Dawid, po czym Dawid złożył przed Panem całopalenia i ofiary biesiadne. To, że inni nie traktują swojej wiary poważnie, nie upoważnia mnie do tego, żebym i ja podobnie postępował. Nawet jeśli zdarzyłoby się tak, że jakiś mój autorytet, który był dla mnie przykładem wiary – tę wiarę utracił…
Wiara powinna być tylko i wyłącznie moja! Nie może być to wiara rodziców, przyjaciela, księdza czy nawet samego papieża. Moja wiara powinna być ustawiona w środku mojego namiotu, do której będę wracał w każdym momencie życia: czy to w smutku, czy to w radości, czy w strachu. A dowodem tej wiary powinno być, że tak po ludzku staję się lepszym człowiekiem dla innych.
Bo jak czytamy dalej: Kiedy Dawid skończył składanie całopaleń i ofiar biesiadnych, pobłogosławił lud w imieniu Pana Zastępów. Po modlitwie Dawid pobłogosławił lud, a jest to nic innego, jak zwykłe życzenie szczęścia i pomyślności drugiemu człowiekowi. Dokonał potem podziału między cały naród, między cały tłum Izraela, między mężczyzn i kobiety: dla każdego po jednym bochenku chleba, po kawałku mięsa i po placku z rodzynkami.
To jest właśnie ten dowód prawdziwej posługi drugiemu człowiekowi. Posługi, która nie ogranicza się jedynie do modlitwy, ale wyraża się także w bardzo konkretnej, zwyczajnej pomocy w potrzebie. W dostrzeżeniu drugiego człowieka – aby go nakarmić, wysłuchać, porozmawiać z nim, wesprzeć dobrym słowem czy po prostu ofiarować mu swój czas. Taka postawa jest dziś szczególnie potrzebna w świecie, który coraz częściej zamyka się w egoizmie.
I właśnie dlatego, gdy wszyscy ludzie udali się do swoich domów – wrócili do codzienności już z innym nastawieniem, wnosząc w nią radość, która narodziła się ze spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem.
Niestety, zdarza się również i tak, że niektórzy nie mają dokąd wrócić, bo są skonfliktowani z rodziną lub jej wcale nie mają. Chrystus dzisiaj pokazuje nam jednak, że Tym, który może nawet bardziej, niż więzy krwi, łączy ludzi – jest sam Bóg. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką.
Należąc do rodziny Chrystusa – możemy stać się dla kogoś prawdziwą rodziną. Bo każdy człowiek chce być dostrzegany, każdy chce być szanowany, każdy chce być kochany. Taka postawa wymaga poświęcenia i służby. Jednakże – jak to niedawno usłyszałem od pewnego mądrego księdza – „służyć to znaczy królować!”
