Bóg traktuje poważnie!

B

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:

Ksiądz Doktor Piotr Jarosiewicz, pochodzący z mojej rodzinnej Parafii, a posługujący obecnie w Diecezji drohiczyńskiej.

Anna Chodyka, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Natomiast imieniny przeżywają dziś:

Ksiądz Profesor Tomasz Wielebski, z Diecezji warszawsko – praskiej, z którym miałem przyjemność poznać się w czasie swojej posługi w Warszawie;

Ksiądz Tomasz Małkiński, przez wiele lat – Duszpasterz Akademicki w Siedlcach, a obecnie: Proboszcz w Parafii Brzozowica Duża, a tak w ogóle: Kolega jeszcze z czasów seminaryjnych.

Wszystkim świętującym życzę, aby swoją wiarą tak zarażali innych, jak to czynił Patron dnia dzisiejszego! Zapewniam o modlitwie!

I pozdrawiam Was z Siedlec, skąd bardzo rano wyjeżdżam do Domu rodzinnego, aby zawieźć Tatę do szpitala na operację zaćmy. Wspomnijcie w modlitwie… Potem trochę pokręcę się po Domu i w Białej, aby wrócić na spotkanie BANDY «CZARNEGO» oraz na Mszę Świętą w naszym Duszpasterstwie o 19:00 – w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele, po której nastąpi adoracja Najświętszego Sakramentu do godziny 21:00.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Jakie słowo kieruje do mnie osobiście w swoim Słowie? Duchu Święty, działaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 3 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Tomasza z Akwinu,

Kapłana i Doktora Kościoła,

28 stycznia 2026.,

do czytań: 2 Sm 7,4–17; Mk 4,1–20

CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI SAMUELA:

Pan skierował do Natana następujące słowa: „Idź i powiedz mojemu słudze, Dawidowi: To mówi Pan: «Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? Nie mieszkałem bowiem w domu od dnia, w którym wywiodłem z Egiptu synów Izraela, aż do dzisiaj. Przebywałem w namiocie albo przybytku. Czy w czasie wędrówki z całym Izraelem powiedziałem choć jedno słowo do kogoś z przywódców izraelskich pokoleń, którym przekazałem rządy nad ludem moim izraelskim: Dlaczego nie budujecie Mi domu cedrowego?»

A teraz przemówisz do sługi mojego, Dawida: «To mówi Pan Zastępów: Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej.

Od czasu, kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się dni twoje i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo.

On zbuduje dom imieniu memu, Ja zaś utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich. Lecz nie cofnę od niego mojej życzliwości, jak ją cofnąłem od Saula, twego poprzednika, którego opuściłem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będą trwać na wieki. Twój tron będzie utwierdzony na wieki»”.

Zgodnie z tymi wszystkimi słowami i zgodnie z tym całym widzeniem przemówił Natan do Dawida.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:

Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno ziarno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”. I dodał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.

A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli razem z Dwunastoma, o przypowieści. On im odrzekł: „Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im wydana tajemnica”.

I mówił im: „Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści?

Siewca sieje słowo. A oto są ci posiani na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością; lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”.

Bardzo specyficznie układają się relacje Boga z człowiekiem. Na pewno Bogu bardzo zależy na człowieku. I sam stara się o to, aby wyjść człowiekowi na spotkanie, aby go zaprosić do współpracy, aby go obdarować wieloma swoimi dobrodziejstwami. Natomiast czyni to niezwykle delikatnie i z wielką miłością, nie narzucając się ani niczego od człowieka nie oczekując w zamian. Wyraźnie wskazuje na to dzisiejsza liturgia Słowa.

A czytanie ewangeliczne wprost sugeruje nam, że w tej swojej dobroci i hojności Bóg jest wręcz rozrzutny! Oto bowiem słyszymy słowa znamiennej i z pewnością dobrze nam znanej przypowieści Jezusowej, jak to siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno ziarno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.

W późniejszym wyjaśnieniu tejże przypowieści pojawiło się jasne i konkretne odniesienie zastosowanych tu obrazów do obdarowywania człowieka Bożym słowem. I to właśnie w tym – chociaż nie tylko w tym – Bóg jest hojny wręcz do rozrzutności! Skoro bowiem pozwala, aby ziarno Jego słowa padało na grunt, na którym na pewno nie będzie z niego dobrego, ani żadnego użytku, gdyż albo będzie przypalone, albo zadeptane, albo przez ptaki wydziobane – a pomimo tego ten hojny siew się odbywa bez żadnych ograniczeń, to znak, że Bóg bardzo kocha człowieka i niczego mu nie będzie szczędził. Nawet, jeśli część Jego darów – podkreślmy: Jego Boskich darów – pójdzie na zmarnowanie!

Oczywiście, nie wszystkie zostaną zmarnowane. Jakaś ich część – może nawet niemała – zostanie ocalona i pomnożona. I nawet, jeśli będzie to plon trzydziestokrotny, to już można go uznać za bardzo obfity. A cóż dopiero, jeśli będzie sześćdziesięciokrotny? A stokrotny? W sprawach Bożych – właśnie w tych relacjach Boga do człowieka i człowieka do Boga – naprawdę liczą się drobiazgi. Najdrobniejsze znaki i gest miłości, przyjęte przez człowieka z ręki Boga i ofiarowane Bogu przez człowieka – z głębi jego wdzięcznego serca.

W tym kontekście, dla Boga na pewno wielkim dobrodziejstwem i powodem do radości byłby plon choćby dwukrotny! A nawet jeszcze mniejszy: nawet gdyby jakieś jedno maleńkie słówko, przez Pana podarowane, zapadło w serce człowieka i chociaż w minimalnym zakresie, ale konkretnie wpłynęło na postawę człowieka w przyszłości, jakoś tę postawę pozytywnie nakierowało, to już warto było – w Bożym rozumieniu – siać tak hojnie, głosić tak wiele tego Słowa i tak obfitego, że nie będzie szkoda Bogu, jeśli ileś tych słów zostanie zmarnowanych.

Jeśli choćby niewielki procent miał przynieść błogosławione owoce i zostać pomnożone, to Bogu nie szkoda tak wielu i tych słów, które – powiedzmy to wprost – zostaną zmarnowane, pominięte, zapomniane… A przecież każde z nich – to Boże słowo, to wielki Boży dar, to diament w królewskiej koronie, to klejnot o wartości nie do opisania i nie do przecenienia! Tak, to prawda! Wielka jest wartość każdego Bożego słowa!

Bo żadnego z nich tak naprawdę Bóg nie musiał do nas kierować. Mógł dać nam tę ziemię i czas na niej – i powiedzieć: „To ja teraz na Was czekam w Niebie. Dojdźcie sobie jakoś! A jak to zrobicie, to już Wasza sprawa!”

Nie, Bóg tak nie powiedział i nigdy nie powie. Za to wypowiada wiele słów, które człowiek – z różnych powodów, wskazanych dziś przez Jezusa, ale i z wielu innych – nie uszanuje, nie przyjmie, a tym bardziej: nie wykorzysta, nie pomnoży. A Bóg i tak je człowiekowi podaruje. Licząc na to, że chociaż niektóre padną w żyzną ziemię niektórych ludzkich serc i konkretny plon przyniosą. Oto miłość Boga do człowieka!

Ale czyż nie podobną miłość widzimy w pierwszym czytaniu: miłość delikatną, subtelną, nie narzucającą się, ale jednak bardzo konkretną? Bóg zwraca się do Dawida – przez Proroka Natana – z pytaniem: Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? Nie mieszkałem bowiem w domu od dnia, w którym wywiodłem z Egiptu synów Izraela, aż do dzisiaj. Przebywałem w namiocie albo przybytku. Czy w czasie wędrówki z całym Izraelem powiedziałem choć jedno słowo do kogoś z przywódców izraelskich pokoleń, którym przekazałem rządy nad ludem moim izraelskim: Dlaczego nie budujecie Mi domu cedrowego?

Nie, nie powiedział Bóg ani jednego takiego słowa. I także w tym momencie, kiedy to pytanie padło, nie tyle dotyczyło ono budynku jako takiego – z takim, czy innym, poziomem komfortu – ale bardziej miejsca w ludzkich sercach! Owszem, budynek miał powstać – i świątynia widzialna faktycznie powstała. Ale – zauważmy – w tej dzisiejszej wypowiedzi Boga niejako „zlewają” się w jedno te dwa wymiary: widzialny z niewidzialnym, fizyczny z duchowym.

Dom, który Dawid ma postawić Bogu, to świątynia jako budynek, ale przede wszystkim: jako znak obecności Boga wśród ludzi. Aby ludzie, wchodząc do tego budynku, a nawet widząc go z zewnątrz, nawet z daleka – od razu pomyśleli o Bogu. Zwłaszcza, że znaków tej Bożej obecności – podkreślmy: bardzo aktywnej obecności, a więc po prostu: Bożej miłości – w życiu Dawida już było bardzo wiele.

Bóg przypomniał tylko o niektórych, mówiąc: Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. […] Od czasu, kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. A – w tym kontekście – padają też bardzo konkretne obietnice: Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej.

Zatem, Bóg dał tak wiele – i chce dać jeszcze więcej! A wśród swych obietnic – wypowiada tę, jakże znaczącą: Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się dni twoje i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, Ja zaś utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem…

Zobaczmy, o taki dom chodzi – tu chodzi o ród. Nie tyle o dom w sensie budynku, ale o ród – o zachowanie, a wręcz rozsławienie rodu Dawida. W tym najbardziej bezpośrednim rozumieniu widzimy tu odniesienie bądź do samego Dawida, bądź do jego syna, Salomona. W rozumieniu głębszym i najpełniejszym – jest to wyraźna zapowiedź mesjańska: tym Synem, tym Potomkiem, tą wielką Radością i Chwałą rodu Dawida będzie oczywiście Jezus Chrystus! I w tym znaczeniu dom Dawida – ród Dawida – będzie zachowany na wieki!

Natomiast naszą uwagę zwraca tu sposób rozmowy Boga z Dawidem o tych wszystkich sprawach. Zauważmy, jak bardzo subtelnie, serdecznie i wręcz pokornie Bóg wypowiada swoje oczekiwania. Jak delikatnie przypomina Dawidowi, ileż to już On sam, Bóg, zdziałał w życiu Dawida. A zdziałał bardzo wiele – jeszcze raz koniecznie to przypomnijmy – zabierając go od zarządzania owcami na pastwisku do rządów nad swoim ludem!

Jak delikatnie Bóg o tym przypomina! I jak subtelnie i serdecznie zdaje się przekonywać Dawida do swoich racji… Jak bardzo Bóg poważnie traktuje człowieka! Pomyślmy o tym, dodając te wcześniejsze obserwacje, dotyczące wręcz rozrzutnej hojności Boga. Pomyślmy o tym… I pomyślmy o tym, jak my – nie tylko my tutaj, ale w ogóle: ludzie – traktujemy Boga. Jak często żądamy od Niego spełnienia naszych próśb, a częściej jeszcze: żądań, a może wręcz zachcianek! Jak często buntujemy się, kiedy nie otrzymujemy natychmiast tego, co nam się zamarzyło.

Jak często w ogóle odwracamy się od Boga, kiedy okazuje się, że Jego obraz w naszych umysłach i sercach jest tak bardzo daleki od tego prawdziwego… I jak bardzo mało miejsca Bóg ma w naszym domu – w sensie: w naszym życiu, w naszej codzienności, w naszym sercu… Bóg w sposób bardzo delikatny, subtelny, nie narzucający się, wręcz pokorny – wychodzi do nas z konkretnymi zaproszeniami i propozycjami. Z naszej strony jednak musi na to paść jakaś odpowiedź!

Bo to nie jest tak, że skoro Bóg jest taki delikatny, otwarty i dobry, a wręcz rozrzutny w swojej miłości, to my możemy ją sobie przyjąć, albo nie przyjmować… Że możemy ją sobie – ot, tak sobie! – zlekceważyć… Oczywiście, że możemy. Ale to będzie miało bardzo konkretne konsekwencje. I to w sposób naturalny, oczywisty, wynikający z zasad logiki. Nie dlatego, że Bóg się zemści za odrzucenie Jego miłości – nie. Ale jeżeli ktoś zamknie swoje serce na miłość Boga – musi to swoje serce napełnić czymś innym. Musi. Bo ludzkie serce pustki nie znosi. Jeżeli więc nie napełni się miłością Boga, to czym?…

Właśnie! Dlatego korzystajmy z tego, że mamy takiego Boga, który ciągle do nas wychodzi z propozycjami, z zaproszeniami… W taki bardzo subtelny sposób wchodzi z nami w dialog i okazuje nam tak ogromny szacunek. Tak bardzo się z nami liczy. Słucha naszych przemyśleń.

Natomiast z naszej strony – nie zawsze spotyka się ze wzajemnością… Niech więc się z nią spotka! I niech otrzyma odpowiedź na zaproszenie do współpracy, jakie nieustannie do niej kieruje. Odpowiedź jasną i konkretną. I potwierdzoną konkretnymi postanowieniami i działaniami…

A jak to robić – jak odpowiadać na Boże sygnały do nas kierowane i jak w ogarniać głębokie przemyślenia, jakie zrodzą się na pewno w naszych umysłach – warto o to zapytać Patrona dnia dzisiejszego, Święty Tomaszu z Akwinu. Co o nim wiemy?

Urodził się na zamku Roccasecca niedaleko Akwinu, we Włoszech, w 1225 roku. Jego ojciec był rycerzem. Kiedy chłopiec miał pięć lat, rodzice oddali go na wychowanie do opactwa na Monte Cassino. Opatrzność wszakże miała inne zamiary wobec niego. Z niewyjaśnionych przyczyn opuścił tenże klasztor i udał się do Neapolu, gdzie studiował na tamtejszym uniwersytecie. Tam zapoznał się z niedawno założonym przez Świętego Dominika zakonem kaznodziejskim – dominikanami. Wstąpił do niegowieku około dwudziestu lat.

Decyzja ta spotkała się z dezaprobatą rodziny. Wszelkimi sposobami, włącznie z dwuletnim aresztem domowym, próbowano zmienić. Bezskutecznie! Wysłano nawet jego rodzoną siostrę, Marottę, by go odwiodła od tego pomysłu, ale okazało się, że to Tomasz wpłynął na nią tak, iż ona także wstąpiła do zakonu benedyktynek.

Tymczasem przełożeni wysłali Tomasza na studia do Rzymu, a stamtąd – około roku 1248 – do Kolonii, gdzie na uniwersytecie wykładał głośny uczony dominikański, Święty Albert Wielki. I to właśnie tam Tomasz przyjął święcenia kapłańskie. Po wzorowym ukończeniu studiów, przełożeni wysłali go następnie do Paryża, by na Sorbonie wykładał teologię. Okazało się, że zadziwił wszystkich jasnością wykładów, wymową i głębią. Stworzył własną metodę, polegającą na tym, że najpierw wysuwał trudności i argumenty przeciw danej prawdzie, a potem je kolejno zbijał i dawał pełny wykład.

Na skutek intryg, jakie przeciwnicy dominikanów rozbudzili na Sorbonie, Tomasz po siedmiu latach powrócił do Włoch. Przez pewien czas prowadził wykłady na dworze papieskim Urbana IV. Potem wykładał raz w Paryżu, raz w Rzymie – w zależności od tego, jaka atmosfera towarzyszyła jego działalności i jak aktywizowali się jego przeciwnicy.

W roku 1274 Papież Grzegorz X zwołał do Lyonu sobór powszechny, na który zaprosił także naszego Świętego. Tomasz jednak, w wieku zaledwie czterdziestu ośmiu lat, po krótkiej chorobie zmarł w drodze na tenże sobór, w opactwie cystersów w Fossanuova, dnia 7 marca 1274 roku. Z tego właśnie powodu, aż do Soboru Watykańskiego II, liturgiczne wspomnienie Świętego Tomasza Kościół obchodził właśnie 7 marca, w dzień śmierci. Ten dzień przypada jednak zawsze w Wielkim Poście.

Dlatego soborowa reforma liturgiczna przesunęła doroczne wspomnienie Tomasza wyjątkowo na 28 stycznia – dzień przeniesienia jego relikwii do Tuluzy, dokonane w 1369 roku. Do grona Świętych kanonizowanych włączył go Papież Jan XXII, w dniu 18 lipca 1323 roku.

Spoglądając na duchową sylwetkę Świętego Tomasza z Akwinu, trzeba zauważyć, że wsławił się on szczególnie niewinnością życia oraz wiernością w zachowywaniu reguł zakonnych. Gorliwie poszukiwał prawdy, którą następnie starał się nieustannie kontemplować i przekazywać innym. Wszystkie swoje zdolności oddał wyłącznie na służbę prawdy.

Odznaczał się pokorą oraz szlachetnym sposobem bycia. Był kaznodzieją, poetą, ale przede wszystkim wielkim myślicielem, człowiekiem niezwykłej wiedzy, którą umiał połączyć z niemniej wielką świętością. Mówiono o nim, że „między uczonymi był największym świętym, a między świętymi – największym uczonym”. Jego spojrzenie na życie i na drugiego człowieka charakteryzowało się zdrowym rozsądkiem, ubarwionym niemałym poczuciem humoru!

W swej skromności kilkakrotnie odmawiał propozycji zostania biskupem. Stworzył zwarty system nauki filozoficznej i teologii katolickiej, zwany tomizmem. Wywarł głęboki wpływ na ukierunkowanie zachodniej myśli chrześcijańskiej. Spuścizna literacka Świętego Tomasza z Akwinu jest olbrzymia. Zadziwia w niej uniwersalizm podejmowanych zagadnień i głębia ich wyjaśnień.

Szczególną czcią Tomasz otaczał Chrystusa Zbawiciela, zwłaszcza na krzyżu i w tajemnicy Eucharystii, co wyraził w tekstach liturgicznych do Brewiarza i Mszału na uroczystość Bożego Ciała. My dobrze znamy chociażby pieśń eucharystyczną jego autorstwa: Zbliżam się w pokorze i niskości swej…”. Okazywał też wielką cześć Najświętszej Maryi Pannie.

W jednej ze swoich rozpraw, zatytułowanej „Wierzę w Boga”, tak pisał: „Czy konieczna była dla nas Męka Syna Bożego? Bezwzględnie i podwójnie konieczna: konieczna jako lekarstwo przeciw grzechom oraz konieczna jako przykład do naśladowania. Męka Chrystusa jest nade wszystko lekarstwem, albowiem dzięki niej znajdujemy ratunek przeciw wszelkiemu złu, któremu poddani jesteśmy z powodu naszych grzechów.

Wielki jest również pożytek Męki jako przykładu. Albowiem zdolna jest dogłębnie przemienić nasze życie. Ktokolwiek pragnie wieść życie doskonałe, powinien odrzucić to, co Chrystus odrzucił na krzyżu, a dążyć do tego, do czego Chrystus dążył. Krzyż jest wzorem każdej bez wyjątku cnoty.

Szukasz przykładu miłości? Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Tak właśnie Chrystus uczynił na krzyżu. Skoro więc On oddał za nas życie swoje, nie powinno być dla nas rzeczą zbyt trudną znieść jakiekolwiek przeciwności ze względu na Niego.

Szukasz cierpliwości? Największą znajdziesz na krzyżu. Cierpliwość może być wielka z dwóch powodów: kiedy ktoś znosi cierpliwie wielkie zło albo też kiedy znosi takie zło, którego mógłby uniknąć, ale nie stara się unikać. Na krzyżu Chrystus dał przykład jednego i drugiego. […] Szukasz przykładu posłuszeństwa? Naśladuj Tego, który stał się posłuszny Ojcu aż do śmierci.” Tyle Święty Tomasz.

Wpatrzeni w świetlany przykład głębokiej wiary tego, który modlił się: Jak niewierny Tomasz, Twych nie szukam ran, lecz wyznaję z wiarą, żeś mój Bóg i Pan! Pomóż wierze mojej, Jezu, łaską swą – ożyw mą nadzieję, rozpal miłość mą!”, oraz zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, pomyślmy raz jeszcze, czy delikatność Boga w okazywaniu nam miłości – nie skłania nas do zlekceważenia tego daru, ale jeszcze bardziej mobilizuje do rzetelnej odpowiedzi…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.