Kimże ja jestem, Panie?…

K

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Łukasz Osypiuk, należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Modlę się dla Niego o stałą bliskość z Jezusem. I tego życzę!

Drodzy moi, z całego serca dziękuję Wszystkim, którzy wczoraj pamiętali w modlitwie o moich Rodzicach i o naszej Rodzinie – a szczególnie o Tacie, który przeszedł operację jaskry. Nie zaćmy, jak wczoraj napisałem, a właśnie jaskry. Coś mi się pomyliło. W każdym razie, zabieg był około 11:00 i przebiegł dobrze, a ja niedługo wyjadę do Białej Podlaskiej, aby odebrać Tatę ze szpitala i przewieźć do Domu. Czekam na sygnał, kiedy to będzie możliwe.

Raz jeszcze dziękuję za wszelkie wyrazy życzliwości i pamięci w modlitwie! Ja zaś – kiedy już w Domu ogarniemy to i owo – zamierzam powrócić do Siedlec, gdzie planuję wziąć udział w wieczornym spotkaniu formacyjnym dla Kapłanów, pracujących w Siedlcach, ale poza duszpasterstwem parafialnym. Takowe spotkania organizuje co jakiś czas Ksiądz Profesor Kazimierz Matwiejuk, Ojciec duchowny Księży naszej Diecezji, a w czasie mojej formacji seminaryjnej: nasz Ojciec duchowny. Ja w tych spotkaniach nie zawsze biorę udział, bo nieraz wypadają mi inne sprawy w Duszpasterstwie Akademickim. Ale kiedy mogę, to staram się być. Zobaczymy, jak dzisiaj ułoży się plan dnia.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi do mnie dziś Pan? Z jakim przesłaniem do mnie osobiście się dziś zwraca? Niech Duch Święty oświeci nasze umysły i serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Świety. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 3 Tygodnia zwykłego, rok II,

29 stycznia 2026., 

do czytań: 2 Sm 7,18–19.24–29; Mk 4,21–25


CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI SAMUELA:

Poszedł król Dawid i usiadłszy przed Panem mówił: „Kimże ja jestem, Panie mój, Boże, i czym jest mój ród, że doprowadziłeś mnie aż dotąd? Ale i to jeszcze wydało się Tobie za mało, Panie mój, Boże, lecz dałeś zapowiedź o domu sługi swego na daleką przyszłość. I to ma być prawo człowieka, Panie mój, Boże?

Ustaliłeś dla siebie swój lud izraelski, aby był dla Ciebie ludem na wieki, a Ty, o Panie, stałeś się dla niego Bogiem. Teraz więc, o Panie Boże, niech trwa na wieki słowo, któreś wyrzekł o słudze swoim i jego domu, i czyń, jak powiedziałeś, ażeby na wieki wielbione było imię Twe słowami: «Pan Zastępów jest Bogiem Izraela». A dom Twego sługi, Dawida, niech będzie trwały przed Tobą.

Tyś, bowiem, o Panie Zastępów, Boże Izraela, objawił słudze swemu, mówiąc: «Zbuduję ci dom». Dlatego to sługa Twój ośmiela się zwrócić do Ciebie z tą modlitwą. Teraz, o Panie mój, Boże, Tyś Bogiem, Twoje słowa są prawdą. Ty przekazujesz wspaniałą obietnicę słudze swemu.

Bądź teraz łaskaw pobłogosławić dom sługi swego, aby na wieki trwał przed Tobą. Wszak to Ty jesteś, mój Panie Boże, który to powiedział; a dzięki Twemu błogosławieństwu dom sługi Twojego będzie błogosławiony na wieki”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus mówił ludowi: „Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.

I mówił im: „Uważajcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma”.

Możemy sobie chyba wyobrazić Dawida, jak poruszony słowami, które usłyszeliśmy wszyscy we wczorajszym pierwszym czytaniu, iż Bóg zbuduje mu dom i utrwali go na wieki – co oczywiście należy rozumieć jako błogosławieństwo dla rodu, dla dynastii Dawida – dzisiaj siada przed Bogiem i wypowiada te wszystkie piękne słowa, który usłyszeliśmy. Właśnie ten motyw siedzenia – a nie chociażby klęczenia, czy leżenia krzyżem – zwraca tutaj uwagę.

Pokazuje on bowiem bardzo ciekawe nastawienie Dawida do Boga: pełne pokoju, takiego dziecięcego zaufania, pewnej familiarności… Dawid siada sobie przed Arką Przymierza w Namiocie Spotkania – bo to w tym miejscu się dokonało, co wynika jasno z innych przekładów – i tak sobie swobodnie rozmawia. Z pewnością, nie jest tak „wyluzowany”, aby Boga traktował jak „kumpla”, ale też nie jest spięty, aby miał drżeć ze strachu, nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa.

Natomiast jest bardzo, ale to bardzo wdzięczny Bogu. Jak słyszymy, ta jego bardzo specyficzna i wyjątkowa rozmowa z Bogiem zaczyna się od słów: Kimże ja jestem, Panie mój, Boże, i czym jest mój ród, że doprowadziłeś mnie aż dotąd? To z pewnością „ustawia” jej dalszy ciąg. Bo wyraźnie pokazuje, że Dawida wewnętrznie rozpiera jakieś ogromne szczęście! Dlatego wszystkie następne zdania można uznać za rozwinięcie tego pierwszego. Nawet nie tyle za odpowiedź na tak postawione pytanie, co potwierdzenie słuszności jego postawienia.

Bo każde kolejne zdanie – to wspomnienie jakiegoś konkretnego dobra, uczynionego przez Pana. Natomiast tak szczególnie uwagę zwraca to zdanie: I to ma być prawo człowieka, Panie mój, Boże?które w innym tłumaczeniu brzmi: I zechciałeś do mnie mówić, choć jestem tylko człowiekiem, Panie, mój Boże!

Na uwagę zasługuje także częste zwracanie się przez Dawida do Boga różnymi określeniami Boga: o Panie Zastępów, Boże Izraela; albo: o Panie mój, Boże; albo: mój Panie Boże; lub też: o Panie Boże… Jakaś wielka czułość przebija z tych słów, jakieś ogromne uwielbienie i miłość… Jakby Dawid za każdym razem uświadamiał sobie na nowo, przypominał sobie i brał do serca coraz bardziej, do kogo się zwraca.

Oczywiście, on to dobrze cały czas wiedział, ale przepełnione wdzięcznością serce kazało mu co chwilę zwracać się do Boga Jego własnymi imionami, aby podkreślić swoją synowską miłość i zaufanie do Boga! I podkreślić – a choćby i tysiące razy! – że to właśnie Bóg, w swojej bezgranicznej miłości, całe to dobro uczynił. A Dawid – czym na to zasłużył? Czym się tak wsławił, by otrzymać aż tak wiele?

Dlatego dobrze, że tamtego dnia, kiedy sobie to wszystko uświadomił, postanowił powiedzieć to Panu swojemu. Przecież Bóg to wszystko wiedział, bo Bóg wie wszystko, a więc także i to dokładnie pamięta, czym obdarzył Dawida. Bogu zatem nie trzeba było tego wszystkiego przypominać i opowiadać. Sam Dawid też to dobrze pamiętał. Czyżby więc nie wystarczyło, że w duchu by się pomodlił, w ciszy serca, a on tu robi z tego wydarzenie „medialne” i ponadczasowe?

Tak, bo tak było potrzeba! Taką potrzebę miał Dawid w tamtym momencie w swoim sercu – i poszedł za tym pragnieniem. I bardzo dobrze! Bo w tym momencie przychodzą nam myśl słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha.

Dawid przyszedł do Światła – czyli do Boga – aby w tym Świetle samemu rozjaśnić swoją duszę, ale też zobaczyć, jak wiele tego światła ma w sobie. Tego naturalnego światła, którym Bóg obdarzył go – jak każdego człowieka – powołując go do istnienia. Dawid był wewnętrznie bardzo prawym człowiekiem, bardzo dobrym i szczerym. Tak został wychowany – i takiego właśnie Dawida Bóg powołał na króla. Dlatego nie dziwimy się, że dzisiaj idzie do o wiele większej Światłości, aby swoją wewnętrzną światłość wzmocnić.

W pełni zgadza się to z dalszymi słowami Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, iż kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma. Jeżeli ktoś nie stara się tego dobra, które ma w sobie, wzmacniać Bożą łaską i błogosławieństwem, oddawać Bogu do dyspozycji, ciągle rozjaśniać swej duszy Bożym blaskiem – to jego własnej, naturalnej światłości na długo mu nie wystarczy. Już cały otaczający świat zadba o to, aby to, co dobre w człowieku, jak najszybciej zgasić, stłamsić, rozdeptać, odebrać…

Dlatego – jeśli się tak można wyrazić – musimy doładowywać nasze wewnętrzne akumulatory. A najlepiej – byśmy ciągle byli podłączeni do Źródła mocy. Ładowarką natomiast niech będzie słowo Boże, niech nią będą Sakramenty, niech będzie modlitwa i adoracja Najświętszego Sakramentu. Ale też – potrzeba czasu, aby spokojnie usiąść przed Panem, zasłuchać się w Niego, zachwycić się Nim, ogrzać się wewnętrznie Jego ciepłem, rozjaśnić Jego blaskiem – jak najczęściej powtarzając ze szczerego serca: Kimże ja jestem, Panie mój, Boże, i czym jest mój ród, że doprowadziłeś mnie aż dotąd?

Właśnie, kimże ja jestem, Panie Jezu, że dałeś mi tak wiele – i ciągle mi dajesz?… Kimże ja jestem, Panie Jezu, że dałeś mi samego siebie – i całego siebie?… Kimże ja jestem?… Jak ja Ci się za to odwdzięczę?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.