Wierz tylko!

W

Szczęść Boże! Drodzy moi, bardzo przepraszam za gigantyczne opóźnienie w zamieszczeniu słówka, ale było ono spowodowane blokadą bloga. Pojawił się jakiś defekt techniczny, który dopiero teraz udało się usunąć Moderatorowi naszego forum, Krzysztofowi Fabisiakowi, któremu serdecznie dziękuję za pomoc!

Pozdrawiam Was zatem z Domu rodzinnego, gdzie jestem od przedpołudnia. Jestem tu po to, aby pomóc mojej Siostrze Ani w ogarnianiu całej sytuacji, ponieważ nasz Tato ciągle jeszcze pozostaje w szpitalu. Leczenie przynosi coraz lepsze efekty, ale stan oka jeszcze w pełni nie zadowala Lekarzy. Dlatego trzeba jeszcze kontynuować leczenie na miejscu, w szpitalu. I tak będzie do jutra, a jutro – zobaczymy…

Najserdeczniej dziękuję za wszelkie duchowe wsparcie, okazywane naszemu Tacie i całej Rodziny. Odwzajemniam moją serdeczną modlitwą. Dziękuję za JUŻ – i proszę o JESZCZE.

Odwiedziłem też dzisiaj Kodeń. Już dość dawno nie byłem… Będąc u Matki – to oczywiste – jak zawsze pamiętałem o Was. Zaraz do Siedlec, gdzie o 21:30 włączę się w rozmowie na messengerze naszej FORMACJI «SPE SALVI», która to rozmowa co wtorek dokonuje się na łączach messengera.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Poniżej zaś – słówko Szymona Sali. KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE – POMIMO OPÓŹNIENIA! Jak zawsze – głębokie, przemyślane, płynące prosto z serca, powstające w atmosferze skupienia i modlitwy. I to naprawdę widać w tym, co możemy dzisiaj przeczytać. Znowu widzę tu kilka mocnych i ciekawych określeń i stwierdzeń, jak to o zderzeniu się z milczącym Bogiem… Polecam uwadze – i proszę o komentarze!

Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim osobistym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie – właśnie dzisiaj? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wtorek 4 Tygodnia zwykłego, rok II,

3 lutego 2026., 

do czytań: 2 Sm 18,9–10.14b.24–25a.31–19,3; Mk 5,21–43

 

 

 

 

CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI SAMUELA:

Absalom natknął się na sługi Dawida. Jechał na mule. Muł zapuścił się pod konary wielkiego dębu. Absalom zaczepił głową o dąb i zawisł między niebem a ziemią, muł natomiast dalej popędził. Dostrzegł to pewien człowiek i zawiadomił Joaba: „Widziałem Absaloma wiszącego na dębie”. Joab wziął do ręki trzy oszczepy i utopił je w sercu Absaloma.

Dawid siedział między dwiema bramami. Strażnik, który chodził po tarasie bramy nad murem, podniósłszy oczy zauważył, że jakiś mężczyzna biegnie samotnie. Strażnik przekazał królowi tę wiadomość.

Właśnie przybył Kuszyta i powiedział: „Niech się raduje pan mój, król, dobrą nowiną. Właśnie dziś Pan wymierzył ci sprawiedliwość uwalniając z ręki wszystkich, którzy powstali przeciw tobie”. Król zapytał Kuszytę: „Czy dobrze z młodym Absalomem?” Odpowiedział Kuszyta: „Niech się tak wiedzie wszystkim wrogom mojego pana i króla, którzy przeciw tobie złośliwie powstali, jak powiodło się temu młodzieńcowi”.

Król zadrżał. Udał się do górnego pomieszczenia bramy i płakał. Chodząc tak mówił: „Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Obym był umarł zamiast ciebie, Absalomie, mój synu, mój synu!”

Joabowi zaś doniesiono: „Król płacze. Rozpacza z powodu Absaloma”. Tak więc zwycięstwo zmieniło się w tym dniu w żałobę dla całego ludu. Posłyszał bowiem lud w tym dniu wiadomość: „Król martwi się z powodu swego syna”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali.

A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc zbliżyła się z tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości.

A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął się mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: «Kto się Mnie dotknął?»” On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości”.

Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: „Nie bój się, wierz tylko”. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.

Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: „Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”. I wyśmiewali Go.

Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

A OTO SŁÓWKO SZYMONA SALI:

Dzisiejsze pierwsze czytanie opowiada o śmierci Absaloma – syna Dawida. Historia ta jest trochę zawiła, bo opowiada o relacji, jaka była między Dawidem, a Absalomem. Mianowicie Absalom prowadził przeciwko ojcu otwartą wojnę domową. Zdawał sobie sprawę z tego, że jako syn jest następcą tronu i może nawet chciał w jakiś sposób pozbyć się swojego ojca. Dawid z kolei – pomimo tego, że nie dogadywał się z synem – bardzo go kochał.

Ta bardzo zawiła opowieść może w jakimś stopniu przypominać różne skomplikowane relacje w naszych rodzinach. Problemy w rodzinie pojawiają się prędzej czy później, większe lub mniejsze. Nie należy natomiast „zamiatać ich pod dywan” albo przed nimi uciekać – trzeba je rozwiązywać. Pytanie, czemu mamy się starać szukać rozwiązania? Dzisiejsza historia jasno to pokazuje: Aby nie było za późno. Bo tak naprawdę bardziej od śmierci bliskiej osoby boli fakt, że nie doszło do pojednania z tą osobą – i już nie dojdzie.

Jak bardzo Dawid musiał cierpieć z tego powodu, to słyszymy: Król zadrżał. Udał się do górnego pomieszczenia bramy i płakał. Chodząc, tak mówił: Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Obym ja umarł zamiast ciebie! Absalomie, mój synu, mój synu! Próbując wyobrazić sobie tę scenę, widzimy totalną rozpacz. Słowa Dawida są zbyt słabe, by wyrazić żal po stracie syna. Warto jednak zauważyć, że te same słowa, gdyby Absalom jeszcze żył, miałyby zupełnie inną moc. Wyrażałyby prawdziwą, bezwarunkową miłość: Obym ja umarł zamiast ciebie. Te same słowa, wypowiedziane w innym czasie, mogłyby zmienić wszystko.

Dobra Nowina jest natomiast taka, że to nie czas, a wiara zmienia wszystko. Mówi się potocznie, że czas leczy rany. Kobieta cierpiąca na krwotok – ta z dzisiejszej Ewangelii – raczej by tak nie powiedziała! Cierpiała przecież dwanaście lat, a nic jej nie pomagało. Co więc ją uzdrowiło? Czytamy: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości. Jej cicha, ukryta, prosta, ale wielka wiara – spowodowała jej uzdrowienie.

Zdarza się również tak, że popadamy w sytuacje beznadziejne, z których nie widzimy żadnego wyjścia. W takiej właśnie sytuacji był oczywiście Dawid, ale również Jair. Jego córka bardzo chorowała. Miał jeszcze nadzieję, że wszystko będzie dobrze – nadzieję, którą pokładał w Jezusie. Czy się pomylił?

Po tym, jak jego słudzy przyszli i powiedzieli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?można powiedzieć, że tak. Bo nie dość, iż stracił ostatnią nadzieję, to jeszcze sama informacja o śmierci córki musiała go całkowicie przytłoczyć. Ostatnia iskra nadziei zgasła…

I bardzo często jest tak, że ta nadzieja gaśnie również w naszym życiu – czasem nawet może być to ta nadzieja pokładana w Chrystusie. Jak często jest tak, że modlimy się o coś – i nic? Prosimy Boga o interwencję – i nic! Widzimy, że jest coraz mniej czasu i że za moment może być już za późno – i zderzamy się z milczącym Bogiem…

Jednak nigdy nie jest tak, że nadzieja naprawdę znika. To my tracimy ją z oczu. I to jest normalne, bo człowiek inaczej patrzy na rzeczywistość. Rzeczywistość, widziana oczami człowieka, często bardzo różni się od tej prawdziwej. Bóg bowiem patrzy na świat inaczej niż człowiek. Dlatego, aby mieć pełniejszy obraz tego, co nas otacza i nie zgubić tej tak bardzo potrzebnej nadziei, potrzebujemy wiary. Czasem wystarczy tylko przy niej trwać. Nawet jeśli po ludzku wydaje się to nieracjonalne.

Chrystus mówi dziś do nas jasno: Nie bój się, wierz tylko!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.