Szczęść Boże! Serdecznie pozdrawiam Was z Siedlec, skąd już niedługo wyruszam do Domu rodzinnego, by spotkać się z Rodzicami i zobaczyć, jak się Tato czuje po zabiegach na oku. Podobno jest coraz lepiej. Mamy pojechać do apteki, a może i do jakiegoś sklepu – pomogę w tych zakupach.
Potem, o 15:00, spodziewam się już w Siedlcach wizyty Alumna Miłosza Świątka z naszego siedleckiego Seminarium. O 19:00 – Msza Świętą w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Po niej – adoracja Najświętszego Sakramentu do godziny 21:00. A po niej – krótkie spotkanie BANDY «CZARNEGO» i ustalenia odnośnie do naszych działań w Wielkim Poście.
Takie plany na dzień. Oddaję je Panu naszemu i opiece Matki Bożej Kodeńskiej.
A tym, co już się wydarzyło – i co ma dla mnie gigantyczne zdarzenie – to wzajemne błogosławieństwo na dzień, jakie przesłaliśmy sobie „na kamerce” (jak co dzień) z Szymonem Salą i kilka zdań właśnie o planach na dzień. Dziękuję Szymonowi za to, że wspiera mnie codziennie swoją modlitwą, ale też dobrym słowem i dyspozycyjnością, jaką reaguje na moje prośby o pomoc i zaangażowanie w różnych sprawach. Raz jeszcze dziękuję za pomoc mojemu Tacie w dniu wypisu ze szpitala w Lublinie. Całą naszą Rodziną wyrażamy wielką wdzięczność!
Ze swej strony, odwzajemniam tę życzliwość moją modlitwą i kapłańskim błogosławieństwem, jakie wysyłam Szymonowi! I – jak zwykłem powtarzać – dziękuję za JUŻ i proszę o JESZCZE!
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co konkretnie mówi do mnie dziś Pan? Duchu Święty, przyjdź i rozjaśnij umysły i serca!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Środa 1 Tygodnia Wielkiego Postu,
25 lutego 2026.,
do czytań: Jon 3,1–10; Łk 11,29–32
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JONASZA:
Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: „Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam”.
Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak Pan powiedział. Niniwa była miastem bardzo rozległym, na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona”.
I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu, zdjął z siebie płaszcz, oblókł się w wór i siadł na popiele. Z rozkazu króla i jego dostojników zarządzono i ogłoszono w Niniwie to, co następuje:
„Ludzie i zwierzęta, bydło i trzoda niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją. Niech obloką się w wory, niech żarliwie wołają do Boga. Niech każdy odwróci się od swojego złego postępowania i od nieprawości, którą popełnia swoimi rękami. Kto wie, może się odwróci i ulituje Bóg, odstąpi od zapalczywości swego gniewu, a nie zginiemy?”
Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg, i nie zesłał niedoli, którą im zagroził.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić:
„To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.
Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz”.
Tak bardzo zależało Bogu na dobru mieszkańców Niniwy, że nie ustąpił Jonaszowi i nie pozwolił mu uciec przed zadaniem, jakie mu powierzył. Dlatego przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: „Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam”.
Tym razem Jonasz już nie uciekał i nie powielał całego tego dramatycznego ciągu wydarzeń, jaki miał miejsce po pierwszym wezwaniu, skierowanym przez Boga. Wtedy bowiem podjął jakąś dziwną i nie za bardzo zrozumiałą próbę ucieczki, którą jednak Bóg – w sposób dość oryginalny, przyznajmy – zniweczył. Owszem, możemy mieć zastrzeżenia co do historycznej dokładności, a nawet wiarygodności pewnych opisanych wydarzeń, bo trudno sobie wyobrazić człowieka, który przez trzy dni przebywa w pysku jakiejś ryby (co to musiała być za ryba!), a potem nagle orientuje się, że pomimo tak intensywnie organizowanej i przeprowadzanej próby ucieczki, ostatecznie „ląduje” w miejscu, z którego tak pieczołowicie uciekał!
I to właśnie wtedy Bóg przemawia po raz drugi – i tym razem już Jonasz decyduje się posłuchać. Czy było to szczere postanowienie i działanie, to już inna sprawa. Bo późniejsze wydarzenia pokazały, że Prorok zrobił to wbrew sobie, wręcz zmuszając się do pójścia i nawoływania Niniwitów do nawrócenia, a kiedy owo wołanie – ku jego największemu i najbardziej nieprzyjemnemu zaskoczeniu – faktycznie nastąpiło i Bóg darował karę, jaką zamierzył zesłać na miasto, to wtedy on się na Boga obraził. Bóg jednak nie obraził się na niego, a cierpliwie tłumaczył mu motywy swojej decyzji.
Nas natomiast – być może – zaskakuje natychmiastowość decyzji o nawróceniu, podjętej przez mieszkańców miasta. Bo rzeczywiście wszyscy – jak czytamy we fragmencie Księgi Jonasza – to dzieło podjęli: I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu, zdjął z siebie płaszcz, oblókł się w wór i siadł na popiele. Z rozkazu króla i jego dostojników zarządzono i ogłoszono w Niniwie to, co następuje: „Ludzie i zwierzęta, bydło i trzoda niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją. Niech obloką się w wory, niech żarliwie wołają do Boga. Niech każdy odwróci się od swojego złego postępowania i od nieprawości, którą popełnia swoimi rękami. Kto wie, może się odwróci i ulituje Bóg, odstąpi od zapalczywości swego gniewu, a nie zginiemy?”
I faktycznie, ulitował się Bóg. Wejrzał na ten natychmiastowy odzew na swoje wołanie. Bo całe miasto się nawróciło. Pomimo tego, że wołanie prorockie było mu nakazane przez Boga – żeby nie powiedzieć: wymuszone na nim przez Boga – to jednak naród odebrał je jako wołanie samego Boga i poszedł za tym wołaniem.
I czy w tym kontekście nie można wysnuć wniosku, że Bóg miał o wiele mniejszy problem z wielką rzeszą mieszkańców miasta, żyjących co prawda w grzechu, ale jednak podejmujących natychmiastowe nawrócenie, niż z jednym Prorokiem, a więc swoim najbliższym współpracownikiem, do którego musiał zwracać się dwa razy z tym samym wezwaniem, a i tak go nie przekonał do swojej decyzji i swojego działania? Z kim Bóg miał większy problem? Kto w całej tej sprawie tak naprawdę potrzebował nawrócenia? A może – precyzyjniej – kto potrzebował go bardziej?
To właśnie w tym kontekście Jezus dzisiaj, w Ewangelii, tak oto mówi do członków swego narodu, który jako pierwszy został zaproszony do przyjęcia samego Jezusa i Jego dzieła: To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.
Właśnie! Nawet ludzie z Niniwy… A może – szczególnie oni! Bo oni nawrócili się wskutek nawoływania Jonasza – tego wymuszonego i nakazanego, ale jednak, w swym źródle, będącym wołaniem samego Boga. Ci wszyscy ludzie – począwszy od królowej Południa – których w języku biblijnym określa się mianem pogan, czyli ludzi nie wyznających wiary w Boga JAHWE, okazywali się niejednokrotnie o wiele bardziej otwarci na wołanie tegoż Boga i na przyjęcia Jego darów, niż naród, który został do tego dzieła wybrany jako pierwszy, a który tak często zawodził. A nawet – z tym mamy do czynienia w historii Jonasza – stanowił pewną przeszkodę, a przynajmniej utrudnienie w przepływie Bożej łaski.
Drodzy moi, to dzisiejsze przesłanie Bożego słowa jakoś szczególnie skierowane jest do nas – tak, właśnie do nas, którzy może bardziej, niż inni, angażujemy się w sprawy wiary, w sprawy Boże, w sprawy Kościoła… Oby za tym zaangażowaniem szło ciągłe nasze otwieranie się na Jezusa i staranie o to, by Go coraz lepiej rozumieć i podejmować współpracę w doprowadzaniu innych do Niego. Oby nigdy nie okazało się, że to właśnie z naszej strony Jezus będzie miał w tym dziele największe przeszkody!
Oby też nigdy do naszego serca i do naszego myślenia nie wkradła się jakaś zazdrość z powodu tego, że Pan okazał komuś większą – według nas – łaskę, niż nam. A może właśnie ten ktoś bardziej się na tę łaskę otworzył, niż my? Zwłaszcza, że może jest to ktoś, kto – według naszego przekonania – jest dalej od Boga i Jego spraw, niż my, a to właśnie jemu Pan pobłogosławił?… Obyśmy nigdy nie popadli w pułapkę takiego myślenia!
Obyśmy też nigdy nie zmuszali Pana naszego, by i do nas musiał zwracać się po dwa, a może i więcej razy! Reagujmy na każde zaproszenie do współpracy, jakie Jezus do nas skieruje! Idźmy za każdy dobrym natchnieniem! Nie czekajmy z realizacją dobrych postanowień do jutra, do pojutrza, do przyszłego tygodnia, a może aż do „po świętach”.
Idźmy za pierwszym wezwaniem Jezusa!
