Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:
►Doktor Beata Czeluścińska – pracująca w biurze Rektora Uniwersytetu siedleckiego, a tak naprawdę: trzęsąca tą Uczelnią (w rozumieniu jak najbardziej pozytywnym) już od ponad czterdziestu lat!;
►Profesor Beata Walęciuk – Dejneka – była Dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych naszego Uniwersytetu;
►Doktor Beata Gałek – Rzecznik prasowa naszej Uczelni;
►Beata Warpas – należąca, w swoim czasie, do Wspólnoty młodzieżowej w Wojcieszkowie;
►Beata Kulikowska – Grzechnik – zaangażowana w działalność KSM na moim pierwszym wikariacie, w Parafii Radoryż Kościelny, a obecnie Katechetka.
Urodziny natomiast przeżywa dziś Kamil Charkiewicz – należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej.
Życzę Świętującym, by każdego dnia budowali jak najmocniejszą osobistą relację z Jezusem. Zapewniam o modlitwie!
Zapewniam też o niej wszystkie Panie – w dniu Ich święta. A życzę tego, czego zawsze w tym dniu: by każda z nich była jak najbardziej i we wszystkim podobne do najpiękniejszej z niewiast, a więc Najświętszej Maryi Panny!
Drodzy moi, dzisiaj kończymy Rekolekcje FORMACJI «SPE SALVI» w Kodniu. O 10:00 będziemy przeżywali Mszę Świętą w Bazylice – w ramach Mszy Świętej parafialnej – której będę przewodniczył i na której będę głosił homilię. Można łączyć się z nami przez łącze internetowe Sanktuarium Kodeńskiego:
https://koden.com.pl/transmisje-on-line/
Panu naszemu i Matce Bożej Kodeńskiej dziękujemy za ten wspaniały i – daj Boże – owocny czas. Wyjeżdżamy wczesnym popołudniem.
Teraz już zapraszam do wczytania się w Boże słowo dzisiejszego dnia. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, z jakim przesłaniem – bardzo konkretnym i bardzo osobistym – Pan dzisiaj zwraca się do każdej i każdego z nas? Niech Duch Święty pomoże swoim światłem i natchnieniem.
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
3 Niedziela Wielkiego Postu, A,
8 marca 2028.,
do czytań: Wj 17,3–7; Rz 5,1–2.5–8; J 4,5–42
CZYTANIE Z KSIĘGI WYJŚCIA:
Synowie Izraela rozbili obóz w Refidim, ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: „Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?” Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: „Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie!”
Pan odpowiedział Mojżeszowi: „Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela z sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, a lud zaspokoi swe pragnienie”.
Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej.
I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się synowie izraelscy i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: „Czy też Pan jest rzeczywiście w pośrodku nas, czy nie?”
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:
Bracia: Dostąpiwszy usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej.
A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które Jakub dał synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny.
Nadeszła tam kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić”. Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności.
Na to rzekła do Niego Samarytanka: „Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?” Żydzi bowiem nie utrzymują stosunków z Samarytanami.
Jezus odpowiedział jej na to: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «Daj Mi się napić», prosiłabyś Go wówczas, a dałby Ci wody żywej”.
Powiedziała do Niego kobieta: „Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie, i jego bydło?”
W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu”.
Rzekła do Niego kobieta: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”.
A On jej odpowiedział: „Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj”.
A kobieta odrzekła Mu na to: „Nie mam męża”. Rzekł do niej Jezus: „Dobrze powiedziałaś: «Nie mam męża». Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem: To powiedziałaś zgodnie z prawdą”.
Rzekła do Niego kobieta: „Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga”.
Odpowiedział jej Jezus: „Wierz Mi, niewiasto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem, już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, i takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie”.
Rzekła do Niego kobieta: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”.
Powiedział do niej Jezus: „Jestem Nim Ja, który z tobą mówię”.
Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: „Czego od niej chcesz?” lub „Czemu z nią rozmawiasz?” Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” Wyszli z miasta i szli do Niego.
Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: „Rabbi, jedz!” On im rzekł: „Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie”.
Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: „Czyż Mu kto przyniósł coś do jedzenia?”
Powiedział im Jezus: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: «Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa»? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli”.
Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: „Powiedział mi wszystko, co uczyniłam”. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: „Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata”.
Oto lud Izraela domaga się wody. Można powiedzieć: to bardzo oczywiste pragnienie, bo jak żyć bez wody? Ale z całego kontekstu i biorąc pod uwagę atmosferę, w jakiej dokonywały się opisywane wydarzenia, możemy chyba odnieść wrażenie, że tu nie o wodę tak naprawdę chodziło… A przynajmniej – nie tylko o wodę. Bo chyba wyczuwamy, że Bogu z jakiegoś powodu nie bardzo podobało się to zachowanie Jego ludu. A dlaczego mogło się nie podobać, skoro mówimy o pragnieniu bardzo oczywistym i podstawowym?
Bo w tym żądaniu wyraźnie widać totalny brak wiary narodu wybranego i zaufania do swojego Boga! Jak bowiem inaczej można zrozumieć słowa, skierowane do Mojżesza: Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? Czy naprawdę ktoś o zdrowych zmysłach, mógł tak pomyśleć, że Mojżesz po to chodził do tego upartego i złośliwego faraona z kolejnymi żądaniami wypuszczenia ludu z niewoli; po to zapowiadał w imieniu Boga kolejne plagi na Egipt aż do tej ostatniej, najbardziej bolesnej, bo polegającej na śmierci pierworodnych; po to przeprowadził swój lud przez Morze Czerwone, w sposób cudowny rozdzielając z polecenia Bożego wody morza, by ludzie mogli przez nie przejść i uratować się przed pościgiem wojska faraona – by teraz tak po prostu ich wszystkich wydać na śmierć z pragnienia?
Jaki cel miałby mieć Mojżesz w takim działaniu? Przecież gdyby nawet nie miłość do Boga i do swego narodu, to żal utraconego czasu i sił na tyle zabiegów, jakie musiał podjąć, z pewnością powstrzymałyby go przed takim działaniem. Nawet, gdyby ten naród naprawdę niemiłosiernie go zdenerwował, to żal własnego wysiłku spowodowałby, że nie chciałby on aż tak surowej kary. A tymczasem ludzie wypowiadają takie słowa. Dlaczego?
Bo akurat wody im zabrakło. Tyle dowodów Bożej opieki otrzymali, tyle razy Bóg ratował ich z sytuacji po ludzku bez wyjścia, a oni dzisiaj mówią, że Mojżesz chce ich wydać na śmierć z pragnienia. Oni chyba sami nie wierzyli w to, co mówią. Natomiast na pewno daje do myślenia ostatnie zdanie dzisiejszego pierwszego czytania, a jest nim pytanie, postawione przez naród: Czy też Pan jest rzeczywiście w pośrodku nas, czy nie? I o to właśnie chodziło tak naprawdę: nie tyle o brak wody, co o brak wiary. Tak, tu naprawdę nie chodziło o wodę! Tu chodziło o coś więcej! Woda była tylko pretekstem.
Podobnie, jak w rozmowie Jezusa z Samarytanką. Słyszeliśmy jej dość długi opis w Ewangelii. Wychodząc od prośby o podanie wody, skierowanej do Samarytanki, a więc cudzoziemki, Jezus podjął długą i głęboką w treści rozmowę o sprawach o dużo wiele ważniejszych i istotniejszych, niż woda. Prefacja mszalna, przeznaczone dokładnie na dzisiejszą Niedzielę, wyraża to w bardzo lapidarnych, ale jakże celnych słowach: „On [Jezus] prosząc Samarytankę o podanie wody, już ją obdarzył łaską wiary, i tak gorąco pragnął jej życia z wiary, że rozpalił w niej ogień Bożej miłości.” Tak, to właśnie dokonało się tam, nad ową studnią…
Oto uczniowie poszli dla zakupienia żywności, Jezus został sam, gdy – jak słyszymy – nadeszła tam kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić”. Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: „Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?” Żydzi bowiem nie utrzymują stosunków z Samarytanami.
I już cała ta rozmowa była była naznaczona takim – powiedzielibyśmy – mijaniem się w znaczeniu słów. Bo Jezusa mówi kobiecie o «wodzie żywej», w rozumieniu łaski Bożej, a ona – o tym najbardziej podstawowym rozumieniu tego pojęcia, jakie wówczas funkcjonowało, czyli wodzie źródlanej, a więc różnej od wody stojącej: w jeziorze, czy w jakimś bajorku… Jezus sam, odnosząc się do tej wody, rozumianej w sensie fizycznym, mówi, że jej picie nie zapobiegnie pragnieniu w przyszłości. Natomiast picie wody, którą On da, zapobiegnie wszelkiemu duchowemu pragnieniu, bo zaowocuje życiem wiecznym.
W trakcie całej rozmowy Jezus niedwuznacznie najpierw dawał do zrozumienia, że jest kimś więcej, niż tylko przypadkowym wędrowcem, który usiadł sobie przy studni i zwyczajnie chce się napić. Najpierw bowiem odwołał się do faktów z życia kobiety, z którą rozmawiał, którą spotkał po raz pierwszy, a o której mógł powiedzieć, iż nie ma ona męża, bo miała pięciu, a ten obecny, z którym jest, też nie jest jej mężem. To musiało przykuć uwagę Samarytanki, bo skąd On, przygodnie spotkany Człowiek, mógł takie rzeczy wiedzieć?
Później jednak doszło do otwartej wymiany zdań, kiedy to rzekła do Niego kobieta: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”. Powiedział do niej Jezus: „Jestem Nim Ja, który z tobą mówię”. Kobieta uwierzyła, a dzięki jej słowu uwierzyło jeszcze wielu. A kiedy przyszli spotkać się z Jezusem i Go posłuchać, uwierzyło jeszcze więcej.
Tak o tym czytamy w ostatnich zdaniach dzisiejszej Ewangelii: I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: „Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata”.
A zaczęło się od wody – chciałoby się powiedzieć. Jednak tu nie o wodę chodziło. A na pewno – nie o tę, w sensie fizycznym. Tu chodziło o wiarę. I ta wiara rozbudziła się w sercu Samarytanki, a także wielu ludzi, którzy za jej zachętą przyszli, by spotkać Jezusa. Pytanie, czy w tamtym momencie, w jakikolwiek sposób, ta wiara wzrosła w sercach Apostołów?… Bo z ich reakcji i wypowiedzi różne wnioski można wysnuć.
Nic nie słyszymy o ich reakcji na fakt rozmowy ich Mistrza z cudzoziemką – poza pytaniem, wyrażającym zdziwienie, że w ogóle z nią rozmawia. Nie wiemy, co pomyśleli sobie w tamtym momencie, kiedy zachęcając swojego Nauczyciela, aby pożywił się pokarmem, który właśnie przynieśli, usłyszeli w odpowiedzi: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło.
Zauważmy, że Jezus w trakcie całej rozmowy – najpierw z Samarytanką, a potem z Apostołami – starał się przesuwać akcenty z tej rzeczywistości doczesnej, na tę wieczną. Z tej fizycznej – na tę duchową. I już nie tylko woda, ale i pokarm, ale i okoliczności życia kobiety – to wszystko posłużyło Mu do tego, aby mówić o wierze, o życiu wiecznym, o relacji człowieka z Bogiem. I – jako rzekliśmy – tutaj się udało, bo bardzo wzrosła wiara zarówno samej Samarytanki, jak i wielu ludzi. Niestety, wydarzenie z wodą odsłoniło ogromny brak wiary i zaufania do Boga ze strony ludu wybranego, na pustyni.
A wiemy, że to wydarzenie, o którym dziś słyszymy, spowodowało także przykre konsekwencje dla samego Mojżesza i Aarona. Nie słyszymy o tym dzisiaj, ale wypełniając polecenie Boga, by uderzyć laską w skałę, z której miała wypłynąć woda – Mojżesz uczynił to dwa razy, jakby powątpiewając, że stanie się to naprawdę. Za to ani on, ani Aaron, mieli nie wejść do Ziemi Obiecanej. Dramatyczne zatem wydarzenia miały miejsce tam, na pustyni, a wszystko to wyszło na jaw przy okazji sprawy z wodą, która była jednak tylko pretekstem.
Tak, jak była pretekstem dla Świętego Pawła, aby także używając analogii do rozlewającej się szeroko wody, mógł w drugim dzisiejszym czytaniu powiedzieć: A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany.
Po czym wyjaśnia, dlaczego tak właśnie się dzieje. Dlaczego? Ponieważ Chrystus […] umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.
Zatem, miłość zupełnie darmowa, niczym przez nas nie zasłużona. A nawet bardziej zasługiwaliśmy na karę, niż na miłość, jednak tę karę Jezus poniósł za nas, do nas natomiast zwraca się przez Apostoła Pawła ze słowami: Dostąpiwszy usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej.
Tak, chlubimy się nadzieją chwały Bożej! Wcześniej słyszeliśmy, że ta nadzieja zawieść nie może, bo jest w pełni oparta na Jezusie Chrystusie, który dla jej uwiarygodnienia cały oddał się dla naszego zbawienia. My zatem do tego zbawienia dążymy – przez zwyczajne okoliczności naszej codzienności. I także posługujemy się wodą, i także chodzimy na zakupy, przyjmujemy pokarm. Codziennie załatwiamy tyle spraw, spotykamy się z tyloma ludźmi, prowadzimy rozmowy, budujemy relacje… A może ich właśnie nie budujemy, bo ci ludzie, których spotykamy, to tylko tak jednorazowo, w tym momencie – później już ich nigdy więcej nie spotkamy…
Czasami jednak i z tymi, z którymi jesteśmy na co dzień – może już od wielu lat – także żyjemy jakby obok siebie, nie budując żadnych bliższych relacji, nie otwierając się na siebie nawzajem, funkcjonując niekiedy niemal jak obcy sobie ludzie…
Dzisiaj natomiast słyszymy, że zwykłe okoliczności codziennego życia stają się przestrzenią do wyrażenia i pogłębienia wiary, bądź właśnie jej zaprzeczenia. I to się dokonuje, Drodzy moi, w naszej codzienności. Bo wiara najbardziej manifestuje się, ale i sprawdza – właśnie w codzienności. W tych najbardziej oczywistych i normalnych okolicznościach. Codzienność jest najsurowszym i najbardziej rzetelnym egzaminatorem z naszej wiary, z naszej nadziei, z naszej miłości…
Nasze spotkania z drugim człowiekiem, nasze rozmowy, nasza wspólna praca, wspólna nauka, wspólne studiowanie – to przestrzeń do pogłębiania wiary. Oczywiście, wcale taką nie musi być, jeżeli podejdziemy do całej sprawy z obojętnością. Właśnie obojętność jest tematem przewodnim rekolekcyjnego spotkania FORMACJI «SPE SALVI», działającej w ramach Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS w Siedlcach. Od piątkowego wieczoru – do dzisiaj, kiedy już po południu to spotkanie zakończymy, rozważamy różne aspekty i przejawy obojętności, która zabija nasze życie duchowe, która naprawdę zagraża naszej wierze i naszej miłości.
Nie na darmo przecież mówi się, że największym przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść – chociaż ona też jest – ale właśnie obojętność. Bo jeżeli wkradnie się ona do naszej codzienności i ją przeniknie, wówczas skutecznie zabije wszelkie odniesienia do Boga, jak i do drugiego człowieka. A spełniane codziennie obowiązki staną się beznamiętnym działaniem automatów, jakimi wszyscy będziemy, wykonując to, co nam każą i za co nam płacą, albo też spełniając – jak w kieracie – codzienne obowiązki w domu, bo w końcu trzeba coś jeść i rzeczy trzeba przeprać. Ale ducha w tym nie będzie – i relacji. Bo obojętność zabije wszystko.
Dlatego wraz z FORMACJĄ «SPE SALVI», czyli – jak to określiliśmy w naszej REGULE – „Grupą Młodych ludzi, służących Chrystusowi w liturgii i poszukujących Go w codzienności”, zwracam się z serdeczną zachętą do nas Wszystkich, abyśmy wszelkim naszym spotkaniom z drugim człowiekiem na jakiejkolwiek płaszczyźnie i w jakichkolwiek okolicznościach, ale też wszelkim naszym zajęciom, związanym z naszym życiem rodzinnym, naszą pracą, naszą nauką czy naszym studiowaniem; abyśmy wszystkim naszym myślom, słowom i czynom – nadawali codziennie charakter zbawczy!
Jakby to górnolotnie nie brzmiało – niech brzmi, jak chce! Ale o to dokładnie chodzi, aby nic, co myślimy, mówimy czy czynimy na co dzień, w relacjach z innymi ludźmi, nie było przeciwne Bogu i naszemu zbawieniu – i aby nie było mu obojętne! Niech nasza codzienność przynosi jak najlepszą ocenę naszej wierze, naszej nadziei i naszej miłości. Niech temu właśnie służy ten Wielki Post, który przeżywamy – i niech tak już będzie zawsze.

💜🎶
Dla tych, którzy kochają nabożeństwa wielkopostne i muzykę:
Gorzkie żale cz. 3
https://www.youtube.com/watch?v=7GNSG-QDnhY
Pierwsze dwie części są już na tym kanale.