Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, dzisiejszą niedzielę – czwartą Wielkiego Postu – nazywamy w liturgii Niedzielą LAETARE. To łacińskie słowo oznacza tyle, co: Radujcie się! – i jest pierwszym słowem antyfony na Wejście, czyli na rozpoczęcie dzisiejszej Mszy Świętej. My tę antyfonę zastępujemy pieśnią na Wejście, natomiast gdybyśmy jej nie śpiewali, to Celebrans – jeszcze przez znakiem Krzyża – wypowiedziałby słowa tejże antyfony.
A brzmią one: Raduj się, Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy. Są to słowa z Proroctwa Izajasza.
Kościół tak ustawił te sprawy, że kiedy liturgiczny okres przygotowania – czy to Adwent, czy Wielki Post – osiąga połowę swego biegu, wówczas daje nam taką „radosną” niedzielę. Wtedy zamiast kolory fioletowego ornatu, można używać koloru różowego – jakby dla zaznaczenia, że ostrość tego czasu przygotowania, jego (jeśli tak to można ująć) surowość zostaje złagodzona. Bo już blisko jest wypełnienie tego, do czego się przygotowujemy: czy to Boże Narodzenie, czy Święta Paschalne.
I właśnie w takim duchu przeżywamy dzisiejszą niedzielę – Niedzielę LAETARE – zaś w Adwencie jest to trzecia niedziela tego okresu i nazywa się Niedzielą GAUDETE – również od pierwszego słowa antyfony na Wejście, a oba słowa znaczą w przybliżeniu to samo: „Cieszcie się!”, „Radujcie się!”, „Weselcie się!”
Ta Niedzielą rozpoczynam Rekolekcje w Konstantynowie. Zapraszam do łączności ze mną – i z Uczestnikami. Jak zawsze, proszę o wyrozumiałość, kiedy znajdziecie w rozważaniach treści, które znajdowaliście w innych rekolekcyjnych rozważaniach – chodzi mi o te, dotyczące wspólnej rekolekcyjnej pracy i zadań, jakie sobie stawiamy – ale taki mam właśnie styl ich prowadzenia. Proszę też o modlitewne wsparcie.
Proszę też o modlitewne wsparcie Szymona Sali i Jego posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej – dzisiaj czwarty dzień NOWENNY SALONOWEJ.
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii – pierwszego dnia Rekolekcji. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Duchu Święty – tchnij!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień 1
4 Niedziela Wielkiego Postu, A,
15 marca 2026.,
do czytań: 1 Sm 16,1b.6–7.10–13a; Ef 5,8–14; J 9,1–41
CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Pan rzekł do Samuela: „Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla”.
Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: „Z pewnością przed Panem jest Jego pomazaniec”. Jednak Pan rzekł do Samuela: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”.
I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: „Nie ich wybrał Pan”. Samuel więc zapytał Jessego: „Czy to już wszyscy młodzieńcy?” Odrzekł: „Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce”. Samuel powiedział do Jessego: „Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie”. Posłał więc i przyprowadzono go: był rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd.
Pan rzekł: „Wstań i namaść go, to ten”.
Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pana opanował Dawida.
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie tamtych. O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.
Dlatego się mówi: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus przechodząc ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.
Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”.
To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc.
A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”.
Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otwarły?”
On odpowiedział: „Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: «Idź do sadzawki Siloe i obmyj się». Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” On odrzekł: „Nie wiem”.
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A dnia tego, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”.
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu”. Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?” I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: „A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy?” Odpowiedział: „To jest prorok”.
Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi?” Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie”. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy kto uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wykluczony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: „Ma swoje lata, jego samego zapytajcie”.
Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: „Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. Rzekli więc do niego: „Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?”
Wówczas go zelżyli i rzekli: „Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi”.
Na to odpowiedział im ów człowiek: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast wysłuchuje Bóg każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”.
Na to dali mu taką odpowiedź: „Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?” I precz go wyrzucili.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.
Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: «Widzimy», grzech wasz trwa nadal”.
Bogu Jedynemu w Trójcy Świętej niech będzie cześć i uwielbienie za ten ważny i tak bardzo potrzebny czas Wielkiego Postu, jaki nam daje, byśmy głęboko wejrzawszy w swoje serca, uczynili wyraźny krok w Jego stronę: w stronę Boga, w stronę Nieba, w kierunku naszego zbawienia. A w tym czasie znaczenie szczególne zyskują te trzy dni, które dziś rozpoczynamy, czyli Rekolekcje. Niezmiernie cieszę się, że mogę te trzy dni przeżyć z Wami. Tak się składa, że nie jest to nasze pierwsze spotkanie, ani drugie, ani trzecie, ale już któreś z kolei – za co oczywiście jestem bardzo wdzięczny Panu naszemu oraz Księdzu Proboszczowi – ale w tych dniach pobyt wśród Was traktuję jako czas bardzo szczególny także dla mnie.
I właśnie u progu tego czasu serdecznie witam Księdza Proboszcza, Księdza Andrzeja i całą Rodzinę Parafialną pod wezwaniem Świętej Elżbiety Węgierskiej w Konstantynowie. Witam Wspólnoty i Grupy formacyjne oraz Osoby, szczególnie zaangażowane w jej funkcjonowanie, dzielnie na co dzień wspierające Duszpasterzy.
Wyruszamy, moi Drodzy, w trzydniową, rekolekcyjną drogę, która będzie takim naszym wspólnym kroczeniem na spotkanie z Jezusem. I pozwólcie, że już dzisiaj, na samym początku, jasno i mocno podkreślę, że Rekolekcje – te, nasze, jak i każde inne – to nie jest jedynie taki czas, w którym to do parafii przybywa jakiś ksiądz, którego proboszcz zaprosił, a który skądś tam przyjechał i teraz dopiero nauczy ludzi, jak mają żyć, teraz dopiero ich wszystkich olśni i zachwyci, zabłyśnie przed nimi elokwencją i wymową, wykształceniem i ogólnym „wychlastem”, zrobi furorę, parafię nawróci i w blasku chwały, zadowolony z siebie, wyjedzie.
Moi Drodzy, nic z tych rzeczy! Podkreślam to bardzo mocno: nic z tych rzeczy! Przynajmniej ja osobiście absolutnie tak nie traktuję żadnych rekolekcji: ani tych, które sam przeżywam, ani – tym bardziej – tych, które prowadzę. Rekolekcje bowiem to – jak sobie wspomnieliśmy – czas wspólnego wędrowania, czas wspólnej drogi, czas wspólnej pracy! Tak, czas wspólnej pracy! Pracy, którą – jako pierwszy – podejmuje Rekolekcjonista, a następnie Duszpasterze Parafii, a następnie: cała Parafia i wszyscy Uczestnicy. I właśnie do takiego przeżywania tych Rekolekcji – i każdych innych – chciałbym Was zaprosić.
Dlatego nie bądźcie, moi Drodzy, zdziwieni, że każdego dnia, w ramach rozważania, zanim przejdę do kilku refleksji na temat Bożego słowa, będzie kilka uwag, dotyczących hasła Rekolekcji oraz myśli na poszczególnie dni. Będę też mówił o innych, ważnych sprawach, dotyczących właśnie tej naszej wspólnej pracy. Może się to będzie komuś wydawało niepotrzebne – bo z takimi uwagami już się spotykałem – ale ja to robię celowo i świadomie, bo bardzo zależy mi na tym, abyśmy wszyscy, naprawdę wszyscy, zaangażowali się w przeżywanie tych Rekolekcji! I to nie tylko tu, w kościele, ale także w naszych domach.
Dlatego już teraz proszę, abyśmy ten czas wspierali naszą modlitwą. Proszę, abyśmy wszyscy intencje tych Rekolekcji dołączyli do naszych codziennych modlitw – tych, które zwyczajowo, codziennie odmawiamy. Bo przecież wiemy doskonale, że każdy z nas ma wypracowany jakiś swój własny styl modlitwy, jakiś swój osobisty sposób kontaktowania się z Bogiem – i ten styl jest najlepszy. To znaczy: najlepszy dla mnie. Bo jest mój.
On wcale nie musi odpowiadać mojemu sąsiadowi, mojemu znajomemu – on będzie miał swój styl, który dla niego będzie najlepszy. Bo będzie jego. Tak, Bóg z każdym z nas układa osobiste relacje. I właśnie w te relacje zechciejmy wpisać intencję naszych Rekolekcji.
Aby jednak zaznaczyć jedność pomiędzy nami, jako członkami tej rekolekcyjnej Wspólnoty, to proszę, abyśmy codziennie odmówili jedną, taką samą modlitwę, którą będę tutaj wskazywał. Obojętnie, o której porze dnia, ale tę jedną modlitwę wszyscy odmawiamy. Ja również! I – uwaga! – odmawiamy ją w domu, nie w kościele, właśnie dlatego, aby w naszych domach także było widać i czuć rekolekcyjną atmosferę. Czyli – przeżywamy Rekolekcje nie tylko w kościele, ale także w naszych domach.
Natomiast tam, w naszych domach, można – i jak najbardziej to polecam – odmówić ją wspólnie z domownikami, albo z sąsiadem lub sąsiadką, zwłaszcza, jeśli są osobami samotnymi. Dzisiaj niech tą modlitwą, która nas zjednoczy, będą dwa dziesiątki Różańca Świętego, tajemnica pierwsza i druga bolesna: Modlitwa Jezusa w Ogrójcu oraz Biczowanie Pana Jezusa. Jutro będą dwa następne, a zakończymy tę cząstkę Różańca Świętego we wtorek. Tak zatem dzisiaj: dwie pierwsze tajemnice bolesne. W jakich zaś intencjach będziemy się modlić?
Chciałbym tu zaproponować takie cztery, stałe intencje rekolekcyjne, które też będę się starał codziennie przypominać:
►o błogosławione i liczne owoce duchowe tego czasu dla nas wszystkich, co wyrazi się podjęciem we wtorek, w ostatnim dniu, konkretnego postanowienia z Rekolekcji, a potem w jego dokładnej realizacji – już od dzisiaj myślmy nad tym, jakie to postanowienie powinno być, a ja więcej powiem o tym właśnie we wtorek;
►za Rekolekcjonistę i Spowiedników – o światło Ducha Świętego i odwagę w jasnym i konkretnym przekazywaniu Bożej prawdy; szczególnie obejmując modlitwą Księży, którzy w tych dniach będą nam służyli w konfesjonałach, a którym już dziś bardzo dziękujemy za tę posługę;
►za tych, którzy mogą w tych Rekolekcjach uczestniczyć, ale z różnych względów nie chcą – często już od wielu lat – aby jak najszybciej zechcieli skorzystać z Bożego zaproszenia;
►i za tych, którzy chociaż bardzo chcą w nich uczestniczyć, to jednak nie mogą – z powodu wieku, stanu zdrowia czy innych, niepokonalnych przeszkód, uniemożliwiających im przybycie do świątyni.
Tych ostatnich szczególnie gorąco pozdrawiamy (przekażcie im te pozdrowienia w Waszych domach!) i prosimy – zwłaszcza Starszych czy Chorych – aby chociaż cząstkę swego cierpienia, swego codziennego krzyża, ofiarowali w intencji tego czasu. Bardzo im za to już teraz dziękujemy. Niech uważają się za pełnoprawnych Uczestników tych Rekolekcji. Niech ten czas będzie i dla nich owocny!
I tak właśnie duchowo uzbrojeni, podejmujemy refleksję nad Bożym słowem. A skoro powiedzieliśmy sobie, że będzie to nasza wspólna droga, wspólne kroczenie na spotkanie z Jezusem, to niech także On sam będzie naszym Przewodnikiem na tej drodze, niech On sam nas poprowadzi. Niech nas poprowadzi swoim Słowem.
Dlatego też nie będziemy sobie dobierali jakichś specjalnych tekstów, które by może lepiej pasowały Rekolekcjoniście, ale wsłuchujemy się dokładnie w to Słowo, które zostało odczytane, a które Kościół przeznaczył na te trzy dni. W ten sposób to Pan sam wskaże nam drogę rekolekcyjnej refleksji.
Aby zaś ta refleksja nie była mówieniem o wszystkim naraz, to określimy sobie jej główną myśl – hasło Rekolekcji, i właśnie ta myśl będzie nam porządkowała to wszystko, co będziemy tu sobie mówili. Proponuję, aby tym hasłem były słowa z dzisiejszego drugiego czytania: TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI, przy czym dzisiaj zastanowimy się nad tym, co to znaczy być światłością, jutro pomyślimy nad tym, co nam pomaga, a co przeszkadza w byciu tą światłością, aby we wtorek porozmyślać nad tym, jak mamy postępować jako dzieci światłości.
Zatem: TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI. Co to znaczy, że jesteśmy światłością w Panu? Wiemy, że najjaśniejszą Światłością, której nie jest w stanie przesłonić żaden mrok, jest sam nasz Pan, Jezus Chrystus. Już pierwsi chrześcijanie nazwali dzień, w którym ich Mistrz zmartwychwstał – dniem Słońca. Było to nawiązanie do rzymskiego kalendarza planetarnego, gdzie każdy dzień miał przypisane sobie jakieś ciało niebieskie – będące jednocześnie bóstwem (oczywiście, takim przez małe „B”). I właśnie dzień, w którym Jezus zmartwychwstał, był poświęcony Słońcu.
Tę korzystną okoliczność chrześcijanie wykorzystali, by owo „Słońce” napisać przez wielkie „S” i widzieć w nim właśnie swego Mistrza, który blaskiem dokonanego Zmartwychwstania rozjaśnił wszelkie ciemności świata, pokonał wszelkie ciemności grzechu. Stąd niedziela – dzień Słońca (mamy tego odbicie chociażby w języku angielskim) jest Dniem Chrystusa, jaśniejącego blaskiem swojej chwały, tak wyraźnie ukazanej w Zmartwychwstaniu. Zresztą, Jezus sam o sobie mówił, że jest światłością świata. I swoich uczniów, świadków, wyznawców, przyjaciół i naśladowców – czyli nas wszystkich – chce tym blaskiem swojej światłości oświecić.
I dlatego dzisiaj – jak słyszeliśmy Ewangelii – otwiera oczy niewidomemu, aby mógł on widzieć światło dnia, światło tego świata, ale aby w tym świetle mógł zobaczyć Tego, który mu te oczy otworzył. Aby mógł Go zobaczyć – nie tylko w sensie fizycznym, ale też tym duchowym, czyli otworzyć na Niego swoje serce, swój umysł, wszystkie swoje dążenia i pragnienia – całego siebie. Po prostu: aby w Niego uwierzył.
Jak się bowiem okazuje – jak o tym mówi wydarzenie, opisane w czytaniu ewangelicznym – nawet ewidentny cud może nie poruszyć zamkniętego serca i skostniałego umysłu. Tak było w przypadku faryzeuszy. Przyznaję, że bardzo lubię wracać do tego fragmentu Ewangelii Świętego Jana, do rozdziału dziewiątego, który dziś usłyszeliśmy. Bo trudno mi się nie uśmiechnąć, kiedy wyobrażam sobie całą sytuację.
Oto Jezus widzi niewidomego od urodzenia. Uczniowie zadają pytanie, które nas może trochę dziwić: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice? Może nas dziwić, skąd takie powiązanie grzechu z niewidzeniem? Tak jednak wówczas pojmowano czyjąś chorobę lub kalectwo – jako skutek jakiegoś grzechu, albo w ogóle grzesznego życia tegoż człowieka, albo kogoś z jego poprzedników: rodziców, dziadków, czy kogoś z bliskich. I oto Jezus mówi, że to nie tak, że nie można w ten sposób pojmować całej sprawy. A wręcz – że to kalectwo jest po to; ta ciemność, w której żył od urodzenia ów człowiek, po to jest, aby jeszcze mocniej zajaśniała Boża chwała.
I już potem wypadki dzieją się bardzo szybko: Jezus uzdrawia niewidomego (pomijamy fakt dość oryginalnego sposobu, w jaki to uczynił), po czym znika, a tu się zaczyna potężne zamieszanie! Faryzeusze w panice, bo widzą ewidentny znak i poruszenie ludzi, ale przecież nie mogli przyznać, że to Boża moc zadziałała przez Jezusa, dlatego urządzili całe dziwaczne dochodzenie, a to dopytując samego uzdrowionego – pytając go o to samo kilka razy – a to aż przywołując jego rodziców, w nadziei, że może oni zaprzeczą wyraźnej sile tego znaku.
Rodzice – prości ludzie, z obawy przed żydowską elitą – zachowali daleko idącą ostrożność, wymawiając się od jasnej odpowiedzi na pytanie, kto dokonał uzdrowienia. W końcu, sam uzdrowiony zdobył się na odwagę powiedzenia w kilku zdaniach, co o tym wszystkim myśli, ale to spowodowało, iż został przez faryzeuszów wyrzucony precz. I właśnie wtedy przyszedł do niego Jezus, który zaprosił go do wiary i do duchowej więzi z Bogiem, a który z kolei faryzeuszom powiedział coś bardzo ważnego i bardzo znamiennego: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: «Widzimy», grzech wasz trwa nadal.
Chodzi o grzech duchowej ślepoty. Ci, którzy uchodzili za światłych i uczonych, za specjalistów od spraw Bożych – w rzeczywistości trwali w wielkim duchowym zaślepieniu. A to, że ich grzech trwał, polegało właśnie na tym, że nie dopuszczali do siebie żadnego światła. Mając z Nim kontakt na co dzień – pozostali tak totalnie zamknięci! Po prostu: ślepi! Duchowo niewidomi. Zamknięci w swoich ciemnościach. Natomiast ten, który od urodzenia żył w ciemności – doświadczył jasności, blasku, prawdziwego światła. I to nie tylko tego naturalnego, światła słońca – pisanego przez małe „S”, ale i tego przez wielkie „S”.
Prorok Samuel, w domu Jessego Betlejemity – jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu – zobaczył kilku dorodnych synów. Jeden po drugim – prezentowali oni przed nim swoje zalety. Ale żadnego z nich nie wybrał Pan. Trzeba było specjalnie zawołać najmłodszego, bo był przy owcach, gdyż jego nawet nie brano pod uwagę, że Prorok Pański może mieć jakąś wieść od Boga dla takiego małego smarkacza. A jednak okazało się, że kiedy ten przybył na wezwanie, Prorok właśnie w nim zobaczył owo Boże światło, ów Boży blask, który miał być pierwszym i najważniejszym atutem królewskiej władzy nad Izraelem, jaką Bóg mu przez Proroka właśnie powierzył.
Na czym polegało owo światło, w jaki sposób jaśniało, że Prorok je zobaczył? Nie wiemy. Usłyszeliśmy tylko, że usłyszał krótkie zdanie ze strony Boga: Wstań i namaść go, to ten. A w drugim dzisiejszym czytaniu Święty Paweł wyraził się tak, iż owocem […] światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Czy właśnie to Prorok Samuel dostrzegł w młodym Dawidzie: prawość, sprawiedliwość i prawdę?…
A czy właśnie to Jezus dostrzega we mnie: prawość, sprawiedliwość i prawdę? Czy widzi we mnie swego przyjaciela, swego wyznawcę, swego ucznia, swego naśladowcę, swego świadka? Czy widzi we mnie po prostu swojego człowieka? Wszak słowo: „chrześcijanin” – to po łacinie: „christianus”. A z kolei „christianus” – to dosłownie: człowiek Chrystusowy, ktoś należący do „ekipy” Chrystusa, ktoś bardzo podobny do Chrystusa, wręcz z Nim tożsamy! To człowiek, w którym blask Chrystusa jaśnieje całą mocą – kto ten blask nosi w sobie i rozjaśnia nim swoje otoczenie. Na czym to jednak polega tak bardzo konkretnie?
Bo brzmi całkiem nieźle, można by wręcz powiedzieć, że poetycko, ale co to konkretnie oznacza, że ktoś żyje w blasku Jezusa Chrystusa, czyli że jest światłością w Panu? To jest z pewnością ten, kto ma czyste serce i spokojne sumienie, jak młody Dawid. To jest ten, kto ma jasne i szczere spojrzenie, jak ów uzdrowiony z dzisiejszej Ewangelii. To jest ten, w którego postawie widać prawość i sprawiedliwość i prawdę – jak o tym pisze Święty Paweł.
Jest to zatem człowiek, który żyje zawsze w stanie łaski uświęcającej, wolny od ciężkiego grzechu, dlatego stale otwierający swe serce na Jezusa, przychodzącego do niego w Komunii Świętej. Jest to człowiek, który jest w stałym kontakcie z Bożym słowem, które stara się w miarę często czytać, rozważać, wyciągać z niego wnioski i odnosić do życia – tak bardzo konkretnie, wiernie i uczciwie. Czyli czynić z tegoż Bożego słowa program swojego codziennego życia, z Dekalogu – kodeks drogowy w swojej pielgrzymce przez życie, a z nauki Ewangelii: światło, oświecające tą drogę.
Dlatego człowiek taki naprawdę poważnie traktuje Pismo Święte, często do niego zagląda, ale też słucha Bożego słowa w liturgii czy za pośrednictwem mediów. I tym Słowem naprawdę żyje – każdym słowem, każdym przykazaniem, każdym Jezusowym wskazaniem, a nie tylko tym, które w danym momencie wydaje się łatwiejsze lub wygodniejsze.
To człowiek, który dlatego jest tą światłością i jaśnieje Jezusowym blaskiem, bo swoje duchowe akumulatory ciągle doładowuje przez Komunię Świętą, ale i na modlitwie. On jest ciągle w kontakcie z Panem, ciągle z Nim „na łączach”. Dlatego też jest otwarty na drugiego człowieka, bo kocha go jak siebie samego i kocha go ze względu na Jezusa, kocha w nim Jezusa. W ten sposób realizuje najważniejsze przykazanie: ewangeliczne przykazanie miłości Boga i bliźniego, a więc to, które nierozerwalnie łączy te dwie miłości: do Boga i do drugiego człowieka – w jedną, szczerą miłość: miłość do człowieka ze względu na Boga i miłość do Boga w drugim człowieku.
A jeżeli tak, to taki człowiek rozsiewa wokół siebie pokój, niesie innym światło! Przy takim człowieku inni czują się bezpieczni, lgną do takiego człowieka, chcą z nim być, czują ciepło jego serca, umacnia się ich radość i nadzieja! Drodzy moi, z pewnością wszyscy, jak tu jesteśmy, możemy łatwo wskazać ludzi, z którymi kontakt jest dla nas takim właśnie duchowym wzmocnieniem, podniesieniem na duchu, odbudowaniem nadziei. Niestety, są i tacy, z którymi zwykła rozmowa, jedno spotkanie – nawet krótkie – tak może człowieka zdołować i odebrać mu entuzjazm, że szkoda w ogóle o tym wspominać.
I właśnie ci drudzy to są ci, którzy epatują ciemnością, pesymizmem, smutkiem, nawet goryczą… No, cóż… To mają w sercu – to więc mogą tylko dać. W przeciwieństwie do nich – ci pierwsi niosą innym pokój i dobro, radość i nadzieję! I to są właśnie ci, o których Apostoł mówi: Teraz jesteście światłością w Panu. Jesteście teraz, bo wcześniej może byliście daleko od Pana. Ale teraz jesteście światłością. Bądźcie nią zawsze!
A żeby tak się mogło stać – żeby sobie w tym konkretnie pomóc – będzie teraz zadana praca domowa. Codziennie będzie takowa zadawana. A dzisiaj proszę o piętnaście minut lektury Pisma Świętego. Proponuję którąś z Ewangelii, albo Dzieje Apostolskie, bo te Księgi – być może – najłatwiej nam będzie od razu zrozumieć. Ale mogą być oczywiście inne fragmenty…
Najlepiej, gdyby to czytanie odbyło się w gronie rodziny, albo w gronie sąsiedzkim. Szczególnie proszę o włączenie w nie osób starszych, albo samotnych, także z sąsiedztwa – takich, którym może być trudno, choćby ze względu na słaby wzrok, samemu czytać.
Proponuję zatem, aby takie spotkanie odbyło się przy wspólnym stole, na przykład po obiedzie lub po kolacji, kiedy to na stole ustawimy świeczkę i kiedy wszyscy wokół się zgromadzą, a wówczas ktoś jeden tę świeczkę zapali, ze słowami: „Światło Chrystusa!”, na co wszyscy odpowiedzą: „Bogu niech będą dzięki!”, po czym krótka modlitwa do Ducha Świętego, następnie wszyscy usiądą i ktoś jeden na głos zacznie czytać. Potem przejmie to ktoś następny – i tak przynajmniej przez piętnaście minut. Potem wszyscy wstaną i odmówią: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu”… Taka domowa liturgia Słowa…
Jeżeli komuś będzie trudno spotkać się z innymi, aby to uczynić, niech sam poczyta. A jeżeli ktoś ma słaby wzrok i nie ma możliwości włączenia się w jakieś wspólne czytanie, to proszę, aby w zamian odmówił Koronkę do Bożego Miłosierdzia. To zadanie na dzisiaj. I – oczywiście, wspomniane na początku – dwa dziesiątki Różańca Świętego.
A teraz – kilka pytań do refleksji. Każdego dnia takimi pytaniami będziemy kończyć. Nie chodzi tu nawet o to, aby na nie dokładnie i szczegółowo odpowiedzieć, bo na to tu nie będzie czasu, ale o to, by mocno wybrzmiały w naszych umysłach i sercach – i byśmy do nich wracali dzisiaj i w kolejnych dniach. We wtorek, na zakończenie rozważania, ostatnim pytaniem będzie wspomniane już na początku pytanie o postanowienie z Rekolekcji.
A teraz – zapytajmy samych siebie:
►Czy zachowuję stały stan łaski uświęcającej?
►Jak wygląda mój kontakt z Bożym słowem: czy je czytam, czy go słucham, czy słucham go uważnie?
►Czy przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, jakiegokolwiek działania – zastanawiam się, co w tej sytuacji zrobiłby Jezus?
►Czy ludzie po spotkaniu ze mną są lepsi i radośniejsi, czy zdołowani i przybici moim narzekaniem i zgorzknieniem?
TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI. Panie, nie pozwól nam nigdy zgasić w sobie Twojego światła!
