Rekolekcje w Konstantynowie – dzień 3

R

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa:

Ksiądz Zbigniew Tonkiel, mój Profesor w Seminarium;

Ksiądz Profesor Zbigniew Janczewski, Recenzent mojego doktoratu;

Ksiądz Zbigniew Nikoniuk, wieloletni Proboszcz Neounickiej Parafii w Kostomłotach, a obecnie posługujący w innej Parafii;

Ksiądz Zbigniew Karwowski, starszy Kolega z Seminarium, Proboszcz jednej z Parafii naszej Diecezji;

Ksiądz Zbigniew Komoszka – młodszy Kolega z Seminarium;

Ksiądz Zbigniew Rozmysł – starszy Kolega z Seminarium;

Zbigniew Chmiel, za moich czasów – Lektor w Parafii Radoryż Kościelny;

Zbigniew Oniszczuk, bardzo życzliwy, głęboko wierzący Człowiek, zawsze służący pomocą w naszym Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego, szczególnie w sprawach ustawienia anten telewizyjnych i w sprawach, związanych z elektryką;

Zbigniew Łęczycki – niezwykle życzliwy i obdarzony wielkim poczuciem humoru i pogodą ducha Pracownik Uniwersytetu w Siedlcach;

Patryk Śliwa, należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Urodziny natomiast przeżywa Agata Witek – także należąca w swoim czasie należeli do jednej ze Wspólnot.

Życzę Świętującym mocy z Nieba. I zapewniam o modlitwie!

ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, skąd zaraz ruszam do Konstantynowa, gdzie dzisiaj zakończymy Rekolekcje. Potem przejadę do Białej Podlaskiej, na krótkie spotkanie z Rodzicami, a potem – odwiedzę Wujka Mirka Oleszczuka i Jego Żonę Anię, którzy chociaż mieszkają w tym samym mieście, z którego pochodzę i w którym mieszkają moi Rodzice, i które odwiedzam dość często, i jako Członkowie Rodziny są mi bardzo bliscy, to jednak są głównie rozmówcami telefonicznymi, niż tymi, z którymi bym się spotykał. Postanowiłem to odmienić – właśnie dzisiaj – i teraz chciałbym spotykać się systematycznie!

Dzisiaj także – szósty dzień NOWENNY SALONOWEJ. Proszę o modlitwę za Szymona Salę – na kilka dni przed podjęciem przez Niego posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej. Wszystkim, którzy w tę modlitwę się włączają – serdecznie dziękuję!

Jednocześnie uspokajam, że choć dzisiaj nie mamy słówka Szymona, bo jest rozważanie rekolekcyjne, to będzie ono już jutro! I wszystko wróci do normy.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan do mnie dzisiaj konkretnie, osobiście mówi? Z jakim przesłaniem zwraca się konkretnie do mnie? Duchu Święty, pomóż je odkryć i przyjąć do serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień 3,

Wtorek 4 Tygodnia Wielkiego Postu,

17 marca 2026., 

do czytań: Ez 47,1–9.12; J 5,1–3a.5–16

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:

Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie anioł z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie do bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza.

Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył tysiąc łokci; był tam już potok, przez który nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka. Potem rzekł do mnie: „Czy widziałeś to, synu człowieczy?” I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki.

Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A on rzekł do mnie: „Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostaną przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione.

A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ ich woda przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy.

W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych.

Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?”

Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”.

Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził.

Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”.

On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu.

Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

I tak oto doszliśmy do trzeciego, ostatniego dnia naszych wielkopostnych Rekolekcji. Czas naszych spotkań minął szybko – wszak to tylko trzy dni. Wierzymy jednak, że owoce naszego wsłuchiwania się w Boże słowo, wyciągania z nich wniosków i przekuwania ich na konkretne postanowienia, a wreszcie także: owoce naszej wspólnej modlitwy – będą trwałe. Nie tylko na trzy dni!

Dzisiaj kończymy nasze spotkania w świątyni, w ramach kolejnych Mszy Świętych, w trakcie których słuchaliśmy i rozważaliśmy Boże słowo, natomiast na pewno nie kończymy pracy nad sobą. Tę – można powiedzieć – zaczynamy! Zaczynamy na nowo, wzmocnieni duchowo! A na zakończenie tego rozważania ukierunkujemy ją także bardzo konkretnymi postanowieniami. To zaś duchowe wzmocnienie wynika stąd, że w naszych osobistych modlitwach uwzględnialiśmy także nasze Rekolekcje, wspominając o nich Bogu w trakcie naszych codziennych pacierzy, Różańców i innych ulubionych modlitw.

Natomiast jako Wspólnota parafialna, Wspólnota rekolekcyjna – jednoczymy się w odmawianiu jednej, takiej samej modlitwy, która ze wszystkich zakątków naszej Parafii, z naszych domów i sąsiedztw, w tych dniach wznosi się do Nieba. Tak, właśnie stamtąd: z miejsc naszego zamieszkania i życia rodzinnego, z miejsc naszego codziennego funkcjonowania, natomiast nie z kościoła, bo zastrzegliśmy sobie, że w kościele i tak dużo odbywa się, gdy idzie o nasze Rekolekcje, a my nie chcielibyśmy, aby ograniczyły się one tylko do kościoła, chcemy więc tę dobrą, rekolekcyjną atmosferę tworzyć także w naszych domach, w naszych sąsiedztwach.

I dlatego właśnie tam odmówiliśmy wczoraj dwa dziesiątki Różańca Świętego, tajemnicę trzecią i czwartą bolesną, a więc Ukoronowania cierniem Jezusa i Droga Krzyżowa. Komu udało się te dziesiątki odmówić?… A komu udało się je odmówić wspólnie, choćby z jedną osobą?…

Serdecznie dziękuję za to modlitewne wsparcie. Dzisiaj idziemy krok dalej i umawiamy się na piątą tajemnicę bolesną: Oddanie przez Jezusa życia na krzyżu, żeby zaś było do pary, to dołączmy jeszcze Litanię Loretańską do Najświętszej Maryi Panny. Właśnie te modlitwy odmówmy w naszych domach, lub gdziekolwiek, ale poza kościołem, natomiast dobrze byłoby odmówić je wspólnie. Jeśli się to nie uda, to indywidualnie. Oby z gorącego serca! Bo jest to bardzo ważne i bardzo potrzebne wsparcie naszego wspólnego dzieła!

Te wszystkie modlitwy – nasze prywatne i tę wspólną – zanosimy do Boga w takich czterech, konkretnych intencjach, które sobie wciąż przypominamy.

Po pierwsze – modlimy się o dobre i trwałe owoce duchowe tego czasu w życiu nas wszystkich: wszystkich bez wyjątku, świeckich i duchownych. I modlimy się o odwagę i mądrość do podjęcia właściwego postanowienia końcowego, co uczynimy za kilka minut, oraz o siłę i zapał do jego realizacji, oraz wytrwałość w tym dziele.

W drugiej intencji ogarniamy sercem i pamięcią wszystkich Rekolekcjonistów i Spowiedników wielkopostnych, tak mocno teraz zapracowanych. Szczególnie gorąco modlimy się za tych Spowiedników, którzy swoją posługę spełniali wczoraj i dzisiaj wśród nas. A przy okazji – bardzo im za tę posługę dziękujemy!

W trzeciej intencji powierzamy Panu naszemu wszystkich tych, którzy chociaż bardzo chcieliby uczestniczyć w naszych spotkaniach, to jednak nie mogą – z powodu choroby, słabości, podeszłego wieku, lub innych okoliczności nie do pokonania.

Wszystkie te Osoby prosimy, aby duchowo łączyły się z nami, aby włączały się w modlitwę, zanoszoną w ich domach w ramach naszych Rekolekcji, a Chorych i Cierpiących prosimy o ofiarowanie w intencji tego czasu i jego owoców chociaż cząstki swoich cierpień – tego swojego krzyża, który codziennie tak wytrwale dźwigają. Już teraz bardzo Im za to dziękujemy, po raz kolejny bardzo Ich serdecznie pozdrawiamy i uznajemy za pełnoprawnych Uczestników naszych Rekolekcji.

I wreszcie, w czwartej intencji polecamy tych, którzy – odwrotnie do poprzednich – mogą tu być z nami, a nie chcą. Pewnie to już kolejne Rekolekcje, na których ich nie było. My jednak, mając wielką nadzieję na to, że wreszcie tu dotrą, modlimy się o to gorąco. O to, że zrozumieją, iż – jak mawiamy – „bez Boga ani do proga”. Oby jak najszybciej sami się o tym przekonali

Drodzy moi, przypominaliśmy sobie codziennie te cztery intencje po to, aby naszą modlitwę właściwie ukierunkować, ale też po to, aby o tych intencjach pamiętać przy okazji wszystkich następnych rekolekcji i także te sprawy Bogu wówczas powierzać.

A właśnie tą modlitwą wzmocnieni, podejmujemy refleksję nad Bożym słowem, odczytywanym w liturgii Mszy Świętej tych dni, czyniąc z tego właśnie Słowa podstawę do naszych refleksji, ale też wyprowadzając ich hasło, ich główną myśl. Jak wszyscy dobrze pamiętamy, tym hasłem są słowa, które usłyszeliśmy w niedzielnym drugim czytaniu: TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI.

I w niedzielę mówiliśmy sobie, że być światłością w Panu – to być człowiekiem w pełni zjednoczonym z Bogiem, pogłębiającym tę więź systematycznym życiem sakramentalnym, intensywną modlitwą i kontaktem z Bożym słowem. Człowiek taki obdarza innych dobrem, jest znakiem radości i nadziei dla świata – ludzie lgną do niego, bo chcą zaczerpnąć z bogactwa jego serca, aby napełnić swoje serca pokojem. I także stać się w ten sposób prawdziwą światłością dla świata.

Z kolei wczoraj rozważaliśmy sobie o tym, co pomaga nam, a co przeszkadza w byciu ową światłością w Panu. I wskazaliśmy sobie na otwartość serca na Boże słowo, na Boże prowadzenie, na Boże propozycje, na Boże niespodzianki. Mówiliśmy sobie o umiejętności – o odwadze – „wychodzenia ze swojej strefy komfortu”. A skoro tak, to przeszkodą i utrudnieniem w tym stawaniu się i byciu światłością w Panu jest serce zamknięte i umysł ciasny, zablokowany na jakiekolwiek prawdy i poglądy – poza swoimi własnymi – i skoncentrowany tylko na sobie samym.

I właśnie dyspozycja serca oraz otwartość lub zamknięcie umysłu – to są te podstawowe, fundamentalne, najważniejsze okoliczności, pomagające lub utrudniające stawanie się prawdziwą światłością w Panu. Wychodząc od tych głównych przyczyn – można, na ich kanwie, wskazać wiele innych, pomniejszych…

I oto dzisiaj zastanowimy się nad drugą częścią naszego hasła: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI! Czyli jak?

W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, sięgnijmy do liturgii Słowa dzisiejszego dnia. Cóż znajdujemy w dzisiejszych czytaniach? Możemy powiedzieć, że dużo w nich… wody. Ale nie w sensie, że dużo „lania wody”, czyli gadania o wszystkim i o niczym, ale mamy dwa konkretne obrazy wody, która niesie życie.

W pierwszym czytaniu widzimy potok – jak słyszymy: coraz głębszy i bardziej rozległy – o którym Anioł, ukazujący się Prorokowi w tajemniczej wizji, tak mówi: Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostaną przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione. A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ ich woda przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo.

Co możemy powiedzieć zatem o tej wypowiedzi? Czy to „lanie wody”? Z pewnością – nie! Bo mamy tu wyliczoną długą listę dobrych skutków tego, iż ten potok tam płynął. Moglibyśmy powiedzieć: długą listę życia, ożywienia wszystkiego, jakie dokonywało się dzięki tej wodzie. Mamy ukazane bardzo konkretne obrazy: wszystko jest uzdrawiane, wody słone stają się zdatne do picia, rosną piękne drzewa o pięknych liściach i przeobfitych, dobrych owocach. Długa lista dobrodziejstw! Długa lista życia! Długa lista konkretów!

Tak, to są konkretne owoce. Prorok to zobaczył. I uświadomił sobie, że to się stało dzięki wodzie, która płynęła spod progu świątyni w kierunku wschodnim. To jest, Drodzy moi, bardzo ważna okoliczność. Bo uświadamia nam ona, że to nie woda sama w sobie cokolwiek ożywia lub uzdrawia. To Bóg sam okazuje swoją moc – posługując się rzeczywiście tym właśnie znakiem wody. Jednak to nie woda – podkreślmy – posiada jakąś moc niezwykłą czy magiczną.

Zresztą, także i dzisiaj potwierdzają to badania, jakim poddawana jest woda, płynąca z tak zwanych „cudownych źródełek”, jak chociażby w Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes, czy w innych. W żadnym z tych przypadków nie stwierdzono, by ta woda różniła się czymkolwiek od zwykłej wody. Ba, nawet nie posiadała jakichś dodatkowych wartości mineralnych czy odżywczych, jak to się zdarza w niektórych rejonach. W przypadku wody, płynącej we wspomnianych Sanktuariach, zwykle nie stwierdza się niczego nadzwyczajnego, dlatego jeżeli dokonują się tam niezwykłe wydarzenia, zwłaszcza uzdrowienia – po spożyciu tej wody, czy obmyciu w niej – to decyduje o tym moc Boga i wiara człowieka.

Gdyby zaś ktoś jeszcze miał co do tego wątpliwości, to niech wsłucha się uważnie w słowa dzisiejszej Ewangelii. Bo mamy tam opisane bardzo znamienne wydarzenie – związane znowu z wodą. Jak się dowiadujemy, w Jerozolimie [znajdowała] się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?” Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”.

Zatem, chociaż wszyscy byli chorzy i słabi, ale jednak niektórzy byli na tyle sprawni, że wchodzili do tej wody wcześniej, a ten biedak za żadnym razem nie dał rady – chociaż próbował. I cóż wtedy uczynił Jezus? Czy to On okazał się tym człowiekiem, który biedaka podprowadził do wody? Słyszymy, że nie. Jezus po prostu powiedział: Wstań, weź swoje łoże i chodź! I chory wstał! Jezus nie potrzebował wody do tego, by dokonać uzdrowienia.

Bo i to poruszenie wody i uzdrowienie, które się wówczas każdorazowo dokonywało, to dzięki mocy Boga i wierze tych ludzi. A Jezus to tylko potwierdził, dając bardzo konkretny znak swojej mocy. Owszem, mógł tam wygłosić długą naukę, wyjaśniająca całą sprawę z różnych stron i pod wieloma aspektami, że to właśnie nie woda, że to Bóg, że trzeba uwierzyć, że nie wolno ulegać jakimś magicznym mrzonkom – i tego typu rzeczy mógł jeszcze opowiadać, gdy tymczasem Jego nauka w tamtym momencie zawarła się w jednym zdaniu: Wstań, weź swoje łoże i chodź!

Owszem, potem jeszcze było ważne dopowiedzenie, ale to już w kontakcie z samym uzdrowionym: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Jednakże w tym pierwszym momencie dany został mocny znak – i to nie tylko ludziom tam zgromadzonym, ale i nam wszystkim, którzy na przestrzeni dwóch tysięcy lat, aż do dzisiaj, odczytujemy ten fragment Janowej Ewangelii. Jezus po prostu przemówił konkretem, nie mnogością słów. Dokonał znaku – a już niech ludzie to sobie interpretują, jak chcą.

Dobrze, gdyby interpretowali po myśli Bożej. Niestety, jak słyszymy, faryzeusze wiernie trwali w swoim absurdzie i zamiast ucieszyć się i zadziwić, że na ich oczach dokonał się kolejny cud, niezwykły znak, to prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat. Ale to już ich problem. Uzdrowiony na pewno bardzo się ucieszył, bo doświadczył mocy Boga. Uzdrawiającej mocy Boga.

I właśnie tu dochodzimy do sedna naszych rozważań, czyli do konkretnej mocy Boga. Jezus – jak wspomnieliśmy sobie – nie przemówił wieloma słowami. Jezus przemówił konkretem. I Bóg w wizji, danej Prorokowi Ezechielowi, przemówił konkretem: tymi właśnie bardzo konkretnymi owocami ożywienia, jakie niosła ze sobą woda.

Jeżeli my dzisiaj, w ostatnim dniu naszych wielkopostnych Rekolekcji, pytamy, jak mamy postępować jako dzieci światłości, to odpowiedź może być tylko jedna i zawrze się ona w jednym słowie: KONKRET. Tak, mamy żyć KONKRETEM. Mamy konkretną naszą postawą, konkretnymi naszymi czynami, potwierdzać naszą wiarę. A jeżeli słowami – bo one też są ważne – czy nawet myślami, to także konkretnymi, prowadzącymi do konkretnych postaw i zachowań, i z takimi właśnie postawami związanymi.

Bo samych słów, nie popartych konkretami, to my mamy aż nadto. Można chyba powiedzieć, że nasze chrześcijaństwo, nasz katolicyzm, nasza wiara – to bardzo często tylko deklaracje, zapewnienia, obietnice, może i dobre postanowienia, ale nie zrealizowane; to także wzruszenia, emocje, uczucia… To już Święty Antoni z Padwy, wiele wieków temu, mówił w jednej ze swoich homilii, że u nas słów to całe mnóstwo, „ale czynów – prawdziwe pustkowie!” I dlatego tak ważnym jest, aby w naszym chrześcijańskim życiu, w naszej postawie, tych czynów nie było „prawdziwe pustkowie”, ale aby właśnie czyny – bardziej niż słowa – świadczyły o nas, świadczyły o Bogu i do Niego przekonywały.

Drodzy moi, jeżeli z całych tych Rekolekcji zostanie nam w pamięci jedno tylko słowo – słowo: KONKRET – które będzie rzutowało na naszą chrześcijańską codzienność, to będziemy mogli uznać te Rekolekcje za naprawdę bardzo udane! Jedno słowo: KONKRET! Czyli – nie słowa, nie zapewnienia i obietnice, nie same tylko deklaracje. A jeżeli wszystkie one – to tylko pod warunkiem, że za nimi natychmiast pójdą czyny! Że z nimi nierozerwalnie będą wiązały się konkretne postawy.

I oto dzisiaj, Drodzy moi, mamy możliwość wykazania się właśnie KONKRETEM. Oto bowiem za chwilę podejmiemy postanowienie z tych Rekolekcji. Postanowienie konkretne. Jakie to może być postanowienie? A jakie nie może być? O jakie postanowienie chodzi?

Przede wszystkim o takie, jakie jest nam osobiście naprawdę potrzebne, jakiego domaga się nasza sytuacja i nasza postawa. Czyli – niekoniecznie będzie to, na przykład, zwyczajowe niejedzenie słodyczy, albo niejedzenie kolacji. To ma być lekarstwo adekwatne do choroby – tak, jak na ból zęba nie zakłada się opaski uciskowej na nogę, tak nasze postanowienie ma dotyczyć tego, co w naszej postawie najbardziej niedomaga.

Ma to być postanowienie odważne – bierzemy się za to, co naprawdę ważne, wręcz najważniejsze i powoduje inne grzechy, chociaż wiadomym będzie, że praca nad tym trochę zaboli i będzie kosztowała, ale to dopiero wówczas będzie praca skuteczna.

Musi to być jednak postanowienie możliwe do zrealizowania. Nasz Ojciec Duchowny w Seminarium powtarzał nam, żebyśmy w ramach naszych postanowień nie próbowali przesuwać Katedry siedleckiej. Dlatego też właśnie planujemy coś wymagającego, ale realnego!

I dlatego bierzemy się za jedną sprawę, a nie pięć naraz. Innych doglądamy, ale bierzemy się za jedną. Możemy to sobie zapisać, natomiast koniecznie musimy zapamiętać, co postanowiliśmy, i ciągle to sobie przypominać. Musimy mieć też świadomość, że może się nie udawać dotrzymanie od razu tego postanowienia – nawet na pewno nie wszystko się uda. Nie załamujemy się jednak i nie rezygnujemy z pracy – stosujmy metodę małych kroków.

Módlmy się o wypełnienie tegoż postanowienia. I wspominajmy o nim na kolejnych Spowiedziach. Pamiętajmy, że jest to zadanie na jakiś dłuższy czas, nie na jeden dzień. I wreszcie pamiętajmy, że jest to w końcu postanowienie przed Bogiem. Dlatego naprawdę trzeba je potraktować poważnie.

Jakie to więc może być postanowienie? Na pewno, nie może to być stwierdzenie: „Będę lepszy!”, albo: „Poprawię się”; albo: „Coś tam w życiu zmienię”. Nie, to musi być coś bardzo konkretnego? Na przykład – co?

A chociażby: codzienna modlitwa, także w ciągu dnia. Albo Msza Święta – ale poza niedzielą, bo niedzielną uznajemy za coś oczywistego. Albo stały stan łaski uświęcającej i stała Komunia Święta. A może punktualność. A może ograniczenie grzechów języka – plotkowania, albo powstrzymanie się od przekleństw. A może codzienny czas dla najbliższych: wspólny obiad, wspólna modlitwa, wspólne czytanie Pisma Świętego – tak, jak to sobie proponowaliśmy w niedzielę, na zasadzie owej „domowej liturgii Słowa”, sprawowanej, powiedzmy, w każdą niedzielę, po obiedzie.

A może dotrzymywanie słowa i składanych obietnic. A może ograniczenie czasu przed telewizorem lub komputerem. A może systematyczne spotykanie z chorymi, samotnymi z naszego otoczenia… A może jeszcze coś innego…

Jako duszpasterz akademicki chciałbym tu także poprosić o większą troskę o Młodzież studiującą w Waszych Rodzinach. To też może być bardzo konkretne postanowienie: dopingowanie takiego Studenta czy Studentki, żeby tam, na tych swoich studiach, nie zapominali o Bogu, o coniedzielnej Mszy Świętej, o Spowiedzi, o modlitwie… A może zechcą włączyć się w duszpasterstwo akademickie, które w różnej formie istnieje przy każdej większej uczelni?…

A może w ogóle należy okazać więcej troski o tych młodych Ludzi, którzy ponieważ są już poza domem, to z wieloma sprawami muszą sobie radzić sami – i w sumie dobrze, bo kiedyś muszą wydorośleć i z życiem się zmierzyć. Ale kiedy przyjadą do domu, na Święta czy na wakacje, muszą doświadczyć miłości, troski i opieki, wyrażonej chociażby w tym, że Rodzice, Rodzeństwo, Dziadkowie, czy inni Członkowie Ich Rodziny zainteresują się ich codziennością, znajdą czas na rozmowę z nimi, wysłuchają ich opowieści, jak tam jest na tych studiach, jak sobie radzą?… A może: jak sobie nie radzą?… Właśnie: KONKRET! I – oczywiście – modlitwa za nich i z nimi…

A skoro mówimy o modlitwie za Studentów i z nimi, to dopowiedzmy jeszcze o modlitwie za wszystkich innych – o tak zwanej modlitwie wstawienniczej. Ileż to razy ktoś prosi nas, byśmy się za niego pomodlili, bo ma takie czy inne problemy, czy jakieś ważne sprawy w swoim życiu. I my często zapewniamy, że się pomodlimy, ale czy tak jest w istocie?… Czy zawsze pamiętamy?… Wiemy, że bywa różnie.

My, księża, na tym się nieraz łapiemy – sam się do tego przyznaję – bo to nas najczęściej, Drodzy moi, prosicie o modlitwę za Was i w Waszych sprawach. Czasami ktoś długo szuka numeru telefonu do mnie – miałem kilka takich sytuacji – aby właśnie mnie poprosić o modlitwę. I ja za każdym razem ochotnie obiecuję, że tak – będę się modlił. I naprawdę staram się pamiętać. Ale nie zawsze się to udaje.

Dlatego opracowałem sobie tak zwaną ZŁOTĄ KSIĘGĘ MODLITWY, czyli w starym zeszycie o brązowych okładkach, spisałem sprawy i osoby, o których nie mogę zapomnieć przed Panem. Oczywiście, to nie Jemu ta lista jest potrzebna, ale mi – żebym z jak największą miłością i troską te konkretne Osoby i te konkretne sprawy, jak najczęściej Mu powierzał. Może warto sobie coś takiego opracować? To też mogłoby być dobrym postanowieniem z tych Rekolekcji…

Z pewnością, propozycji takich można by mnożyć wiele. Zechciejmy zatem teraz wybrać jedną i odpowiedzieć na pytanie:

Jakie będzie moje osobiste, konkretne, długoterminowe – postanowienie z tych Rekolekcji?…

I dzisiejszą pracą domową będzie rozpoczęcie – już dzisiaj – realizacji podjętego postanowienia. A jak się nam udała wczorajsza praca domowa?…

TERAZ JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ W PANU: POSTĘPUJCIE JAK DZIECI ŚWIATŁOŚCI.

Amen!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.