Szczęść Boże! Pozdrawiam Was, Drodzy moi, z Siedlec, gdzie dzisiaj pracuję i modlę się na miejscu: rozwożę Ogłoszenia Duszpasterstwa Akademickiego po Wydziałach i Akademikach, mam też dwa ważne spotkania u mnie – w sprawie funkcjonowania naszego Duszpasterstwa.
Tymczasem zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii! Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo konkretnym przesłaniem do mnie się zwraca? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Poniedziałek 5 Tygodnia Wielkiego Postu,
23 marca 2026.,
do czytań: Dn 13,41–62; J 8,1–11 [w roku A]
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA DANIELA:
Na wygnaniu w Babilonie zgromadzenie Izraela skazało na śmierć Zuzannę, fałszywie oskarżoną przez dwóch starców.
Wtedy Zuzanna zawołała donośnym głosem: „Wiekuisty Boże, który poznajesz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko, zanim się stanie. Ty wiesz, że złożyli fałszywe oskarżenie przeciw mnie. Oto umieram, chociaż nie uczyniłam nic z tego, o co mnie ci złośliwie obwiniają”.
A Pan wysłuchał jej głosu. Gdy ją prowadzono na stracenie, wzbudził Bóg świętego ducha w młodzieńcu imieniem Daniel. Zawołał on donośnym głosem: „Jestem czysty od jej krwi!” Cały zaś lud zwrócił się do niego, mówiąc: „Co oznacza to słowo, które wypowiedziałeś?” On zaś powstawszy wśród nich, powiedział: „Czy tak bardzo jesteście nierozumni, synowie Izraela, że skazujecie córkę izraelską bez dochodzenia i pewności? Wróćcie do sądu, bo ci ją fałszywie obwinili”.
Cały lud powrócił spiesznie. Starcy zaś powiedzieli: „Usiądź tu wśród nas i wyjaśnij nam, bo tobie dał Bóg przywilej starszeństwa!” Daniel powiedział do nich: „Oddzielcie ich, jednego daleko od drugiego, a osądzę ich”.
Gdy zaś zostali oddzieleni od siebie, zawołał jednego z nich i powiedział do niego: „Zestarzałeś się w przewrotności, a teraz wychodzą na jaw twe grzechy, jakie poprzednio popełniłeś, wydając niesprawiedliwe wyroki. Potępiałeś niewinnych i uwalniałeś winnych, chociaż Pan powiedział: «Nie przyczynisz się do śmierci niewinnego i sprawiedliwego». Teraz więc, jeśli ją rzeczywiście widziałeś, powiedz, pod jakim drzewem widziałeś ich obcujących ze sobą?” On zaś powiedział: „Pod lentyszkiem”. Daniel odrzekł: „Dobrze! Skłamałeś na swą własną zgubę. Już bowiem anioł Boży otrzymał od Boga wyrok na ciebie, by cię rozedrzeć na dwoje!”
Odesławszy go rozkazał przyprowadzić drugiego i powiedział do niego: „Potomku kananejski, a nie judzki, piękność sprowadziła cię na bezdroża, a żądza uczyniła twe serce przewrotnym. Tak postępowaliście z córkami izraelskimi, one zaś bojąc się obcowały z wami. Córka judzka jednak nie zgodziła się na waszą nieprawość. Powiedz mi więc teraz, pod jakim drzewem spotkałeś ich obcujących ze sobą?” On zaś powiedział: „Pod dębem”. Wtedy Daniel powiedział do niego: „Dobrze! Skłamałeś i ty na swoją własną zgubę. Czeka bowiem anioł Boży z mieczem w ręku, by rozciąć cię na dwoje, by was wytępić!”
Całe zgromadzenie zawołało głośno i wychwalało Boga, że ocala tych, co pokładają w Nim nadzieję. Zwrócili się następnie przeciw obu starcom, ponieważ Daniel wykazał na podstawie ich własnych słów nieprawdziwość oskarżenia. Postąpiono z nimi według miary zła, wyrządzonego przez nich bliźnim, zabijając ich według prawa Mojżeszowego. W dniu tym ocalono krew niewinną.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał.
Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi.
Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.
Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.
Bardzo szybko ludzie wydali wyrok na jedną i drugą niewiastę – Zuzannę i tę, której imienia nie znamy, a która przyłapana została na cudzołóstwie. W jednym i drugim przypadku wyroki zapadły błyskawicznie i bez jakiegokolwiek dochodzenia.
W pierwszym przypadku oskarżycielami byli dwaj znieprawieni starcy, ale tak zwana „opinia publiczna”, określona w czytaniu jako zgromadzenie Izraela, idąc za tymi oskarżeniami – nawet ich nie sprawdzając – wydała wyrok skazujący. W drugim przypadku, oskarżycielami byli uczeni w Piśmie i faryzeusze, ale też fakty, bo w tym przypadku rzeczywiście doszło do wyraźnego złamania Prawa Bożego, które to przestępstwo – według zapisów Prawa mojżeszowego – miało być ukarane śmiercią.
Można zatem powiedzieć, że wyrok zapadł samoistnie, właściwie chyba wszyscy zebrani go zaakceptowali – przynajmniej w swoich głowach i sercach – nawet jeśli głośno tego nie potwierdzili. Nie było bowiem innej możliwości – Prawo takowej nie dopuszczało. W przypadku Zuzanny sytuacja przedstawiała się diametralnie inaczej, była bowiem ona niewinna, a oskarżenie – totalnie fałszywe, podszyte złośliwością i zemstą, spowodowaną odmową przez prawą dziewczyną obcowania cielesnego z nieprawymi starymi zboczeńcami. Cóż jednak z tego, skoro i tak została skazana na śmierć i nawet już ją na nią prowadzono.
Jednakże nagle i niespodziewanie nastąpił zwrot akcji. Oto bowiem – jak słyszymy – wzbudził Bóg świętego ducha w młodzieńcu imieniem Daniel. Zawołał on donośnym głosem: „Jestem czysty od jej krwi!” Było to zgodne w ówczesną procedurą karną, wedle której przed wykonaniem wyroku herold ogłaszał imię przestępcy, jego zbrodnię i imię oskarżycieli. I właśnie w tym momencie, jeżeli ktoś znał jakiekolwiek okoliczności, mogące wpłynąć na zmianę biegu spraw i uratować skazańca, miał obowiązek je przedstawić, używając przy tym zwyczajowej formuły, wypowiedzianej dziś przez Daniela: Jestem czysty od jej krwi!
Tak, Daniel był czysty od krwi Zuzanny, gdyż zdecydowanie odciął się od oskarżenia, udowadniając jego fałszywość. Mamy informację, że stało się to za sprawą świętego ducha, którego Bóg w tym właśnie momencie wzbudził w Danielu, człowieku młodym, ale – jak się miało okazać – o wiele bardziej mądrym i roztropnym, niż wielu obecnych tam ludzi starszych.
Już nie mówiąc o owych dwóch starcach – oskarżycielach, którzy powinni wykazać się wyjątkową prawością i sprawiedliwością, skoro to do nich należało sprawowanie sądów, tymczasem zostali oni osądzeni przez tegoż młodego człowieka i finalnie to oni zostali skazani na śmierć! I to był wyrok słuszny, bo wina ich została udowodniona ponad wszelką wątpliwość.
Oczywiście, sposób tegoż udowodnienia, cały przebieg procesu, przeprowadzonego przez Daniela, nie kwalifikuje się zapewne do czołówki literatury kryminalnej czy kina akcji, bo tego typu metoda wykazania nieprawdziwości oskarżenia jest wyjątkowo mało wyrafinowana i wciągająca. Ale my tu dzisiaj nie mamy do czynienia z kolejnym odcinkiem „Ojca Mateusza”, a z Bożym słowem, które niesie tę radosną wieść, że Bóg nie pozostawia samymi tych, którzy Mu ufają i którzy w Jego ręce składają swój los.
Niewinna Zuzanna tegoż właśnie dokonała, wyrażając to tymi słowami: Wiekuisty Boże, który poznajesz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko, zanim się stanie. Ty wiesz, że złożyli fałszywe oskarżenie przeciw mnie. Oto umieram, chociaż nie uczyniłam nic z tego, o co mnie ci złośliwie obwiniają. Wypowiedziała tę modlitwę – jak słyszymy – donośnym głosem, wszyscy zebrani zatem musieli ją słyszeć, dlatego nie mieli wątpliwości, iż działania, podjęte przez Dawida, to efekt tej modlitwy. Czyli że to sam Bóg wziął w obronę niewinną, a fałszywie oskarżoną dziewczynę.
Aczkolwiek – podkreślmy to bardzo mocno, bo o tym dowiadujemy się z całości opisu tej historii, jaki mamy w Księdze Daniela, a który nie został zamieszczony w czytaniu – była ona zdecydowana nawet ponieść śmierć, pomimo fałszywego oskarżenia, aby na krok nie odejść od zasad moralnych, którym była wierna. Była więc ona zdecydowana na wszystko i w momencie, w którym wypowiadała te słowa, wcale nie miała pewności, czy Bóg zechce ją wyratować już tu, na ziemi, czy dopiero w Niebie da jej nagrodę. Ona była pewna co do tego, że pozostanie wierną Bogu – nawet za cenę życia. A On sam niech decyduje, co zrobi.
Jak się okazało, już wkrótce została uwolniona od oskarżenia, bo tak chciał Bóg, pokazując w ten sposób po raz kolejny swoją niezaprzeczalną władzę nad światem i nad losem każdego człowieka. Zuzanna, pozostając w swej prawości wierną Bogu, zwyciężyła tę konkretną sytuację i wygrała życie.
Niewiasta z Ewangelii nie była prawa ani czysta – jej grzech, na którym została przyłapana, nie budził niczyich wątpliwości: ani co do faktu, ani co do oceny. Tak się po prostu stało – i ocena tego była tylko jedna. Nie mogła się więc ona raczej spodziewać żadnego ratunku – a już na pewno nie ze strony Boga, skoro Jego prawo tak ewidentnie złamała. Tymczasem – ratunek przyszedł wbrew jej oczekiwaniom, przyszedł ze strony Boga, Syna Bożego, Boga Człowieka – i był to ratunek bardzo skuteczny.
Wszystko dokonało się – jeśli tak można powiedzieć – poza nią: w tym sensie, że nie wypowiedziała ona żadnego słowa w swej obronie (bo niby co miałaby powiedzieć?…) tylko stała i z przerażeniem obserwowała rozwój sytuacji. I w którymś momencie przekonała się, że wbrew wszystkim i wszystkiemu – została uratowana! Tak, nawet wbrew ewidentnym faktom, wbrew temu wszystkiemu, co nawyprawiała. To sam Jezus wyszedł z inicjatywą pomocy. Ona nawet nie zdążyła poprosić. Pewnie nawet nie śmiałaby poprosić, uważając zapewne całą sytuację za rozstrzygniętą z góry. Bo tak to w rzeczywistości wyglądało – zgodnie z zapisami Prawa. Jezus jednak znalazł rozwiązanie.
Podobnie, jak i w sprawie Zuzanny – znalazło się wyjście z sytuacji już praktycznie bez wyjścia. Bo cały tłum wydał wyrok, nieprawi starcy zdawali się triumfować. Za sprawą Bożą jednak sytuacja się odmieniła. Bóg upomniał się o sprawiedliwą dziewczynę. Ale w Ewangelii – upomniał się też i o tę niesprawiedliwą! Sam wyszedł z inicjatywą ratunku kobiety ewidentnie grzesznej. Sam z siebie – dał jej szansę. Do niej należało tylko przyjąć ten dar i – co bardzo ważne – nie zmarnować go! Kobieta usłyszała wyraźnie ze strony Jezusa: I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz. Co było potem? Czy nie zmarnowała ona tej szansy? Nie wiemy. Możemy się tylko domyślać, że takie wydarzenie musiało ją do głębi poruszyć.
Natomiast musimy jeszcze zwrócić uwagę na owych dwóch starców z pierwszego czytania oraz na faryzeuszy i uczonych w Piśmie, opisanych we fragmencie ewangelicznym. Wszyscy oni – to przecież „etatowi” słudzy Boży! „Przedstawiciele Boga” przed swoim ludem. To do nich należało wypowiadać się w imieniu Boga i rozstrzygać, co jest dobre, a co złe. Co zgodne z wolą Bożą, a co niezgodne. Co prawe, a co nieprawe. Cóż, kiedy to oni okazali się tymi nieprawymi. I oni – tacy oficjalnie bliscy Bogu – okazali się tak bardzo od Niego dalekimi, że nawet ewidentna grzesznica okazała się być bliższą!
Bo ona przyjęła Boże zmiłowanie, uświadamiając sobie swój grzech i nie dyskutując z faktami, a po prostu podejmując wezwanie Jezusa do przemiany życia. Tamci natomiast – pomimo wyraźnego ostrzeżenia, symbolizowanego przez owo pisanie Jezusa na piasku, komentowanego powszechnie jako wypisywanie popełnianych przez nich grzechów – w ogóle nic z tym nie zrobili. Nic nie zrobili ze swoją nieprawością. Po prostu odeszli. Całe szczęście, że chociaż na tyle było ich stać, że już nie chcieli rzucać kamieniami w oskarżoną dziewczynę i odeszli.
Ale odeszli tylko fizycznie – od całego tego zamieszania, które wywołali – bo mentalnie pozostali w swojej nieprawości. Odeszli nie tylko z tego miejsca, ale też wewnętrznie – totalnie odeszli od Boga! Jeszcze bardziej, bo i tak byli daleko. Bo oni nie chcieli nic zrobić, by się do Niego zbliżyć. Musieliby jednak wówczas odejść… od samych siebie, od swojej nieprawości, połączonej z przekonaniem o własnej doskonałości. A to nie było w zasięgu ich… możliwości? Nie, taka możliwość jest zawsze. To nie było w zasięgu ich chęci. A w takiej sytuacji – żadna interwencja nie pomoże! Nawet ze strony Boga!
Bo nawet Bóg jest bezsilny wobec złej woli człowieka. Jeżeli natomiast człowiek ukorzy się przed Bogiem i Jemu zaufa, to choćby był na dnie moralnej nędzy i po uszy zanurzony w grzechach – Pan go z nich wyciągnie, postawi do pionu, wyprowadzi na prostą i pokaże kierunek dalszej drogi. Pan wręcz czeka na to, by okazać pomoc. Tylko żeby człowiek jej chciał… Tylko tyle…
