Wewnętrzna walka Proroka

W

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Aleksandra Szeląg, zaangażowana w swoim czasie w działalność młodzieżową w Parafii w Celestynowie. Niech Pan Jej we wszystkim błogosławi! O to się dla Niej modlę.

A ja dzisiaj pozdrawiam z Siedlec, dokąd w miarę sprawnie wyjadę do Białej Podlaskiej, do mojego Domu rodzinnego. A potem planuję przejazd do Lublina – i tam być może włączę się w pomoc przy Rekolekcjach, które od dziś do niedzieli odbywać się będą w Parafii Jana Kantego. Tę sprawę dogadam jeszcze z Proboszczem Parafii, Księdzem Kanonikiem Bogdanem Zagórskim – naszą najdostojniejszą Eminencją. A potem jeszcze – ważna i poważna rozmowa na łączach z Szymonem Salą, Autorem rozważań wtorkowych na naszym forum, wymodlonym przez nas wszystkich Szafarzem Nadzwyczajnych Komunii Świętej (od ostatniej soboty).

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co mówi do mnie Pan – właśnie do mnie?… Duchu Święty, tchnij!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 5 Tygodnia Wielkiego Postu,

27 marca 2026., 

do czytań: Jr 20,10–13; J 10,31–42

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:

Tak, słyszałem oszczerstwo wielu: „Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!” Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: „Może da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim!”

Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na sumienie i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi! Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę.

Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana. Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?”

Odpowiedzieli Mu Żydzi: „Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga”.

Odpowiedział im Jezus: „Czyż nie napisano w waszym Prawie: «Ja rzekłem: Bogami jesteście?» Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: «Bluźnisz», dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”.

I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał.

Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Doprawdy, dramatycznie brzmią słowa dzisiejszego pierwszego czytania. Perykopa, z której zostały wzięte, nosi w Księdze Jeremiasza tytuł: „Wewnętrzna walka Proroka”. I rzeczywiście, możemy całą tę perykopę – jeśli idzie o przekaz, w niej zawarty – podzielić ją na trzy części. Najpierw Prorok oskarża wręcz Boga, że go uwiódł i pociągnął za sobą do pełnienia misji, która go tyle kosztuje – a on, Prorok, «pozwolił się uwieść» – po czym następuje druga część, stanowiąca treść dzisiejszego pierwszego czytania, aby potem, w części trzeciej, pojawiły się wręcz słowa rozpaczy i pragnienia nieistnienia. I w tym właśnie część trzecia przypomina wyznania sprawiedliwego, a tak bardzo doświadczonego Hioba.

Bardzo ciekawie prezentuje się owo przejście z części drugiej do trzeciej. Bo oto ostatni akapit dzisiejszego pierwszego czytania brzmi: Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana. Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców. A następne zdanie, którego tu dziś nie mamy, ale znajdujemy w Księdze Jeremiasza, to: Przeklęty dzień moich narodzin – dzień, w którym urodziła mnie matka niech nie będzie błogosławiony. A i w samym dzisiejszym pierwszym czytaniu widzimy zmianę nastroju, takie swoiste falowanie nastrojów.

Oto bowiem najpierw mamy informację o zmowie przyjaciół i bliskich Proroka przeciwko niemu: Tak, słyszałem oszczerstwo wielu: „Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!” Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: „Może da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim!” Potem Prorok oddaje całe to swoje położenie w ręce Boga, licząc na Jego interwencję, domagając się wręcz pomsty nad przeciwnikami, co w tłumaczeniu Biblii Pierwszego Kościoła brzmi: chciałbym zobaczyć Twą karę, im wymierzoną.

Zaznaczmy, że czy to słowo: «pomsta», czy sformułowanie: «kara im wymierzona» to jest określenie Bożej sprawiedliwości, działającej w konkretnym przypadku i nie mającej nic wspólnego z zemstą, w naszym, czysto ludzkim rozumieniu tego słowa. Bóg nie „odgrywa się” na człowieku, nie mści się na nim, nie chce go unicestwić, pogrążyć, zdołować. Bóg zawsze ratuje człowieka, daje mu szansę, wyciąga do niego rękę. Nawet do tego najbardziej nieprawego!

Nikt w oczach Bożych nie jest przegrany ani stracony – o ile sam się w takiej sytuacji nie postawi. Dlatego Prorok postępuje bardzo mądrze, oddając całą sprawę w ręce Boże, skoro sam sobie z nią nie może poradzić. Bo sam prowadzi rzeczywistą walkę… z samym sobą. Tak, to prawdziwa walka wewnętrzna. Bo choć pojawiają się słowa swoistego oskarżenia pod adresem Boga, to jednak nie oznacza to tak naprawdę walki z Bogiem.

Prorok, przytłoczony cierpieniem, zwraca się po prostu do Boga z wołaniem o pomoc. Jest w tym wołaniu bardzo szczery, bardzo autentyczny i spontaniczny. On nie gra, nie udaje, nie ubiera w słowa tego, co można wyrazić tylko w sposób bardzo prosty i bezpośredni. Może się wydawać, że to jego wołanie momentami jest zbyt ostre, zbyt urągające Bogu. Oczywiście, nie mówimy o dzisiejszym czytaniu, bo w nim takich słów nie znajdujemy, ale w całej w ogóle relacji Jeremiasza do Boga znaleźlibyśmy niejedną taką frazę, która mogłaby nas wprawić w zdumienie.

A to dzisiejsze czytanie to swoiste streszczenie całej tej relacji, przyjmującej kształt wewnętrznej walki: nazwanie po imieniu trudności, oddanie ich Bogu – i wielka ufność wobec Boga, wyrażona takim podniosłym zdaniem, jakim kończy się dzisiejsze pierwsze czytanie. A niekiedy także zdaniem bólu i narzekania, które może nawet pozornie wyrażać co innego, ale tak naprawdę jest również wyrażeniem ufności wobec Boga.

Bo jest szczerym powiedzeniem Bogu tego, co się tak naprawdę przeżywa – bez wygładzania i dobierania bardziej stosownych słów. Przecież Bóg i tak wie, co przeżywamy – po cóż zatem przed Nim cokolwiek udawać? Czyż nie lepiej właśnie postawić na totalną szczerość? A za słowa – takie czy inne – nasz Pan na pewno się nie obrazi, jeżeli tylko będą one płynęły ze szczerego, tak często zbolałego serca.

Jakże taka postawa jest inna od tej, którą pokazali Żydzi, opisani w dzisiejszym czytaniu ewangelicznym. Rzucili się oni na Jezusa z kamieniami, bo za bluźnierstwo uznali Jego słowa, jasno wyrażające prawdę, iż jest On Synem Bożym. A przecież za Jezusowymi słowami stoją bardzo konkretne czyny – bardzo konkretne cuda! Tak, cuda, znaki nadzwyczajne – nazywajmy rzeczy po imieniu! Okazało się jednak, że to nie wystarczyło do tego, by przekonać opornych przeciwników.

Dobitnie świadczy o tym ten oto dialog: Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?” Odpowiedzieli Mu Żydzi: „Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga”. Niestety, dalsze cierpliwe tłumaczenie Jezusa na nic się zdały, bo Żydzi ponownie starali się Go pojmać. Ale Jezus uszedł z ich rąk, bo «godzina Jego jeszcze nie nadeszła». Bo to On, przez cały czas, pozostawał Panem sytuacji.

Natomiast ta Jego władza nie mogła – i nadal nie może – nikogo zmusić do takiego czy innego myślenia. Do dobrego myślenia. Do uwierzenia w Niego. W ostatnim akapicie dzisiejszej Ewangelii słyszymy bardzo pocieszającą informację, iż Jezus powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Wielu prostych, szczerych ludzi, uwierzyło w Jezusa. I im wystarczyło nawet słowo Jana Chrzciciela. Opornym i zawziętym Żydom nie wystarczyły natomiast nawet cudowne znaki, uczynione przez Niego, często na ich oczach! Jeremiasz szedł ze wszystkim, co przeżywał – także z doświadczeniem niejakiego „opuszczenia” przez Boga, dopuszczenia przez Boga na niego trudnych doświadczeń. Ze wszystkim – i „do bólu” szczerze.

Zobaczmy, jak różnie może człowiek reagować na swego Boga. Jak różnie może się do Niego odnosić i zwracać – jak bardzo może Mu zaufać! Albo też – jak bardzo może się na Niego zamknąć! Bo oto jeden odnajduje drogę do Boga w sytuacji, w której wszystko się „na głowę wali” i tego Boga jakby w zasięgu wzroku nie było – a jeżeli jest, to jakby „słabiej” działał – a drugi zamyka się i buntuje pomimo tego, że widzi Boże cuda i otrzymuje Boże dary niemalże na dłoni! Paradoks?…

A w której grupie ja jestem? Jaka jest moja relacja z Jezusem? Jak ją kształtuję? Jak ją dzisiaj będę kształtował?

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.