Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, jednak już na jutro pozwolę sobie przełożyć podsumowanie całego tego czasu Triduum i dnia dzisiejszego, ponieważ za chwilę wyruszam do Parafii w Dąbiu.
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. A oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, jakie indywidualne i konkretne przesłanie kieruje do mnie dzisiaj Pan? Duchu Święty, oświeć!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Poniedziałek w Oktawie Wielkanocy,
6 kwietnia 2026.,
do czytań: Dz 2,14.22–32; Mt 28,8–15
CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
W dniu Pięćdziesiątnicy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił donośnym głosem:
„Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów.
Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim.
Dawid bowiem mówił o Nim: «Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po mojej prawicy, abym się nie zachwiał. Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język, także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani ani nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu. Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim».
Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Zatem jako prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, iż jego potomek zasiądzie na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.
Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Gdy anioł przemówił do niewiast, one pospiesznie oddaliły się od grobu z bojaźnią i wielką radością i biegły oznajmić to Jego uczniom.
A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: „Witajcie”. One zbliżyły się do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”.
Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: „Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu”.
Oni zaś wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.
Jesteśmy w drugim dniu Oktawy Wielkanocy. W naszej polskiej tradycji – to drugi dzień Świąt. W liturgii natomiast – wraz z młodym Kościołem, do którego docierają pierwsze informacje, że Jezus żyje (prawdopodobnie żyje) – staramy się tę nowinę usłyszeć i przyjąć sercem, aby prawdę, którą ona niesie, rozpoznać i zgłębić. I właśnie dzisiejsze czytania bardzo nam w tym pomagają – ze względu na dość ciekawy układ treści w obu tekstach.
Zauważmy, że pierwsze czytanie, zawierające katechezę paschalną Piotra – to już druga taka katecheza, po tej, którą usłyszeliśmy we wczorajszym pierwszym czytaniu – rozpoczyna się aż trzykrotnym wezwaniem, skierowanym przez Piotra do słuchaczy, aby właśnie uważnie słuchali. Padają takie wezwania: Przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. […] Słuchajcie tego, co mówię… Adresatami tego wezwania są – jak słyszymy – mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy oraz: mężowie izraelscy.
To właśnie do nich Piotr kieruje słowa wielkanocnego orędzia – prawdy tak bardzo radosnej, a jednocześnie tak bardzo trudnej do przyjęcia przez mężów izraelskich. Oto bowiem Piotr mówi: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim.
Tego właśnie wszyscy tam zebrani mieli «słuchać uważnie». Czy było to dla nich łatwe do przyjęcia – usłyszeć, iż to oni Jezusa «przybili rękami bezbożnych do krzyża i zabili»? Z pewnością, to był przekaz bardzo trudny. Ale przecież – bardzo prawdziwy! Oczywiście, to nie ci, zebrani tam wtedy wokół Piotra, swoimi własnymi rękami tego dokonali. Stało się to jednak w tym narodzie – to ci ludzie krzyczeli: Ukrzyżuj Go!
Ale Bóg wskrzesił Go – jak dalej słyszymy. Pomimo całej nienawiści ludzkiej, jaka niesamowicie skumulowała się na Jezusie w tamtych dniach – Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci! Z taką nowiną tamtego dnia Piotr przybył do tych, którzy zebrali się w Wieczerniku – i z taką nowiną dzisiaj przychodzi do nas, zebranych w tym parafialnym Wieczerniku, w Dąbiu. I do tamtych swoich słuchaczy – i do nas dzisiaj – mówi: Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami.
Dlatego też i my mamy odnieść do siebie wcześniejsze wezwania Piotra: Przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. […] Słuchajcie tego, co mówię… Jeżeli będziemy słuchać uważnie i przyjmiemy do wiadomości, wtedy dokona się następny etap zgłębiania owej niezwykłej Prawdy – etap, który z kolei wskazany został w dzisiejszej Ewangelii.
Tam bowiem słyszymy słowo: Witajcie!, jakie do niewiast, biegnących od pustego Grobu do Apostołów, wypowiedział sam zmartwychwstały Jezus. Tak, przyjęcie otwartym i gorącym sercem prawdy o Zmartwychwstaniu – prowadzi do spotkania ze Zmartwychwstałym! Właściwie, to dopiero wtedy można mówić o prawdziwym i pełnym przyjęciu tej Prawdy, jeżeli do tego spotkania naprawdę dojdzie. Jeżeli dojdzie do zawiązania prawdziwej wspólnoty, jedności, wręcz intymnej więzi z Jezusem.
Jeżeli Jezus stanie się dla mnie kimś pierwszym i najważniejszym; jeżeli jego obecność w moim sercu – poprzez przyjmowanie Go w Komunii Świętej – stanie się dla mnie czymś codziennym i będzie miało realny wpływ na wszystkie moje myśli, słowa i czyny. I jeżeli taki wpływ będzie miało Jego słowo, słuchane i czytane przeze mnie bardzo uważnie, pobożnie i z miłością – każdego dnia!
Jeżeli Jezus będzie mógł powiedzieć do mnie: «Witaj!» – a ja odpowiem swoim powitaniem, swoim otwartym sercem i jasnym umysłem, gotowym przyjąć prawdę o Nim, o Jego Zmartwychwstaniu.
Niestety, Ewangelia dzisiejsza mówi nam o jeszcze jednej reakcji na tę Prawdę – o nieudolnej próbie jej zafałszowania. Mówimy: „nieudolnej”, bo na dalszą metę nie spowodowała ona całkowitego przekłamania owej Nowiny, ale w tamtym czasie spowodowała jednak pewne zamieszanie.
Ewangelista Mateusz kończy swój dzisiejszy przekaz słowami: I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego. Ów «dzień dzisiejszy» – to oczywiście ten dzień, w którym Mateusz pisał swoją Ewangelię. Ale wiemy dobrze, że dla wielu ludzie ten «dzień dzisiejszy» trwa do dziś! Bo do dziś swoim życiem i postępowaniem przekłamują oni prawdę o Zmartwychwstaniu – zaprzeczają jej po prostu! Negują ją każdym swoim słowem i czynem, każdym swoim złym zamiarem i pragnieniem.
Ponieważ sami tkwią w swoich duchowych grobach, przeto chcieliby, żeby i Jezus nie wychodził ze swego Grobu. Bo to taki potężny wyrzut sumienia, takie poczucie jakiejś przegranej. Stąd właśnie owa karkołomna kombinacja, o której słyszymy dzisiaj, z przekazu Świętego Mateusza, iż niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: „Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu”. Oni zaś wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono.
Mamy tu do czynienia z jeszcze jednym zwrotem, skierowanym do słuchaczy, bo obok Piotrowego: przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. […] Słuchajcie tego, co mówię; obok Jezusowego: Witajcie!, pojawia się faryzejskie: Rozpowiadajcie tak… I tutaj padają owe słowa totalnego i zupełnie bezmyślnego kłamstwa, które sobie zacytowaliśmy – owej „prawdy” na użytek chwili, owej instrukcji, która udzielona została strażnikom, a wzmocniona i „umotywowana” dużą kwotą pieniędzy… Niestety, także w ten sposób można zareagować na wieść tak niezwykłą, wielką i niezaprzeczalną, jaką jest wieść o Zmartwychwstaniu! Także w ten sposób można próbować ją wyciszyć.
Na tym tle bardzo ciekawie brzmi tłumaczenie Biblii Pierwszego Kościoła, zgodnie z którym słowa, skierowane przez żydowskich kłamców do żołnierzy, brzmiały tak: Jeśli to dotrze do namiestnika, my go uspokoimy i wybawimy was z kłopotu. W jeszcze innym tłumaczeniu czytamy: My wyjaśnimy mu to. Jak zatem widzimy – najróżniejsze był i są sposoby fałszowania, ale też uspokajania się nawzajem, wyciszania tego entuzjazmu i tego poruszenia, z jakim wiąże się przyjęcie tak niezwykłej Prawdy. Bo przecież Jezusowe Zmartwychwstanie to jest coś tak niezwykłego i nowego, że nie da się obok tego przejść obojętnie. Jeżeli jednak dzisiaj wielu ludzi usiłuje tak właśnie podchodzić – na zasadzie, że nic się nie stało, to nic takiego, a co mnie to obchodzi, to jakaś baśń z przeszłości – to dlatego, że dali sobie wmówić ów sfałszowany przekaz, o jakim dziś słyszmy: sfałszowany już dwa tysiące lat temu i fałszowany ciągle – przez dzisiejszy świat.
Bo Zmartwychwstanie Jezusa burzy ów błogi, fałszywy spokój, nie pozwala uciszyć sumienia, które ciągle się gdzieś tam odzywa i jednak dopomina się o prawo do głosu. A po co robić sobie takie problemy, jak można sobie żyć swoim dotychczasowym rytmem, tkwić sobie w swoim małym światku, w swoich przyzwyczajeniach i schematach myślenia – także, bardzo często, niestety, w swoich grzechach.
Przyjęcie prawdy o Zmartwychwstaniu burzy ten błogi spokój i każe poustawiać swoje życie zupełnie na nowo, powyrzucać to wszystko, co zagraca nam serce i sumienie, otworzyć okna swego serca na oścież i wpuścić tam świeże, wiosenne powietrze. A przecież nasze doświadczenie życiowe podpowiada nam i pokazuje, jak bardzo trudno jest to nieraz uczynić. Jak się nie chce niczego zmieniać, poruszać, odnawiać. Bo dobrze jest, jak jest – i niech tak zostanie! Dlatego lepiej jest stworzyć sobie jakąś historyjkę na własny użytek, jakąś swoją własną filozofię życia, a nie dopuszczać prawdy o Zmartwychwstaniu. Bo ona taka wymagająca.
Drodzy moi, przed tymi pytaniami nie ucieknie nikt z nas, począwszy ode mnie, księdza: Jak ja reaguję na prawdę o Zmartwychwstaniu? Jak zareagowałem w tym roku? Może jakieś nowe, dobre postanowienie?… Może jakaś zmiana myślenia, postępowania – choćby na jednym odcinku, na jednym obszarze mojej codzienności?…
Za którym wezwaniem pójdę tym razem? Czy za: Przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. […] Słuchajcie tego, co mówię; co ostatecznie doprowadzi mnie do Jezusowego: Witajcie!, czy jednak za faryzejskim: Rozpowiadajcie tak, po którym padają słowa „zmodyfikowanej prawdy” o Jezusie, o Kościele, o wierze?… Za czym pójdę? Której prawdy posłucham, w którą uwierzę: w tę prawdziwą, czy w tę zmodyfikowaną, czyli fałszywą, a więc – za ewidentnym kłamstwem?
Uwierzmy w Zmartwychwstanie! I tę wiarę przekładajmy na codzienność – na tę codzienność, do której powrócimy już jutro, po zakończeniu rodzinnego świętowania…
