Z Jezusem się nie przegrywa!

Z

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Weronika Kowalska, należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.

Imieniny natomiast przeżywa Michał Pieńkowski, także zaangażowany w działalność młodzieżową w tamtym czasie.

Życzę Obojgu ciągłego zwyciężania mocą Jezusa! O tym dzisiaj w rozważaniu. I o to będę się dla Nich modlił!

Dzisiaj także mamy rocznicę ZBRODNI SMOLEŃSKIEJ, jaka miała miejsce szesnaście lat temu. W kontekście tego, co aktualnie dzieje się w naszej Ojczyźnie – a konkretnie: jak Polacy mało rozumieją i mało uczą się z takich wydarzeń – proszę o wielką modlitwę za Polskę! A dokładniej: za Polaków! O odnowę myślenia Polaków. O pogłębienie ich wiary i duchowej, także intelektualnej formacji. O to, by Polacy wreszcie przebudzili się i przepędzili od władzy bandytów!

Co się z nami, Polakami, dzieje? Co z tą naszą – głoszoną i sławioną przez wieki – mądrością narodu? Módlmy się o przebudzenie Polaków! I módlmy się o ludzi sumienia, ludzi wielkich duchem, tak w Kościele, jak i w polityce!

Przypominam, że w dzisiejszy piątek – ponieważ mamy Oktawę Uroczystości Zmartwychwstania – nie obowiązuje nas wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, z mojej „rezydencji” na piątym piętrze – z pięknym widokiem na Lublin – gdzie zamierzam przez cały dzień pracować i modlić się, także przygotowując się do niedzielnej Uroczystości odpustowej w Parafii w Kobylanach, w Dekanacie terespolskim, w naszej Diecezji. Mam przewodniczyć tej Uroczystości i wygłosić homilię. Zapraszam Was do Kobylan – na godzinę 12:00, w Niedzielę Bożego Miłosierdzia.

Dzisiaj natomiast, o 18:00, zamierzam ponownie celebrować Mszę Świętą w Parafii Świętego Jana Kantego, w Lublinie. Jeżeli ktoś chce się ze mną łączyć, to zapraszam:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

I zamierzam zostać w Lublinie do jutra.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie osobiście Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, tchnij!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek w Oktawie Wielkanocy,

10 kwietnia 2026.,

do czytań: Dz 4,1–12; J 21,1–14

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Gdy Piotr i Jan przemawiali do ludu, po uzdrowieniu chromego, podeszli do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze oburzeni, że nauczają lud i głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie. Zatrzymali ich i oddali pod straż aż do następnego dnia, bo już był wieczór. A wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy.

Następnego dnia zebrali się ich przełożeni i starsi, i uczeni w Jerozolimie: arcykapłan Annasz, Kajfasz, Jan, Aleksander i ilu ich było z rodu arcykapłańskiego. Postawili ich w środku i pytali: „Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?”

Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział do nich: „Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych, że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy.

On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się kamieniem węgielnym. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób:

Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”. Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili.

A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus.

A Jezus rzekł do nich: „Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia?”

Odpowiedzieli Mu: „Nie”.

On rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.

Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!” Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę, był bowiem prawie nagi, i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko, tylko około dwustu łokci.

A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: „Chodźcie, posilcie się!” Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: „Kto Ty jesteś?”, bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im, podobnie i rybę.

To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.

Całe mnóstwo przeróżnych skojarzeń nasuwa się po wysłuchaniu pierwszego czytania, z Księgi Dziejów Apostolskich. A tak na marginesie, to zauważmy, że ta Księga będzie nam towarzyszyła przez cały Okres Wielkanocny. Jej fragmenty będziemy słyszeli w ramach pierwszego czytania w poszczególne dni – zarówno świąteczne, jak i powszednie.

Dzisiaj zaś – już na samym początku – warto zauważyć, że fakt uzdrowienia człowieka w krużganku Salomonowym mocno rezonował, skoro i wczoraj, i dzisiaj słyszymy odniesienie do niego. Fakt ten bowiem wywołał różne reakcje – zarówno zebranego tam ludu, jak i żydowskiej elity. Samym Apostołom zaś posłużył do wygłoszenia katechezy paschalnej i wskazanie na moc Boga, który w taki właśnie sposób działa przez swego Syna Jezusa Chrystusa.

Dzisiaj zatem słyszymy o tej negatywnej reakcji na ów fakt, jakim było uwięzienie Piotra i Jana przez wspomnianą elitę religijną narodu. Jak się dowiadujemy, że następnego dnia zebrali się ich przełożeni i starsi, i uczeni w Jerozolimie: arcykapłan Annasz, Kajfasz, Jan, Aleksander i ilu ich było z rodu arcykapłańskiego. Postawili ich w środku i pytali: „Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?”

Trudno nie zauważyć, że żydowska elita podeszła do sprawy bardzo poważnie. Nie potraktowali Apostołów jako zwykłych wichrzycieli porządku, ale jako duże zagrożenie dla porządku religijnego, jaki sami sobie stworzyli i jakiego pilnowali, modyfikując po swojemu starotestamentalny porządek Boży. Dlatego tylu ich pojawiło się tam, aby przesłuchać dwóch skromnych ludzi, nie mających za sobą żadnej zbuntowanej armii, nie posiadających także żadnego wyższego wykształcenia.

Podkreślamy to wykształcenie – a ściślej: jego brak – dlatego, że odpowiedź, jakiej Piotr udzielił na zacytowane przed chwilą pytanie, czyją mocą albo w czyim imieniu dokonali tego, czego dokonali, nie była odpowiedzią zdezorientowanego i przestraszonego człowieka.

I tu kolejne skojarzenie, na które warto zwrócić uwagę: tam przecież dokonał się cud! Ewidentny cud! Prości ludzie nie mieli problemu z interpretacją tego, co się stało. Nawet dzisiaj słyszeliśmy, że wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy. Owszem, tu mowa o reakcji na naukę Apostołów, ale ta nauka – to przecież dalszy ciąg wydarzenia z krużganku Salomona! Zatem, ludzie ci uwierzyli także dlatego, że naukę Apostołów poprzedził tak spektakularny cud. I prości ludzie – żeby to jeszcze raz podkreślić – nie mieli problemu ze zinterpretowaniem tego, co tam się tamtego dnia dokonało.

Co więcej, arcykapłani żydowscy także dobrze to wiedzieli. I może właśnie dlatego, że doskonale znali odpowiedź na pytanie, które postawili, zebrali się tam w takiej liczbie, by jakoś zatamować ten bujny rozwój nie tylko nauki Jezusa Chrystusa, ale też całego Jego dzieła, jakim był rozwijający się Kościół.

Piotr – pod natchnieniem Ducha Świętego, czyli z wykształceniem najwyższym, jakim ktokolwiek kiedykolwiek cieszyć – powiedział z mocą: Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych, że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się kamieniem węgielnym. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

Jak wiemy, ani te, ani inne tego typu wyjaśnienia do żydowskiej elity nie trafiały. Dlatego – choć dzisiaj o tym nie słyszymy – Apostołowie poddawani byli różnego rodzaju karom, jak więzienie, jak chłosty, jak surowe publiczne piętnowanie. Ale ich to nie złamało. Nawet, kiedy na końcu swej życiowej drogi każdy z nich złożył ofiarę ze swego męczeństwa – oni pozostali wierni. A dzięki temu, co głosili i czego dokonywali mocą Jezusa Zmartwychwstałego, do ich wspólnoty dołączały kolejne tysiące ludzi!

Tego nie dało się zatrzymać! Tego entuzjazmu nie dało się zgasić! I nic tu nie mogły zdziałać nawet najbardziej zawzięte i brutalne działania żydowskiej starszyzny. Moc Jezusa jest po prostu większa – i nikomu się z nią równać!

Chociaż początek tej drogi zdawał się na to zupełnie nie wskazywać. Jak bowiem słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, kiedy byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów, wówczas Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”. Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili.

Te słowa Piotra: Idę łowić ryby – powszechnie są interpretowane jako totalna rezygnacja, jako pogodzenie się z tym, że przygoda z Jezusem już się skończyła, nie ma do czego wracać. Jezusa zabili i pochowali, Jego dzieło legło w gruzach, nie ma więc co się dalej łudzić, dalej żyć jakąś iluzją, tylko trzeba „zejść na ziemię” i wziąć się do jakiejś solidnej roboty. Bo w końcu trzeba rodzinę utrzymać, trzeba jakoś ten koniec z końcem związać, a cóż w takiej sytuacji lepiej robić, niż to, co się najlepiej umie robić, czyli łowić ryby.

Tym się od dzieciństwa zajmowali, na tym się znali, z tego się utrzymywali. Owszem, na jakiś czas ten dziwny Nauczyciel oderwał ich do tego fachu i poprowadził inną drogą – o oni Mu nawet uwierzyli, jakoś już zaczęli sobie życie układać „po nowemu”, według Jego propozycji. Ale On przegrał! To jest fakt! Z tym się nie da dyskutować – z tym się trzeba pogodzić i coś ze swoim życiem robić. Bo trzeba jakoś żyć dalej!

Takie myśli – jak się powszechnie uważa – towarzyszyły Piotrowi, kiedy rzekł: Idę łowić ryby. Z pewnością współgrały z nimi myśli pozostałych, obecnych tam Apostołów, kiedy powiedzieli: Idziemy i my z tobą. Tak, bo nie ma po prostu innego wyjścia. Bierzemy swój los, swoje życie, w swoje ręce.

Ale wtedy okazało się, że cała sprawa wygląda diametralnie inaczej, niż się wydawało. Bo oto wypadki przyspieszyły i wszystko dokonało się naprawdę bardzo szybko. A do tego – totalnie zaskakująco. I chyba to połączenie szybkości z zaskoczeniem sprawiło, że Apostołowie zupełnie nie mogli się zorientować, co się w ogóle dzieje!

Bo oto na brzegu stanął KTOŚ, kto po prostu zapytał ich, czy nie mają czegoś do jedzenia. W sumie, to każdy mógł ich o to zapytać. Bo każdy mógł – idąc brzegiem jeziora – zobaczyć wracających rybaków i zapytać, czy nie poczęstowaliby go rybą, którą złowili. I ten KTOŚ o to zapytał. Ale oni nie mieli nic do zaoferowania, bo – jak słyszymy – tej nocy nic nie złowili. A wówczas padły z Jego strony zaskakujące słowa, które na pewno ich zdziwiły, o ile nie oburzyły: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie.

Przecież oni naprawdę znali się na tym, co robili. Jak wspomnieliśmy, oni się tym od dzieciństwa zajmowali. A oto pojawił się jakiś nieznajomy i nie dość, że chce się dosiąść do ich śniadania, którego oni nawet nie mają, to jeszcze poucza ich, jak mają robić to, co już robią i co naprawdę potrafią robić. Oni naprawdę wiedzą, jak się łowi ryby! Tylko akurat tej nocy nic nie złowili.

Jeżeli zatem tej nocy nic nie złowili, to dlaczego teraz mają coś wyłowić? Ale oni jednak spróbowali. I okazało się, że z powodu mnóstwa ryb nie mogli wyciągnąć przepełnionej sieci. A wówczas – olśnienie! Bo powiedział […] do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!” Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę, był bowiem prawie nagi, i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko, tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”.

Właśnie! Serce najbardziej umiłowanego ucznia jako pierwsze rozpoznało rytm serca Mistrza i fakt Jego obecności. Potem i innym oczy się otworzyły. I stanęli przed Nim, a wtedy zobaczyli, że On już zaczął im przygotowywać śniadanie. Bo i ogień rozżarzony, i ryba, i chleb… Pytanie, skąd On to miał, skoro chwilę wcześniej ich pytał, czy czegoś nie mają, a nic nie wskazywało na to, że sam wracał z jakiegoś połowu. A jednak… Pewnie się tego nie dowiemy, ale chyba nie musimy, bo ważniejszym jest wyciągnięcie wniosku z tego gestu.

A tym wnioskiem jest zapewne ta myśl, że to Jezus zawsze jest pierwszy ze swoją łaską, ze swoim zaproszeniem do wiary, z zaproszeniem do współpracy… Wszystko to, co my z siebie dajemy – wszelkie dobro i zaangażowanie – to już jest odpowiedź na Jezusową inicjatywę, pełną miłości. On jest zawsze pierwszy. I to On tak naprawdę wszystko nam daje – wszystko mamy z Jego ręki!

Zauważmy, że tamtego poranka także tak było: Jezus już miał przygotowaną rybę i chleb – i kazał Apostołom tylko dołożyć coś z tego, co ułowili. A przecież to, co ułowili, to także dzięki Jego interwencji, Jego pomocy! Zatem, wszystko mieli od Niego! W tej chwili po raz kolejny się o tym przekonali.

Jak i o tym, że On jednak nie przegrał. I że nic się nie skończyło! Tak naprawdę, to teraz dopiero wszystko się zaczęło. To był początek wszystkiego – nie koniec! Nowy początek ich wspólnej drogi, chociaż już inaczej od teraz przemierzanej, aniżeli dotychczas. Bo On miał być z nimi już w inny sposób. Dzisiejsze pierwsze czytanie pokazuje nam, w jaki.

Jest więc dzisiejsze Boże słowo wielką zachętą dla nas i mocną, przekonującą nauką, że z Jezusem po prostu nigdy się nie przegrywa! Z Jezusem można tylko wygrać! Nawet, jeżeli ileś trudu się włożyło w jakieś dobre i święte dzieło i wydaje się, że nic się nie udało, nic nie wyszło, wszystko się sypie, kolejna porażka – to jednak trzeba się trzymać Jezusa i ani na moment nie można stracić wiary w Niego.

Bo może się okazać – i na pewno się okaże – że to, co wydawało się końcem, będzie początkiem! Jezus bowiem z największej przegranej, jaką można sobie wyobrazić, czyli ze swojej Śmierci – wyprowadził tak wielkie zwycięstwo! Dlatego nigdy nie można się poddać, nie można uznać swojej przegranej ani się z nią pogodzić. Jakże to ważne wskazanie dla mnie, księdza, który ciągle próbuje, ciągle zaczyna od nowa i któremu ciągle wydaje się, że nic nie wychodzi… Jezus to jednak widzi inaczej!

Bo Jezus zwyciężył wtedy – i zwycięża dzisiaj! Zwycięża w swoim Kościele, zwycięża w historii świata. Oby zwyciężał w naszych sercach – i naszym życiu. W naszej codzienności. W naszych życiowych planach i działaniach. Bo to, czy będzie mógł zwyciężyć i zawsze zwyciężać we mnie – to zależy tylko ode mnie.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.