Miłosierdzie – w czynie!

M

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywają Anna i Marek Gugałowie, a więc Prorektor naszej siedleckiej Uczelni i Jego Żona. Życzę Jubilatom codziennego odkrywania piękna życia małżeńskiego, przeżywanego w jedności z Jezusem! Także zapewniam o modlitwie!

A ja dzisiaj – jak rok temu, w Niedzielę Miłosierdzia – przewodniczę Uroczystości odpustowej. Rok temu była to moja rodzinna Parafia Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej, a dzisiaj: Parafia w Kobylanach, w Dekanacie terespolskim, w Diecezji siedleckiej. Serdecznie dziękuję Proboszczowi Parafii, Księdzu Pawłowi Kobiałce – za zaufanie i zaproszenie! Msza Święta rozpocznie się o godzinie 12:00. Poniżej – tekst rozważania, które zamierzam wygłosić. Jeśli ktoś może, to zapraszam!

A o 20:00 – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie. Dzisiaj będę ofiarował ją w bardzo ważnej dla mnie intencji…

Po Mszy Świętej – błyskawiczna narada strategiczna działającej w ramach Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS Wspólnoty o nazwie BANDA «CZARNEGO». Chcemy coś konkretnie, wręcz radykalnie postanowić w sprawie jej przyszłości.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem do mnie się zwraca? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

UROCZYSTOŚĆ ODPUSTOWA,

2 Niedziela Wielkanocna, A,

12 kwietnia 2026., 

do czytań: Dz 2,42–47; 1 P 1,3–9; J 20,19–31

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Bracia trwali w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie.

Bojaźń ogarniała każdego, gdyż apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby.

Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im tych, którzy dostępowali zbawienia.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą do zbawienia, gotowego na to, aby się objawić w czasie ostatecznym.

Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku przez różnorodne doświadczenia. Przez to wartość waszej wiary okaże się wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy choć nie widzieliście Go, miłujecie Go. Teraz wierzycie w Niego, chociaż nie widzieliście. Natomiast wierząc, ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągnięcie cel waszej wiary: zbawienie dusz.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!”.

Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”.

Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!”

Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.

Córko moja, nie ustawaj w głoszeniu Miłosierdzia mojego, ochłodzisz przez to Serce moje, które pała płomieniem litości do grzeszników. Powiedz moim kapłanom, że zatwardziali grzesznicy kruszyć się będą pod ich słowami, kiedy będą mówić o niezgłębionym Miłosierdziu moim; o litości, jaką mam dla nich w sercu swoim. Kapłanom, którzy głosić będą i wysławiać Miłosierdzie moje, dam im moc przedziwną i namaszczę ich słowa; i poruszę serca, do których przemawiać będą.” [1521]

Tak sam Jezus mówił do Siostry Faustyny Kowalskiej, a ona słowa te zapisała w swoim DZIENNICZKU. Ja dzisiaj dziękuję Panu naszemu – Jezusowi Miłosiernemu – a także Księdzu Proboszczowi, że mogę spełnić to wezwanie i mówić o niezgłębionym Miłosierdziu Bożym! I to w dniu tak szczególnym, jak dzień Odpustu, a więc niejako imienin Parafii – dniu tak bardzo dla Parafii ważnym!

Najczcigodniejszy Księże Proboszczu,

Ojcze i Pasterzu tej Parafialnej Rodziny,

Gospodarzu dzisiejszej Uroczystości!

Bracia Kapłani – z Księdzem Dziekanem!

Lektorzy i Ministranci – i wszystkie Wspólnoty,

ożywiające swoją modlitwą i działalnością

parafialną codzienność!

Drodzy Goście, przybyli na dzisiejsze świętowanie

oraz Wy, Kochani Członkowie

Rodziny Parafialnej w Kobylanach!

Niezwykle budująco brzmią słowa dzisiejszego pierwszego czytania, z Księgi Dziejów Apostolskich: Bracia trwali w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Treść dzisiejszego pierwszego czytania to tak zwane summarium, których w całej Księdze jest kilka, a które stanowią takież właśnie podsumowanie działalności młodego, bujnie rozwijającego się Kościoła. Z każdego takiego summarium bije ogromny entuzjazm, zapał, energia i – powiedzielibyśmy – świadectwo gigantycznej skuteczności działań apostolskich!

W każdym z nich, Autor biblijny – wychodząc od konkretnych, jednostkowych wydarzeń – daje ogólne spojrzenie na działalność młodego Kościoła, jest to za każdym razem spojrzenie bardzo pozytywne, radosne i entuzjastyczne. Tak jest i w tym dzisiejszym – i to począwszy od pierwszego zdania.

Zobaczmy, ile treści się w nim zawiera. Właściwie to jedno zdanie mogłoby stanowić kanwę całej, długiej homilii! Każde słowo niesie tam ważną treść! Grupa wierzących, określająca się mianem «braci» (w domyśle: także i sióstr), trwa w nauce i we wspólnocie. Owo «trwanie» jest tu bardzo ważne. Oni «trwali»w każdym znaczeniu tego słowa.

A jeżeli mówi się, że najbardziej rzetelnym egzaminatorem z wiary i z miłości jest codzienność – a precyzyjnie: trwanie w codzienności – to członkowie młodego Kościoła świetnie ten egzamin zdawali. Bo nie tylko jednorazowo, w przypływie emocji, wyrażali swoją wiarę, ale w niej «trwali». Na co dzień. W najróżniejszych okolicznościach. A w czym konkretnie trwali?

Słyszymy: we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Określeniem: «łamanie chleba» nazywano wówczas Mszę Świętą. Ale wcześniej słyszymy, że trwali we wspólnocie. Co to oznacza? Czy tylko to, że byli ze sobą razem? To też. Ale na pewno nie tylko. Bo oni na pewno nie siedzieli sobie razem, nie wpatrywali się w siebie, rozmawiając o dyrdymałach. Wspólnota ducha bowiem, którą oni wówczas stanowili, to – jak uczy Ksiądz Biskup Henryk Tomasik – nie tyle: „patrzeć na siebie nawzajem”, co: „patrzeć razem w jednym kierunku”. W kierunku Jezusa! I oni taką wspólnotę tworzyli, w takiej wspólnocie trwali. A jeżeli w takiej, to z pewnością nie mogła być to wspólnota bezczynna! Wprost przeciwnie!

Oni w tej wspólnocie byli naprawdę bardzo aktywni. Tak nas o tym informuje Święty Łukasz, Autor Księgi Dziejów Apostolskich: Bojaźń ogarniała każdego, gdyż apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im tych, którzy dostępowali zbawienia.

Spróbujmy sobie wyobrazić taką właśnie wspólnotę! Zobaczmy oczyma serca ich aktywność! Tam się ciągle coś działo! Oni ciągle wychodzili do ludzi, głosząc Dobrą Nowinę, zwołując ludzi na «łamanie chleba», czyniąc przy tym wiele znaków i cudów. Oczywiście, że nie czynili ich swoją mocą, tylko mocą Jezusa. Ale skoro tak, to znaczyło, że naprawdę podjęli z Jezusem bardzo intensywną współpracę. Pozwolili Jezusowi działać w sobie i przez siebie.

Drodzy moi, czy to jest przypadek, że właśnie dzisiaj, w Drugą Niedzielę Wielkanocy, będącą z woli samego Jezusa „Miłosierdzia świętem” – jak czytamy w DZIENNICZKU Siostry Faustyny – otrzymujemy takie właśnie czytanie? Właśnie takie, które pokazuje nam młody Kościół w pełnej aktywności, w twórczym działaniu, w intensywnej i ofiarnej współpracy pierwszych chrześcijan z Jezusem, ich Mistrzem?

To prawda, że Jego już tam fizycznie nie było, nie chodził pomiędzy nimi, nie słyszeli Jego głosu – tak, jak słyszeli przez trzy lata Jego publicznej działalności. Ale czyż ta Jego obecność i zasięg działania nie były większe właśnie wtedy, po Wniebowstąpieniu, kiedy przez swego Ducha tak aktywnie włączał się w życie swego Kościoła? Świetnie to zrozumieli i odczytali Jego uczniowie – i dlatego weszli w aktywną współpracę ze swoim Mistrzem. I dlatego słyszymy, że dokonywały się przez ich ręce «znaki i cuda».

Takie właśnie świadectwo otrzymujemy dzisiaj, w Bożym słowie, kiedy przeżywamy Uroczystość odpustową w naszej Parafii, pochylając się nad tajemnicą Bożego Miłosierdzia. Czy to przypadek? Na pewno nie.

Podobnie, jak nie jest żadnym przypadkiem fakt, iż w jednym ze swoich pouczeń, skierowanych do Siostry Faustyny i skrzętnie przez nią zapisanych w DZIENNICZKU, Jezus powiedział wyraźnie: „Córko moja, jeżeli przez ciebie żądam od ludzi czci dla mojego Miłosierdzia, to ty powinnaś się pierwsza odznaczać tą ufnością w Miłosierdzie moje. Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn; drugi – słowo; trzeci – modlitwa. W tych trzech stopniach zawiera się pełnia Miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku Mnie. W ten sposób dusza wysławia i oddaje cześć Miłosierdziu mojemu.” [742]

Jest to ostatnia z pięciu form kultu Bożego Miłosierdzia, na jakie – według Księdza Profesora Ignacego Różyckiego – wskazuje DZIENNICZEK Siostry Faustyny. Inne formy są nam dobrze znane: Święto Bożego Miłosierdzia, które dziś przeżywamy; Obraz Jezusa Miłosiernego, Godzina Miłosierdzia i Koronka do Bożego Miłosierdzia. Wszystkie je znamy i praktykujemy – to sprawa oczywista. A chyba nie zawsze wymieniamy tę piątą formę, którą wyodrębnił właśnie Ksiądz Profesor Różycki, opatrując ją odpowiednimi cytatami z DZIENNICZKA – jak chociażby ten zacytowany przed chwilą, czy też ten, zacytowany na samym początku.

Szerzenie czci Miłosierdzia Bożego! A zatem – moglibyśmy powiedzieć – miłosierdzie w czynie. Miłosierdzie aktywne. Miłosierdzie pracowite. A – co się z tym wiąże – miłosierdzie odważne. Bo żeby podjąć określone działania, związane z szerzeniem czci Bożego Miłosierdzia i praktykowaniem naszego, ludzkiego miłosierdzia, trzeba w dzisiejszym świecie wielkiej odwagi. Ale – czy tylko w dzisiejszym świecie?…

Czy nie potrzeba jej było od zawsze, od samego początku – już od tego pamiętnego pierwszego dnia, opisanego w dzisiejszej Ewangelii, jak i później, ósmego dnia? Ewangelista Jan relacjonuje nam, że wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia – tam, gdzie przebywali uczniowie – drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”.

Spróbujmy sobie wyobrazićgrupkę przestraszonych ludzi, zamkniętych szczelnie w Wieczerniku, reagujących – tak się można domyślać – ogromnym strachem, wręcz paniką, na jakiekolwiek pukanie do drzwi… Dlatego Jezus nie pukał, tylko po prostu stanął wśród nich – mimo drzwi zamkniętych. Już ich dodatkowo nie stresował. I tak byli wystarczająco zestresowani. Chociaż bardzo ucieszyli się z tego spotkania.

Wszyscy – ale nie Tomasz. Bo jego tamtego dnia nie było z nimi, dlatego kiedy uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!”, […] on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.

Dlatego Jezus pofatygował się drugi raz, po ośmiu dniach, żeby już wszelkie wątpliwości rozwiać. Zaznaczmy: wątpliwości Tomasza – ale na pewno nie tylko jego. Bo możemy być pewni, że podobnie, jak Tomasz, myślała tam większość obecnych, o ile nie wszyscy. Oni widzieli Jezusa, rozmawiali z Nim, ale na pewno nie docierało od nich – przynajmniej wtedy – co się w ogóle stało! Tomasz – jako jedyny – odważył się to powiedzieć.

A Jezus docenił tę odwagę swego ucznia – osobiście zawsze upieram się, że nie: „niewiernego”, a: „dociekliwego” Tomasza – i pokazał mu swoje rany. I pozwolił ich dotknąć, aby się przekonał, że one są prawdziwe, i że On sam jest prawdziwy, z krwi i kości, w swoim ciele, chociaż innym, niż wcześniej, bo uwielbionym. Ale jednak był tam z nimi, o czym Tomasz się już przekonał – i zaświadczył, wypowiadając przepiękne słowa: Pan mój i Bóg mój.

Dzisiaj możemy powiedzieć, że bardzo potrzebne były te jego słowa, podobnie jak bardzo potrzebne było całe to wydarzenie – potrzebne wszystkim zebranym w Wieczerniku, ale i nam wszystkim, którzy od dwóch tysięcy lat, dzięki relacji Janowej Ewangelii, słyszymy opis tego wyjątkowego wydarzenia. Tamtego ósmego dnia dokonało się naprawdę bardzo dużo. Co prawda, nie aż tyle, ile dokonało się w dniu Zesłania Ducha Świętego, ale Tomasz na pewno już nie miał wątpliwości, jak ma ułożyć swoje dalsze życie.

Wiedział, że teraz przyszedł czas na to, aby swoją postawą, swoją codziennością, potwierdził owo piękne wyznanie wiary, jakie wyraził w słowach: Pan mój i Bóg mój. Stąd też – jak wiemy – przez całe swoje dalsze życie pełnił posługę apostolską, zakończoną aktem męczeńskiej śmierci. Podobnie i inni Apostołowie – poza Janem, który dożył sędziwej starości, ale także do końca życia znosił różne utrapienia, ale też: do końca rzetelnie pracował dla dobra młodego Kościoła. O nich wszystkich mówi dzisiejsze pierwsze czytanie. A nas wszystkich – do takiej postawy zachęca. Do postawy czynnej, aktywnej, pracowitej! Zachęca nas do niej także Siostra Faustyna Kowalska, która pod koniec swego życia tak z serca się modliła, a słowa te zapisała w DZIENNICZKU:

Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o Panie! Niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich.

Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne – bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich, i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny – bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny – bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.

Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków – bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace. Dopomóż mi, aby nogi moje były miłosierne – bym zawsze śpieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim.

Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne – bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich. Nikomu nie odmówię serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się w najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. O własnych cierpieniach będę milczeć. Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój. [] Jezu mój, przemień mnie w siebie, bo Ty wszystko możesz.[163]

Tę modlitwę dzisiaj każda i każdy z nas może uczynić swoją modlitwą! Jeżeli bowiem każdego dnia wypowiadamy prośbę: „Miej miłosierdzie dla nas i całego świata” – to ta prośba wyraża właśnie te pragnienia, wypowiedziane przez Siostrę Faustynę. To znaczy, że jeśli dzisiaj modlimy się o miłosierdzie dla nas i całego świata, to nie modlimy się o jakiś błogostan, o jakieś ciepełko i beztroskę, w której Jezus będzie się do nas wszystkich czule uśmiechał i mówił, że nas kocha, a my będziemy tak sobie czekali z założonymi rękami, aż nam spadnie gwiazdka z nieba, a nasze problemy same się rozwiążą.

Nie! Jeżeli dzisiaj modlimy się o miłosierdzie dla świata, to dokładnie modlimy się o to, aby na tym świecie zapanowały Boże zasady! Aby ten świat powrócił do przykazań DEKALOGU i do zasad Ewangelii. O to się właśnie modlimy – ale nie tylko się modlimy, bo o to się też staramy, pracujemy nad wprowadzeniem tych zasad, ale także: o te zasady się upominamy!

Twardo i odważnie się upominamy, szczerze i z przekonaniem, nie chowając głowy w piasek, nie wycofując się ze strachem, nie spuszczając wzroku z zażenowaniem, tylko patrząc ludziom prosto w oczy, odważnie dopominamy się o pierwsze miejsce dla Jezusa we wszystkich strukturach i przestrzeniach, w jakich codziennie funkcjonujemy, począwszy od naszych rodzin, poprzez relacje sąsiedzkie, poprzez małe i większe społeczności lokalne, poprzez nasze miejsca pracy, nauki i studiowania. Wszędzie tam Jezus ma mieć pierwsze miejsce!

I to jest naszym zadaniem, aby konsekwentnie do tego doprowadzać. Modlić się o to, ale nie tylko się modlić. Zauważmy, że wśród tych trzech sposobów, jakie Jezus sam wskazał Siostrze Faustynie na szerzenie czci Miłosierdzia swojego, a więc: czyn, słowo i modlitwa – to właśnie czyn został wskazany na pierwszym miejscu. Wszystkie te trzy elementy są ważne, bo gdyby nie były, to Jezus by o nich nie mówił. Jednak przy tego typu wyliczeniach naprawdę ważna jest też kolejność – ona też coś mówi. A nam mówi chociażby to, że Jezus dopomina się o dowartościowanie czynu!

Nie umniejszając roli modlitwy – o którą w końcu także sam prosił – czy roli słowa, dopomina się jednak o czyn! O nasze zaangażowanie w budowanie Jego królestwa na ziemi – na tej ziemi, na której żyjemy, na której codziennie funkcjonujemy, w naszym TU I TERAZ. Bo my różne trudne sprawy i okoliczności, jakie dzieją się wokół nas, lubimy kwitować stwierdzeniem: „Teraz takie czasy”. Jakie czasy? A cóż to są, Drodzy moi, owe „czasy”? Skąd się biorą? I kto je czyni takimi złymi? Czyż to nie ludzie sami tworzą – takimi, a nie innymi – czasy, w których żyją?

Bardzo zaintrygowała mnie kiedyś myśl, wyrażona przez pisarza Michaela Hopfa w jednej ze swoich powieści. Otóż pisał on, że „trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą trudne czasy”. I tak w kółko. Tak, ale za każdym razem to jednak ludzie tworzą swoje czasy – być może, w reakcji na to, co stworzyli ich poprzednicy. To my sami tworzymy swoje czasy.

A jakie dzisiaj czasy mamy, to wszyscy dobrze widzimy, słyszymy i na sobie odczuwamy. Czy są to czasy Bożego Miłosierdzia? Oj… chyba nie! Bo martwimy się tym, co dzieje się w naszych domach i rodzinach. Tyle tam kłótni, napięć, nerwów i stresów. Czy minione Święta wyciszyły je choć trochę?… Czy my w naszych rodzinach mówimy do siebie ludzkim głosem – także poza Wigilią Bożego Narodzenia? Czy nie jest tak, że to – podobno! – zwierzęta mówią wtedy ludzkim głosem, a ludzie nie potrafią się na to zdobyć, tylko na siebie warczą i szczerze się nienawidzą?…

A ile napięć jest w miejscach naszej pracy, nauki i studiowania! Pewnie ktoś powie, że tam, gdzie są ludzie, tam są i zgrzyty, napięcia, nieporozumienia. To prawda. Ale czy nie jest tak, że jesteśmy niekiedy w stanie nawet zrezygnować z wyższych zarobków i zmienić pracę na mniej płatną, ale taką, w której da się żyć, a nie taką, do której idzie się jak na ścięcie głowy, a po powrocie do domu na członków rodziny przenosi się wszystkie przeżyte tam frustracje? Czemu tak jest? Czy nie może być normalnie?

Jakie czasy tworzymy my sami, na linii: szef – pracownik; na linii: pracownik – współpracownik; na linii: nauczyciel – uczeń; na linii: profesor – student; i oczywiście, w każdym z tych przypadków, w drugą stronę? Dlaczego z powodu własnych przerośniętych ambicji, swojego „ego”, jakichś osobistych nieprzepracowanych kompleksów – tak wielu funduje codzienne piekło swoim współpracownikom, uczniom, studentom, podwładnym?… Jakie czasy tworzą w ten sposób? Gdzie tam jest miejsce na Boże Miłosierdzie – i na nasze, ludzkie, wzajemne miłosierdzie?

A gdzie jest na nie miejsce w naszej Ojczyźnie? Czy nie jest tak, że my to już chyba tej naszej Polski wręcz nie poznajemy? Arogancja i brutalność władzy przekroczyła już wszystkie normy moralne – także granice prawne! Nie ma takich granic, bo jeżeli orzeczenia – nawet najwyższych trybunałów! – władzy się nie podobają, to je po prostu ignoruje. Oszalała z nienawiści i bezrozumnej żądzy zemsty władza posuwa się do najbardziej ordynarnego kłamstwa i do najbardziej oczywistego absurdu, aby dopiąć swego.

Dlatego brutalnie przejęła mediasiłowo, z fizyczną agresją i wyważaniem drzwi; włamała się do najważniejszych instytucji państwowych, rozwiercając zamki i rozrywając kasy pancerne. Ale też: brutalnie spacyfikowała i zdemolowała dom ciężko chorego człowieka – i to w obiektywach kamer. Na podstawie absurdalnych decyzji, nawet bez wyroku, miesiącami trzymała w więzieniach urzędniczki, solidnie wykonujące swoją pracę – tyle, że za czasów „niewłaściwejwładzy – czy księdza, który zaangażował się w pomoc ludziom pokrzywdzonym.

Na oczach całej Polski i całego świata – także tak zwanej unii europejskiej, tak dzielnie walczącej o demokrację, kiedy rządziła owa „niewłaściwa” władza stosowane były tortury, rodem z czasów stalinowskich. Bo władza robi sobie z Polską, co chce, a swoje bezprawne decyzje egzekwuje tępą siłą – ma w końcu do dyspozycji policję, którą może wysłać do kogo chce i o której chce, a wówczas nie ma znaczenia, kto ma rację, tylko jest w danym momencie silniejszy.

I długo tu jeszcze można mówić o systemowym wygaszaniu państwa, o działaniu wprost na jego szkodę, o niszczeniu gospodarki, służby zdrowia, demoralizacji dzieci i młodzieży w szkołach. Długo można mówić o atakach na Kościół i wartości, które głosi. Długo tu można wyliczać. Ale nie to jest najgorsze, że to wszystko dzieje się w naszej Ojczyźnie – chociaż ten bałagan, chaos i destrukcja naprawdę osiągnęły skalę dotąd niespotykaną w państwie rzekomo demokratycznym.

Najgorsze w tym wszystkim jest to i najbardziej bolesne, że jako Naród patrzymy na to wszystko – i milczymy. Owszem, gdzieś tam w domach, po cichu, szemrzemy i narzekamy, ale ta bezprawna władza cieszy się wciąż tak dużym poparciem, a nasz Naród jest tak bardzo podzielony. Doprawdy, trudno zrozumieć, czym kierują się i co sobie myślą ci, którym nie przeszkadza aż tak jawne i bezczelne łamanie wszelkich praw Boskich i ludzkich?! Co sobie myślą ci, którzy takich ludzi i takie działania popierają? I ci, którzy dla zasady milczą?…

A zaznaczmy, że tu nie mają znaczenia barwy partyjne – naprawdę! Tu chodzi o konkretne działania konkretnych ludzi, których to działań nie można zaakceptować! I nie da się tego, co mówię, skwitować stwierdzeniem, że „ksiądz politykuje na ambonie”. Pamiętajmy, że polityka – według najbardziej szlachetnego, klasycznego rozumienia – to roztropna troska o dobro wspólne. To prawda, że nam kojarzy się ona zupełnie z czymś innym, czyli z bagnem moralnym, w jakie ją przekształca tak wielu obecnych polityków.

Ale to nie zmienia faktu, że troska o dobro wspólne jest obowiązkiem moralnym, z którego politycy będą rozliczeni – jeśli nie przed takim czy innym ludzkim trybunałem, to na pewno – przed Trybunałem Boga! A tam nie da się wsadzić „swojego” sędziego, dać łapówki, albo zignorować wyroku. Tak, z odpowiedzialności za Ojczyznę wszyscy politycy, ale i my wszyscy będziemy sądzeni przez Boga – pamiętajmy o tym! Ci, którzy rządzą – będą sądzeni z tego, jak rządzą.

A wszyscy będziemy sądzeni z tego, w jaki sposób ten obecny czas w naszej Ojczyźnie czynimy czasem Bożego Miłosierdzia! Na ile wprowadzamy w niej porządek Boży! Na ile wszyscy przestrzegamy legalnego prawa i zarządzeń legalnie ustanowionej władzy. Pamiętajmy, że przestrzeganie tych praw idzie tym samym torem, co przestrzeganie przykazań DEKALOGU i zasad ewangelicznych. Bo tu nie ma żadnego rozdziału! Dla człowieka wierzącego troska o Naród i o państwo jest zagadnieniem na wskroś moralnym! Z zaniedbania na tym odcinku trzeba się spowiadać! Z łamania legalnego prawa i zarządzeń legalnej władzy – także!

A jaka jest obecna władza? Taka, jaką sobie Naród wybrał. Taką wybrał – taką ma. Dlatego bardzo ważnym jest, aby kiedy władza tak brutalnie uderza w swoje własne państwo i w swój własny Naród spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem, protestem, jasnym przypomnieniem najbardziej podstawowych zasad! I nie chodzi tu nawet o protesty uliczne czy – tym bardziej – o krew na ulicach i wybijanie szyb w sklepach. My naprawdę mamy bardzo wiele możliwości skutecznego zabrania głosu – chociażby w mediach społecznościowych, ale też w takich zwykłych międzyludzkich rozmowach.

Trzeba po prostu – w spokojnej, ale rzeczowej rozmowie – otwierać ludziom oczy na to, jaka jest prawda. I jakie są zasady. Trzeba przypominać o zasadach i o wartościach – i o tym jakże trafnym i mocnym stwierdzeniu Jana Pawła II, że historia uczy, iż demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitarym”. Znamiennym – i jednocześnie proroczym – wydaje się dakt, iż polski Papież wypowiedział te słowa także w polskim Parlamencie…

Właśnie o tym musimy rozmawiać i to przypominać. To jest naszym zadaniem, Drodzy moi! Roztropna troska o dobro wspólne! O dobro naszej Ojczyzny – tej wielkiej i tych małych, lokalnych… O dobro naszych rodzin. O dobro naszej Parafii.

Właśnie dlatego ja dzisiaj mówię tak, jak mówię, bo mam świadomość odpowiedzialności ciążącej na mnie, jako na duszpasterzu. My, kapłani, szczególnie nie możemy milczeć! I nasi biskupi nie mogą milczeć! Ale i my wszyscy – nie możemy trwożliwie milczeć! Trzeba nazywać rzeczy po imieniu! Trzeba mówić prawdę – także tę najtrudniejszą! Nie wolno się od tego uchylać! Jeśli taka konieczność – to także ostro i odważnie piętnować zło i kłamstwo, a dopominać się o dobro i prawdę! Kształtować postawy zgodne z DEKALOGIEM i nauką Ewangelii – kształtować je przede wszystkim przykładem własnej postawy, ale też i odważnym słowem.

I trzeba się modlić – bardzo się modlić! – o Miłosierdzie Boże dla nas! I dla naszej Ojczyzny! I dla naszej Parafii! I dla całego świata! I my się dzisiaj tutaj szczerze o to modlimy. A kiedy wrócimy do naszej codzienności, to z większym jeszcze zapałem będziemy tworzyć dobre czasy – czasy Bożego i ludzkiego miłosierdzia – na każdym odcinku naszego życiowego zaangażowania.

To jest najwyższą potrzebą obecnego czasu! To jest naszym zadaniem na dzisiaj! Amen

1 komentarz

  • Misericordias Domini in aeternum cantabo!
    Jesu, confido in Te! (por. Psal. 25 (24):2)
    Mater Misericordiae, ora pro nobis! (wezwanie dodane do Litanii Loretańskiej przez papieża Franciszka)

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.