A oto pierwszy piątek miesiąca!

A

Szczęść Boże! Dzisiaj jakby odbiegamy na chwilę od tematyki adwentowej, chociaż tak naprawdę – nie do końca. Mamy dziś wspomnienie Świętego Misjonarza, Franciszka Ksawerego i mamy pierwszy piątek miesiąca, więc treści z tym związane wychodzą niejako na plan pierwszy. Ale i one doskonale komponują się z tematyką Adwentu, bo to właśnie ten czas jest czasem refleksji nad kierunkiem naszego życia i okazją do zapytania o naszego ducha misyjnego. Tak więc, pozostajemy w atmosferze adwentowej, tylko dzisiaj ubogacamy ją o niesamowite świadectwo Franciszka Ksawerego i o temat pierwszopiątkowej przemiany serca. Zapraszam do refleksji, a jednocześnie dziękuję za odwiedziny na stronie, dzisiaj poodpisuję na wszystkie głosy publiczne i prywatne, a ze swej strony zapewniam Was, Kochani, o mojej codziennej modlitwie za Was samych i w Waszych sprawach. Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wspomnienie Świętego Franciszka Ksawerego,
do czytań z tomu VI Lekcjonarza:  1 Kor 9,16–19.22–23;  Mk 16,15–20
Bardzo ciekawe i jednoznaczne stanowisko zawarł w swoim Liście do Koryntian, w pierwszym czytaniu, Paweł Apostoł: Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii. […] Nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich. […] Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Bardzo ciekawe stwierdzenia: głoszę Słowo Boże, bo to jest moim najzwyklejszym zadaniem, a nie dlatego, że robię komuś wielką łaskę. Doskonałym komentarzem do tych słów Apostoła Narodów stało się życie dzisiejszego Patrona, Świętego Franciszka Ksawerego.
Urodził się 7 kwietnia 1506 roku, na zamku Xavier w kraju Basków, w Hiszpanii. W 1525 r. podjął studia teologiczne w Paryżu. Uzyskawszy stopień magistra, wykładał w kolegium. W 1529 r. zapoznał się ze św. Ignacym Loyolą, z którym razem założyli Zakon Jezuitów,zatwierdzony przez Papieża Pawła III w dniu 27 września 1540 roku. Wcześniej, bo w 1534 roku, Franciszek złożył śluby zakonne, a 24 czerwca 1537 roku, w wieku 31 lat, przyjął w Rzymie święcenia kapłańskie. Po ich przyjęciu, przez rok Franciszek apostołował w Bolonii, a potem powrócił do Rzymu, gdzie wraz z towarzyszami oddał się pracy duszpasterskiej oraz charytatywnej.
I to właśnie w tym czasie zaczęły napływać do Świętego Ignacego naglące petycje od króla Portugalii, żeby wysłał do niedawno odkrytych Indii swoich kapłanów. Ignacy wybrał grupę zakonników, do której także zgłosił się Franciszek Ksawery. Jednak w oczekiwaniu na podróż cały czas poświęcał się on posłudze więźniom i chorym oraz głoszeniu Słowa Bożego.
7 kwietnia 1541 roku, wyruszył na misje do Indii. Po długiej i bardzo uciążliwej podróży, w warunkach nader prymitywnych, wśród niebezpieczeństw przybył do Mozambiku w Afryce, gdzie trzeba było czekać na pomyślny wiatr, bowiem żaglowiec nie mógł dalej ruszyć. Franciszek wykorzystał czas, by oddać się posłudze chorym. Natomiast w trakcie całej długiej podróży pełnił obowiązki kapelana statku. Trudy podróży i zabójczy klimat spowodowały, że Franciszek zapadł na śmiertelną chorobę, z której jednak cudem został szczęśliwie uleczony.
Wreszcie po 13 miesiącach podróży, 6 maja 1542 roku, przybył do Indii. I od razu zabrał się energicznie do wygłaszania kazań, katechizacji dzieci i dorosłych, spowiadał, odwiedzał ubogich. Po pięciu latach, Franciszek zdecydował się na podróż do Japonii. Udał się tam jednak dopiero po kolejnych dwóch latach i pozyskał dla wiary około tysiąca osób. Po czym zostawił przy nich dwóch kapłanów dla rozwijania dalszej pracy, a sam – w 1551 roku – powrócił do Indii.
Tu uporządkował prawy diecezji i parafii. Utworzył nową prowincję zakonną, założył nowicjat zakonu i dom studiów. I postanowił udać się do Chin. Było to okupione wieloma przeciwnościami i trudami, bowiem Chińczycy byli wówczas wrogo nastawieni do Europejczyków. Być może cały ten wysiłek spowodował, iż Franciszek utrudzony podróżą i zabójczym klimatem rozchorował się na wyspie Sancian i w nocy z 2 na 3 grudnia 1552 roku zmarł, mając zaledwie czterdzieści sześć lat.Błogosławionym ogłosił go Papież Paweł V w 1619 roku, a już w trzy lata później Papież Grzegorz XV kanonizował Franciszka Ksawerego.
Spośród wielu pism Świętego, pozostały jego listy. Są one najpiękniejszym poematem życia wewnętrznego, żaru apostolskiego oraz bezwzględnego oddania sprawie Bożej i zbawienia dusz.
W jednym z nich, adresowanym do Świętego Ignacego Loyoli, tak pisał: „Odwiedziliśmy wsie zamieszkałe przez chrześcijan, którzy parę lat temu przyjęli wiarę. Nie ma tu Portugalczyków, ponieważ ziemia jest jałowa i nieurodzajna. Miejscowi chrześcijanie z powodu braku kapłanów wiedzą tylko to, że zostali ochrzczeni. Nie ma tu kapłana, który by odprawiał dla nich Mszę Świętą, ani też nikogo, kto by ich uczył pacierza oraz przykazań Bożych.
Odkąd więc tu jestem, nie przestaję chrzcić dzieci. Tak więcoczyściłem ogromną liczbę dzieci, o których można powiedzieć, że nie rozróżniają między swoją prawicą a lewicą. Te dzieci nie dają mi spokoju ani czasu na odmówienie Brewiarza, jedzenie czy spanie, zanim nie nauczę ich jakiejś modlitwy. Tu zaczynam rozumieć, że do takich należy królestwo Boże.
Byłoby to z mej strony brakiem wiary, gdybym nie zadośćuczynił tak pobożnym pragnieniom. Dlatego nauczywszy ich wyznawać Boga w Trójcy Jedynego, wyjaśniłem im Skład Apostolski oraz Ojcze nasz iZdrowaś Maryja. Zauważyłem, że te dzieci są bardzo pojętne i niewątpliwie stałyby się dobrymi chrześcijanami, gdyby je tylko zaznajomić dokładniej z nauką naszej wiary.
W tych krajach bardzo wielu nie jest chrześcijanami tylko dlatego, że nie ma nikogo, kto by wśród nich apostołował. Często wspominam, jak to dawniej, na uczelniach europejskich, a szczególnie na Sorbonie, wyszedłszy z siebie krzyczałem do tych, którzy mają więcej wiedzy niż miłości i nawoływałem icht ymi słowami: „O jak wiele dusz z waszej winy traci niebo i pogrąża się w otchłań piekła!”
Obyż to oni tak się przykładali do apostolstwa, jak pilni są do nauki, by mogli zdać Bogu rachunek z powierzonych im talentów wiedzy. O gdybyż ta myśl mogła ich poruszyć! Oby odbyli ćwiczenia duchowne i zechcieli posłuchać tego, co by im Pan powiedział w głębi ich serca, i porzuciliby swoje pożądania i sprawy ziemskie. Byliby wtedy gotowi na wezwanie Pańskie i wołali do Niego: Oto jestem, co mam czynić, Panie? Poślij mnie, dokąd zechcesz, nawet i do Indii.
Kochani, jak słyszeliśmy dziś w Ewangelii – Jezus posyłając Apostołów, powiedział im: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelięwszelkiemu stworzeniu. Czyż nie to właśnie czynił dzisiejszy Patron? Czyż nie na cały znany sobie wówczas świat głosił Słowo Boże?
Kiedy śledzimy jego bujny życiorys i słuchamy fragmentu listu, skierowanego do Świętego Ignacego Loyoli, to wyłania nam się przed oczami obraz Apostoła pełnego niesamowitego entuzjazmu, niespotykanej energii życiowej, misyjnego zapału, ogromnej pracowitości i ducha służby. To dlatego tak wielu ludziom wskazał on drogę do Chrystusa, bo w każdej chwili jego niespokojny duch poszukiwał sposobów głoszenia Bożego Słowa oraz ludzi, którzy jeszcze o Bogu nie słyszeli, a mogliby usłyszeć.
Może zatem tegoroczny Adwent będzie i dla mnie okazją do refleksji, jak dużo entuzjazmu jest w mojej wierze, w moim chrześcijaństwie i ile jest we mnie zapału misyjnego?
I to właśnie w tym kontekście warto postawić sobie pytania:
  • Czy zawsze pamiętam, że nakaz misyjny Chrystusa odnosi się także do mnie?
  • Jak go konkretnie realizuję?
  • Czy moja wiara jest pełna entuzjazmu, czy smutna, wymuszona, „sformalizowana”…?
Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony!

1 komentarz

  • Szczęść Boże księże Jacku. Po przeczytaniu rozważań na temat działalności misyjnej św. Franciszka Ksawerego, zakiełkowała myśl w mojej głowie, że ja również mogę prowadzić współczesne misje. Już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad próbą pomocy listownej jakiemuś więźniowi. Muszę tylko zabrać się do realizacji tego pomysłu. Jak ksiądz sądzi, czy taka forma współpracy z Panem Bogiem ma szansę zadziałania? Życzę miłego i cieplutkiego dnia.
    Wierna parafianka Mirka.

    ~Mirka, 2010-12-03 09:14

    Co do pytania, czy Pani inicjatywa ma szansę powodzenia, to – powiem szczerze – nie wiem, jak to mogłoby wyglądać od strony organizacyjnej. Chodzi o swobodę przepływu korespondencji, jej częstość – itp. Ale co do samej idei, to jestem pod wrażeniem! Wspaniały pomysł! Ci ludzie naprawdę potrzebują wsparcia. I motywów nadziei! Dlatego Pani pomysł jest po prostu trafiony w dziesiątkę! Oby tylko nie zabrakło cierpliwości i szczerej chęci pomocy. Proszę tylko w ewentualnym kontakcie pamiętać, żeby nie usprawiedliwiać, nie uniewinniać "na siłę" więźnia, ale żeby mu pokazać drogę odwrotu z sytuacji, w której się znalazł. Przy pełnym uznaniu winy, którą popełnił, ma uwierzyć, że Bóg go kocha i ma dla niego propozycję nowej szansy na życie. Raz jeszcze gratuluję fantastycznego pomysłu! Szczęść Boże!

    ~Ks. Jacek, 2010-12-07 00:51

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.