Coraz więcej prawdy o Smoleńsku…

C

Szczęść Boże! Moi Drodzy, polecam dzisiaj Waszej uwadze i refleksji wczorajszą katechezę Ojca Świętego, wygłoszoną na Audiencji generalnej, a dotyczącą liturgii. Niech nasz dzisiejszy Patron, Święty Wincenty, wyprosi nam u Boga jej jak najgłębsze przeżywanie.
      A z naszych spraw bieżących, to wczoraj Telewizja TRWAM powtórzyła o 18.15 rozmowę z Panem Antonim Macierewiczem, Szefem Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Katastrofy Smoleńskiej. Rozmowa ta odbyła się kilka dni temu, wtedy nie miałem czasu jej wysłuchać, dlatego bardzo się ucieszyłem z jej powtórzenia. No cóż, w kontekście tego, co wychodzi na jaw po kolejnych ekshumacjach, okazuje się, że wszystkie wątpliwości i krytyczne opinie, jakie na temat działań rządu i prokuratury były wypowiadane – i które ja także wypowiadałem – znajdują bolesne uzasadnienie! Gdyby tu chodziło o jakieś inne, mniej znaczące wydarzenie, to bym powiedział: „A nie mówiłem?” Jednak żadną satysfakcją ani dla mnie, ani zapewne dla nikogo innego nie jest to, że mieliśmy rację co do tego, że był to zaplanowany i zrealizowany zamach, a więc – morderstwo! 
     Strona rządowa zaś, która od samego początku zachowywała się w sposób arogancji i fałszywy, dalej próbuje utrudniać i dyskredytować śledztwo. A ówczesna minister zdrowia, Ewa Kopacz, która – jak się dziś jasno okazuje – otwarcie kłamała z mównicy sejmowej, nie dość, że nie straciła stanowiska, to jeszcze została Marszałkiem Sejmu. I ani myśli rezygnować! A dzisiaj, jako Marszałek Sejmu, utrudnia wprost działania Zespołu Macierewicza, który przecież jest prawomocną instytucją sejmową, a nie partyzantką, uprawianą przez grupę oszołomów!
     Kochani, nie oszukujmy się! Dopóki w naszym kraju będą panować takie standardy, dopóki będziemy mieli taką władzę i – co najgorsze – dopóki taka władza będzie miała poparcie tak dużej grupy bezrefleksyjnego społeczeństwa, to w naszym kraju będzie tylko i wyłącznie gorzej! Zarówno na polu moralnym, jak i gospodarczym – bo tych wymiarów nie da się oddzielić.
        Moi Drodzy, aby nie być gołosłownym, czy aby nie zostać posądzonym o nazbyt emocjonalny stosunek do całej sprawy, odsyłam do treści Raportu, przygotowanego przez Zespół Antoniego Macierewicza, a także – do przygotowanej wcześniej Białej Księgi. Oba te dokumenty znajdziemy w internecie. Sam wczoraj znalazłem, więc Wam też się zapewne uda. 
          Raport w 28 miesięcy po Katastrofie znajdziemy na:
                                                                                          smolenskzespol.sejm.gov.pl/28.pdf; 
natomiast Białą Księgę na: smolenskzespol.sejm.gov.pl/bialaksiega.pdf  
      Zechciejcie na spokojnie to przeczytać i przemyśleć, a zobaczycie, że nie ma tam ferowania zbyt pospiesznych opinii, a merytoryczne rozumowanie, poparte dowodami. Autorzy obu dokumentów – co wczoraj mocno podkreślał Antoni Macierewicz – nie pozwolili sobie na zamieszczanie w nich niczego, co by nie wynikało wprost w dowodów, zachowując swoje własne domysły i przypuszczenia wyłącznie dla siebie. Obraz, jaki się wyłania z obu dokumentów, jest przerażający. I skłania do postawienia pytania: w jakim my kraju żyjemy?
     Kochani, módlmy się za naszą Ojczyznę! Niech ofiara tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem, jak i późniejsze ofiary tajemniczych wypadków samochodowych osób zorientowanych w sprawie tej Katastrofy, a wreszcie ofiary „masowego samobójcy”, grasującego po Polsce – niech one wszystkie nie pójdą na marne, a przyniosą plon stokrotny w postaci prawdy! I lepszego losu naszej Ojczyzny!
             Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wspomnienie
Św. Wincentego à Paulo,
do
czytań:  Koh 1,2–11;  Łk 9,7–9
CZYTANIE Z KSIĘGI KOHELETA: 
Marność
nad marnościami – powiada Kohelet – marność nad marnościami, wszystko marność.
Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?
Pokolenie przychodzi i odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce
wschodzi i zachodzi i na miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam
wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje
wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia.
Wszystkie
rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki
płyną, zdążają one bezustannie. Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić
wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. 
To,
co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się
stanie; więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się
rzekło: „Patrz, to coś nowego”, to już to było w czasach, które były przed
nami. Nie ma pamięci po tych, co dawniej żyli, ani po tych, co będą kiedyś żyli
nie będzie wspomnienia o tych, co będą potem.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA: 
Tetrarcha Herod usłyszał o
wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem
mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że
któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana.
Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.
Nasz dzisiejszy Patron, Święty Wincenty à Paulo, żył we Francji na
przełomie XVI i XVII wieku.
Był kapłanem, a zasłynął nadzwyczajną troską o chorych, biednych, samotnych i odrzuconych
przez społeczeństwo, jak również – wielką
troską o formowanie kandydatów do kapłaństwa.
Dla realizacji tychże celów założył
Zgromadzenie Księży Misjonarzy oraz
Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia, zwanych szarytkami.
Na pytanie, jakie dzisiaj w
Ewangelii postawił Herod, a mianowicie: kim
jest ów tajemniczy Nauczyciel,
o którym słyszy on takie niezwykłe rzeczy,
Wincenty odpowiadał konkretnymi czynami miłości, czynionymi właśnie w imię
owego Nauczyciela. Jednak przestrzeni,
na których możemy poznać Jezusa, jest z pewnością o wiele więcej.
Jedną z nich wczoraj, na
Audiencji generalnej w Watykanie, wskazał nam Ojciec Święty Benedykt XVI. To liturgia, która – jak można
wywnioskować z papieskiego pouczenia – pozwala nam oderwać się od owej marności, na którą uskarża się Kohelet w pierwszym
czytaniu, a której my także na co dzień często doświadczamy, a przenieść się w inne zupełnie obszary, gdzie dane nam
będzie doświadczyć żywej obecności Jezusa.
Tak o tym mówił w dniu wczorajszym
Ojciec Święty:
„Liturgia jest obszarem uprzywilejowanym, w którym Bóg mówi do każdego z nas tu i teraz – i oczekuje naszej
odpowiedzi. […] Czym jest liturgia?
Jeśli otworzymy Katechizm Kościoła Katolickiego – będący zawsze cenną i
nieodzowną pomocą, zwłaszcza w Roku Wiary,  który wkrótce się zacznie –
czytamy, że pierwotnie słowo „liturgia”
oznacza „służbę pełnioną przez lud i na rzecz ludu”.
Jeśli teologia
chrześcijańska zapożyczyła to słowo ze świata greckiego, to uczyniła to z
pewnością myśląc o nowym Ludzie Bożym,
narodzonym z Chrystusa,
który otworzył swe ramiona na krzyżu, aby zjednoczyć
ludzi w pokoju jedynego Boga.
„Posługa na rzecz ludu” – ludu,
który nie istnieje sam z siebie, ale który utworzony został dzięki Misterium
Paschalnemu Jezusa Chrystusa. Istotnie, Ludu Bożego nie tworzą więzy krwi, terytorium, narodowości, lecz rodzi się on ciągle dzięki działaniu Syna
Bożego
i dzięki komunii z Ojcem, którą On nam wyjednuje.
Katechizm wskazuje ponadto, że w
tradycji chrześcijańskiej słowo „liturgia” oznacza, że Lud Boży uczestniczy w „dziele Bożym”. I cytując Sobór Watykański
II,  dodaje: „Przez liturgię Chrystus, nasz Odkupiciel i Arcykapłan,
kontynuuje w swoim Kościele, z Kościołem i przez Kościół dzieło naszego
odkupienia”. Na tym polega jej niezwykłość: w liturgii działa sam Bóg, a my jesteśmy pociągani dzięki temu Bożemu
działaniu.
O tym przypomniał nam rozwój tematu liturgii podczas Soboru
Watykańskiego II,
który rozpoczął swoje prace pięćdziesiąt lat temu,
właśnie od dyskusji nad projektem dotyczącym świętej liturgii. […] Przez
niektórych, przyjęcie przez zgromadzenie soborowe dokumentu o liturgii było
dziełem przypadku. […] Jednak bez żadnej wątpliwości, to co na pierwszy rzut
oka mogło się zdawać przypadkiem, okazało
się najwłaściwszym wyborem, także biorąc pod uwagę hierarchię tematów
i
najważniejszych zadań dla Kościoła. Rozpoczynając bowiem od tematu „liturgii”
pokazuje się w sposób bardzo jasny prymat
Boga, Jego absolutne pierwszeństwo.
Przede
wszystkim Bóg!
– o tym właśnie mówi nam soborowy wybór, aby rozpocząć od
liturgii.
Tam, gdzie spojrzenie na Boga nie jest
zdecydowane, wszystkie inne rzeczy tracą
swoją orientację.
Podstawowym kryterium dla liturgii jest jej ukierunkowanie na Boga, aby w ten
sposób móc uczestniczyć w dziele  Jego samego.
Możemy jednak zadać pytanie: czym jest owo dzieło Boże, do którego
jesteśmy powołani, aby w nim uczestniczyć?
Odpowiedź, którą daje nam
Konstytucja soborowa o liturgii świętej, jest pozornie dwojaka. W numerze 5
mówi nam bowiem, że dzieła Boga to Jego
historyczne czyny,
które przynoszą nam zbawienie, a których punktem
kulminacyjnym jest Śmierć i Zmartwychwstanie
Jezusa Chrystusa.
Jednak w numerze 7, ta sama Konstytucja definiuje liturgię jako „dzieło Chrystusa”.
W rzeczywistości, te dwa znaczenia są nierozerwalnie ze sobą powiązane. Jeśli
pytamy, kto zbawia świat i człowieka, jedyna odpowiedź brzmi: Jezus z Nazaretu, Pan i Chrystus,
ukrzyżowany i zmartwychwstały.
A gdzie staje się obecna dla nas, dla mnie,
dzisiaj Tajemnica Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa, która przynosi
zbawienie? Odpowiedź brzmi: w działaniu
Chrystusa za pośrednictwem Kościoła, w liturgii, zwłaszcza w Sakramencie Eucharystii,

który uobecnia ofiarę Syna Bożego, który nas odkupił; w Sakramencie Pojednania, w którym przechodzi się od śmierci grzechu
do nowego życia; a także w innych czynnościach
sakramentalnych,
które nas uświęcają. W ten sposób, Misterium Paschalne Śmierci
i Zmartwychwstania Chrystusa stanowi centrum
teologii liturgii Soboru.
Zróbmy następny krok naprzód i postawmy
sobie pytanie: w jaki sposób staje się
możliwe owo urzeczywistnienie Misterium Paschalnego Chrystusa?
Błogosławiony
Jan Paweł II, w dwadzieścia pięć lat po Konstytucji o liturgii tak napisał:
„Dla urzeczywistnienia swojej Tajemnicy paschalnej Chrystus jest zawsze obecny
w swoim Kościele, przede wszystkim w czynnościach liturgicznych. Dlatego liturgia stanowi uprzywilejowane „miejsce”
spotkania chrześcijan z Bogiem i z Tym, którego On posłał, Jezusem Chrystusem
”.
[…]
Dlatego pierwszym warunkiem dobrej
liturgii jest, aby była ona modlitwą i
rozmową z Bogiem:
najpierw słuchaniem, a następnie odpowiedzią. Święty Benedykt,
w swojej „Regule”, mówiąc o modlitwie Psalmami, daje mnichom wskazówkę: „mens concordet voci” – „niech umysł współbrzmi
z głosem”.
Święty ten uczy nas, że w modlitwie Psalmami słowa muszą
poprzedzać nasz umysł. Zazwyczaj tak nie jest, bo najpierw trzeba pomyśleć, a potem to, co pomyśleliśmy, czyli pojęcie,
zamienia się w mowę.
Tutaj natomiast najpierw idzie słowo. Święta Liturgia
dostarcza nam słów; powinniśmy wejść w ich znaczenie, przyjąć je w swoim sercu,
dostroić się do nich.
Jak przypomina nam Konstytucja o liturgii: w celu osiągnięcia pełnej
skuteczności celebracji „konieczne jest, aby wierni przystępowali do liturgii z należytym usposobieniem duszy, aby
ich słowa były zgodne z myślami, aby współpracowali z łaską Bożą, a nie
przyjmowali jej na próżno”.
Sprawą zasadniczą, pierwszorzędną dialogu z
Panem Bogiem w czasie liturgii jest zgodność
między tym, co wypowiadamy ustami, a tym, co nosimy w sercu.
Idąc po tej linii chciałbym podkreślić
jedynie jeden z momentów, który podczas samej liturgii wzywa nas i pomaga nam w
znalezieniu tej zgodności, tego dostosowania
się do tego, co słuchamy, mówimy i czynimy podczas liturgicznej celebracji.
Odnoszę
się do zaproszenia, które celebrans wypowiada przed Modlitwą Eucharystyczną: „W górę serca”.
Wznosimy nasze serca ponad mrok naszych zmartwień, naszych
pragnień, naszych lęków, naszego rozproszenia.
Nasze serce, będące tym, co
w nas jest najbardziej intymne, powinno posłusznie otworzyć się na Słowo Boże i skupić się na modlitwie Kościoła, aby
dzięki słowom, które słucha i które wypowiada, otrzymać swoje ukierunkowanie ku
Bogu. Wzrok naszego serca powinien
zwrócić się do Pana, który jest pośród nas: jest to podstawowa postawa.
Gdy przeżywamy liturgię mając w głębi
takie nastawienie, nasze serce jest
jakby wyłączone spod panowania siły ciążenia,
która pociąga je w dół i wznosi się wewnętrznie ku górze, ku prawdzie
i miłości, ku Bogu.
Jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego: „Misja
Chrystusa i Ducha Świętego, który podczas sakramentalnej liturgii Kościoła
uobecnia i przekazuje tajemnicę Zbawienia, realizuje się w sercu, które się
modli. Ojcowie życia duchowego często
porównują serce do ołtarza.
Drodzy
Przyjaciele, celebrujemy i przeżywamy dobrze liturgię jedynie wówczas, jeśli pozostajemy w postawie modlitewnej,
jednocząc się z Tajemnicą Chrystusa i z jego Synowskim dialogiem z Ojcem. Sam
Bóg uczy nas modlić się, jak stwierdza Święty Paweł. On sam, Bóg, dał nam
odpowiednie słowa, aby skierować nas ku Niemu – słowa, które znajdujemy w
Psałterzu, w wielkich modlitwach świętej liturgii i w samej celebracji
eucharystycznej.
Prośmy
Pana, abyśmy każdego dnia byli coraz
bardziej świadomi faktu, iż liturgia jest działaniem Boga i człowieka;
a modlitwa,
która wypływa z Ducha Świętego i od nas,
w całości jest skierowana ku Ojcu, w zjednoczeniu z Synem Bożym,
który stał
się człowiekiem.” Tyle z wczorajszej katechezy Ojca Świętego, Benedykta XVI.
A
my, ubogaceni bogactwem tej refleksji Następcy Piotra, jak również ubogaceni
Bożym Słowem i świadectwem życia dzisiejszego Patrona, zapytajmy samych siebie:
·       
Czy
zawsze w najgłębszym skupieniu i z czystym sercem przeżywam każdą liturgię?
·       
Jak
bronię się przed rutyną i brakiem skupienia?
·       
Czy
zawsze staram się mieć w świadomości, że w czasie liturgii naprawdę spotykam
się z Jezusem?
Któż więc jest Ten, o którym takie
rzeczy słyszę
? I chciał Go zobaczyć

2 komentarze

  • Nawiązując do tragedii w Smoleńsku..

    Raport, chociaż jeszcze nie końcowy wcale mnie nie dziwi. Domyślałam się i uważam tak nadal( myślę, że nie tylko ja) że zawiniły "osoby trzecie". Niestety są osoby którym bardzo zależało by doszło do tej tragedii. Najłatwiej zwalić całą winę na pilota, albo usterkę w samolocie i w ogóle ją "zamknąć", to było by najwygodniejsze. Mam nadzieję, że z czasem wszystko się wyjaśni i prawda wyjdzie na jaw.
    Pozdrawiam

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.