Co wypełnia serce człowieka?

C

Szczęść Boże! Moi Drodzy, dziękuję Domownikowi za wczorajszą wypowiedź. Zgadzając się w całej pełni z tym, co napisała Ona na temat hierarchii ważności spraw, które można / trzeba podjąć, chcę jedynie dodać, że naprawdę nie wiem nieraz, jak postąpić, kiedy mam do wyboru: odpisać człowiekowi, który napisał i czeka na odpowiedź, czy spotkać się „na żywo” z człowiekiem, który akurat przyszedł, albo chce przyjść akurat w tym czasie, bo kiedy indziej nie może… To są tego typu wybory. Wierzę jednak, że przy odrobinie dobrej woli po każdej stronie i przy odrobinie wzajemnej wyrozumiałości wszystko to da się bardzo spokojnie i owocnie „ogarnąć”…
    I znowu – dzisiejsze czytania i refleksja z nimi związana może być pewną pomocą…
                 Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wtorek
5 tygodnia Wielkanocy,
do
czytań: Dz 14,19–28; J 14,27–31a
CZYTANIE
Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Do
Listry nadeszli Żydzi z Antiochii i z Ikonium. Podburzyli tłum,
ukamienowali Pawła i wywlekli go za miasto, sądząc, że nie żyje.
Kiedy go jednak otoczyli uczniowie, podniósł się i wszedł do
miasta, a następnego dnia udał się razem z Barnabą do Derbe.
W
tym mieście głosili Ewangelię i pozyskali wielu uczniów, po czym
wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii, umacniając dusze
uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków
trzeba nam wejść do królestwa Bożego. Kiedy w każdym Kościele
wśród modlitw i postów ustanowili im starszych, polecili ich Panu,
w którego uwierzyli.
Potem
przeszli przez Pizydię i przybyli do Pamfilii. Nauczali w Perge,
zeszli do Attalii, a stąd odpłynęli do Antiochii, gdzie za łaską
Bożą zostali przeznaczeni do dzieła, które wykonali. Kiedy
przybyli i zebrali Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez
nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary. I dość długi
czas spędzili wśród uczniów.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus
powiedział do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój
daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie
trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam
powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie
miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec
większy jest ode Mnie.
A
teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli,
gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi
bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale
niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak
Mi Ojciec nakazał”.

takie miejsca w Księdze Dziejów Apostolskich, w których nie dotyka
się konkretnych wydarzeń z życia młodego Kościoła, ale daje się
taki – jak byśmy powiedzieli – ogólny przegląd działalności
Apostołów.
Z takim fragmentem mamy do czynienia właśnie
dzisiaj.
Słyszymy
w nim relację z apostolskich wędrówek i ze wszystkiego, co się w
ich trakcie działo. A były to zarówno wielkie sukcesy misyjne,
liczne nawrócenia, radość z umacniania się wiary uczniów,
powoływanie nowych głosicieli Bożego Słowa, jak też kamienowanie
Pawła, odrzucenie jego nauki,
skazanie go praktycznie na śmierć…
Komentując te trudne doświadczenia, Autor Dziejów Apostolskich
pisze: przez wiele ucisków
trzeba nam wejść do 
Królestwa
Bożego.
Można
by powiedzieć, że to dzisiejsze czytanie – to pokazane
w pigułce życie wszystkich tych, którzy podejmują się dzieła
głoszenia Słowa Bożego
,
czy chociażby dzieła
osobistego świadczenia o swojej wierze. Na tej drodze z całą
pewnością spotkają ich i powodzenia, i sukcesy, i radość z
owoców swej misji, ale także gorycz porażki, poczucie przegranej,
ból odrzucenia…
Jednakże
to właśnie w ten sposób i na tej drodze, i
w tym kontekście
dokonuje się to, co Jezus dzisiaj zapowiedział w Ewangelii: Pokój
zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam
daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka.
A
czegóż to mieliby się lękać uczniowie? Czyż nie tych właśnie
wszelakich przeciwności, o których mówimy? Jezus tak o tym dzisiaj
mówi: Już
nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego
świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się
dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał.

Władca
tego świata to w tym przypadku szatan. Jakkolwiek bowiem nie ma on
realnej władzy nad światem, bo wszelka władza należy do Boga, to
jednak pociąga
on za sobą tych, którzy chcą za nim pójść

i w tym sensie
często mówimy o
zderzeniu się spraw duchowych i wiecznych z doczesnymi, a więc
spraw niebieskich ze sprawami ziemskimi.

I właśnie znakiem tych drugich jest szatan. I to właśnie jego
zakusy powodują doraźne przeszkody i trudności na drogach życia
chrześcijańskiego.
Ale
nad tym wszystkim jest Chrystusowy
pokój,
który
jeżeli zapanuje w sercu człowieka, to sprawia
wielką moc i siłę

– taką siłę, przed którą muszą
ulec wszelkie działania władcy tego świata,

a więc wszelkie zakusy szatańskie. I wtedy tak, jak Apostołowie,
każdy z nas będzie mógł doświadczyć i bez końca opowiadać,
jak
wiele Bóg przez niego zdziałał i jak wielu ludziom otworzył
podwoje wiary,

ukazał blask swojej chwały, doprowadził do zbawienia.
Tak,
Kochani, my
możemy naprawdę bardzo, bardzo wiele zdziałać dla dobra i rozwoju
Królestwa Bożego w swoim otoczeniu!

My możemy naprawdę zaprowadzić bardzo wiele tego Bożego pokoju w
swoim
środowisku.
Bo zapewne nie będzie jakimś nadzwyczajnym odkryciem takie oto
stwierdzenie, że człowiek,
który ma w swoim sercu Boży pokój, promienieje tym pokojem na
zewnątrz i zaprowadza go wszędzie, gdzie się tylko znajdzie.

No, niestety, może również zachodzić zjawisko odwrotne: człowiek,
który ma w swoim sercu rozgardiasz, który w tym swoim sercu nie ma
Boga i Jego pokoju;

człowiek, którego serce pełne jest pychy, zazdrości, żądzy
władzy, chciwości i gniewu – dokładnie
tym obdarza swoje otoczenie.

Przecież
to właśnie dlatego Apostołowie doświadczali takich utrudnień,
dlatego tyle razy byli sądzeni, biczowani, odrzucani, oskarżani,
czy wręcz kamienowani – że wychodzili
im naprzeciw ludzie, którzy całkowicie co innego mieli w sercach,
niż oni.

Kiedy Apostołowie wychodzili do nich ze
słowem Dobrej Nowiny i z przesłaniem pokoju Bożego,

tamci wychodzili do nich z zaciśniętymi zębami i pięściami, z
gniewem, obelgą, wściekłością. Mówiąc tak obrazowo: ci
pierwsi z chlebem, ci drudzy – z kamieniem.

I
kiedy my sami, moi Drodzy, będziemy zastanawiali się, dlaczego w
naszych rodzinach, w naszym sąsiedztwie lub miejscu pracy tyle jest
złości, niepokoju, a przynajmniej takiej ciężkiej, nieznośnej,
nie określonej atmosfery, to zawsze musimy
skierować swój wzrok na serce. Najpierw swoje: czy panuje w nim
Jezusowy pokój?…

Jeżeli
tak, to możemy być pewni, że przetrwamy
wszelkie zło i wszelki niepokój,

jaki panuje w sercach innych ludzi. A wręcz możemy im także pomóc
w odzyskaniu prawdziwego pokoju. Gorzej, jeżeli się okaże, że to
my
właśnie jest
eśmy
przyczyną wielu napięć i niepokojów…

Wtedy na pewno coś z tym trzeba będzie zrobić – i to jak
najszybciej. Cóż
takiego?
Jezus
dziś mówi: Pokój
zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam
daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka.

Czy
już wiemy, co mamy robić?…

12 komentarzy

  • "Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z nas mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego!". Ojciec Święty Franciszek

    Czy robimy codzienny rachunek sumienia, rachunek strat i zysków, rachunek dobra uczynionego i zła wyrządzonego? Potem refleksję dlaczego, tak minął dzień…i co muszę zmienić aby jutrzejszy był lepszy. Dziękujmy za dobro, które było naszym udziałem, przepraszajmy i zadośćuczyńmy za zło i nasze zaniedbania dobrego. Miłego dnia z Bogiem.

  • Dziękuję za dzisiejsze rozważania, po raz kolejny czytania idealnie pokazują to z czym się zmagam i myślę że wiele osób mówiących o Bogu.
    W niedziele podczas rodzinnego spotkania doświadczyłam "kamieniowania" słowami przez osoby mi bliskie, kiedy to ośmieliłam się mieć własne zdanie na temat wiary, kościoła, Boga. Oczywiście było ono jak nietrudno się domyśleć inne od zdania wszystkich obecnych.
    Można powiedzieć-cytując ks Jacka, że to ja byłam przyczyną napięć i niepokojów, bo nie najeżdżałam równo ze wszystkimi na Kościół i na księży, bo mówiłam o swoim nawróceniu, bo mówiłam że trzeba wybaczać tym którzy nas krzywdzą, bo broniłam swojej wiary i jej dogmatów, czyli czegoś co ludzie wierzący powinni przyjąć bez zastrzeżeń (zaznaczę że wszyscy obecni byli ochrzczeni w wierze Katolickiej, przyjmujący księdza po kolędzie, uważający siebie za wierzących, obchodzący święta itd)
    Kiedy wytknęłam im tę dysharmonię strasznie na mnie napadli-słownie oczywiście. Przykre było to, że pałali nienawiścią i złością.
    Nie da się prowadzić takich dyskusji bez emocji i podniesionego głosu, zwłaszcza że trzeba się "przebić" przez krzykaczy i pieniaczy. Było mi przykro nie z powodu trudnych słów które usłyszałam(to starałam się przyjąć z pokorą) zasmuciłam się najbardziej tym, że wszyscy są daleko od Boga. Ważne jest również to,że Bóg obdarował mnie swoim pokojem na ten trudny czas.Całą tę sytuacje ofiarowałam Bogu.Jakże trafnie opisuje ja Łukasz rozdz 12,49-53. oraz Mateusz 10,34-36
    Proszę o modlitwę w intencji nawrócenia moich bliskich.
    RenataB

    • Renato – bywałem i bywam nie raz w podobnych sytuacjach :). Wczesniej nie zwracałem na to takiej uwagi, ale od kilku lat bacznie obserwuję zachowanie ludzi w takich przypadkach: przeważnie jest tak samo – agresja, albo sprowadzenie zagadnienia do poziomu niedorzecznosci, że w ogóle można bronić rzeczy, która jest w dyskusji na pozycji przegranej(ha ha ha ha ha ha! Przecież wszyscy wiedzą, że Kosciół to lipa bo …. Inkwizycja i wyprawy krzyżowe i w ogóle kasa, kasa, kasa….). Don't worry be happy ;)!

    • Świetnie to ująłeś Robercie, właśnie kiedy np.mówisz że to Duch Święty działa w Kościele i to dzięki niemu mamy Papieża Franciszka, patrzą na ciebie jak na wariata. Jaki Duch Św? w ogóle o co chodzi? wydają się pytać, przecież to polityka, kardynałowie umówili się wcześniej.I tak jest ze wszystkim…
      Pozdrawiam RenataB

    • Niestety, ludzie patrzą na swiat poprzez swój pryzmat ;). Brak otwarcia na Boga, brak wiary prowadzi do "narzucania swiatu swojego formatu" . Cóż to oznacza? Posłużę się przykładem: złodziej będąc w towarzystwie innych ludzi będzie traktował ich jako potencjalnych złodziei, ponieważ sam ukradłby cos przy byle jakiej okazji, uważa, że każdy zrobiłby tak samo. Dałas dobry przykład z konklawe. Ludzie nie wierzący będą widzieć w tym tylko politykę, a wierzący działanie Ducha Swiętego. My, wierzący nie możemy udawać, że nasz Kosciół wolny jest od polityki, wewnętrznych rozgrywek, stronnictw, różnic itp. – czyli wszystkiego tego, co towarzyszy człowiekowi. Problem w tym (a własciwie to nie żaden problem), że Duch Swięty działa poprzez fizyczne osoby i działa różnie – również poprzez "polityczne wybory" :). Tak jak Bóg, który tworząc swiat fizyczny po prostu działa w tym swiecie – tyle że to takie normalne, zero "cudów", nadprzyrodzonych zjawisk etc. zatem mało interesujące ;). A dla mnie własnie to jest największy cud : stała obecnosć Boga każdego dnia, czy to słońce czy deszcz :). Chwała Panu, że KK będąc przez 2000 lat szargany podziałami, atakami wewnetrznymi i zewnętrznymi, nachalnymi zakusami i naciskami władz swieckich oraz pokusami związanymi z działaniami w obrębie polityki i władzy, przetrwał i trwać będzie – czyż to nie cud? Czyż to nie działanie Boga? Aj tam, powiedzą, to normalny ciąg zdarzeń historycznych – tak, tylko że slepcy nie widzą, że Bóg działa również, a może przede wszystkim w "normalnosci" 🙂 i nieźle musi się natrudzić, aby prostować to, co człowiek jest w stanie swoimi wyborami pogmatwać. Często słyszę argument: gdyby Bóg był miłosierny, to nie pozwoliłby na tyle zła, okrucieństw, wojen, ludobójstwa – wowczas odpowiadam: przecież Bóg na to nie pozwala!!!! Wystarczy przypomnieć sobie Dekalog! To człowiek wbrew Bożym zaleceniom dokonuje wyboru zła. To nie Bóg jest winny, a człowiek!
      Pozdrawiam serdecznie
      Robert

    • Pełna zgoda z wypowiedzią Roberta! Bóg nie chce zła. To jest TWÓRCZOŚĆ człowieka. A właściwie: TFURCZOŚĆ – przez duże: TFU! A Bóg dokonuje prawdziwych cudów w najzwyklejszej codzienności… Ks. Jacek

    • Witam
      Nie zapominajmy ,że Kościół to przecież nie tylko biskupi,księża itd.
      Kościół to my.I to my przedewszystkim tworzymy jakość tego Kościoła.
      To nie jest prywatny folwark tego czy innego biskupa ale nasze dobro wspólne.
      Tak samo świat jest naszym wspólnym dobrem.
      To taka dygresja odnosnie słow Roberta.
      Pozdrawiam
      Robson

    • Robson – oczywiscie, Kosciół to my wszyscy, nie twierdzę, że jest inaczej :). Księża i biskupi wywodzą się od nas, nie z Marsa ;). Dlatego tak samo jak my (a może i bardziej) narażeni są zarówno na grzech jak i różne słabosci, etc. etc. W końcu szatan wie gdzie uderzać, żeby bardziej bolało. Ale nie w tym rzecz – przyznasz chyba, że istnieje cos takiego jak Kosciół instytucjonalny, że jest zbudowany hierarchicznie (na całe szczęscie) i że papieża nie wybiera się w referendum dla wszystkich wiernych? I chwalić za to Boga Najwyższego!
      Pozdrawiam serdecznie
      R.

  • Witam
    Renato,niestety tak jest zawsze kiedy powiesz prawde.A to boli i najczesciej sklania do agresji
    Ktos kto mieni sie katolikiem jedzie po Kosciele zaczynajac od ksiedza Proboszcza itd. sam nie majac sobie nic do zarzucenia.A Ty cichutko siedz bo nic nie wiesz,nie masz prawa bronic swojej wiary a potem masz wyrzuty ze to Twoja wina.Ja tez tego doswiadczylem i doswiadczam,wiele razy stchorzylem pod naporem krytyki.Czesto tez zadaje sobie pytanie czy to nie przejaw mojej pychy,ze ja kogos nawracam sam nie bedac lepszym.Tutaj przemiany moze dokonac tylko Jezus.Modle sie o sile abym mogl swiadczyc,chociaz wielokrotnie upadam.Tej sily zycze tez Tobie.Bez niej ciezko trwac.
    Pozdrawiam
    Robson

  • Kochani, dziękuję za Wasze wspaniałe świadectwa. Powiem tylko tyle: jeżeli idzie o takie wywoływanie konfliktów, to jestem "za"! Oczywiście, nie chodzi o to, aby jątrzyć dla samej zasady, ale o to, aby dać świadectwo prawdzie, bronić prawdy. Tymczasem my, katolicy – a zwłaszcza: katolicy polscy – jesteśmy wyjątkowo zakompleksieni i przestraszeni… Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.