Rozpoznać swój czas!

R

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Ksiądz Janusz Wolski, Proboszcz Parafii Ducha Świętego, przy której funkcjonuje nasze Duszpasterstwo Akademickie, a przed wielu laty – pierwszy Wikariusz mojej rodzinnej Parafii, przygotowujący mnie do Pierwszej Komunii Świętej; także pierwszej w naszej Parafii;

Ksiądz Janusz Sałaj, Kapłan mi życzliwy, w Parafii którego dwa razy prowadziłem rekolekcje;

Janusz Aleksandrowicz – bardzo porządny Człowiek, mój dobry Znajomy, mieszkający w okolicach Malborka.

Życzę drogim Solenizantom, aby – zgodnie z przesłaniem dzisiejszej Ewangelii – zawsze «rozpoznawali czas swego nawiedzenia», czyli każdą Bożą łaskę i każdy dar z Nieba! I aby stokrotnie go w swoim życiu pomnażali. Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, chciałbym się z Wami podzielić niepokojem w pewnej bardzo ważnej sprawie. A wręcz najważniejszej! Chodzi oczywiście o sprawę obrony życia dzieci nienarodzonych w naszej Ojczyźnie.

Partia rządząca, kiedy była w opozycji, na prawo i lewo szafowała hasłami i obietnicami obrony życia i zapewnieniami o przywiązaniu do wartości chrześcijańskich. A kiedy objęła władzę, to obywatelski projekt ustawy, ograniczającej bestialskie mordowanie najbardziej niewinnych istot ludzkich, skierowała do specjalnej podkomisji, która nie zebrała się ani razu, a Trybunał Konstytucyjny przez dwa lata nie był w stanie wydać orzeczenia o zgodności tego projektu z Konstytucją. Na domiar wszystkiego, już w nowej kadencji, na przewodniczącą sejmowej komisji, zajmującej się tymi kwestiami, wybrano przedstawicielkę wojującej lewicy – Osobę, która nigdy nie kryła swoich poglądów.

Nie ma zatem najmniejszej wątpliwości, że wszystko to jest działaniem z góry zaplanowanym, dlatego nie można go inaczej określić, jak niewyobrażalnym skandalem, zdradą ideałów i kpiną z wyborców. Aroganckie przekonanie, że tak zwany twardy elektorat musi zawsze zagłosować za „swoją” partią, bo przecież nie ma na kogo, już w tych ostatnich wyborach okazało się pomyłką.

Zresztą, po co głosować na taką partię, z rządów której nie ma pożytku, bo w kwestiach zasadniczych i najważniejszych wycofuje się, oddaje pola przeciwnikom i boi się grupy ulicznych krzykaczy? Przecież sprawa obrony życia to nie jakakolwiek inna sprawa, którą można odłożyć na później, albo procedować w dalszej kolejności. Tutaj chodzi o ludzkie życie! Pod rządami obecnej ustawy średnio troje dzieci dziennie jest bestialsko mordowanych.

Oczywiście, za każde takie morderstwo bezpośrednią odpowiedzialność ponoszą ci, którzy go dokonali lub wprost w nim współdziałali. Ale nie wymówią się od niej także politycy, którzy mając możliwość zmiany obowiązującego prawa, celowo tego nie czynią.

I chociaż prawdą jest, że w tej sprawie odważniej i głośniej powinien się wypowiadać Episkopat, przydałoby się także większe poparcie dla całej inicjatywy ze strony społeczeństwa, to jednak skoro politycy tak bardzo starają się, wręcz walczą o swoje stanowiska i o to, by być w polityce, to niech się potem nad sobą nie użalają, że im ciężko, gdyż muszą podejmować takie trudne decyzje. To niech nie idą do polityki!

Nie ma też tłumaczenia, że jak zwycięży opcja przeciwna, to zniesie nawet obecny tak zwany „kompromis aborcyjny”. Jeżeli tak zrobi, to ona poniesie odpowiedzialność przed Bogiem za swoje decyzje. Obecna władza natomiast ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. A my po to taką właśnie władzę wybraliśmy, żeby pod jej rządami było tak, jak być powinno, czyli zgodnie z Prawem Bożym. A nie jest. To po co w ogóle głosować na taką, niby to naszą władzę?…

Dlatego proszę o modlitwę w tej sprawie i o jasny pogląd na cały problem – także w naszych rozmowach. Kształtujmy u naszych rozmówców właściwy pogląd na sprawę. I domagajmy się – wszelkimi możliwymi, zgodnymi z Prawem Boskim i prawem państwowym sposobami – ochrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci! Moi Drodzy, bardzo liczę na waszą odwagę i mądrość!

A tak na zakończenie, żeby był jakiś akcent radosny, to zapowiadam na jutro – słówko z Syberii!

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 33 Tygodnia zwykłego, rok I,

Wspomnienie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny,

do czytań: 1 Mch 2,15–29; Łk 19,41–44

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI MACHABEJSKIEJ:

Do miasta Modin przybyli królewscy wysłańcy, którzy zmuszali do odstępstwa przez uczestnictwo w składaniu ofiary. Wielu spomiędzy Izraelitów przyszło do nich. Gdy jednak zebrali się Matatiasz i jego synowie, wtedy królewscy wysłańcy zwrócili się do Matatiasza słowami:

Ty jesteś zwierzchnikiem, sławnym i wielkim w tym mieście, a powagę twoją umacniają synowie i krewni. Teraz więc ty pierwszy przystąp i wykonaj to, co poleca dekret królewski, tak jak to uczyniły już wszystkie narody, a nawet mieszkańcy Judy i ci, którzy pozostali w Jerozolimie. Za to ty i synowie twoi będziecie należeli do królewskich przyjaciół, ty i synowie twoi będziecie zaszczytnie obdarzeni srebrem, złotem i innymi darami”.

Na to jednak Matatiasz odpowiedział donośnym głosem: „Jeżeli nawet wszystkie narody, które mieszkają w państwie podległym królewskiej władzy, na znak posłuszeństwa swemu królowi odstąpiły od kultu swych ojców i zgodziły się na jego nakazy, to jednak ja, moi synowie i moi krewni będziemy postępowali zgodnie z przymierzem, które zawarli nasi ojcowie. Niech nas Bóg broni od przekroczenia Prawa i jego nakazów. Królewskim rozkazom nie będziemy posłuszni i od naszego kultu nie odstąpimy ani na prawo, ani na lewo”.

Zaledwie skończył mówić te słowa, pewien człowiek, Judejczyk, przystąpił do ołtarza w Modin, ażeby złożyć ofiarę zgodnie z królewskim dekretem. Gdy zobaczył to Matatiasz, zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzał gniewem, który był słuszny. Pobiegł więc i zabił go obok ołtarza. Zabił wtedy także królewskiego urzędnika, który zmuszał do składania ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Zapałał gorliwością o Prawo i tak uczynił, jak Pinchas Zambriemu, synowi Salu.

Wtedy też Matatiasz zaczął w mieście wołać donośnym głosem: „Niech idzie za mną każdy, kto płonie gorliwością o Prawo i obstaje za przymierzem”. Potem zaś on sam i jego synowie uciekli w góry, pozostawiając w mieście wszystko, co tylko posiadali.

Wtedy wielu ludzi, którzy szukali tego, co sprawiedliwe i słuszne, udało się na pustynię i tam przebywali.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.

Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.

Dzisiejsze pierwsze czytanie mocno uświadamia nam – a może lepiej powiedzieć: przypomina – że Prawo Boże jest nadrzędne wobec każdego ludzkiego prawa, a wszelkie ludzkie prawa o tyle są słuszne i obowiązujące, o ile są zgodne z Prawem Bożym, a przynajmniej – nie są z nim sprzeczne. Co w istocie oznacza to samo.

Oto bowiem słyszymy tam o królewskim nakazie, stojącym w wyraźnej sprzeczności z Bożym Prawem. Wysłannicy królewscy, przybyli do miasta Modin, zmuszają Izraelitów do składania zakazanych ofiar. Matatiasz i jego zwolennicy zdecydowanie się temu sprzeciwiają. Jednak jakiś Judejczyk, o którym nic więcej nie wiemy, gdyż Autor biblijny określa go jako pewien człowiek, postanawia demonstracyjnie wypełnić królewski nakaz.

Odpowiedzią na to jest jednak bardzo zdecydowane działanie Matatiasza, o czym to Autor natchniony tak pisze: Pewien człowiek, Judejczyk, przystąpił do ołtarza w Modin, ażeby złożyć ofiarę zgodnie z królewskim dekretem. Gdy zobaczył to Matatiasz, zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzał gniewem, który był słuszny. Pobiegł więc i zabił go obok ołtarza. Zabił wtedy także królewskiego urzędnika, który zmuszał do składania ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Zapałał gorliwością o Prawo.

Następstwem tego czynu była ucieczka Matatiasza i jego synów w góry. Jak zaznacza Autor biblijny, Matatiasz z synami uciekli, pozostawiając w mieście wszystko, co tylko posiadali. Bo Prawo Boże – a może lepiej: sam Bóg – to dla nich największy skarb! Dlatego nie obawiali się pozostawić wszystkiego, co mieli, i uciec. Pewni byli, że Bóg odda im dużo więcej! I że nie ma niczego większego i ważniejszego, ponad Boże Prawo! I ponad cześć Bożą! Dla niej odważyli się otwarcie sprzeciwić nakazowi ziemskiego króla, zachowując posłuszeństwo nakazom innego Króla – tego wiecznego!

Mieszkańcy Jerozolimy, miasta świętego i umiłowanego przez Boga, chyba nie podchodzili w ten sposób do całej sprawy, skoro słyszymy dzisiaj w Ewangelii, że Jezus, gdy […] był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.

Bardzo tajemniczo brzmi to stwierdzenie: żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia. Czy problem owego Judejczyka, który postanowił złożyć ofiarę sprzeczną z Prawem Bożym, na tym właśnie polegał, iż nie rozpoznał czasu, w którym należało zaświadczyć o Bogu? Zresztą, nie on jeden tak myślał. Jak bowiem słyszymy w pierwszych zdaniach pierwszego czytania, kiedy wysłannicy królewscy zaczęli wygłaszać swoje wezwania, wielu spomiędzy Izraelitów przyszło do nich.

Ci ludzie, z całą pewnością, nie rozpoznali czasu swego nawiedzenia – nawiedzenia przez Boga, który dał im szansę stanięcia po właściwej stronie i odważnego dania świadectwa. Oni tego nie zauważyli, nie spostrzegli, zmarnowali tę szansę! Sprawy ludzkie postawili ponad sprawami Bożymi i ludzkie prawo – ponad Bożym Prawem.

Na szczęście, nie wszyscy! Niektórzy bowiem poszli za Matatiaszem. O nich słyszymy w pierwszym czytaniu, że wtedy wielu ludzi, którzy szukali tego, co sprawiedliwe i słuszne, udało się na pustynię i tam przebywali. I także w Jerozolimie nie wszyscy odwrócili się od Boga. Na szczęście, nie zabrakło tych, którzy rozpoznali czas swego nawiedzenia. To oni właśnie dali początek Kościołowi.

Pierwszą spośród nich była Najświętsza Maryja Panna, której Ofiarowanie dzisiaj wspominamy. O czym dokładnie mówimy?

Otóż, w dawnych czasach istniał wśród Żydów zwyczaj religijny, polegający na tym, że dzieci – nawet jeszcze nie narodzone – ofiarowano na służbę Bożą. Dziecko, zanim ukończyło piąty rok życia, zabierano do świątyni w Jerozolimie i oddawano kapłanowi, który je przestawiał Panu. Zdarzało się czasem, że dziecko pozostawało dłużej w świątyni, wychowywało się, uczyło służby dla sanktuarium, pomagało wykonywać szaty liturgiczne i asystowało podczas nabożeństw.

Na temat takiego właśnie ofiarowania Maryi nic nie mówią Ewangelie, sporo treści zawierają natomiast pisma apokryficzne, a więc te, które powstawały jednocześnie z Ewangeliami i Listami apostolskimi, ale nie zostały włączone do kanonu Pisma Świętego.

I tak chociażby, napisany około 140 roku po narodzeniu Jezusa utwór, zatytułowany: „Protoewangelia Jakuba”, stwierdza, że rodzicami Maryi byli Święty Joachim i Święta Anna, i że stali się Jej rodzicami w bardzo późnym wieku. Dlatego przed swoją śmiercią oddali Maryję na wychowanie i naukę do świątyni, gdy Maryja miała zaledwie trzy lata. Mieli Ją oddać wówczas kapłanowi Zachariaszowi, który kilka lat później stał się ojcem Świętego Jana Chrzciciela. Maryja pozostała w świątyni około dwunastu lat.

Opis ten powtarza inny apokryf, a mianowicie pochodząca z VI wieku „Księga Narodzin Błogosławionej Maryi i Dziecięctwa Zbawiciela”, a także pochodzący z tego samego czasu apokryf, zatytułowany: „Ewangelia Narodzenia Maryi”. Również wielu Ojców Kościoła na Wschodzie jest przekonanych, iż taki fakt miał miejsce.

Jednakże wielu innych autorów katolickich w ogóle odrzuca możliwość tego, iżby Maryja mogła przebywać w świątyni. A uzasadniają to w ten sposób, że nie mamy żadnego potwierdzenia w Piśmie Świętym na istnienie przy świątyni jakiegoś przybytku dla dziewcząt. Wydaje się też rzeczą nieprawdopodobną, by miały tam być dzieci, których wychowaniem zajmowałyby się niewiasty – kobietom bowiem wstęp w obręb świątyni był zakazany.

Pomimo jednak tego, że brak jest jednoznacznych wskazań na historyczny fakt ofiarowania Maryi i że jest w tej sprawie tak znaczna rozbieżność zdań, święto to dość wcześnie zaczęto w Kościele obchodzić. Być może, zostało to spowodowane tym, że w Kościele wiele świąt, dotyczących tajemnic życia Jezusa, obchodzi się również – na zasadzie podobieństwa – w odniesieniu do życia Jego Matki.

I tak oto, skoro obchodzimy uroczyście Poczęcie Jezusa, to obchodzimy też Poczęcie Maryi. Skoro przeżywamy Narodzenie Jezusa – to obchodzimy również Narodzenie Maryi. I skoro obchodzimy Wniebowstąpienie Jezusa – to przeżywamy także Wniebowzięcie Maryi. Wydaje się zatem naturalne obchodzenie – obok święta Ofiarowania Chrystusa – także święta Ofiarowania Jego Matki.

I właśnie dla uczczenia tej tajemnicy obchodzono osobne święto najpierw w Jerozolimie, a miało to miejsce prawdopodobnie już w VI wieku, kiedy to w tymże mieście poświęcono kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny. Od VIII wieku obchodzono je już na całym Wschodzie, a w 1585 roku Papież Sykstus V rozszerzył je na cały Kościół.

Nawet zatem, jeżeli nie mamy zupełnej pewności co do historycznego faktu ofiarowania Maryi w świątyni, nie zmienia to faktu, że to dzisiejsze wspomnienie ma bardzo głęboką treść teologiczną, o dużym znaczeniu dla wzrostu naszej wiary. Oto bowiem Maryja, od momentu, w którym została niepokalanie poczęta, poprzez swe narodziny i przez całe życie – była oddana Bogu.

Mając to w świadomości i odnosząc to bezpośrednio do treści dzisiejszych czytań mszalnych oraz związanych z nimi naszych refleksji, zapytajmy samych siebie, czy należycie rozpoznajemy czas naszego nawiedzenia, a więc każde wyjście Boga do nas: w Jego słowie, w Eucharystii i innych Sakramentach, w drugim człowieku, w Kościele, w tylu różnych życiowych sytuacjach? Czy my to zauważamy – tak, jak zauważała to Maryja? I czy naszą odpowiedzią jest – tak, jak w Jej przypadku – oddanie się do pełnej dyspozycji Boga?

Czy sprawy Boże stoją w naszym życiu zdecydowanie na pierwszym miejscu, a Prawo Boże – ponad jakimkolwiek ludzkim prawem? I wreszcie, czy mamy w sobie coś z odwagi i radykalizmu Matatiasza (oczywiście, nie w sensie zabijania kogokolwiek), gdy idzie o obronę czci Boga, który tak często w naszej rzeczywistości – a wręcz: w naszej obecności – jest obrażany?

Czy Bóg może w takich sytuacjach, liczyć na naszą odwagę i na nasz głos po Jego stronie?

33 komentarze

  • Bóg zapłać za modlitwę pamięć i dobre słowo pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia do zobaczenia (generał Janusz) 😀

  • Bez urazy przed kazdymi wyborami najlepsza partia bo popiera kosciół miedzy innymi ksieży a teraz najgorsza bo nie chce karac ludzi za aborcje?.Nie jestem kims kto szczegolnie popiera aborcje nie jestem kims kto jest przeciwny jej.Jednak wiem co czuje matka dziecka nie narodzonego i uwazam ze kazda matka powinna miec prawo do decyzji i pomocy z kazdej mozliwej strony.A puki co to jest wielki szum ze strony kosciola parti i mediow ale nic po za tym.Ja swoje dziecko stracilam 12 lat temu i nie przez aborcje do dnia dzisiejszego to pamietam ale i pamietam,że w tamtym czasie nikt mi nie pomogl nikt nawet nie zapytal jak sie czuje.Wiec moze zamiast zabraniac czego kolwiek i jeszcze karac za to lepiej sie zastanowic jak kobiecie pomoc.Bo nie kazda matka jest zabojca wlasnego dziecka.M

    • Jestem jak najbardziej za pomocą kobiecie. Ale tak zwana aborcja – to zabójstwo. I to najbardziej niewinnej istoty. Nie da się tego inaczej nazwać. I trudno nad tym dyskutować, bo jak dyskutować nad ewidentnymi faktami. A fakt jest taki, że tak zwana aborcja – to morderstwo.
      xJ

      • Ma Ksiadz racje tylko tak na dobra sprawe nigdy się Ksiadz nie zastanawiał dlaczego dana kobieta to zrobila jaki miala powod aby zabic swoje dziecko?.Czy miała kogoś kto by jej powiedzial nie rob tego dasz rade.A jesli juz zabije to dziecko czy nie ma wyzutow.Za kazdym razem kiedy czytam o aborcji gotuje sie we mnie i wspołczuje szczerze dziecku oraz matce.Tylko po za aborcja sa jeszcze domy dziecka rodziny zastepcze itp.Niestety takie dziecko moze dostac szanse na lepsze zycie ale i moze trafic na ludzi ktorzy piekło im stworza na ziemi.

      • Faktem jast też to, że pozostawienie kobiety w potrzebie, nie udzielenie pomocy, wsparcia co skutkuje dokonaną aborcia jest współudzialem w morderstwie.
        Myślę, że wiele istnień ludzkich można byloby uratować, gdyby kobiety wiedziały, że mogą liczyć na pomoc.
        W swojej parafi co jakiś czas słyszę o grzechu aborcji na kazaniu, ani razu nie usłyszałam oferowanej pomocy, zaproszenia do rozmowy, nic.

        • Ja niestety nigdy nie slyszalam o takiej propozycji, zaproszeniu w swojej parfi.I tak w sumie zastanawiam się dlaczego?.Jednak zastanawia mnie np w czym jest lepszy alkoholik od matki,ktora zabija swoje dziecko.I dlaczego np:Ksieża nie sa za tym aby tez ich karac.Przecież oni są biedni bo chorzy czyż nie tak.Jednak oni nie są zabojcami oni tylko niszczą psychicznie dzieki nim ich bliscy czasem targaja sie na wlasne życie,albo nie daja rady normalnie funkcjonowac ,ale co on biedny bo chory.Mimo,że moze skorzystać z pomocy nie robi tego i nie jest zabojca.Jest tylko biednym człowiekiem.Do czego zmierzam wedlug mnie kobieta, ktora mysli o aborcji jest potepiana przez sam fakt takiego pomysłu.Byc moze będe zalować tego co napisze,ale tak z reka na sercu jak bym była Księdza parafianką i bym staneła przed taką decyzja osobiście nie poszłbym po pomoc do Ksiedza po wsparcie bo mam wrazenie iż Ksiadz by mi go nie udzieli.A jedyne co probowalby mi Ksiadz pokazać jaka jestem zła i okropna.Byc moze się mylę,ale tak to czuje.

          • Wie Ksiądz to nie do końca tak.Ksiądz nie wie jakie mam zdanie na Ksiedza temat.A to było moje zdanie na temat tej jednej konkretnej sytuacji.

  • Wie Ksiądz to nie do końca tak.Ksiądz nie wie jakie mam zdanie na Ksiedza temat.A to było moje zdanie na temat tej jednej konkretnej sytuacji.

    • Droga M, Księża prawidłowo ukształtowani w seminarium i prowadzeni w mocy Ducha Świętego nie mogą inaczej myśleć o aborcji jak tylko w świetle Bożych przykazań i Ewangelii, zresztą podobnie jak wszyscy pozostali ludzie, którzy respektują ewangeliczne zasady, które nam Duch Święty zostawił posługując się Autorami Pisma Świętego. A realizacja tych ” bożych wytycznych” należy do nas wszystkich. Mamy wolną wolę możemy stanąć ” za”, ” przeciw” i „obok” tych problemów, moralnych dylematów. Ksiądz Jacek, jako wierny głosiciel Słowa Bożego wyraża i głosi poglądy Jezusa i chwała Jemu za to. Pomocy kobietom w tym względzie oczekiwałabym raczej od struktur państwowych, społecznych i ONE SĄ ( np. Okna Życia, Domy samotnej matki ) tylko wprzódy każda kobieta, która chce zabić dziecko w swoim łonie musi mieć świadomość , że chce się targnąć na życie małego , bezbronnego człowieka, bo grzech rodzi się w myśli i sercu człowieka. Tą świadomość i wiedzę o dobrych wyborach lub złych kształtują nam rodzice, dziadkowie, księża i chcielibyśmy aby również ją kształtowała szkoła, uczelnie państwowe i prywatne.

      • Aniu tak bez kitu Ksieża nie sa egoistami.I nie zgodzę sie z tobą ze powinno się oczekiwac tego od struktur panstwowych,spolecznych itp.bo skoro tak to powiedz mi w czy alkoholik jest lepszy?od matki ktora chce zabic dziecko.Wedlug mnie w niczym.A mimo to jest lepiej traktowany dla nich Ksieża maja czas i wszystko inne ja przez swoje 36 lat bardzo duzo przeszła dzieki temu ze mam Ojca alkoholika i nie tylko przez niego.I mozesz mi wierzyc lub nie ale nie uwazam aby on bardziej zaslugiwal na pomoc.Bo dzieki niemu i jego pici ja przeszlam co przeszlam i mimo ze teraz mam pomoc nie jestem wstanie normalnie funkcjonowac jak normalny czlowiek z codziennoscia i nie wiem czy kiedy kolwiek bede umiala.A gdyby tak od czasu do czasu zorganizowac takie spotkania moze wiecej kobiet by swiadomie podejmowaly decyzje o zrezygnowaniu z aborcji niż o jej przeprowadzeniu.Moze czesciej udawaly by sie pomoc niz czuły sie potepione.

        • Księża są od duchowej pomocy i częściowo od edukacji religijnej i to na pewno czynią, jeśli zainteresowana osoba zwierzy się im w konfesjonale czy w kancelarii ze swoich problemów. Na pewno pokierują po rozeznaniu do poradni rodzinnej czy psychologicznej więc nie wiem o jakiej pomocy Ty M oczekujesz od księży? Alkoholicy mają swoje Wspólnoty, mitingi AA są one prowadzone przez świeckie osoby przy współudziale czy pomocy duchowej księży, ale nie sądzę, aby kobiety chciały mieć na podobny wzór jakieś sekcje zbiorowe, publiczne. Myślę, że żadna kobieta nie chce obnosić się że swoją traumą, o czym świadczy podrzucanie zabitych, czy poronionych dzieci do śmietnik ( o czym słyszymy, czy czytamy w gazetach). Gdyby miały odwagę i szacunek do siebie i swych dzieci zgłaszałyby się na porodówki aby godnie urodzić i ewentualnie oddać dziecko do adopcji.
          Ważniejsza jest też odpowiedzialność za danie nowego życia.

          • Anno, szacunek do samej siebie kończy się jak zostajesz gwałcona przez wlasngo ojca albo jesteś ofiarą gwałtu zbiorowego albo mąż mówi, że cię zabije jak nie usuniesz ciąży… może Ty w takiej sytuacji potrafiłabyś przez 9 miesięcy wystawiać się jeszcze na wytykanie palcami i opinie, że to twoja wina, co jasno płynie z wypowiedzi choćby na tym blogu, ja jestem w stanie wczuć się w taką sytuację i nie wiem jak postapilabym,
            powiedzenie takiej kobiecie, że jest morderczyą to w sumie taki gwóźdź do trumny
            przepraszam, za takie obrazowe przedstawienie mojego punktu widzenia, ale nie mogę zrozumieć nawet odrobiny empatii dla tych kobiet
            czy zrobiły dobrze? nie
            czy zrobiły to mając inne wyjście z sytuacji? one w tamtym momencie nie widziały innej opcji

          • AniaM, poruszyłaś skutki najbardziej okrutnego i poniżającego potraktowania kobiety przez mężczyzn-gwałtu ale i w tym wypadku potrzebna jest pomoc psychologa najlepiej katolickiego i również pomoc duchowa księdza . Z każdej najtrudniejszej sytuacji można dzięki Bogu wyjść, świadczą o tym świadectwa kobiet zgwałconych i dzieci poczętych w wyniku gwałtu. Nie da się nikomu pomóc, gdy ktoś jest zamknięty i nie wyjdzie ze swym problemem. To sama osoba zainteresowana musi szukać pomocy, bądź jej najbliżsi. Dzisiaj w dobie internetu jest to chyba łatwiejsze aniżeli 100 lat temu.
            Jak widać ze statystyk, adorcja dotyczy jednak w przerażającej większości tz „niechcianej ciąży” a więc braku odpowiedzialności zarówno kobiet jak i mężczyzn podejmujących współżycie.

  • Na temat aborcji wiele razy już rozmawialiśmy, a moje zdanie jest takie jak naucza KK: życie ludzkie zaczyna się w momencie poczęcia, a kończy (tu na ziemi) w wyniku śmierci. Zatem każde umyślne przerwanie życia w którymś z jego cykli: okres przedporodowy, poporodowy, wczesne i późne dzieciństwo, młodość, dojrzałość i starość, jest zabójstwem czy to się komuś podoba czy nie…

  • Nie wiem dlaczego, ale wciąż nie otrzymuję powiadomień o kolejnych komentarzach, natomiast powiadomienia o nowych wpisach Ks. Jacka otrzymuję 🙂

  • Jest jakaś zmiana: dostałem maila z prośbą o potwierdzwnie subskrypcji komentarzy :). Wcześniej tego nie miałem, więc może teraz będzie OK 🙂

      • Tak, teraz powinno działać, jednak możliwe, że będziemy zmieniać to i owo w systemie komentarzy. Tak, jak to w życiu bywa nie zawsze wszystko działa jak powinno, dlatego ciągle szukamy optymalnych rozwiązań. Z tego powodu dziękujemy też za wszystkie informacje na temat technicznego funkcjonowania bloga 🙂

    • To właśnie ” Dr Levatino zagrał w filmie „Nieplanowane”, który prezentuje historię Abby Johnson. Kobieta kierowała jedną z klinik aborcyjnych sieci Planned Parenthood. Nawróciła się po tym, jak przypadkiem asystowała przy jednym z zabiegów i na monitorze USG zobaczyła dziecko uciekające przed narzędziami lekarza.”

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.