I zaprowadził ich na górę…

I

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Beata Warpas, należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Wojcieszkowie;

Beata Kulikowska – Grzechnik, w czasie mojego pierwszego wikariatu czynnie zaangażowana w KSM Parafii w Radoryżu Kościelnym.

Urodziny natomiast przeżywa Kamil Charkiewicz, należący ongiś do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej.

Życzę Świętującym ciągłego doświadczania blasku chwały Jezusa w swoim życiu! Zapewniam o modlitwie!

Wszystkim zaś Paniom, z okazji Ich święta, życzę – jak co roku – tylko jednego: aby były jak najbardziej podobne do Najpiękniejszej z niewiast, czyli Maryi. I o to modlę się dla mojej Mamy, mojej Siostry, Ani; moich Siostrzenic: Weroniki i Emilki – i wszystkich Pań!

Na głębokie i wzniosłe przeżywanie Dnia Pańskiego – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

2 Niedziela Wielkiego Postu, A,

8 marca 2020.,

do czytań: Rdz 12,1–4a; 2 Tm 1,8b–10; Mt 17,1–9

CZYTANIE Z KSIĘGI RODZAJU:

Pan Bóg rzekł do Abrama: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i Ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi”.

Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot.

CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO TYMOTEUSZA:

Najdroższy: Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga, który nas wybawił i wezwał świętym wezwaniem, nie dzięki naszym czynom, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami, ukazana natomiast została teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim.

Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.

Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli.

A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.

A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.

A gdyby tak do kogoś z nas: do Ciebie, lub do mnie, Pan powiedział: Wstań, spakuj, co najważniejsze i ruszaj w nieznane – co byśmy powiedzieli? Zapewne, zasypalibyśmy Boga tysiącem pytań: A dokąd? A po co? A kiedy powrót? A jakim środkiem lokomocji? A jaka tam teraz pogoda? A czy tam nie ma koronawirusa?…

Tymczasem, ze strony Boga nie byłoby żadnego dodatkowego wyjaśnienia, tylko to, co dziś usłyszał Abram: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Co prawda, w następnym zdaniu padła wyraźna obietnica: Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem, ale znowu: Gdzie? Kiedy? W jaki sposób?… Co byśmy zrobili, gdyby Pan w taki sposób zwrócił się do nas? Dalibyśmy się przekonać, żeby wstać i pójść – nie wiadomo, dokąd?…

Jak w tej znanej piosence: „Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet”… Abram tak właśnie zrobił. Nie wsiadł, co prawda, do pociągu, jedynie osiołka zapewne osiodłał… W ostatnim zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania słyszymy wyraźnie: Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot. Ot, po prostu… Na jedno słowo Pana – ruszył w nieznane. Zostawił to wszystko, co do tej pory miał i miejsce, w którym przebywał; w jakiś sposób – można powiedzieć – zostawił to, kim do tej pory był, aby stać się kimś nowym, skoro nowe, nieznane zadania, zostały przed nim postawione, w nowym miejscu.

Należało się bowiem domyślać, że ta zmiana miejsca przebywania nie dokonuje się dla samej siebie, ale po coś konkretnego: Bóg ma jakieś swoje zamiary względem Abrama! Jak wiemy – bo mówi nam o tym Pismo Święte – tak rzeczywiście było. Ale żeby tak było, żeby to się mogło dokonać, trzeba było «wyjść ze swojej ziemi rodzinnej i z domu swego ojca do kraju, który Bóg ukaże»… Trzeba było ruszyć się z miejsca, zostawić to, co dotychczas – i pójść… Pójść przed siebie… Pójść w nieznane…

Do tego samego Święty Paweł zachęca – w drugim czytaniu – swego ucznia, młodego Biskupa Tymoteusza, gdy mówi: Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga, który nas wybawił i wezwał świętym wezwaniem, nie dzięki naszym czynom, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami, ukazana natomiast została teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię.

Możemy powiedzieć, że jest to podobne wezwanie do tego, które usłyszał Abram, bo i tutaj Tymoteusz mógł jedynie się domyślać, o jakich to «trudach i przeciwnościach» myślał Jego nauczyciel i przewodnik, Paweł Apostoł, gdy wzywał go do włączenia się w to dzieło. Dla Tymoteusza była to jeszcze wtedy zapewne terra incognita – ziemia nieznana. Dopiero później, w trakcie swojej bogatej i aktywnej działalności, miał się przekonać, o co chodziło.

Dokonało się to jednak – czyli: wypełnił Boże dzieło – dlatego, że dał się przekonać, by w tę nieznaną drogę wyruszyć i ową terra incognita, czyli przestrzeń dla siebie zupełnie nową, cierpliwie odkrywać. Na początku drogi nie mógł wiedzieć, z jakimi «trudami i przeciwnościami» przyjdzie mu się zmierzyć dla Ewangelii, a jednak zaufał Bogu, zaufał Pawłowi – i poszedł.

Piotr, Jakub i Jan także dali się Jezusowi poprowadzić, tyle że nie w dal, a bardziej w górę! I to dosłownie. Jak bowiem słyszymy w Ewangelii, Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. A tam – co się stało? To też słyszeliśmy: Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. A potem jeszcze tajemniczy głos z Nieba…

Rozważając ten fragment Ewangelii, Ojciec Święty Benedykt XVI tak mówił, w dniu 17 lutego 2008 roku, na Watykanie:

Dziś, w Drugą Niedzielę Wielkiego Postu – na kolejnym etapie drogi pokutnej – liturgia, w której w zeszłą niedzielę czytaliśmy Ewangelię o kuszeniu Jezusa na pustyni, zachęca nas do refleksji nad nadzwyczajnym wydarzeniem, jakim jest Przemienienie na górze. Oba te epizody, wzięte pod uwagę razem, antycypują tajemnicę paschalną: walka Jezusa z kusicielem zapowiada wielki ostateczny pojedynek, jakim jest Męka, a światło Jego przemienionego ciała – chwałę Zmartwychwstania.

Z jednej strony, widzimy Jezusa jako człowieka w całej pełni, który dzieli z nami nawet pokusę; z drugiej – kontemplujemy Go jako Syna Bożego, który przebóstwia nasze człowieczeństwo. Możemy zatem powiedzieć, że te dwie niedziele stanowią filary, na których opiera się nie tylko cała konstrukcja Wielkiego Postu aż do Wielkanocy, ale wręcz cała struktura życia chrześcijańskiego, którego istotą jest dynamika paschalna: od śmierci do życia.

Góra – zarówno Tabor, jak Synaj – to miejsce, gdzie Bóg jest blisko. To przestrzeń, gdzie ponad codzienną egzystencją oddycha się czystym powietrzem stworzenia. To miejsce modlitwy, gdzie doznaje się obecności Pana, jak Mojżesz i Eliasz, którzy pojawiają się u boku przemienionego Jezusa i rozmawiają z Nim o czekającym Go w Jerozolimie «wyjściu», czyli wydarzeniu Jego Paschy (bo słowo „Pascha” tyle właśnie oznacza: „przejście”, „wyjście”).

Do Przemienienia dochodzi w czasie modlitwy: modląc się, Jezus zanurza się w Bogu, wewnętrznie się z Nim jednoczy, Jego ludzka wola ściśle łączy się z pełną miłości wolą Ojca, a wówczas ogarnia Go światłość i ukazuje się wyraźnie prawda o Jego istocie: On jest Bogiem, Światłością ze Światłości. Również szata Jezusa staje się biała i jaśniejąca. Tu nasuwa się skojarzenie z Chrztem, z białą szatą, jaką przywdziewają neofici. Ten, kto odradza się w Chrzcie, zostaje obleczony w światło i zaznaje niebieskiego żywota, którego symbolem w Apokalipsie są białe szaty.

I to jest punkt zasadniczy: Przemienienie jest zapowiedzią Zmartwychwstania, które jednak zakłada Śmierć. Jezus ukazuje Apostołom swoją chwałę, aby mieli siłę znieść zgorszenie krzyża i zrozumieli, że trzeba wiele wycierpieć, aby osiągnąć królestwo Boże. Głos Ojca, rozlegający się z wysoka, mówi – tak, jak podczas Chrztu w Jordanie – że Jezus jest Jego umiłowanym Synem.

I dodaje: Jego słuchajcie. By osiągnąć życie wieczne, trzeba słuchać Jezusa, iść za Nim drogą Krzyża – tak jak On – mając w sercu nadzieję Zmartwychwstania. Spe salvi – w nadziei zbawieni! Dziś możemy powiedzieć: Przemienieni w nadziei!” Tak dzisiejsze wydarzenie ewangeliczne rozważał Ojciec Święty Benedykt XVI.

W swojej refleksji użył takiego ciekawego sformułowania: dynamika paschalna. Jak powiedział, ona jest istotą życia chrześcijanina – „dynamika paschalna: ze śmierci do życia”. Czyli – jakiś ruch, jakieś przemieszczanie się z punktu A do punktu B, z jednej rzeczywistości do drugiej. Abram i Tymoteusz mieli przejść od dotychczasowego stylu i sposobu życia – do nowych zadań, z którymi także wiązały się określone zamiary Boga, ale i Jego nowe obietnice.

Uczniowie Jezusa przemierzyli fizyczną odległość, jaka oddzielała miejsce ich dotychczasowego przebywania – od szczytu góry Tabor, gdyż już niedługo mieli przejść znacznie trudniejszą drogę, na inną górę: na Kalwarię! Wiemy, że ta druga droga okazała się dla nich wówczas za trudna, chociaż potem większość z nich doszła do swojej osobistej Kalwarii, oddając życie za Jezusa.

Jednak to dzisiejsze wydarzenie miało im pokazać, że w ich życiu wszystko – ale to absolutnie wszystko – musi się zmienić. Muszą przejść ze stanu dotychczasowego – do czegoś zupełnie nowego! I nie chodzi tu tylko o fizyczne przemierzenie odległości, o odbycie drogi, którą łatwo zaznaczyć, zarysować na mapie. Tu chodzi o coś o wiele trudniejszego: o przemierzenie duchowej drogi. Albo inaczej: o przemierzenie drogi w swoim sercu, w swoim wnętrzu!

A skoro tak, to mówimy o wezwaniu, skierowanym nie tylko do Apostołów, nie tylko do Abrama czy Tymoteusza, ale do każdej i każdego z nas. I to nie tylko do tych sprawnych, którzy są w stanie się poruszać, którzy prowadzą aktywny tryb życia, ciągle są w drodze – nie.

To wezwanie skierowane jest także do osób przykutych do łózek szpitalnych czy wózków inwalidzkich, ale także tych, którzy po prostu wiodą życie spokojne – by tak rzec: statyczne – w jednym miejscu, w jednej miejscowości, na określonym obszarze, przemierzając co najwyżej drogę z domu do pracy i z pracy do domu; z domu do kościoła i z kościoła do domu; z domu do sklepu – i z powrotem.

Naprawdę, by odpowiedzieć pozytywnie na to zaproszenie Jezusa, nie trzeba przemierzać całego świata, ani jeździć po Polsce. A nawet, jeżeli ktoś taki styl życia i pracy prowadzi, to też nie oznacza automatycznie, że to Jezusowe polecenie wypełnia.

Bo – jak uczy życiowe doświadczenie – można być w ciągłym ruchu, można przemierzać duże odległości, jeździć z miejsca na miejsce, albo też robić wokół siebie wiele szumu i hałasu, można angażować się w wiele różnych inicjatyw i akcji, jednocześnie tkwić po uszy w swoich grzechach, w swoich złych przyzwyczajeniach, w swoich schematach myślenia. I nie chcieć niczego zmieniać, na zasadzie: Taki już jestem – co robić?… Już taki jestem…

A można – odwrotnie – żyć w swoim małym świecie, a nawet nie ruszać się z łoża choroby, albo z wózka inwalidzkiego, albo nie wychodzić ze swego domu z powodu fizycznej słabości, a być człowiekiem ciągle w drodze – w sferze duchowej. Czyli ciągle coś nowego w swoim życiu wprowadzać, czegoś nowego się uczyć, pokonywać swoje słabości, przełamywać swoje schematy.

I na to – uwaga – każdy czas jest dobry. I każdy wiek. Zatem, nie można stawiać sprawy w ten sposób, że jak ktoś ma osiemdziesiąt pięć lat, to co on może w swoim życiu zmienić?… On się już nie zmieni, za późno na zmiany – tak niektórzy uważają. Znowu inni twierdzą, że w młodym wieku to za wcześnie na zmiany, bo człowiek musi się wyszumieć, musi popróbować życia w różnych jego wymiarach, a potem, w starszym wieku, to się będzie modlił i do kościoła chodził. I będzie się nawracał.

Znowu – to nie tak. Żaden wiek nie jest ani za wczesny, ani za późny, żeby wyruszyć w drogę na wezwanie Pana. Tak na marginesie – zadanie dla dociekliwych: zechciejcie sprawdzić, w Księdze Rodzaju, ile to lat miał Abram, kiedy Bóg zwrócił się do niego z tym poleceniem, o jakim dziś mowa?… Wystarczy przeczytać następne zdanie po tym fragmencie, jaki dziś w pierwszym czytaniu usłyszeliśmy, a przekonamy się, że wiek nie stanowił dla Abrama żadnej przeszkody, żeby porzucić wszystko, co było dotychczas, wyruszyć w drogę i zacząć wszystko od nowa.

I dla nas też, moi Drodzy, ani wiek, ani jakakolwiek inna okoliczność, nie musi – a wręcz nie może – stanowić przeszkody do tego, by ruszyć się ze swego ciepełka, w jakim jest nam tak dobrze, a które już zalatuje duchową stęchlizną, i zacząć wszystko od nowa! Wielki Post jest naprawdę dobrą ku temu okazją! Żeby zrobić choćby jeden krok – choćby jeden krok, ale wyraźny i konkretny – do przodu. A dokładniej – ku górze.

Czyli żeby po zakończeniu tego Wielkiego Postu móc pokazać, że w tym oto jednym, konkretnym wymiarze nastąpiła konkretna zmiana. Choćby tylko jedna, nawet drobna, ale wyraźna.

Co będzie takim moim krokiem ku górze, ku Bogu, czyli – co będzie taką moją zmianą po tym Wielkim Poście?… Nad czym teraz konkretnie pracuję – co jest moim osobistym postanowieniem na ten Wielki Post? Co próbuję w sobie bardzo konkretnie zmienić? A jeżeli jeszcze nie zacząłem, to nad czym konkretnie zacznę pracować – jeszcze dzisiaj?…

Bo – jak to mówi stare porzekadło – nie chciała góra do Mahometa…, tak trzeba jasno sobie powiedzieć, że „samo” się na górę nie wejdzie. Trzeba się ruszyć z miejsca – i do przodu! Do góry! Nie za tydzień, nie jutro!

Dzisiaj! Teraz!

2 komentarze

  • A może powinniśmy zrobić sobie dwa wykresy naszej wędrówki w życiu; tej fizycznej i tej duchowej i spróbować je zestawić ze sobą w czasie i powiązać z wydarzeniami w życiu. Mielibyśmy pogląd co nas hamowało, co dawało przyspieszenie w naszej ziemskiej drodze do Boga. Wielki Post, to szczególny czas refleksji nad własnym życiem…

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.