Niech się nie trwoży serce wasze!

N

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, wszystko właściwie, co leży mi na sercu – nie od dzisiaj zresztą – zawarłem w rozważaniu. Nawet nie myślałem – pisząc je – że pójdzie w tym kierunku, w jakim poszło. Ale wierzę, że to Duch Święty tak poprowadził. W końcu, modliłem się do Niego o światło.

Mam świadomość, że o tych sprawach na blogu już było pisane. Ale myślę, że o pewnych istotnych kwestiach ciągle musimy sobie przypominać. A poza tym, niedzielne słowo jest też homilią, którą wygłaszam na Mszach Świętych.

Życzę Wszystkim Bożej niedzieli!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

5 Niedziela Wielkanocna, A,

10 maja 2020.,

do czytań: Dz 6,1–7; 1 P 2,4–9; J 14,1–12

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy.

Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów, powiedziało: „Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbali słowo Boże, a obsługiwali stoły. Upatrzcież zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa”.

Spodobały się te słowa wszystkim zebranym i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja, prozelitę z Antiochii. Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce.

A słowo Boże rozszerzało się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:

Najmilsi: Zbliżając się do Pana, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również niby żywe kamienie jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. To bowiem zawiera się w Piśmie: „Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony”.

Wam zatem, którzy wierzycie, cześć. Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczy, stał się głowicą węgła – i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni.

Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”.

Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”

Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”.

Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”.

Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”.

Z pewnością problem, jaki podnieśli helleniści, szemrzący przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy, był konkretnym wyzwaniem, przed którym stanął młody Kościół. Tytułem dopełnienia obrazu całej sprawy, wyjaśnijmy, o kim mówimy.

Otóż, helleniści i Hebrajczycy – to Żydzi, stanowiący pierwszą chrześcijańską wspólnotę, przy czym ci pierwsi, helleniści, pochodzili z diaspory – czyli, mówiąc bardziej „po naszemu”: z rozproszenia, jakby z emigracji – mówili więc po grecku, w tej kulturze byli wychowani i nawet Pismo Święte czytali z tak zwanej Septuaginty, czyli greckiego przekładu. I właśnie z powodu takiego, a nie innego, pochodzenia i wychowania, byli bardziej otwarci.

Z kolei, Hebrajczycy, to Żydzi nawróceni z tradycyjnego judaizmu, pochodzili zasadniczo z Palestyny, mówili po aramejsku, a Pismo Święte czytali po hebrajsku. Z powodu swego pochodzenia i wychowania, byli bardziej zamknięci i rygorystyczni, przywiązani do zapisów Prawa Starego Testamentu.

Podkreślmy: jedni i drudzy byli Żydami, jedni i drudzy już byli chrześcijanami, należeli do wspólnoty Kościoła – i to ich łączyło – natomiast dzieliło ich wszystko inne.

I oto dzisiaj dowiadujemy się, że doszło do swoistego konfliktu – może jeszcze nie otwartego, ale do szemrania hellenistów przeciwko Hebrajczykom. A z takiego cichego szemrania – jak wszyscy dobrze wiemy – powstają całkiem niemałe konflikty. Dlatego trzeba było zmierzyć się z tym problemem.

Jak słyszymy, działanie podjęte w tym celu, było bardzo konkretne i zdecydowane: Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów, powiedziało: „Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbali słowo Boże, a obsługiwali stoły. Upatrzcież zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa”.

Warto, moi Drodzy, zwrócić uwagę na tę wypowiedź, bo zawiera w sobie przynajmniej dwa stwierdzenia, które mogą nas wprawić w zdziwienie, albo nawet wywołać naszą negatywną reakcję.

Pierwsze jest to: Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbali słowo Boże, a obsługiwali stoły. To by sugerowało pewne lekceważenie, z jakim Apostołowie wyrażają się na temat pomocy potrzebującym. Określenie tej posługi mianem «obsługiwania stołów» może nasuwać skojarzenie z potraktowaniem przez nich tej czynności jako mało istotnej.

I drugie stwierdzenie: Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa. Padło ono po tym, jak już zapowiedziano wybór siedmiu mężów, mających się zająć rozdzielaniem jałmużny. To z kolei sugerowałoby zrzucenie na innych może mniej przyjemnego obowiązku, podczas kiedy samemu będzie się zajmowało tym, co lekkie i przyjemne, bo w sumie pomodlić się i ewentualnie pogadać sobie o tym, czy o tamtym – to niewiele kosztuje. Ale zająć się cięższą robotą – to już niech będzie dla innych.

Tak zapewne mogli myśleć ci, którzy słyszeli postanowienie Apostołów, natomiast na pewno tak myśli dzisiaj bardzo wielu tych, którzy rolę Kościoła najchętniej sprowadziliby do rangi ośrodka pomocy społecznej, organizującego doraźne wsparcie dla potrzebujących, w formie chociażby noclegów i ciepłych posiłków. Kościół zresztą na tym odcinku dobrze się spełnia, zyskując nawet niemałe uznanie – nawet w mediach mu nieprzychylnych.

Jednak – nie to jest istotą jego istnienia i działania! Albo może inaczej: nie tylko to. Pomoc potrzebującym – owszem. Ale ona powinna być częścią całej misji Kościoła, powinna wynikać z tego, co jest jego najbardziej zasadniczym zadaniem. A co jest? A to właśnie, co dzisiaj Apostołowie określili jako modlitwa i posługa Słowa, której postanowili oddać się całkowicie, powierzając rozdawanie jałmużny siedmiu diakonom.

Zobaczmy zresztą, że te dwa zadania zostały tak naprawdę potraktowane łącznie, bo podjęła się ich jedna i ta sama wspólnota. W żaden też sposób rozdawanie jałmużny nie zostało – by tak rzec – potraktowane gorzej, z jakimś lekceważeniem. Wprost przeciwnie! Czy bowiem zwróciliśmy uwagę, komu Apostołowie postanowili to zadanie powierzyć, kogo kazali do tego zadania wybrać? Siedmiu mężów […], cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. A zatem, to nie mogli być – przepraszam za to wyrażenie – „pierwsi lepsi”. To mieli być – i byli, bo przecież takich wybrano – ludzie prezentujący bardzo wysoki poziom ducha, nie wyłączając także walorów intelektualnych.

Natomiast tym swoim postanowieniem Apostołowie przywrócili właściwy porządek rzeczy – porządek, zgodnie z którym to właśnie sprawowanie kultu Bożego i głoszenie Bożego słowa jest pierwszą i najważniejszą misją Kościoła, a z tego dopiero ma wynikać postawa chrześcijańskiej miłości bliźniego, wyrażająca się w dobroczynności, pomocy potrzebującym, opieki nad nimi. Jeżeli bowiem miałaby zostać tylko działalność zewnętrzna, a zabrakłoby tej sfery duchowej, to taka pomoc nie byłaby wyrazem miłości bliźniego, a zaspokajaniem własnej próżności i pychy, lub uciszaniem sumienia, dla potrzebującego zaś byłaby czymś poniżającym.

Dobrze, że już na początku istnienia Kościoła Apostołowie zadbali o uporządkowanie tych kwestii. Szkoda jednak, że dzisiaj znowu się o tym nie pamięta i – chociażby w kontekście obecnej sytuacji – jak najbardziej docenia się działalność charytatywną Kościoła, pomoc w opiece nad chorymi, zakup respiratorów, pomoc w domach pomocy społecznej, ale kiedy Kościół dopomina się o poszanowanie Prawa Bożego, krytykując trwające bez żadnych przeszkód mordowanie dzieci nienarodzonych – o, to wtedy już jest źle!

I kiedy dopomina się o swobodę sprawowania Mszy Świętej i głoszenia słowa Bożego, kiedy chce wychodzić do ludzi z posługą sakramentalną, co jest jego najważniejszym przesłaniem, wówczas napotyka blokadę.

Oto bowiem obecność wiernych na Mszy Świętych potraktowano na równi z jakimiś rzeczywiście niekoniecznymi zgromadzeniami publicznymi, jak wiece, czy różne imprezy lub bankiety, podczas gdy dla człowieka wierzącego przeżycie osobiste Mszy Świętej – podkreślmy to mocno: przeżycie osobiste, nie wirtualne – oraz przyjęcie Ciała Pańskiego w Komunii Świętej w sposób rzeczywisty, a nie tylko poprzez pragnienie przyjęcia, to przecież sprawa absolutnie fundamentalna!

A tymczasem, pierwszą rzeczą, jaką dzisiejszy, rzekomo wolny świat uczynił w obliczu niebezpieczeństwa, którego nawet nie zidentyfikował do końca, było zamknięcie kościołów – na długo przed tym, jak pozamykano inne przestrzenie publiczne. Niektórych nie zamknięto, bo są konieczne do życia: sklepy, apteki. A kościoły – nie są konieczne do życia? Nie są rzeczywistościami pierwszej potrzeby? Dla człowieka prawdziwie wierzącego są!

To prawda, że u nas kościołów nie zamknięto – w sensie ścisłym tego słowa. Ale ograniczenia, które obowiązywały w czasie najważniejszych dla nas, wierzących, Świąt w roku były drakońskie i nieadekwatne, a i teraz są one niesprawiedliwe i krzywdzące! Jednak my, na szczęście, możemy do kościołów przychodzić i stale mogliśmy, przynajmniej na osobistą modlitwę i adorację, mogliśmy się wyspowiadać i przyjąć Komunię Świętą.

Ale cały, rzekomo wolny i taki bardzo demokratyczny świat, wycierający sobie buzie sloganami o wolności człowieka, pozamykał kościoły „na cztery spusty” i w wielu krajach ani myśli otwierać! W jednym z nich władze dopuszczają taką możliwość dopiero o Bożym Narodzeniu, albo i później. To jest niedopuszczalne! Kto później będzie leczył poranionych duchowo ludzi, którym dzisiaj zamknięto drogę do źródła życia? Kto będzie pobudzał do życia duchowe trupy? Psychologowie i psychiatrzy? Dadzą radę?

Dla nas, wierzących, to są naprawdę kwestie fundamentalne, a nie jakieś „niekonieczne zgromadzenia”, czy artykuły dalszej potrzeby, bez których można się obyć.

I to właśnie w tym kontekście odczytujemy słowa Apostoła Piotra z dzisiejszego drugiego czytania: Zbliżając się do Pana, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również niby żywe kamienie jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa.

Właśnie tu, do świątyni, przychodzimy, aby składać duchowe ofiary. To właśnie tu, w naszej świątyni, budujemy nasze duchowe świątynie. Tych naszych duchowych ofiar nie da się złożyć mailem lub smsem!

A Piotr jeszcze dopowiada: Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła. Nie możemy być «świętym narodem» i «ludem Bożym» – tylko przez internet! Nie możemy być Kościołem Chrystusa tylko w przestrzeni wirtualnej. Nie możemy dać sobie ciągle wmawiać, że nasz udział we Mszy Świętej – to największe zagrożenie i źródło zakażeń!

I nie możemy się dać obłaskawić przychylnymi opiniami na temat tego, jak to Kościół włącza się w walkę z wirusem, organizując pomoc charytatywną. Ona – podkreślmy to wyraźnie jeszcze raz – także jest ważna i bardzo potrzebna. Ale Kościół chce i powinien włączać się w walkę z każdym nieszczęściem, każdą biedą, każdym problemem – poprzez to, co jest istotą jego misji, czyli poprzez sprawowanie bez przeszkód i rządowych ograniczeń kultu Bożego, a więc sprawowanie Mszy Świętej, udzielanie Komunii Świętej, jednanie ludzi z Bogiem, głoszenie Bożego słowa i modlitwę. To jest pierwsze i najważniejsze!

I tego nie można zepchnąć do sfery wirtualnej. To ma się odbywać w tak zwanym realu, bo Jezus całkiem realnie zaistniał na świecie i bardzo realnie zbliżył w ten sposób Niebo do ziemi. Tak o tym mówi dzisiaj w Ewangelii, odpowiadając na prośbę Apostoła Filipa, by ukazał im swego Ojca: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła.

Zobaczmy, moi Drodzy: realna obecność i konkretne dzieła! To jest istotą misji Jezusa i misji Kościoła. Jezus sam – przede wszystkim – głosił Boże słowo i wzywał do nawrócenia. Swoją realną obecnością: modlitwą, słowem i działaniem, pokazywał Ojca, przybliżał Niebo. A na potwierdzenie swojej misji i prawdziwości swoich słów – dokonywał znaków i cudów. Także – karmił głodnych, rozmnażając chleb i ryby, to prawda. Ale nie to było istotą Jego misji. To spełniało funkcję pomocniczą.

Istotą misji Jezusa było podarowanie ludziom duchowych środków, które ich doprowadzą do wiecznego zbawienia. I to jest istotą misji Kościoła dzisiaj – tu się nic nie zmieniło. Wiedząc o tym, moi Drodzy, zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby nie „zwirtualizować” swojej wiary. Przychodźmy na Mszę Świętą kiedy tylko możemy! Bardziej, niż może kiedykolwiek wcześniej, zadbajmy o stały stan łaski uświęcającej, a to zakłada Spowiedź Świętą mniej więcej co miesiąc. Dzięki temu stale będziemy mogli przyjmować Komunię Świętą. Przychodźmy też na nabożeństwa majowe, albo gromadźmy się przy kapliczkach przydrożnych! Módlmy się wspólnie w rodzinach i czytajmy – także najlepiej wspólnie – Pismo Święte.

Ale też – jako ludzie wolni, świadomi swoich praw i świadomi swojej wiary – domagajmy się poszanowania praw, jakie przysługują Kościołowi. Czyli – właśnie – nam wierzącym! I do tego, jak najbardziej, należy wykorzystać internet! Podpisujmy wszelkie możliwe petycje, piszmy do kogo tylko możemy, rozmawiajmy o tym z ludźmi, wykorzystujmy dostępne sobie kontakty i znajomości, aby dopominać się o poszanowanie tego naszego najważniejszego prawa – prawa do swobodnego praktykowania swojej wiary! Twórzmy właściwą świadomość całej sprawy.

Wspierajmy na duchu szczególnie tych, którzy jeszcze są tak bardzo przestraszeni, którzy dali się ogłupić mediom i uwierzyli, że trzeba się bać wszystkiego i wszystkich. I że w kościele na pewno dopadnie ich zaraza.

Moi Drodzy, przede wszystkim – gorąco i nieprzerwanie módlmy się o Bożą pomoc w tych sprawach, gdyż własnymi siłami – jako ludzie – na pewno sobie z tym wszystkim nie poradzimy. Bośmy już tak poplątali i skomplikowali całą sprawę, że już sami nie wiemy, kogo słuchać i komu wierzyć.

Dlatego uwierzmy na nowo Bogu! I zawalczmy o to, byśmy się mogli z Nim swobodnie spotykać, a więc bez żadnych przeszkód uczestniczyć we Mszy Świętej, przyjmować Komunię Świętą, spowiadać się, adorować Najświętszy Sakrament. Czyli – budować wciąż i wzmacniać duchową świątynię w swoich sercach. Inaczej bowiem, może się na końcu okazać, że wirusa pokonamy, ale w sferze ducha będziemy kompletną ruiną! Oby się tak nie stało…

17 komentarzy

    • Ku pamięci świętego Jana Pawła II w 15-tą rocznicę odejścia do Domu Ojca.
      https://www.youtube.com/watch?v=vy8vu5yDDM8
      Piękni młodzi ludzie, mam przyjemność ich znać. Już wcześniej wiedziałam , że Karen pięknie śpiewa, ewangelizuje, brała udział w misji Droga na wschód, ale gdy dziś Jej mama podesłała mi link z pieśnią „Twa obecność” w wykonaniu córki , ożyły wspomnienia naszego przypadkowego spotkania z Karen i towarzyszącym jej narzeczonym ( obecnie mężem) w autobusie wiozącym nas do Matki Bożej Licheńskiej.

    • Komentarze pod tym filmem to piszą katolicy? Czy my jako chrześcijanie możemy hejtować innych ludzi? Tam jest masę hejtu na papieża, biskupów. Że to niby zdrajcy. Tak łatwo jest oceniać drugiego człowieka? Bez cienia refleksji? Dziwne to. Jeżeli czytają to ludzie niewierzący, to jakie świadectwo dostają od katolików?

      • Problem komentarzy, czynionych przez czytelników różnych portali – na jakiekolwiek tematy – to rzeczywiście powód do głębokiego zastanowienia… Nieraz zastanawiam się, skąd w ludziach – także uważających się za wierzących – tyle zawiści, tyle żółci, jaką wylewają… Jakby miało im dosłownie ulżyć… Albo mieliby coś na tym zyskać. Ale co?
        To jest chyba kwestia naszego korzystania z wolności słowa. I wolności w ogóle…
        Dzięki za tę refleksję, pod którą się z całym przekonaniem podpisuję…
        xJ

      • Otóż mamy ogromny wylew wiary. Spotykam wierzących w zabujczego wirusa, albo wierzących w szczepionkę na niego. Są też wierzący w płaską ziemię albo jakieś partie dobrobytu. Jak patrzę na ten świat, to co raz barfziej wydaje mi się, że staję się czlowiekiem. niewierzącym.

        • To, niestety, prawda. A do tego – wylew strachu, czasami wręcz paniki. Natomiast widzę też coraz więcej wiary w Jezusa! Nawet wczoraj słyszałem piękne świadectwo z mojej ostatniej Parafii, jak ludzie dużo wcześniej przyjeżdżają, żeby dostać się do kościoła, bardzo wiele Osób stoi na dworze, ludziom naprawdę zależy na Mszy Świętej. Słyszę świadectwa o prawdziwym rozmodleniu ludzi i głębokiej refleksji, jaką podejmują na temat swego życia. Oczywiście, że nie wszyscy, ale pozytywne poruszenie, polegające na powrocie wielu ludzi – naprawdę wielu – do kościołów, na Mszę Świętą, docierają z niejednej Parafii. Jestem przekonany, że Bóg naprawdę słyszy nasze modlitwy, jakie od dwóch miesięcy tak intensywnie zanosimy i da nam naprawdę dużo wspaniałych darów – wzrostu wiary i pobożności. Wierzę w to głęboko, że ten trudny czas zaowocuje dobrem. Może nawet większym, niż się spodziewamy…
          xJ

          • Wydaje mi się, że owocem tego czasu powinna być zmiana naszego życia, postępowania. Choćby trochę.
            Czy naprawdę tak bardzo istotne jest czy przyjmiemy komunię w takiej postawie, czy na rękę? Czy będziemy brać udział we Mszy osobiście, czy przez Internet? Czy nie za bardzo przywiązujemy wagę do formy a nie zapominamy o treści? Czy biorąc udział w Mszy przez internet pokazujemy że nam nie zależy na Mszy? Tu chyba nie chodzi o gesty ale o nasze wnętrze i czyny.

          • To właśnie jest element protestantyzacji Kościoła :). Niestety, ale sprawy poszły w tym kierunku, żeby ludziom celebrę ułatwiać, jak najprościej, jak najłatwiej, jak najszybciej – kościelny fast food. A ważna jest zarówno forma jak i treść :).

        • Może nie każdy ma taki trzeźwy osąd sytuacji jak Ty.Wielu ludziom ciężko jest znaleźć pokój w tym trudnym czasie. Być może nie są tak dojrzali w wierze. I stąd ta panika.
          To są po prostu emocje, ludzkie emocje.

  • „Władze…pozamykał kościoły „na cztery spusty”” – i o to przecież chodzi władzuniom w całej marksistowskiej domenie domimującej w świecie… 1:0 dla szatana… na razie, piłka w grze 😉

    • Sądzisz,że ktoś celowo zamknął kościoły w Polsce w jakimś określonym celu?
      Żeby ludzie do kościoła przestali chodzić? Według mnie to jest zbyt daleko posunięta insynuacja.

      • Trudno mi się zgodzić z twierdzeniem, że nie ma różnicy między Mszą Świętą, przeżywaną w kościele, a tą, przeżywaną (jakkolwiek rozumieć to słowo) przez internet. Istotą Kościoła jest bycie razem, tu i teraz. To właśnie znaczy greckie i łacińskie słowo: ECCLESIA, na określenie Kościoła. Dosłownie znaczy ono: zwołanie, zgromadzenie. Właśnie – osobistą obecność we wspólnocie wierzących, zgromadzonych na sprawowanie świętych obrzędów. Dlatego trzeba dążyć ze wszech miar do tego, by osobiście uczestniczyć we Mszy Świętej.
        Dziękuję za tę żywą dyskusję!
        xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.