Kto trwa we Mnie…

K

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Ksiądz Robert Furman – z Diecezji warszawsko – praskiej;

Ksiądz Robert Jędrych, pochodzący z Parafii w Żelechowie i za moich czasów działający aktywnie z miejscowym KSM.

Urodziny przeżywa natomiast Beata Warpas, należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Wojcieszkowie.

Wszystkim świętującym życzę jak najmocniejszego zakorzenienia w Chrystusie, o czym więcej w rozważaniu. O to też będę się dla Nich modlił.

A teraz, moi Drodzy, kilka ważnych spraw bieżących:

1. Dzisiaj Kościół dopuszcza możliwość dowolnego wspomnienia liturgicznego Matki Bożej Fatimskiej. Korzystając z tej możliwości, nawiązuję do tego w rozważaniu, Msze Święte i Brewiarz także będę odprawiał z tego Wspomnienia, zachęcam natomiast Wszystkich do intensywnej modlitwy przez wstawiennictwo Pięknej Pani z Fatimy – o miłosierdzie Boże dla świata. Ale też – o ducha pokuty i nawrócenia, do czego Matka Boża tam szczególnie wzywała i co wprost wskazywała jako warunek uchronienia ludzkości przed kolejnymi nieszczęściami. Włączmy się w tę modlitwę dzisiaj, pamiętając, że 25 marca tego roku także nasz kraj został uroczyście zawierzony opiece Matki Bożej, właśnie tam, w Fatimie.

2. Niech jedną z form tej modlitwy będzie osobisty udział w nabożeństwie fatimskim, o ile tylko takowe jest w Parafii organizowane. A wiem, że w wielu Parafiach ma się odbyć. Weźmy w nich udział! Oczywiście, z zachowaniem koniecznej ostrożności, ale też bez paranoi i paniki!

3. I w tym kontekście – raz jeszcze zwracam się do Was słowami mojego serdecznego APELU DO WSZYSTKICH, z 2 maja. Potwierdzam jego aktualność, zachęcam do przeczytania go raz jeszcze i do duchowej mobilizacji.

4. Jutro natomiast Papież Franciszek zaprasza nas – i inne wspólnoty religijne – do wspólnej modlitwy, postu i dobrych uczynków w intencji Bożego zmiłowania nas światem. Moi Drodzy, bardzo trzeba doceniać takie inicjatywy – łączące we wspólnym dziele cały świat! Dlatego – włączając się osobiście w to dzieło – zachęcam i Was, abyście zechcieli podjąć post, modlitwę i jałmużnę, w formie dobrych uczynków, w tejże intencji. Jeżeli komuś zdrowie pozwoli, to niech to będzie post ścisły. Z drugiej strony, nie musi to być – tak uważam – wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Może to być post od tego, co się najbardziej lubi i bez czego trudno się codziennie obyć, a jutro może warto się bez tego obyć, na przykład – od telewizji. Albo od rozrywek w internecie. Albo od komórki. Albo od czegokolwiek innego, od czego powstrzymanie się będzie nas trochę kosztowało. Bo to jest istotą postu – jest to wyrzeczenie, które mnie kosztuje! Oczywiście, może to być wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

Zachęcam do hojnego ofiarowania Bogu tego swego daru! I niech temu towarzyszy świadoma intencja: o nawrócenie świata i o Boże zmiłowanie nad światem, o otwarcie drzwi wszystkich kościołów, domów, szkół, uczelni, zakładów pracy, a nade wszystko – otwarcie drzwi ludzkich serc!

5. A jutro i pojutrze – jak to nakazuje w sumie krótka, bo zaledwie kilkutygodniowa, ale naprawdę piękna tradycja – jesteśmy pod promieniowaniem ducha i mądrości z Syberii!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 5 Tygodnia Wielkanocy,

Wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej,

13 maja 2020,

do czytań: Dz 15,1–6; J 15,1–8

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

W Antiochii niektórzy przybysze z Judei nauczali braci: „Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni”.

Kiedy doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą, postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich udadzą się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do apostołów i starszych. Wysłani przez Kościół szli przez Fenicję i Samarię, sprawiając wielką radość braciom opowiadaniem o nawróceniu pogan.

Kiedy przybyli do Jerozolimy, zostali przyjęci przez Kościół, apostołów i starszych. Opowiedzieli też, jak wielkich rzeczy Bóg przez nich dokonał. Lecz niektórzy nawróceni ze stronnictwa faryzeuszów oświadczyli: „Trzeba ich obrzezać i zobowiązać do przestrzegania Prawa Mojżeszowego”. Zebrali się więc apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie.

Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

Tak to właśnie było u początków Kościoła, że nauka wiary – dzisiaj powiedzielibyśmy mądrze: doktryna – nie była jeszcze ostatecznie wykrystalizowana, wiele spraw trzeba było jeszcze dopowiedzieć, doprecyzować, dlatego zdarzały się takie właśnie sytuacje, jak ta, iż w Antiochii niektórzy przybysze z Judei nauczali braci: „Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni”.

I nawet z tego, co – jak słyszymy – stało się potem, wynika, że to nie było takie sobie stwierdzenie, jakie niekiedy komuś „wymknie się” niechcący, ale że to był poważny problem, który gdzieś tam w sercach ludzi, głęboko tkwił, tylko teraz, przez przybyszów z Judei, został nazwany wprost. Jak się bowiem dowiadujemy, doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą.

Może nas to zaskakuje, a z drugiej strony: może i trochę pociesza, że spory i zatargi w Kościele – to nie „wynalazek” ostatnich czasów, ale istniały od początku. Co więcej, dotyczyły nierzadko spraw naprawdę istotnych, wręcz fundamentalnych, a nie tylko jakichś tam, pobożnych i mało ważnych.

W czasach obecnych widzimy zjawisko nieco odwrotne: doktryna katolicka jest wykrystalizowana, przez dwa tysiące lat ukształtowała się nauka teologiczna, powstały opasłe tomy rozważań wielkich mistrzów życia duchowego, wielkich Świętych i znakomitych teologów, a do sporów i zatargów wciąż dochodzi – i to znowu, w kwestiach podstawowych i fundamentalnych.

Zda się, wszystko już na ich temat powiedziano i doprecyzowano, zasadnicze prawdy zostały potwierdzone pieczęcią papieskiego autorytetu, a oto znowu pojawiają się jacyś «przybysze» – może nie z Judei, tylko z bezdroży swoich osobistych przekonań i prywatnych poglądów – i mącą w głowach ludziom szczerze i głęboko wierzącym. Poddają w wątpliwość to, co już od wieków uznawano za sprawy rozstrzygnięte i dopowiedziane. Są też inne przyczyny niemałych sporów i zatargów, dlatego można powiedzieć, że w Kościele wciąż… dzieje się… Oj, dzieje się…

W tym sensie, nasuwa się wniosek, że czy to obecne czasy, czy tamte, u początków Kościoła – obserwujemy zjawiska podobne. Natomiast wyraźną różnicę widzimy w sposobie ich rozwiązywania.

I tutaj zwróćmy uwagę na to, jak rozwiązywano je wówczas, bo jak się je rozwiązuje – albo właśnie często: nie rozwiązuje się – dzisiaj, to my dobrze wiemy. Śledząc internet, mamy to jak na dłoni. Zresztą, niekiedy sami włączamy się w różne dyskusje i albo pomagamy całej sprawie, pomagamy Kościołowi, albo – wprost przeciwnie – szkodzimy… A jak rozwiązywano wówczas?

Słyszymy, iż postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich udadzą się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do apostołów i starszych. Co ciekawe, chociaż atmosfera była do jakiegoś stopnia napięta, to nawet już sama podróż Apostołów do Jerozolimy stała się okazją do niesienia i głoszenia Dobrej Nowiny! Zobaczmy: Wysłani przez Kościół szli przez Fenicję i Samarię, sprawiając wielką radość braciom opowiadaniem o nawróceniu pogan.

A zatem, z jednej strony trzeba docenić ich posłuszeństwo Kościołowi i dyspozycyjność, wyruszyli bowiem jako wysłani przez Kościół, podjęli się trudu drogi, a jednocześnie – nawet tę drogę wykorzystali do niesienia radości i nadziei współwyznawcom. I także kiedy przybyli do Jerozolimy, zostali przyjęci przez Kościół, apostołów i starszych. Opowiedzieli też, jak wielkich rzeczy Bóg przez nich dokonał.

Nasuwa się skojarzenie, że tym swoim opowiadaniem o wielkich rzeczach, dokonywanych przez Boga wśród pogan, już sygnalizowali swoje stanowisko w tej spornej sprawie i przygotowywali grunt pod przyszłe postanowienie. Jednakże, ponieważ niektórzy nawróceni ze stronnictwa faryzeuszów oświadczyli: „Trzeba ich obrzezać i zobowiązać do przestrzegania Prawa Mojżeszowego”, przeto zebrali się więc apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę.

Nie dało się sprawy załatwić w „trybie przyspieszonym”, trzeba było odbyć naradę, ale to w niczym nie zmieniło całego pozytywnego nastawienia Apostołów i ich troski o dobro Kościoła. Po prostu, zebrali się dla omówienia ważnych kwestii i poczynienia ustaleń na przyszłość, natomiast na pewno nie po to, by się nawzajem atakować, obrzucać inwektywami czy oskarżeniami, jak to ma niekiedy miejsce dzisiaj.

Możemy chyba nawet zauważyć, że cała ta trudna sprawa stała się sprawdzianem, na ile autentyczne jest ich zatroskanie o Kościół, na ile szczere jest ich oddanie Chrystusowi i Kościołowi. I na czym im tak naprawdę zależy. Jutro usłyszymy werdykt tego pierwszego w historii Kościoła Soboru, ale już sam sposób i styl jego zwołania pokazują świetne nastawienie i jak najlepsze intencje wszystkich uczestników.

Nie mamy wątpliwości, że było to wynikiem ich najgłębszego zakorzenienia w Jezusie, o czym On sam, Jezus Chrystus, tak dzisiaj mówi w Ewangelii: Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.

Moi Drodzy, tu jest recepta na wszelkie bolączki Kościoła i na nieskuteczność wielu działań, podejmowanych na różnych płaszczyznach i poziomach życia Kościoła: tak na tym najwyższym, powszechnym, jak i na tym najniższym, parafialnym, a nawet rodzinnym czy osobistym. Czemu tak często staramy się, a mamy wrażenie, że nic nie wychodzi? Czemu nie znajdujemy sposobu rozwiązania tak wielu problemów, jakie się piętrzą przed Kościołem? Czemu wreszcie modlimy się, a mamy wrażenie, że Bóg w ogóle nie słyszy i zupełnie nas jakby zostawił?…

Odpowiedź jest w tych słowach: Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Czy my czasami nie próbujemy rozwiązywać spraw, dotyczących Boga – bez Boga? Czy nie głosimy niekiedy Chrystusa – bez Chrystusa, bez Jego pomocy? Co możemy powiedzieć o swoim osobistym trwaniu w Nim? Na czym ono konkretnie polega? Co robimy, aby je wzmocnić, aby – rzeczywiście, jak samo słowo wskazuje – trwać, a nie tylko być od czasu do czasu?…

Moi Drodzy, nie ma sposobu, aby ten, kto naprawdę trwa w Jezusie – zawsze i wszędzie – nie przynosił owoców swojej modlitwy i pracy! Owszem, one nie zawsze będą takie, jakich by się sam zainteresowany spodziewał i jakich by się może spodziewali wszyscy wokół. Ale już Pan swoimi sposobami i swoimi drogami wszystko tak poprowadzi, aby owoce były dobre i obfite. Według miary Bożej – do której i człowiek także z czasem się przekona.

Paweł i Barnaba, oraz inni członkowie młodego Kościoła, właśnie dlatego tak wspaniale pokonywali wszelkie trudności, a ich posługa przynosiła tak liczne i dobre owoce, że najmocniej, jak tylko mogli, na sto procent i najszczerzej – trwali w Jezusie! Dosłownie – jak gałązki w winnym krzewie, nierozerwalnie z nim związane.

Wzięli oni sobie głęboko do serca tę Jezusową zachętę: Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. W ten sposób dają nam wspaniały i ponadczasowy przykład.

Podobnie, jak równie wspaniały przykład daje nam trójka małych Dzieci, które wpatrzone w oblicze tajemniczej Pięknej Pani, swoją modlitwą i postawą odpowiedziały na głos z Nieba. Mówimy oczywiście o wydarzeniach, które ponad sto lat temu dokonały się w portugalskiej Fatimie, a co dzisiaj wspominamy w liturgii Kościoła.

Oto 13 maja 1917 roku, Łucja dos Santos (mająca dziesięć lat), Franciszek Marto (mający dziewięć lat) i Hiacynta Marto (mająca lat siedem) paśli stado w Cova Da Iria, w Parafii Fatima. Około południa, po odmówieniu Różańca, jak to czynili zazwyczaj, wracali do swoich zabaw. Nagle zobaczyli błysk światła, podobny do błyskawicy. Chcieli odejść, lecz druga błyskawica rozświetliła miejsce, w którym się znajdowali. A po chwili spostrzegli na szczycie młodego, zielonego dębu „Panią jaśniejąca mocniej, niż słońce”. W rękach trzymała biały różaniec.

Pani powiedziała do trojga pastuszków: „Nie bójcie się, przychodzę z Nieba… Przyszłam prosić Was o to, abyście przychodzili tutaj każdego trzynastego, przez kolejnych sześć miesięcy, o tej samej godzinie. Później powiem Wam, kim jestem i czego oczekuję. Wy pójdziecie do Nieba. Ofiarujcie się Bogu, wyraźcie zgodę na wszystkie cierpienia, jakimi zechce was doświadczyć, jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest znieważany i jako przebłaganie za nawrócenie grzeszników. Dużo wycierpicie, ale łaska Boża będzie waszym wsparciem. Odmawiajcie codziennie Różaniec za pokój dla świata i koniec wojny”.

Przez kolejnych pięć miesięcy Pani stawiała się na umówione spotkania. 13 czerwca wyjawiła im, że Franciszek i Hiacynta niebawem odejdą do Nieba, natomiast Łucja pozostanie jeszcze przez jakiś czas na ziemi, gdyż Jezus pragnie posłużyć się nią, aby przy jej pomocy ludzie poznali i pokochali Maryję. Powiedziała im: „On chce, aby świat obdarzał nabożeństwem moje Niepokalane Serce. Tym, którzy z wiarą to przyjmą, obiecuję zbawienie”.

13 lipca Pani prosiła dzieci o kontynuowanie codziennego odmawiania Różańca. „Poświęcajcie się i często powtarzajcie: O Jezu, to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i zadośćuczynienie za grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi…”. Zapowiedziała też: „Wojna skończy się. Jednak jeśli ludzie nadal będą znieważać Boga, zacznie się druga, jeszcze gorsza. Aby jej zapobiec, przyjdę poprosić o poświęcenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu oraz o przyjmowanie zadośćczyniącej Komunii Świętej w pierwsze soboty miesiąca. Jeśli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja nawróci się. W przeciwnym razie, jej błędy rozprzestrzenią się po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła.

Ojciec Święty dużo wycierpi, wiele narodów zostanie unicestwionych. Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty dokona poświecenia Rosji, która nawróci się…”. Ponadto, wszystkim tym, którzy wierzą w objawienia, Pani obiecała cud, który miał się wydarzyć 13 października. Każde z objawień trwało kwadrans i przyciągało coraz większe tłumy świadków.

I właśnie 13 października, podczas szóstego objawienia, wydarzył się wielki cud słoneczny, nazwany „tańcem słońca”, oglądany przez siedemdziesiąt tysięcy świadków. Został opisany przez ówczesne gazety następująco: „Słońce jest podobne do matowej, srebrnej blaszki i można patrzeć na nie bez najmniejszego trudu. Nie razi w oczy, nie oślepia. Można by powiedzieć, że to zaćmienie. Słońce zadrżało, wykonało gwałtowne ruchy, jakich nigdy dotychczas nie obserwowano, wykraczające poza wszelkie prawa kosmiczne… Słońce «tańczyło»…”.

Zjawiska tego nie zarejestrowało żadne obserwatorium astronomiczne – w związku z tym, nie można go nazwać naturalnym – a jednak zostało zaobserwowane przez tysiące osób: wierzących i niewierzących, dziennikarzy oraz przez ludzi, którzy znajdowali się w odległości wielu kilometrów, co dowodziło, że nie było to zbiorowe przywidzenie.

Przed tym cudem Maryja powiedziała: „Ja jestem Panią Różańca Świętego. Chcę, aby w tym miejscu wzniesiono na moją cześć kaplicę; aby nie zaprzestano codziennego odmawiania Różańca; aby nie znieważano już Boga, naszego Pana…”. W czasie tego objawienia, u boku Matki Bożej stal Święty Józef i Dzieciątko Jezus.

Franciszek zmarł w dwa lata później, 4 kwietnia 1919 roku, a jego siostra Hiacynta – 20 lutego 1920 roku. Natomiast Łucji Najświętsza Panna ukazała się jeszcze w roku 1925, 1926 i 1929, aby prosić ją o obchodzenie pierwszych sobót miesiąca – poprzez odmawianie Różańca, Spowiedź i Komunię Świętą w intencji naprawienia zniewag wyrządzonych Niepokalanemu Sercu Maryi. Łucja przeżyła dziewięćdziesiąt osiem lat i zmarła 13 lutego 2005 roku, w klasztorze w Coimbrze.

Kościół daje nam dzisiaj możliwość – w formie liturgicznego wspomnienia dowolnego – uczczenia Matki Bożej Fatimskiej. Korzystając z tej możliwości, włączamy się w modlitwę wszystkich ludzi głęboko wierzących na całym świecie, którzy czy to w samej Fatimie, czy w różnych miejscach na całym globie, wzywają Jej przemożnego wstawiennictwa, odmawiając Różaniec Święty. I my także czynimy to dzisiaj, zwłaszcza w tej obecnej, trudnej sytuacji.

A jednocześnie – uczymy się od Maryi, jak „zakorzenić się” w Chrystusa, jak „wrosnąć” w Niego najmocniej, jak to tylko jest możliwe, by nasze chrześcijańskie życie przynosiło zawsze obfite owoce.

Co dzisiaj powiem, w osobistej modlitwie, Matce Bożej Fatimskiej?…

5 komentarzy

  • Nie pozwólmy, aby pod pretekstem wirusa wymazane zostały wieki cywilizacji chrześcijańskiej, wprowadzając nienawistną, technologiczną tyranię, w której ludzie bezimienni i bez twarzy mogą decydować o losach świata, sprowadzając nas do wymiaru rzeczywistości wirtualnej – piszą duchowni, w tym hierarchowie, i świeccy występujący z powszechnym apelem zainspirowanym sytuacją na świecie.

    Read more: https://www.pch24.pl/w-obliczu-powaznego-kryzysu–apel-do-kosciola-i-swiata,75850,i.html#ixzz6MLDKBjR2

    • O tym Apelu informował już Ksiądz Jacek kilka dni temu, ale dobrze się stało, że jeszcze o nim wspomniałeś, bo dziś mogłam już go podpisać bez problemu, nie było już ” podpisz odwołanie ” lecz „podpisz apel”.

  • Jestem wszczepiona w Winny Krzew w chwili Chrztu Świętego. To sam Chrystus zadbał, aby jego latorośle nie usychały, bo dał nam Sakramenty Święte, które umacniają między nami więź, które dają życie. Musimy jednak ciągle pamiętać że wróg nasz , szatan czyha na nasze życie , aby nas oderwać od Chrystusa, aby odciąć nas od życiodajnych soków, które płyną z winnego krzewu, jak nazywa siebie Jezus. A nad wszystkim czuwa Bóg Ojciec, bo to jest Jego winnica.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.