Trójjedyny

T

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa moja Siostra, Anna Niedźwiedzka. Dziękując Jej za siostrzaną bliskość i świadectwo pięknie przeżywanego życia małżeńskiego i rodzinnego, życzę radości i nadziei na każdy dzień!

Imieniny natomiast przeżywa Ksiądz Wiesław Mućka, Dyrektor Zespołu Szkół Katolickich w Białej Podlaskiej, pochodzący z Parafii Radoryż Kościelny, czyli mojego pierwszego wikariatu. Kiedy ja szedłem tam do pracy, zaraz po święceniach, Wiesław akurat szedł do Seminarium. Dziękując Solenizantowi za życzliwość, w tym także – za opiekę sakramentalną nad moją Mamą, w Jej chorobie, życzę wszelkiego dobra i Bożego błogosławieństwa, a w kwestiach szczegółowych – życzę dokończenia nowego budynku szkoły. Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, dzisiaj pierwsza niedziela miesiąca. I kolejny dzień nabożeństwa czerwcowego, o którym – mam nadzieję – pamiętacie.

Na radosne i uroczyste przeżywanie Dnia Pańskiego, a jednocześnie Uroczystości Trójcy Świętej – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Uroczystość Najświętszej Trójcy, A,

7 czerwca 2020.,

do czytań: Wj 34,4b–6.8–9; 2 Kor 13,11–13; J 3,16–18

CZYTANIE Z KSIĘGI WYJŚCIA:

Mojżesz wstawszy rano wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne.

A Pan zstąpił w obłoku i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed jego oczyma, i wołał: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”.

I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: „Jeśli łaskawy jesteś dla mnie, Panie, niech pójdzie Pan w pośrodku nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem”.

CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami.

Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem.

Pozdrawiają was wszyscy święci.

Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i udzielanie się Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego”.

Chociaż przeżywana dzisiaj przez cały Kościół uroczystość w sposób bezpośredni kieruje naszą uwagę ku Niebu, dając nam wręcz możliwość zajrzenia za zasłonę Nieba, aby jakoś dotknąć niezwykłej i wyjątkowej tajemnicy Trójcy Świętej, to jednak słowo Boże dzisiejszej liturgii zdaje się sugerować kierunek odwrotny, a mianowicie: zstępowania na ziemię. I to w dodatku – zstępowanie samego Boga!

Tak, moi Drodzy, kiedy my, ludzie, chcemy jakoś przybliżyć się do tej wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju tajemnicy wzajemnego współistnienia trzech Osób, tworzących Trójcę Świętą – i dlatego wznosimy nasze umysły i serca do Nieba, to właśnie ten Najświętszy Bóg kieruje swoją uwagę ku ziemi – ku nam, ludziom – aby być Bogiem z nami i wśród nas.

Dokładnie o to prosi Go w pierwszym czytaniu Mojżesz, gdy mówi: Jeśli łaskawy jesteś dla mnie, Panie, niech pójdzie Pan w pośrodku nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem. Przyznajmy, że to bardzo śmiała prośba: Niech pójdzie Pan w pośrodku nas.

Pamiętajmy, że mówimy o sytuacji, w której Boży Syn jeszcze nie zstąpił na ziemię, a Bóg w swym niezmierzonym majestacie był – by tak rzec – dużo wyżej i dalej od ludzi, niż jest dzisiaj. Oczywiście, w rzeczywistości jest tam, gdzie był zawsze – i wtedy, i dzisiaj – ale wówczas jakże inaczej objawiał się człowiekowi i jak inaczej człowiek do Niego się zwracał. Kiedy zaś Boży Syn stał się jednym z nas, to i Bóg w jakiś sposób stał się nam bliższy, a nasz przystęp do Niego – śmielszy.

A oto dzisiaj Mojżesz zwraca się do Boga, przed którym drżą góry – a wśród nich ta, na którą Mojżesz wszedł, czyli Synaj – by prosić Boga, aby Ten zechciał w swym wielkim majestacie spojrzeć na ziemię i wejść pośród swój lud! Nawet pomimo tego, że jest to lud oporny i niewdzięczny, i że jest to […] lud o twardym karku. Nawet pomimo tego!

Jak wielka musiała być zażyłość Mojżesza z Bogiem, skoro miał odwagę prosić o tak wiele. I wiemy, że Bóg na różne sposoby zaznaczał swoją obecność wśród swego opornego narodu, a jedną z form tejże obecności z pewnością były owe dwie kamienne tablice, które Mojżesz trzymał w ręku, a na których zapisane zostało ponadczasowe Boże Prawo – Dekalog.

To jaskrawy znak, iż Bóg faktycznie zechciał być wśród swego ludu i go poprowadzić: najpierw do Ziemi Obiecanej na tym świecie, a finalnie: do Ziemi Obiecanej na tamtym świecie, czyli do wiecznego zbawienia. Takie przesłanie niesie nam zatem treść pierwszego czytania.

Drugie zaś zawiera takie oto słowa Świętego Pawła, skierowane do Koryntian – ale przecież, tym samym, także i do nas: Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami. Zatem, znowu mowa o byciu Boga z ludźmi. Boga, którego Paweł nazywa «Bogiem miłości i pokoju», a znakiem zewnętrznym tego, że ten i taki właśnie Bóg przebywa między ludźmi, ma być miłość i pokój, ogarniające serca wszystkich wierzących.

Jeżeli będą oni budowali pomiędzy sobą wspólnotę miłości, wówczas spełni się życzenie, które Paweł do nich kieruje w dalszych słowach: Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i udzielanie się Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi.

Zapewne, rozpoznajemy w tym zdaniu słowa pozdrowienia, jakie obecnie celebrans wypowiada na początku Mszy Świętej! To właśnie na podstawie tego zdania zostało ono ułożone: „Miłość Boga Ojca, łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym – niech będą z Wami wszystkimi”. Dobrze znamy te słowa. Czy zastanawialiśmy się kiedykolwiek, co one tak naprawdę znaczą i jak bardzo pocieszające przesłanie niosą? Bóg chce być Bogiem z nami. Drugie dzisiejsze czytanie także o tym mówi.

Podobnie, jak Ewangelia, w której Jezus wprost poucza Nikodema, że tak się faktycznie stało – że to już nie zapowiedź, ale naprawdę: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Z tego jednak faktu wynikają dla ludzi bardzo poważne konsekwencje! Jezus mówi: Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. Czyli, Bóg posłał swego Syna na świat, ten przyszedł, aby dokonać dzieła zbawienia – podkreślmy: nie po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawionyjednak potępienie nadal będzie groziło ludziom i nadal faktycznie grozi! Komu?

Tym, którzy nie wierzą w Jezusa! I którzy nie wierzą w Boga! Którzy nie chcą uwierzyć, którzy swoje serca przed Nim zamykają.

I tu jest, moi Drodzy, całe sedno naszych dzisiejszych rozważań: Bóg w Trójcy Świętej Jedyny zniża, jak może, swój niezmierzony majestat; skraca, jak może, ten niewyobrażalny wręcz dystans, jaki tak naprawdę oddziela Go od świata i od człowieka; robi, co może, aby się do człowieka zbliżyć; wręcz sam staje się człowiekiem – ale to wszystko może nic nie znaczyć i tak naprawdę nic nie będzie znaczyło dla kogoś, kto swoje serce zamknie, kto Bogu do swego serca zablokuje, kto nie uwierzy w Boga.

Bo nawet wielkość i niezmierzoność tajemnicy Trójcy Świętej w niczym nie stanowi przeszkody dla nas w zbliżeniu się do Boga. My już nie musimy przed Bogiem drżeć ze strachu tak, jak drżał nieraz lud Starego Przymierza, kiedy Bóg objawiał bezpośrednio swoją obecność poprzez to, że góry drżały i dymiły, że słychać było grzmoty gromów i widać było błyski piorunów… My już nie musimy tak drżeć przed Bogiem.

Niestety, częstokroć dokonuje się proces odwrotny: Bóg jest traktowany jak kumpel, nie przymierzając: jak kolega spod budki z piwem! Sposób, w jaki się do Niego nieraz zwracamy, a bardziej jeszcze: w jaki traktujemy Jego przykazania, Jego Sakramenty, czy składane Mu obietnice lub dobre postanowienia, których nigdy nie spełniliśmy – bo może nawet nie zamierzaliśmy spełnić – to wszystko pokazuje, jak nieraz niepoważnie traktujemy Boga!

I może trzeba właśnie jakichś znaków z Nieba, aby to się zmieniło, abyśmy przypomnieli sobie, że ten Bóg, w którego wierzymy, którego w modlitwie wzywamy, na którego się powołujemy, o którym nieraz mówimy – pomimo tego, że jest kimś bardzo bliskim, bardzo o nas zatroskanym i bezgranicznie nam oddanym – jest jednak Bogiem wielkim i niezmierzonym, Bogiem ogromnego majestatu! Choć stał się jednym z nas i jest pośród swego ludu – to jednak nieskończenie przewyższa ten lud, jest kimś naprawdę tajemniczym i nieogarnionym.

I chociaż jest Ojcem, Bratem i Przyjacielem – to jednak nie jest kumplem, koleżką, czy frajerem, z którego można sobie stroić wolne żarty! I chociaż jest bezgraniczną miłością i wszystko jest w stanie człowiekowi dać i poświęcić, to jednak nie znaczy, że na wszystko człowiekowi pozwala i że człowiek może sobie z Nim wszystko robić! Nie! To bycie Boga wśród nas zobowiązuje nas – i to bardzo mocno – do wiary w Niego, a jeżeli do wiary, to nie tylko do słownych deklaracji, że ja wierzę, ale do potwierdzenia tego całym swoim życiem!

Przeto, jeżeli za chwilę wypowiemy słowa: „Wierzę w jedngo Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych…”; kiedy potem uroczyście wyznamy, że wierzymy „w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami…”; i kiedy wreszcie wypowiemy uroczyście naszą wiarę „w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówił przez Proroków…” – kiedy to wszystko uroczyście za chwilę wypowiemy (może bardziej, niż zwykle, zastanawiając się nad tym, co mówimy), to kiedy potem wyjdziemy z kościoła, od razu musimy potwierdzić tę swoją wiarę czynami! Swoją postawą!

Swoim zachowaniem w domu, swoim odnoszeniem się do rodziny, swoim zaangażowaniem w naukę i pracę, swoim codziennym traktowaniem drugiego człowieka… Co z tego, że za chwilę – i przy każdej okazji – będziemy mówili, że wierzymy, kiedy po przekroczeniu progu kościoła wszystko będzie temu zaprzeczało?

Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas, że „chrześcijanie są chrzczeni w imię – a nie w imiona – Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ponieważ jest tylko jeden Bóg, Ojciec Wszechmogący, i Jego jedyny Syn, i Duch Święty: Trójca Święta. [233]

Tajemnica Trójcy Świętej jest centralną tajemnicą wiary i życia chrześcijańskiego. Jest tajemnicą Boga w sobie samym, a więc źródłem pozostałych tajemnic wiary oraz światłem, które je oświeca. Tajemnica ta jest najbardziej podstawowym i istotnym nauczaniem w hierarchii prawd wiary. Historia zbawienia nie jest niczym innym, jak historią drogi i sposobu, przez które prawdziwy i jedyny Bóg: Ojciec, Syn i Duch Święty, objawia się, pojednuje i jednoczy ze sobą ludzi, odwróconych od grzechu”. [234]

Moi Drodzy, czy mamy to wszystko na uwadze, kiedy codziennie – i wiele razy dziennie – czynimy znak Krzyża? Przecież to jest najkrótsze nasze wyznanie wiary w Trójcę Świętą! A my tak często czynimy go w pośpiechu i byle jak. Nie możemy też zapominać o wypowiedzeniu w tym w tym momencie – choćby w myślach – słów: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Czyli, że to, co będziemy czynili, to będzie w imię Boże! Czy tak jest naprawdę?

Bóg w Trójcy Świętej Jedyny – pomimo swojej wielkości, tajemniczości i majestatu – chce być z nami. Przychodzi do nas. Obdarza nas miłością, obdarza nas sobą. My, czyniąc znak Krzyża, potwierdzamy, że w to wierzymy. A za chwilę wypowiemy to w sposób uroczysty, słowami Wyznania wiary.

Wypowiadając je kiedykolwiek, a szczególnie dzisiaj, wyraźmy też nasze pragnienie, aby kiedy za chwilę przekroczymy próg kościoła, a następnie próg domu, a jutro próg zakładu pracy czy innych miejsc, do których się udamy – nie przekreślić i nie zaprzeczyć temu wszystkiemu, co tak uroczyście tutaj wypowiemy…

10 komentarzy

  • …hm…trudno mi pojąć ,żeby mój Bóg zapraszał do siebie tylko wierzących w Niego…jakieś to takie niemożliwe dla mnie wszak wyznacznikiem wartości naszego życia, człowieka jest miłość, zdolność do niej a nie wiara. Ci którzy wiarę dostali , wiedzę, maja łatwiej ale ci którzy nie mają jeśli według prawa żyją i w miłości. Nie trzeba wszak znać dekalogu by go stosować a więc nie trzeba wierzyć w Boga by zostać zbawionym. Czyż nie jest zawłaszczaniem a i małostkowością pewną, uważanie ,że tylko wierzący mogą być zbawieni ?.

    • Tak. Jak można kochać Boga, nie wierząc w Niego? To jakieś zupełne sprzeczności!
      Jezus mówi wyraźnie: Kto uwierzy, będzie zbawiony. Polecam też rozmowę Jezusa z Nikodemem – z Ewangelii niedzielnej: Kto nie uwierzy, będzie potępiony. Jasno, krótko i konkretnie.
      xJ

      • Jeśli tak , to ja dziękuję za zbawienie. Rezygnuję z niego dla kogoś kto zachowuje przykazania a nie wierzy. Nie chcę być faworyzowana bo miałam szczęście urodzić się w lepszej rodzinie, lepszym kraju, lepszej społeczności. Na szczęście nie muszę bo nie wierzę w Boga tak ograniczonego w swojej miłości . Ciekawe czy aby na pewno tłumaczenie nie zawiera jakiejś przesłanki , nieujętej a dającej przyzwolenie mojemu postrzeganiu. A co do miłości , bez znajomości…ot taka miłość jest o wiele trudniejsza od tej którą znamy ale jest możliwa, tak myślę.Wtedy tylko czyny świadczą o nas a nie tylko ….znajomości….
        Skoro zanurzamy się, ja się zanurzam w dywagacje- to kto księdza zdaniem, zostanie zbawiony. Ja , prostytutka, nie chodząca do kościoła, nie przystępująca , do sakramentów i podła każdego dnia od rana, przemądrzała i pyskata czy , sparaliżowana Indianka z dalekiej dżungli, która prosi swoich , jakich zna ,Bogów o radość ,szczęście i zdrowie dla wszystkich , których jest w stanie objąć swoja wyobraźnią. Kto ?
        Dlaczego ja uważam ,że Bóg jest większy niźli nasze wyobrażenie …nie sprowadzam go do swojego poziomu….coś ze mną nie tak ? .

        • Nie wiem, czy wszystko rozumiem – a właściwie, to chyba niewiele z tego wywodu rozumiem – ale tu jest chyba jakieś kompletne pomieszanie pojęć! Znajomość – wiara – miłość – wszystko przemieszane! Pełnej wiedzy o Bogu na tym świecie nie osiągniemy. W wieczności będziemy Go widzieć twarzą w twarz. Ale wiara do zbawienia jest konieczna. Natomiast wiarę trudno sobie wyobrazić bez miłości.
          xJ

          • Moim zdaniem , wiara do zbawienia nie jest niezbędna, ale ok- może mi ksiądz wyjaśnić dlaczego wiara w Boga jest niezbędna do zbawienia ? Tylko bez takich ,że tak zostało napisane…własnymi słowami. Własnymi przemyśleniami.

          • Ale co ja poradzę na to, że tak zostało napisane, skoro tak właśnie zostało napisane i tak powiedziane – przez samego Jezusa. Proszę przeczytać Ewangelie ostatnich dni – codziennie Jezus o tym mówi. A skoro On tak mówi, to dla mnie jest to rozstrzygające. Ja wierzę Jezusowi, a to On daje zbawienie. I skoro On wskazuje taki sposób na jego osiągnięcie, to znaczy, że tak jest. I koniec. A teraz, każdy z nas musi się do tego jakoś odnieść: albo w to uwierzyć, albo nie. Wolny wybór.
            xJ

  • Nie wiem jak wygląda Pierwsza Komunia u nas w Celestynowie. Jest w tygodniu, czyli zwykłe dni i po kilkoro dzieci. Moja wnuczka Emilka ma przełożoną na wrzesień we Wrocławiu. Wiem natomiast, że dziś biskup Marek Solarczyk udzielił bierzmowania w naszej parafii.
    Natomiast na msze przychodzi już dużo ludzi i w Boże Ciało księża będą jeździć po terenie parafii z monstrancją i błogosławić ludzi, którzy będą wychodzić na spotkanie na trzy wyznaczone trasy.
    Wiesia.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.