Kto by chciał być pierwszym…

K

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:

Ksiądz Leon Bobrowski, mój Kolega z roku święceń;

Ksiądz Tomasz Radczuk, także Kolega z roku święceń, któremu dziś wypadła – ni mniej, ni więcej – pięćdziesiątka! (niestety, nie młodniejemy, co by nie mówić…);

Agnieszka Niedziałkowska, znana światu jako „Siwa” (nie od koloru włosów, ale od nazwiska panieńskiego: Siwicka);

Grzegorz Święciński, należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Życzę dostojnym Jubilatom wszelkiej Bożej łaskawości na każdy dzień. I zapewniam o modlitwie!

Zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co Pan dzisiaj konkretnie do mnie mówi – jaką myśl mógłbym wziąć do serca, jako specjalnie do mnie dzisiaj skierowaną? Duchu Święty, przyjdź i pomóż rozeznać!

Na to poszukiwanie i odkrywanie – i życie Bożym słowem – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 2 Tygodnia Wielkiego Postu,

3 marca 2021.,

do czytań: Jr 18,18–20; Mt 20,17–28

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:

Niegodziwi rzekli: „Chodźcie, uknujemy zamach na Jeremiasza. Bo przecież nie zabraknie kapłanowi pouczenia ani mędrcowi rady, ani prorokowi słowa. Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa”.

Usłysz mnie, Panie, i słuchaj głosu moich przeciwników. Czy złem za dobre się płaci? A oni wykopali dół dla mnie. Wspomnij, jak stawałem przed Tobą, aby się wstawiać za nimi, aby odwrócić od nich Twój gniew.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: „Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i upadając Mu do nóg, o coś Go prosiła.

On ją zapytał: „Czego pragniesz?”

Rzekła Mu: „Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”.

Odpowiadając Jezus rzekł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?”

Odpowiedzieli Mu: „Możemy”.

On rzekł do nich: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”.

Gdy dziesięciu to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie waszym niewolnikiem.

Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.

Można powiedzieć, że ludzie, nazwani dziś przez Proroka «niegodziwymi», zawsze postępują podobnie: czy to w tamtych czasach, czy w naszych – zawsze czyhają na życie sprawiedliwego, zawsze knują przeciw niemu spiski, zawsze próbują mu w jakiś sposób zaszkodzić. Dlaczego?

A właśnie dlatego, że on jest sprawiedliwy – a oni są niegodziwi. Musieliby więc zmienić swoje nastawienie i swoje postępowanie, albo zniszczyć tego, który jest dla nich wyrzutem sumienia. Którą opcję wybrali ci, o których dzisiaj mowa? Słyszymy o ich zamiarach: Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa.

Można by powiedzieć, że uderzenie językiem to jeszcze nie taki wielki dramat. Bo nie jest to jeszcze agresja fizyczna, odebranie życia… Czy jednak rzeczywiście można ze spokojem stwierdzić, że to w sumie nic takiego, nic się strasznego nie dzieje?…

Prorok, który w tym przypadku jest właśnie owym atakowanym, wcale tak tego nie odbiera. Wprost przeciwnie. Dlatego modli się: Usłysz mnie, Panie, i słuchaj głosu moich przeciwników. Czy złem za dobre się płaci? A oni wykopali dół dla mnie. Wspomnij, jak stawałem przed Tobą, aby się wstawiać za nimi, aby odwrócić od nich Twój gniew.

Właśnie, czy złem za dobre się płaci? On wstawiał się za nimi do Boga, aby odpuszczona im była nieprawość i nie musieli ponosić zasłużonej kary, a oto oni teraz w taki sposób mu się odpłacają. Jawna niesprawiedliwość! I wielka krzywda! Tak przynajmniej odbiera to sam Prorok.

A skoro nie może doczekać się sprawiedliwości i wdzięczności ze strony ludzi, to całą sprawę składa w ręce Boga. Owo: Wspomnij…, skierowane do Boga, jest właśnie pełnym ufności powierzeniem siebie samego i całego problemu Bożej sprawiedliwości i miłości. Bóg najlepiej będzie wiedział, co z tym zrobić. On, który wszystko widzi i wszystko wie – bezbłędnie rozsądzi, kto w całym tym sporze ma rację i kto postępuje właściwie, a kto niewłaściwie; kto jest tym skrzywdzonym, a kto krzywdzicielem.

Z pewnością, zaufanie Bogu jest najlepszym wyjściem z całej zagmatwanej sytuacji, chociaż bowiem sam Prorok jest przekonany, że to on ma rację i to on jest pokrzywdzony zachowaniem ludzi niesprawiedliwych, to jednak gdyby sam zaczął dochodzić sprawiedliwości, spotkałby się z oporem prześladowców, którzy i tak już na niego nastawali.

Oddanie zaś całej sprawy w ręce Boże – i oddanie siebie samego w ręce Boże – na pewno gwarantuje najlepsze rozwiązanie problemu i pełną sprawiedliwość. Bożemu wejrzeniu nic bowiem nie umknie, przed Nim nikt nie ukryje się ze swoimi złymi zamiarami, czy skrytymi intrygami, czy zakulisowymi machinacjami – tak częstym zjawiskiem w naszych czasach, szczególnie w świecie polityki.

Bóg przenika na wskroś wszystko, co dzieje się w sercu i w umyśle człowieka. Możemy powiedzieć, że na szczęście! Bo to jest dla nas ratunkiem. Na pewno, nie cieszy to tych, którzy zamiary mają niecne, bo oni akurat robią wszystko, co tylko mogą, żeby się ze swoimi ciemnymi sprawkami ukryć…

Jak na tym tle wyglądają ujawnione dzisiaj przez Jezusa skrywane skrzętnie pragnienia: znaczenia, wysokich pozycji i władzy, jakie nosili w sercach Jego uczniowie? W imieniu synów Zebedeusza, Jakuba i Jana, pragnienia te wprost i na głos wyraziła ich matka. Ale przecież zaraz miało się okazać, że dziesięciu pozostałych Apostołów – najbliższych towarzyszy i uczniów Jezusa – chciało tego samego!

A dlaczegóż to tylko ci dwaj mieliby zasiąść po prawej i po lewej stronie Mistrza? A pozostali, to co – gorsi? Każdy z nich miał swoje ambicje i poczucie znaczenia, każdy z nich miał swoje talenty i jakieś tam osiągnięcia w codziennym działaniu, dlaczego więc tylko ci dwaj mieli jaśnieć na tle wszystkich?

Zauważmy przy tym, moi Drodzy, że nie jest to jedyny moment, w którym Apostołowie ujawnili takie swoje pragnienia i dążenia. Innym razem, całkiem otwarcie posprzeczali się między sobą, kto z nich jest największy! Wtedy Jezus musiał im przed oczami postawić dziecko, z jasnym oczekiwaniem, że mają się stać tacy prości i pokorni, jak ono.

Dzisiaj zaś, w reakcji na prośbę zapobiegliwej matki – chcącej przecież dobrze dla swoich synów – oraz na wzburzenie pozostałych swoich Apostołów, odpowiedział: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie waszym niewolnikiem. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

Jezus na pewno wiedział, że te ich wewnętrzne „ciągoty” nie wynikały ze złej woli. Ot, taki już jest człowiek, że lubi coś znaczyć, chce coś znaczyć – a może nawet nie „coś”, a całkiem dużo… Nie było to jednak takie nastawienie, jak owych przeciwników Jeremiasza z pierwszego czytania – ale również nie było się czym chwalić… Jezus dobrze znał myśli i skrywane intencje swoich uczniów – i wszystkich, z którymi się spotykał; także tych, którzy uważali się za Jego przeciwników: faryzeuszy i uczonych w Piśmie.

Zna także nasze wewnętrzne pragnienia i ambicje, nasze myśli i przekonania – te dobre i… te drugie… Nasze myśli – i myśli tych, wśród których żyjemy.

Dlatego jeżeli kiedykolwiek będziemy się czuli przez innych skrzywdzeni, lub źle potraktowani, to musimy pamiętać, że choćbyśmy nie byli w stanie w danym momencie dojść swojej sprawiedliwości i uznania swojej krzywdy ze strony ludzi, to Jezus wie i widzi wszystko. I On nam wynagrodzi każdą krzywdę i niesprawiedliwość, jeżeli tylko w Jego ręce oddamy sprawę, owym: Wspomnij… – tak, jak to dzisiaj uczynił Jeremiasz.

Oby się jednak wtedy nie okazało, że i na naszym koncie nie jest tylko i wyłącznie dobro… I że odkrywając niedobre myśli i zamiary naszych przeciwników, Pan i u nas podobne myśli odkryje…

Dlatego warto się zastanowić, moi Drodzy, w tym Wielkim Poście, czy z każdą moją myślą, z każdym moim przekonaniem, z każdą moją refleksją, z każdym moim zamiarem; wreszcie: z każdym moim czynem – mógłbym bez przeszkód spojrzeć w oczy Jezusowi? Czy niczego nie musiałbym się zawstydzić? Czy niczego takiego nie skrywam, czego lepiej, by Jezus nie widział, nie wiedział o tym?… Przecież On i tak o wszystkim wie.

Może więc trzeba mi podjąć jakieś konkretne postanowienia, aby w moim sercu, w moich myślach i w moim postępowaniu nie było niczego, co by mnie kompromitowało i zawstydzało w oczach Jezusa. Abym był czysty, wręcz krystaliczny, przed Nim. Abym mógł powiedzieć – jak Jeremiasz: Wspomnij, Panie, na mnie i zobacz, że niczego przed Tobą nie ukrywam i nie ma we mnie żadnego podstępu, żadnych złych zamiarów, niegodziwych intencji, skrywanych intryg…

Wspomnij, Panie, na mnie i zobacz, że jestem cały Twój, cały do Twojej dyspozycji. I gotowy służyć ludziom – z najczystszych pobudek i według najszczerszych intencji i najlepszych zamiarów!

2 komentarze

  • Uczniowie nie rozumieją Jezusa i nie dowierzają, że stanie się to, o czym dzisiejszej w Ewangelii mówi do nich. Jezus jest osamotniony wśród swoich.
    Dziś zwierzę się Jezusowi, jak ja czuję się wśród swoich bliskich, czy zawsze jestem dobrze zrozumiana, czy nie jest tak , że ja mówię ” o niebie a oni o chlebie”.
    Apostołów nie przekonała nawet Twoja śmierć Jezu, nie wszyscy uwierzyli w Twoje zmartwychwstanie… my też nie wszyscy wierzymy…
    Jezu przymnóż nam wiary. Daj nam Twojego Ducha, by nas pouczył co nam trudno pojąć z Twojej nauki. Amen.

    • To jest podobno znakiem naszych czasów – szczególnie w wielkich miastach i w ogromnych blokowiskach: samotność w tłumie… Lekarstwem na to jest zawsze więź z Jezusem!
      xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.