Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa moja Siostrzenica, Weronika Niedźwiedzka. Dziękując Bogu za Nią i za to, że codziennie czyni takie postępy w mądrości, w łasce u Boga i u ludzi – całym sercem, wraz z całą naszą Rodziną życzę, aby ani na moment nie zeszła z drogi, wskazanej przez Jezusa, ale szła nią bardzo wytrwale. Niech sam Jezus napełnia Ją wszelkimi swoimi dobrami!
Imieniny natomiast przeżywa Ksiądz Andrzej Biernat, Dziekan mojego rodzinnego Dekanatu, w Białej Podlaskiej. Życzę Bożej opieki i wszelkiego dobra! Zapewniam o modlitwie!
A ja dzisiaj pozdrawiam z Siedlec, skąd zaraz ponownie wyruszam do Białej Podlaskiej, do Domu rodzinnego, aby wesprzeć moją Siostrę Anię w czuwaniu nad całą sytuacją, skoro Tato pozostaje nadal w szpitalu. Zobaczymy, co przyniesie dzisiejszy dzień.
Raz jeszcze – dziękuję za modlitewne wsparcie!
Drodzy moi, raz jeszcze proszę o przeczytanie wczorajszego rozważania Szymona Sali – jeżeli ktoś tego nie uczynił – ze względu na to, że pojawiło się ono bardzo późno. Warto je przeczytać – i skomentować!
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan – do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen.
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Środa 4 Tygodnia zwykłego, rok II,
4 lutego 2026.,
do czytań: 2 Sm 24,2.9–17; Mk 6,1–6
CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI SAMUELA:
Król Dawid rzekł do Joaba, dowódcy wojsk, który był z nim: „Przebiegnij wszystkie pokolenia Izraela od Dan do Beer–Szeby i policzcie ludzi, abym się dowiedział, jaka jest liczba narodu”. Joab przekazał królowi liczbę spisanej ludności. Izrael liczył osiemset tysięcy mężczyzn zdolnych do noszenia miecza, Juda zaś pięćset tysięcy.
Serce Dawida zadrżało, dlatego że zliczył lud. Dawid zwrócił się do Pana: „Bardzo zgrzeszyłem tym, czego dokonałem, lecz teraz, o Panie, daruj łaskawie winę swego sługi, bo postąpiłem bardzo nierozsądnie”. Dawid wstał nazajutrz rano. Wtedy to prorok Gad, „Widzący” Dawida, otrzymał polecenie od Pana: „Idź i oświadcz Dawidowi: To mówi Pan: «Przedstawiam ci trzy możliwości. Wybierz sobie jedną z nich, a Ja ci to uczynię»”.
Gad udał się do Dawida i przekazał mu następujące oświadczenie: „Czy chcesz, by w twej ziemi nastało siedem lat głodu, czy wolisz przez trzy miesiące uciekać przed wrogiem, który cię będzie ścigał, czy też przyjść ma na twój kraj zaraza trwająca trzy dni? Pomyśl i rozpatrz, co mam odpowiedzieć Temu, który mnie posłał”. Dawid odpowiedział Gadowi: „Jestem w wielkiej rozterce. Wolę raczej wpaść w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie. W ręce człowieka wpaść nie chcę”.
Zesłał więc Pan na Izraela zarazę od rana do ustalonego czasu. Umarło wtedy z narodu od Dan do Beer–Szeby siedemdziesiąt tysięcy ludzi.
Anioł wyciągnął już rękę nad Jerozolimą, by ją wyniszczyć: wtedy właśnie obudziła się u Pana litość i rzekł do anioła, niszczyciela ludności: „Wystarczy! Cofnij rękę!” Anioł Pana znajdował się obok klepiska Arauny Jebuzyty.
Dawid widząc, że anioł zabija lud, wołał do Pana: „To ja zgrzeszyłem, to ja zawiniłem, a te owce cóż uczyniły? Niech więc dotknie Twa ręka raczej mnie i dom mego ojca”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze.
A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu, może być prorok tak lekceważony”.
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Niewiele zapewne rozumiemy z tego, co usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu. Najpierw ten problem z policzeniem ludzi… Co w tym złego, że Dawid kazał policzyć, ilu ma zdolnych do walki? Bo głównie to było celem takich spisów ludności i takiego liczenia. Przecież wydaje się, że takie polecenie ze strony króla – to oczywista oczywistość!
Potem – kwestia kary, którą miał ponieść cały naród. To się już wydaje zupełnym absurdem! Bo nie dość, że przewinienie wydaje się zupełnie niewielkie i nieistotne, to w ogóle zostało popełnione przez Dawida, a nie przez wszystkich. Dzisiaj tego nie mamy w czytaniu, ale w samej Księdze jest informacja, że Joab, dowódca wojsk izraelskich, starał się Dawida odwieść od tego zamiaru, ale jednak wola króla przemogła opory żołnierza. A właśnie wtedy to Joab miał rację.
Dokonano więc przeliczenia – i kara spadła na naród. Chociaż też nie możemy pominąć milczeniem zakończenia pierwszego czytania, a w nim – słów Dawida, skierowanych do Boga: To ja zgrzeszyłem, to ja zawiniłem, a te owce cóż uczyniły? Niech więc dotknie Twa ręka raczej mnie i dom mego ojca. I właśnie to zdanie jest tutaj kluczowe, bo pokazuje ono, jak powoli kształtowała się moralność człowieka – w kierunku tej, którą Jezus kształtował w nas swoim nauczaniem ewangelicznym.
Stary Testament jest po prostu – chociaż może stwierdzenie „po prostu” nie jest tu za bardzo szczęśliwe – zapisem przechodzenia człowieka do coraz głębszego pojmowania i kształtowania swojej osobistej relacji z Bogiem.
Nie możemy też – w tym kontekście – zapomnieć o dwóch bardzo ważnych kwestiach: tych mianowicie, że Biblia jest jednak językiem pewnego symbolu, pewnej metafory, pewnego obrazu… To nie jest zapis reporterski, przedstawiający rzeczywistość „jeden do jednego”, ale w poszczególnych obrazach i stwierdzeniach trzeba nam widzieć coś więcej, coś głębiej, coś bardziej symbolicznego – bardziej jakiś przekaz moralny niż reporterską relację, opowiedzianą w sposób dosłowny. To pierwsza sprawa.
A druga – to ta, że relacja narodu wybranego z Bogiem (to słowo: „relacja” trzeba tu rozumieć bardzo specyficznie, nie od razu jako najgłębszą więź, bardziej jako sposób odniesienia, przynajmniej na początku) kształtowała się w zderzeniu z kultem ludów ościennych, który był kultem bóstw fałszywych, wymyślonych przez ludzi. Niestety, owo przenikanie się różnych prądów myślowych pomiędzy sąsiadującymi ze sobą ludami i narodami miało wpływ i na to, że do narodu wybranego gdzieś tam przenikały te fałszywe wierzenia, a Izraelici dość łatwo im ulegali.
Stąd chociażby – musimy to koniecznie zauważyć – pierwsze przykazanie Dekalogu brzmi: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną! A pamiętamy przecież, że w tego typu „zestawieniach” różnych norm i przepisów – to, co stoi w punkcie pierwszym, ma zasadnicze znaczenie dla punktów następnych. Owo pierwsze przykazanie niejako rzuca światło na wszystkie następne. W przypadku Dekalogu jest to wskazanie, że wiara w tego jednego i jedynego Boga wyraża się w uczczeniu Jego imienia, oddania Mu należnego kultu – w określony sposób, w określonym miejscu i czasie – a następnie
Skoro zatem Bóg sam dał takie, a nie inne, pierwsze przykazanie, to mocny sygnał, że sprawa na swój sposób była poważna i problem wielobóstwa, zagrażającego z zewnątrz, naprawdę istniał. Bo Bóg cały czas starał się swój umiłowany naród przekonać, że troszczy się o niego i Mu na nim zależy. Dlatego sam chciał sprawować nad nim opiekę, jako jego Władca i Ojciec, ale naród zażądał dla siebie króla. Bo tak mają inne narody.
Dobrze, chociaż niejako wbrew sobie, ale Bóg dał im króla. I nie na zasadzie, że „skoro chcieliście, to macie i radźcie sobie z nim”, ale sam wybierał najlepszych kandydatów, których wspierał swoim błogosławieństwem – o ile oczywiście oni sami nie sprzeniewierzali się temu zaufaniu. I właśnie jednym z takich sposobów wparcia ze strony Boga był ten, że to On sam zapewniał swemu ludowi siłę, stabilność i żywotność, dlatego przeliczenie ludu przez Dawida potraktował jako wejście przez króla w Jego prerogatywy Boskie, jako swoiste sprawdzanie przez króla swego Boga!
Pamiętajmy: cały czas poruszamy się w sferze pewnej symboliki, metafory… Natomiast sam fakt jest w pełni realny i istotny: Bóg naprawdę sprawuje opiekę nad swoim narodem i bardzo chce, aby naród to uszanował! Bóg chce ułożyć ze swoim ludem jak najgłębszą relację – i nie tyle z całym ludem, co z każdym człowiekiem indywidualnie. I właśnie fakt, że w ostatnim zdaniu słyszymy Dawida, jak bierze na siebie samego odpowiedzialność za czyn, którego dokonano z jego osobistego polecenia – to znak, że rozwój moralności z tej bardzo pierwotnej i prymitywnej („oko za oko i ząb za ząb”) coraz bardziej dokonywał się w kierunku tej moralności ewangelicznej.
W tym konkretnym przypadku: z powszechnie wówczas stosowanej odpowiedzialności zbiorowej następowało stopniowe przejście do odpowiedzialności osobistej. A to duży postęp. Ewangelia już tak jednoznacznie tego naucza, czego przykład mamy choćby dzisiaj.
Dlaczego Jezus – będąc w swoim rodzinnym mieście – nie mógł […] zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich? Bo – jak słyszymy – dziwił się […] ich niedowiarstwu!
Bo kiedy przyszedł do swego rodzinnego miasta – a towarzyszyli Mu Jego uczniowie – i gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze, wówczas wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim.
W odpowiedzi na to, Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu, może być prorok tak lekceważony”. Ale kilka osób jednak uzdrowił. Co to znaczy? Że w sercach tych kilku osób zobaczył wiarę. Zatem, mówimy o kształtowaniu się relacji osobistej, a nie odpowiedzialności zbiorowej. I o stopniowym rozwoju tej relacji.
I o to dzisiaj – w kontekście usłyszanego słowa – pytamy samych siebie: Na ile Jezus jest moim Panem i Zbawicielem – ale tak bardzo osobiście? Na ile głęboka i szczera, na ile intensywna jest moja z Nim duchowa więź? A może tylko służbowa, schematyczna, wynikająca z tradycji albo poczucia przyzwoitości, albo z obawy o to, co ludzie powiedzą, jeśli – na przykład – uznają mnie za niewierzącego, a przecież pochodzę z takiej religijnej rodziny?…
Czy mi Jezus nie spowszedniał? Czy Jego słowa i w ogóle Jego Osoba ma realny wpływ na moje słowa, na moje myśli, na moje czyny, na moje wybory?… I co robię – co dzisiaj zrobię – aby tę bardzo osobistą, indywidualną, osobową, szczerą więź zintensyfikować i pogłębić?…
