Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu wczorajszym urodziny przeżywał Ksiądz Kanonik Bogdan Zagórski, Proboszcz Parafii Świętego Jana Kantego w Lublinie – nasza Najdostniejsza Eminencja – któremu dziękuję za ogromną życzliwość, jakiej doświadczam od pierwszego dnia naszej znajomości, za otwarte serce i pomoc, za gościnność i każde dobre słowo. Modlitwą odwdzięczam tę życzliwość – i swoim chętnym zaangażowaniem w życie Parafii Świętego Jana Kantego, kiedy tylko mogę. Życzę wytrwałości i wszelkich natchnień z Nieba!
Natomiast dzisiaj imieniny przeżywają:
►Weronika Kowalska – należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach;
►Weronika Bernaciak – moja była Uczennica w Liceum Lelewela w Żelechowie.
Rocznicę Święceń kapłańskich natomiast przeżywają:
►Ksiądz Michał Dziedzic – pochodzący z mojej Parafii, wyświęcony w Diecezji warszawsko – praskiej;
►Ksiądz Paweł Czeluściński – Kolega kursowy Księdza Michała, też pochodzący z naszej Diecezji, a dokładnie z Siedlec, a obecnie: Wikariusz w Parafii w Surgucie.
Wszystkim świętującym życzę Bożej opieki i wszelkich dobrych natchnień. Zapewniam o modlitwie!
Drodzy moi, w dniu dzisiejszym przeżywamy – przeniesioną z czwartku szóstego Tygodnia Wielkanocy na siódmą Niedzielę Wielkanocy – Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Ja tę Uroczystość będę przeżywał w Parafii w Poizdowie. Natomiast o 20:00 – Msza Święta i nabożeństwo majowe.
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim konkretnym przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, A,
17 maja 2026.,
do czytań: Dz 1,1–11; Ef 1,17–23; Mt 28,16–20
CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Pierwszą książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym.
A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił:
„Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.
Zapytywali Go zebrani: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” Odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.
Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego, to znaczy światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących na podstawie działania Jego potęgi i siły, z jaką dokona dzieła w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym.
I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób.
ZAKOŃCZENIE EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami:
„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.
W pierwszym dzisiejszym czytaniu słyszymy, że Apostołowie i inni, zebrani w owym miejscu tamtego dnia, uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba… Owo «uporczywe wpatrywanie się» – daje do myślenia. Jak słyszymy, akurat wtedy, tamtego dnia, tamto «uporczywe wpatrywanie się» zostało negatywnie ocenione przez dwie postacie w białych szatach. Wyraźnie widzimy tu posłańców z Nieba.
I to właśnie oni zdecydowanie stwierdzili: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba. Nie określili, kiedy to nastąpi. Dlatego powstało takie przekonanie, że może to być w bardzo niedalekiej przyszłości, w związku z czym wytworzyła się taka grupa wyczekujących – dosłownie wręcz: «uporczywie wpatrujących się» w Niebo – jakoby Jezus miał już „na dniach” do nich powrócić. Do takich nieraz w swoich Listach zwracał się Święty Paweł, kategorycznie nakazując zabranie się do solidnej roboty i powstrzymanie się od rozpowszechniania tego typu fałszywych teorii.
A tak swoją drogą, to może przypominają się nam w tym momencie chociażby pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Ale i ta, którą odbył Benedykt XVI, czy ta, którą odbył Papież Franciszek; a może nasze pielgrzymki do Rzymu i spotkania na audiencjach z Ojcem Świętym. Czy nie jest tak, że kiedy Ojciec Święty przejeżdża obok lub przechodzi – wszyscy się w niego «uporczywie wpatrują»? Dosłownie!
A kiedy kolejni Papieże opuszczali nasz kraj po zakończonych pielgrzymkach – czyż nie «wpatrywaliśmy się uporczywie» w odlatujący samolot, aż stał się małym punkcikiem na niebie, a w końcu zupełnie zniknął?… A ileż to razy wręcz wzdychaliśmy do Papieża Polaka, ileż skandowaliśmy na Jego cześć okrzyków, śpiewaliśmy: „Sto lat!”, „Zostań z nami!”, wręcz wypłakiwaliśmy za nim oczy. I co nam z tego wszystkiego zostało?
Czyż nie dokonało się dokładnie to samo, o czym czytamy dzisiaj, że kiedy tak wszyscy «uporczywie wpatrywali się» w odchodzącego Jezusa, to w końcu przyszedł sygnał z Nieba, żeby się wreszcie ogarnęli i ruszyli do swojej pracy, do wypełniania codziennych zadań! Ale kto nam wtedy miał to powiedzieć? Owszem, czasami pojawiały się takie głosy odważnych duszpasterzy, którzy – niczym ci dzisiejsi wysłannicy z Nieba – ostrzegali, że ten nasz kontakt z Ojcem Świętym, że to przeżywanie kolejnych jego pielgrzymek, nie może się sprowadzić do emocji. Zresztą, sam Jan Paweł II nieraz prosił, żeby ludzie już nie klaskali i nie skandowali, tylko wreszcie zaczęli słuchać. A jak było naprawdę? Dobrze wiemy…
Widzimy bowiem, ile nam zostało z tego wszystkiego, co Papież do nas mówił. Przecież On nas naprawdę ostrzegał przed tym wszystkim, co się dzieje u nas i w relacjach między nami dzisiaj. I myśmy się uporczywie w Niego wpatrywali, wyciągali do Niego ręce, wzruszali się każdym spotkaniem; wpatrywaliśmy się uporczywie w ten Jego odlatujący samolot, a potem wracaliśmy do siebie – i wszystko wracało do „normy”. Czyli – do tej „koleiny”, którą brnęliśmy do tej pory…
A ostatnio owo «uporczywe wpatrywanie się» dokonuje się przez telefony komórkowe, którymi zebrani często filmują przejeżdżającego Ojca Świętego – jakby chcieli uwiecznić ten moment, by móc się jak najdłużej potem «uporczywie wpatrywać»… I w finale sprawy dochodzi do nieco zabawnej sytuacji – chociaż trudno traktować ją zupełnie na wesoło – że przechodzący lub przejeżdżający Ojciec Święty błogosławi… telefony komórkowe, których tysiące ma przed oczami, trzymanych w wyciągniętych rękach.
Kiedyś to ludzie «uporczywie wpatrywali się», chcąc jakby ten obraz zatrzymać w pamięci – dzisiaj od tego mają komórkę. Ale za każdym razem są to emocje, jakieś tanie wzruszenia czy płytkie doznania, z których nic tak naprawdę nie wynika. Tak, jak z tamtego «uporczywego wpatrywania się» nic nie miało wyniknąć, dlatego pojawiło się żądanie, by się ogarnąć i zabrać do roboty.
Drodzy moi, właśnie o tym mówimy sobie dzisiaj – w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. O czym? Czy o tym, że nie mamy wpatrywać się w Jezusa? I nie mamy wpatrywać się w Niebo? W sensie dosłownym, płytkim, emocjonalnym, o jakim dzisiaj słyszymy, to tak – w ten sposób nie mamy się wpatrywać! Takie «uporczywe wpatrywanie się» nic nie daje, nie ubogaca, nie zbliża nas ani do Jezusa, ani do Nieba! Bo to tylko emocje, gesty, a ostatecznie także: marazm, bezczynność… A jednak dzisiejsza Uroczystość każe nam skierować swoje serca i pragnienia ku Niebu! W jaki sposób?
W pierwszym dzisiejszym czytaniu, z Księgi Dziejów Apostolskich, słyszymy: Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.
A w Ewangelii sam Jezus mówi: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. To słowa, które – według Ewangelisty Mateusza – Jezus wypowiedział w momencie odejścia do Nieba.
Czyli – zauważmy – w obu przypadkach mamy tu do czynienia z kierunkiem… odwrotnym, niż kierunek „na Niebo”. Bo wręcz mamy nakaz zaangażowania się w sprawy ziemskie, a nie niebiańskie! Jak to zatem pogodzić? Co w ogóle mamy robić: wpatrywać się w to Niebo, czy nie?
A może jakąś podpowiedzią będą te oto słowa z dzisiejszego drugiego czytania: Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego, to znaczy światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania…
Otóż, właśnie! Światłe oczy serca… To tymi oczyma mamy wpatrywać się w Niebo – i to bardzo «uporczywie»! Czyli – ulokować w Niebie wszystkie swoje pragnienia i dążenia, tam widzieć cel owych pragnień i dążeń, tam widzieć swoją ojczyznę i swój dom na całą wieczność. Ale dążyć do tego drogami codzienności, drogami doczesności, czyli wypatrywać dokładnie i szczegółowo, co mamy do zrobienia, jakie zadania do wykonania, jakie cele do osiągnięcia TU I TERAZ – aby ostatecznie znaleźć się w Niebie.
Czyli tu, na ziemi, mamy się «uporczywie wpatrywać» w oczy i serca naszych bliskich – tych, z którymi na co dzień żyjemy, pracujemy, uczymy się czy studiujemy – i to z nimi budować i zacieśniać relacje. Mamy się «uporczywie wpatrywać» w swój plan prac i działań, które należy podjąć od samego rana do samego wieczora, nie marnując czasu na głupoty. I mamy też – jak najbardziej – «uporczywie wpatrywać się» w Jezusa Chrystusa, ale tego, ukrytego w Najświętszym Sakramencie, czyli tego, który wypełnia w ten sposób obietnicę, iż «pozostanie z nami aż do skończenia świata».
Bo to wtedy, na końcu czasów, Jezus przyjdzie tak, jak Apostołowie widzieli Go odchodzącego do Nieba – o czym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii. Ale zanim to nastąpi – a tak naprawdę nie wiemy, kiedy to nastąpi – to Jezus spełnia tę właśnie obietnicę, że będzie z nami do skończenia świata.
I jest z nami! Zanim przyjdzie do nas – już tak naprawdę jest z nami! I właśnie w tę obecność mamy się «uporczywie wpatrywać»! Jak najbardziej uporczywie – na adoracji Najświętszego Sakramentu, ale i w Komunii Świętej, w której będziemy tegoż Jezusa zapraszali do swego serca. Najlepiej – na każdej Mszy Świętej, w której będziemy uczestniczyli. Takie «wpatrywanie się» w Jezusa jest jak najbardziej pożądane – i oby było jak najbardziej «uporczywe»! I oby takim było wszelkie nasze kontaktowanie się z Jezusem w naszym TU I TERAZ!
Obyśmy naprawdę «uporczywie wypatrywali» każdej okazji, by się z Nim spotkać, by z Nim pobyć, by z Nim porozmawiać, by z Nim podejmować codzienne zajęcia i rozwiązywać problemy. Takie «uporczywe wpatrywanie się» – jeszcze raz to podkreślmy – jest bardzo potrzebne i bardzo dobre. Bo ono czyni z nas realistów, twardo stąpających po ziemi, a nie marzycieli, „z głowami w chmurach”. Zauważmy, Drodzy moi, to ważne rozróżnienie: my mamy być naszymi pragnieniami, naszymi umysłami w Niebie, gdzie jest cel wszelkich naszych dążeń i naszych pragnień. Ale to nie oznacza, że teraz mamy chodzić „z głową w chmurach” i oddawać się jakiemuś marzycielstwu. Nic z tych rzeczy! To są dwie zupełnie różne sprawy!
Nasza droga do Nieba wiedzie szlakami naszej codzienności! I jest tym bardziej prosta, tym bardziej skuteczna, tym bardziej doprowadzi nas do tego celu, im bardziej będzie «uporczywa». Czyli – im bardziej będziemy na niej wytrwali! Im mniej będziemy się zrażali niepowodzeniami, potknięciami, trudnościami, a po prostu będziemy odważnie i zdecydowanie szli przed siebie, ciągle powstając z upadków, ciągle podejmując na nowo swoje codzienne zadania, budowali, odnawiali i wzmacniali swoje relacje z ludźmi, a wreszcie także – czy może: przede wszystkim – swoją relację z Jezusem.
Idźmy zatem tą drogą! Nie zrażajmy się tym, że nam znowu coś nie wyszło, albo nie tak wyszło, jak byśmy chcieli. Nie zrażajmy się tym, że tak trudno nam czasami dogadać się z ludźmi, a nieraz może jeszcze trudniej dogadać się z samymi sobą. Pan to wszystko widzi – bo On właśnie cały czas «uporczywie wpatruje się» w nas z wielką nadzieją! On nigdy nie traci tej nadziei, jaką w nas pokłada! Można powiedzieć, że ufa nam «uporczywie»!
Zaufajmy i my – tak samo! I «uporczywie wpatrujmy się» w Niego – w Jego obecność w naszej codzienności – i dajmy się Mu poprowadzić. Niech On sam zaprowadzi nas – za rękę – do bram Nieba! W końcu, tam jest nasza Ojczyzna! I tam jest cel wszystkich naszych pragnień i dążeń. Pamiętajmy o tym codziennie – «uporczywie»!

Przyjrzyjmy się, jak Ewangeliści opisują obecnych w chwili Wniebowstąpienia:
Mateusz: „Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei” (28:16)
Marek: „Ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem” (16:14)
Łukasz: Ewangelia: „Wyprowadził ich za miasto” (24:50)
Dzieje Apostolskie: „Podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy»” (1:4)
Jak widzimy, wymienieni są tylko uczniowie. Dlaczego więc na ikonie widzimy nie tylko ich, ale także Matkę Bożą?
Odpowiedź znajdujemy w Dziejach Apostolskich (1:12-14; pierwsze czytanie z VII Niedzieli Wielkanocnej): „Wtedy wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej.
Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr (1) i Jakub (2), Jan (3) i Andrzej (4), Filip (5) i Tomasz (6), Bartłomiej (7) i Mateusz (8), Jakub, syn Alfeusza (9), i Szymon Gorliwy (10), oraz Juda, brat Jakuba (11). Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie i błaganiu razem z Maryją, Matką Jezusa”.
Widzimy jedenaście osób, o których oprócz Łukasza piszą także Mateusz i Marek. A wraz z nimi Matka Boża.
Ikonę Wniebowstąpienia wyślę ks. Jackowi mailem.