Giganci ducha i umysłu!

G

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu wczorajszym imieniny przeżywała Dorota Rogulska, która jako Dorota Szarek należała w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Niech Jej Pan błogosławi i udziela wszelkich swoich natchnień i darów! Zapewniam o modlitwie.

Drodzy moi, dzisiaj mamy pierwszy piątek miesiąca. Pamiętajmy o tym – szczególnie przypominam to tym, którzy obchodzą pierwsze piątki. A innych zachęcam, aby zaczęli!

Ja zaś pozdrawiam Was z Siedlec, skąd zaraz wyruszam do Domu rodzinnego, aby pomóc naszej Mamie i Ani, mojej Siostrze, w ogarnianiu całej sytuacji. Oczekujemy także na decyzję Lekarzy w sprawie naszego Taty. Dziękuję za wszelkie modlitewne wsparcie, o czym dowiaduję się każdego dnia! A o ilu Osobach, modlących się i wspierających, w ogóle nie wiem?… Niech Wszystkim Pan błogosławi i wynagrodzi dobroć serc!

Ja zaś dzisiaj zamierzam przejechać z Domu rodzinnego do Lublina, gdzie o 18:00 odprawię Mszę Świętą u Jana Kantego. Gdyby ktoś chciał łączyć się ze mną, to zapraszam:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

I już na noc zostanę w Lublinie.

Teraz zaś już zapraszam do zgłębienia Bożego słowa dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi do mnie dziś Pan? Duchu Święty, rozjaśnij umysły i serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 4 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Pawła Miki i Towarzyszy, Męczenników,

6 lutego 2026., 

do czytań: Syr 47,2–11; Mk 6,14–29

CZYTANIE Z KSIĘGI SYRACYDESA:

Jak tłuszcz się oddziela od ofiar dziękczynnych, tak Dawid od synów Izraela.

Ze lwami igrał jakby z koźlętami i z niedźwiedziami jak z jagniętami owiec. Czyż w młodości swej nie zabił olbrzyma i nie usunął hańby ludu, gdy podniósł rękę i kamieniem z procy obalił pychę Goliata? Wezwał bowiem Pana Najwyższego, który dał prawicy jego taką siłę, że zgładził człowieka, potężnego w walce, i wywyższył moc swego ludu. Tak wysławiano go po dziesięć tysięcy razy i wychwalano z powodu błogosławieństw Pana, przynosząc mu koronę chwały.

Albowiem starł nieprzyjaciół znajdujących się wokół, zniszczył wrogich Filistynów i złamał ich moc aż do dnia dzisiejszego.

W każdym swym czynie oddał chwałę Świętemu i Najwyższemu słowami uwielbienia, z całego serca swego śpiewał hymny i umiłował Tego, który go stworzył.

Postawił przed ołtarzem śpiewających psalmy i mile płynął dźwięk ich głosów; świętom nadał przepych i upiększył doskonałe uroczystości, aby wychwalano święte imię Pana i by przybytek już od rana rozbrzmiewał echem.

Pan darował mu grzechy, moc jego podniósł na wieki, dał mu przymierze królowania i tron chwały w Izraelu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: „Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”. Inni zaś mówili: „To jest Eliasz”; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: „To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał”.

Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.

Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: „Proś mnie, o co chcesz, a dam ci”. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa”. Ona wyszła i zapytała swą matkę: „O co mam prosić?” Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”.

Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swojej matce.

Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Mamy dzisiaj w liturgii Słowa dwa obrazy ważnych – a wręcz bardzo ważnych postaci – które to obrazy stanowią swoisty rzut oka na ich życie. W pierwszym czytaniu mowa o Dawidzie, w drugim – o Janie Chrzcicielu. Nie mamy wątpliwości, że są to dwaj wielcy Mężowie, ludzie Boży, których wpływ na historię zbawienia jest nie do przecenienia.

I oto w pierwszym czytaniu – pióra Mędrca Syracydesa – mamy całościowe podsumowanie życia i królewskiej działalności Dawida. Czytamy tam – między innymi – że ze lwami igrał [on] jakby z koźlętami i z niedźwiedziami jak z jagniętami owiec. Czyż w młodości swej nie zabił olbrzyma i nie usunął hańby ludu, gdy podniósł rękę i kamieniem z procy obalił pychę Goliata? Wezwał bowiem Pana Najwyższego, który dał prawicy jego taką siłę, że zgładził człowieka, potężnego w walce, i wywyższył moc swego ludu. Tak wysławiano go po dziesięć tysięcy razy i wychwalano z powodu błogosławieństw Pana, przynosząc mu koronę chwały. Albowiem starł nieprzyjaciół znajdujących się wokół, zniszczył wrogich Filistynów i złamał ich moc aż do dnia dzisiejszego.

Widzimy tu wyraźne nawiązanie do zwycięstwa nad Goliatem i do owego zawołania, które towarzyszyło Dawidowi, gdy wracał z pola walki, iż pobił «dziesiątki tysięcy», podczas gdy Saul – „tylko” «tysiące». Naturalnie, jedno i drugie było swoistą przesadą, bo Dawid nie pobił – przynajmniej na tamtym etapie swej działalności – żadnych dziesiątek tysięcy, tylko jednego Goliata (owszem, olbrzymiego, ale tylko jego), Saul zaś był walecznym królem, ale ilu wrogów zwyciężył tak naprawdę, to trudno dokładnie stwierdzić.

Jednak owym niewiastom, które wznosiły ten okrzyk, nie chodziło o to, by podać dokładną liczbę zwyciężonych, ale by wyrazić wielki podziw dla młodego wojownika. Mówimy tu zatem o pewnej hiperboli, o pewnym celowym przerysowaniu, o pewnej szlachetnej przesadzie, która chyba udzieliła się także samemu Mędrcowi Syracydesowi, skoro napisał w dalszej części swego wywodu: W każdym swym czynie oddał chwałę Świętemu i Najwyższemu słowami uwielbienia, z całego serca swego śpiewał hymny i umiłował Tego, który go stworzył. Postawił przed ołtarzem śpiewających psalmy i mile płynął dźwięk ich głosów; świętom nadał przepych i upiększył doskonałe uroczystości, aby wychwalano święte imię Pana i by przybytek już od rana rozbrzmiewał echem.

Szczególnie to stwierdzenie, iż w każdym swym czynie oddał chwałę Świętemu i Najwyższemu – budzi nasze zastrzeżenia, bo choćby w ostatnich dniach słyszeliśmy o dwóch czynach, które wyraźnie były przeciwne Bożej woli, a jeden wręcz porażał swoim bezeceństwem! Chodzi oczywiście o porwanie żony Uriasza i wysłanie na pewną śmierć jego samego. To zachowanie wyjątkowo niegodne króla, ale przede wszystkim: człowieka tak bardzo ukochanego i tak hojnie obdarowanego przez Boga! A komentatorzy biblijni wskazują na kilka jeszcze pomniejszych działań Dawida, które stanęły w wyraźnej sprzeczności do tego, czego oczekiwał Bóg, ale nie były to działania tak głośne i nośne, jak te, wspomniane w ostatnich dniach w liturgii Słowa.

Trzeba natomiast powiedzieć, że z każdego takiego życiowego zawirowania, z każdego takiego swojego moralnego „zakrętu” Dawid zawsze jak najszybciej powracał do Boga. Natychmiast – kiedy tylko otrzymał słowa upomnienia – żałował za swój grzech i prosił Boga o zmiłowanie. Pokutował też za swoje złe czyny, a ten aspekt pokutny pojawia się również w Psalmach, o których Syracydes pisze w zacytowanych tu słowach.

Bo te właśnie Psalmy to naprawdę piękna pamiątka panowania Dawida i jego relacji z Bogiem, chociaż bibliści wyliczają, iż na sto pięćdziesiąt wszystkich Psalmów – Dawidowi możne przypisać autorstwo co najwyżej połowy. Ale wszystkie utrzymane są w jednym duchu, nie ma więc wątpliwości, że wszyscy ich Autorzy korzystali z inspiracji króla – poety.

Cały zaś ten wywód Syracydesa – wyraźnie podkreślający pozytywne aspekty życia i postawy Dawida – ma być potwierdzeniem tego, co zostało wyrażone w pierwszym zdaniu dzisiejszego czytania: Jak tłuszcz się oddziela od ofiar dziękczynnych, tak Dawid od synów Izraela. Tak, Dawid był kimś wyjątkowym na tle całego narodu izraelskiego – wyjątkowym w całej jego historii. Zdecydowanie „oddzielał się” on od wszystkich swoją bardzo specyficzną i osobistą relacją z Bogiem i wieloma walorami swego ducha i intelektu.

I to z pewnością łączyło go z Janem Chrzcicielem, o którym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii. Nie mamy tu co prawda całościowego podsumowania jego życia i działalności, chociaż takie akcenty pojawiają się między wersami – chociażby w pierwszym akapicie mamy wzmiankę o tym, że kiedy «imię Jezusa nabrało rozgłosu», wówczas Herod natychmiast dopatrzył się w tym odniesienia do życia i działalności Jana Chrzciciela, który ostro upominał zarówno jego samego, jak i kobietę, którą wziął sobie za żonę, a której nie miał prawa sobie wziąć. I to właśnie z diabelskiej inspiracji tej ostatniej Jan został zgładzony. A chociaż dzisiaj mamy opis właśnie owego skazania i zgładzenia Jana, to jednak z całości przekazu wyraźnie przebija ów wyjątkowy rys osobowości i świadectwo niezwykłej odwagi tego Herolda i Proroka, który nie bał się nigdy mówić prawdy i dopominać się o nią. Nawet za cenę własnego życia!

Otrzymujemy zatem, Drodzy moi, dwa przykłady niezwykłych ludzkich postaw: ludzi, którzy zachowali szczególną relację z Bogiem, dlatego też – by się tak wyrazić – mieli co zaoferować ludziom. Bo ich przykład od wieków pozostaje inspiracją dla kolejnych pokoleń ludzi, poszukujących swojej osobistej relacji z Bogiem i swojego sposobu na życie: na piękne i sensowne życie! Na życie mające określony cel, ale też określony smak, kształt i barwę.

Tacy giganci ducha i intelektu, którzy nieraz zachwycają wielkością swojej osobowości, nieraz może nawet onieśmielają, ale – oby zawsze! – inspirują nas do kształtowania w sobie takiej postawy, z pewnością są wielkim darem Boga: darem na określony czas, na określony kontekst historyczny, społeczny, eklezjalny… Zawsze starajmy się dostrzegać i doceniać obecność takich ludzi w naszym życiu, zawsze dziękujmy Panu naszemu za ich obecność! Starajmy się także jak najwięcej „skorzystać” z ich wzoru i jak najwięcej wziąć z tego wzoru dla siebie, dla własnej postawy.

Bo chociaż ludzie ci to właśnie ludzie – z krwi i kości – a nie aniołowie niebiescy, dlatego także ulegali ludzkim słabościom, a niekiedy nawet całe lata żyli w grzechu, to jednak umieli powrócić do Boga i trwać przy Nim. I wytrwać do końca! I nawet w tym są dla nas wzorem, że z każdego życiowego zakrętu zawsze można do Boga wrócić i po Bożemu żyć, i jeszcze tyle dobrego zrobić! Niech oni właśnie uczą nas tego!

I niech zmobilizują nas do tego, byśmy nie tylko na nich patrzyli, podziwiali ich i naśladowali, ale byśmy sami czuli się zobowiązani do stawania się takimi autorytetami dla innych. Szczególnie dzisiaj, w dobie ogromnego kryzysu autorytetu, przykłady takich ludzi są na wagę złota: przykład Dawida, przykład Jana Chrzciciela, przykłady Świętych – i właśnie: oby przykład… Tutaj wstawmy swoje imię. I niech tak się stanie!

Tak, jak stało się w przypadku Patronów dnia dzisiejszego, których imiona dzisiaj na tę listę wpisujemy. A są to: Paw Mikijego Towarzysze, Męczennicy japońscy.

Mówiąc o nich, warto na początku wspomnieć, że chrześcijaństwo w Japonii, w połowie XVI wieku, rozwijało się bardzo dynamicznie – a to dzięki misjonarskiej działalności Świętego Franciszka Ksawerego i jego współpracowników oraz następców. Niestety, rozwój pięknie zapowiadającego się dzieła został gwałtownie zatrzymany przez fanatyzm władców. Wybuchło nagłe, bardzo krwawe prześladowanie. I to właśnie na te czasy przypada bohaterska śmierć Świętego Pawła Miki i jego dwudziestu pięciu Towarzyszy.

Sam Paweł Miki urodził się koło Kioto, w zamożnej rodzinie, w roku 1565. Miał zaledwie pięć lat, kiedy otrzymał Chrzest. A w ówczesnej Japonii niezwykle rzadko zdarzało się przyjęcie Chrztu w tak młodym wieku. Kształcił się u jezuitów, do których wstąpił w wieku dwudziestu dwóch lat. Będąc klerykiem, pomagał misjonarzom jako katechista.

Po nowicjacie i studiach przemierzył niemal całą Japonię, głosząc naukę Chrystusa. Kiedy miał już otrzymać święcenia kapłańskie, w 1597 roku wybuchło wspomniane prześladowanie. Aresztowano go i poddano torturom, aby wyrzekł się wiary. W więzieniu spotkał się z dwudziestu trzema Towarzyszami. Po dotkliwych torturach obwożono ich po mieście z wypisanym wyrokiem śmierci. Paweł wykorzystał tę okazję, by zebranym tłumom głosić Chrystusa.

Więźniów umieszczono w więzieniu w pobliżu miasta Nagasaki. Dołączono do nich jeszcze dwóch chrześcijan, których aresztowano za to, że usiłowali nieść pomoc więźniom. Na naleganie prowincjała władze zgodziły się dopuścić do skazanych kapłana z Sakramentami. Tę okazję wykorzystali dwaj nowicjusze, by na jego ręce złożyć śluby zakonne.

Poza miastem ustawiono dwadzieścia sześć krzyży, na których zawieszono aresztowanych chrześcijan. Paweł Miki jeszcze z krzyża głosił zebranym poganom Chrystusa, dając wyraz swojej radości z tego, że ginie tak zaszczytną dla siebie śmiercią. Zachęcał do wytrwania także swoich Towarzyszy. Męczennicy przeszyci lancami żołnierzy dopełnili ofiary z życia dnia 5 lutego 1597 roku.

Są to pierwsi męczennicy Dalekiego Wschodu. W 1862 roku kanonizował ich Papież Pius IX, który później jeszcze beatyfikował dwustu pięciu innych Męczenników japońskich, zabitych w wieku XVII.

A oto jak męczeństwo dzisiejszych naszych Patronów relacjonuje współczesny im Autor: „Kiedy ustawiono krzyże, wszyscy okazali podziwu godne męstwo, do którego wzywali zarówno ojciec Pazjusz, jak i ojciec Rodriguez. Ojciec Komisarz trwał nieporuszony z oczyma zwróconymi ku niebu. Brat Marcin dziękując Bogu za dobroć śpiewał psalmy, do których dodawał słowa: „W ręce Twoje, Panie”. Brat Franciszek również głośno dziękował Bogu. Brat Gonzalez podniesionym głosem odmawiał Modlitwę Pańską i Pozdrowienie Anielskie.

Nasz brat, Paweł Miki, skoro zobaczył, że zajmuje miejsce najzaszczytniejsze ze wszystkich, na jakie kiedykolwiek wstępował, oświadczył najpierw zebranym, iż jest Japończykiem należącym do Towarzystwa Jezusowego, że umiera z powodu głoszenia Ewangelii i że dziękuje Bogu za tak wspaniałe Jego dobrodziejstwo. Następnie dodał takie słowa: „Myślę, że skoro doszedłem do tej chwili, nikt z was nie będzie mnie podejrzewał o chęć przemilczenia prawdy. Dlatego oświadczam wam, że nie ma innej drogi zbawienia poza tą, którą podążają chrześcijanie. Ponieważ ona uczy mnie wybaczać wrogom oraz wszystkim, co mnie skrzywdzili, dlatego z serca przebaczam królowi, a także wszystkim, którzy zadali mi śmierć, i proszę ich, aby zechcieli przyjąć Chrzest”.

Potem się zwrócił ku swoim Towarzyszom, toczącym ostatni bój, aby im dodać otuchy. Na twarzach wszystkich jaśniała radość, zwłaszcza na twarzy Ludwika. Kiedy pewien chrześcijanin zawołał do niego, iż wkrótce będzie w raju, on radosną postawą całego ciała zwrócił na siebie oczy wszystkich patrzących.

Antoni, który zajmował miejsce obok Ludwika, podniósłszy oczy ku niebu i wezwawszy Najświętsze Imiona Jezusa i Maryi, zaintonował psalm: „Chwalcie, słudzy Pańscy”, którego nauczył się na katechezie w Nagasaki. Wiele tam bowiem dokładano starań, aby wyuczyć dzieci na pamięć niektórych psalmów. Inni z radosnym obliczem powtarzali: „Jezus, Maryja”. Niektórzy zachęcali obecnych do prowadzenia życia godnego chrześcijan. W ten czy inny sposób okazywali gotowość umierania.

W pewnym momencie czterech katów wyciągnęło miecze używane w Japonii i na ten straszny widok zebrani tam wierni wykrzyknęli: „Jezus, Maryja!”, a przejmujące to wołanie podniosło się aż ku niebiosom. Kaci zaś jednym lub dwoma ciosami odebrali im życie.” Tyle z historii bohaterskiego męczeństwa Pawła Miki i jego Towarzyszy.

Mając na uwadze to ich wielkie bohaterstwo, ale też rozważając Boże słowo dzisiejszej liturgii, zapytajmy raz jeszcze samych siebie, czy staramy się – i co w tym kierunku robimy – aby być autorytetami dla innych na odcinku wiary? I w ogóle: na odcinku życia?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.