Zauważmy – doceńmy – podziękujmy!

Z

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Dominika Sionek, życzliwa mi i bliska Osoba z Parafii Miastków Kościelny. Życzę mocy Bożej w mierzeniu się z wyzwaniami codzienności małżeńskiej, rodzinnej i zawodowej. Wspieram modlitwą!

A ja teraz pozdrawiam Was z Siedlec, ale zaraz ruszam w drogę, dla załatwienia różnych spraw na trasie: Siedlce – Biała Podlaska – Lublin. A jest ich sporo. Dzień zamierzam zakończyć w Lublinie, gdzie spotkam się z Szymonem Salą, Autorem naszych wtorkowych rozważań – także dla omówienia planowanego wyjazdu do Szklarskiej Poręby.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan konkretnie dziś do mnie mówi? Duchu Święty, pomóż nam to odkryć!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 5 Tygodnia zwykłego, rok II,

13 lutego 2026., 

do czytań: 1 Krl 11,29–32;12,19; Mk 7,31–37

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:

Gdy pewnego razu Jeroboam wyszedł z Jerozolimy, spotkał go na drodze prorok Achiasz z Szilo, odziany w nowy płaszcz. Sami tylko obydwaj byli na polu.

Wtedy Achiasz zdjął nowy płaszcz, który miał na sobie, porozdzierał go na dwanaście części i powiedział Jeroboamowi: „Weź sobie dziesięć części, bo tak rzekł Pan, Bóg Izraela: «Oto wyrwę królestwo z ręki Salomona, a tobie dam dziesięć pokoleń. Jedno tylko pokolenie będzie miał ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na miasto Jeruzalem, które wybrałem ze wszystkich pokoleń Izraela»”.

Tak więc Izrael odpadł od rodu Dawida po dziś dzień.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.

Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.

Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.

I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.

Właściwie trudno powiedzieć, jakie przesłanie płynie dla nas z dzisiejszego pierwszego czytania. Jest to bowiem smutna wiadomość, potwierdzająca tę, którą otrzymaliśmy wczoraj, iż wielkie i potężne królestwo, jakie Dawid przekazał w ręce swego syna Salomona, zostanie podzielone. I dzisiaj właśnie dowiadujemy się, że tak się stało: Tak więc Izrael odpadł od rodu Dawida po dziś dzień. Tym zdaniem kończy się dzisiejsze pierwsze czytanie.

I trudno właśnie powiedzieć, po co nam ta wiadomość? Co ona wnosi do naszego życia? W jaki sposób – o ile w ogóle – kształtuje je lub przemienia? Sama w sobie pewnie nie za bardzo, chociaż nie można wykluczyć i takiej ewentualności, że właśnie te słowa – w jakiś sposób zupełnie trudny do zrozumienia dla nas, ale wiadomy Bogu – tak trafią do czyjegoś serca, że naprawdę je poruszą.

Opowiadają, że pewien ksiądz znany był z tego, iż głosił bardzo płomienne homilie. Prawie całe miasto – jak się niekiedy mawia dla podkreślenia masowości zjawiska – przychodziło, żeby posłuchać jego elokwentnych wypowiedzi, wzmocnionych intelektualnie i zabarwionych emocjonalnie. Niejednokrotnie też odbierał pochwały od zachwyconych słuchaczy.

Ale dała mu bardzo do myślenia sytuacja, kiedy to po Mszy Świętej, na której głosił homilię – jak zawsze: płomiennie i wzniośle – przyszedł młody mężczyzna i bardzo, ale to bardzo serdecznie za tę homilie podziękował. Bo – jak stwierdził – niesamowicie poruszyła ona jego serce wpłynęła na natychmiastową przemianę jego życia, którą zamierza już dzisiaj podjąć. Na oczywiste w takiej sytuacji pytanie, które to słowa tak mocno go poruszyły, iż spowodowały tak daleko idące postanowienia, padła zaskakująca odpowiedź: „Te, w których Ksiądz powiedział: «A teraz przechodzę do drugiej części kazania». Ja też pomyślałem sobie, że muszę natychmiast przejść do drugiej części mojego życia!”

Zaskoczenie? Dla samego Księdza – ogromne. Bo uświadomiło mu to po raz kolejny, albo jedynie mocno przypomniało, że to naprawdę nie on – pomimo swojej elokwencji – przemienia ludzkie serca swoimi błyskotliwymi homiliami, ale to Pan działa przez niego.

Wierzymy zatem, że i to proste zdanie, kończące dzisiejsze pierwsze czytanie, jak i całość tego czytania – chociaż może wydawać się nam, że nijak nie odnosi się do naszego życia – jednak przyniesie nam chociaż kilka cennych wskazań. Na pewno, do takich będzie należało to, iż Pan naprawdę – by się tak wyrazić – „trzyma rękę na pulsie” i realizuje swoją władzę nad światem. Realizuje swoje Boskie plany – TU I TERAZ. Chociaż ludziom może wydawać się, że sytuacja wymyka Mu się spod kontroli, to jednak nigdy tak nie jest.

Oto dzisiaj Prorok Pański obwieszcza Jeroboamowi, że to on właśnie przejmie większość dotychczasowego królestwa Salomona. Tak Bóg zapowiedział – jak słyszeliśmy we wczorajszym czytaniu – i oto dzisiaj dowiadujemy się, że nie będzie to dziełem przypadku, a naprawdę Bóg swoje plany doprowadzi do końca! Co dla Salomona będzie mocnym znakiem, że nie wolno lekceważyć Boga! Dla nas zresztą też będzie to takim znakiem. Bóg nie pozwoli z siebie drwić!

Dlatego człowiek, który tak hojnie jest przez Boga obdarowany, jak obdarowanym był Salomon, naprawdę powinien zachować świadomość tego daru i docenić jego wartość. My też jesteśmy przez Boga obdarowywani – oczywiście, inaczej, niż Salomon, ale czyż nie równie hojnie – i także nieraz łapiemy się na tym, że kiedy większość spraw układa nam się pomyślnie, wówczas zaczynamy zbytnio ufać sobie i siebie samych stawiać na pierwszym miejscu, przed Bogiem, w swoim własnym życiu.

A tak w ogóle, to musimy szczerze przyznać się, że za mało w naszych modlitwach jest dziękczynienia! Za mało doceniamy dobro, którego tak wiele otrzymujemy od Pana. W tym także – ludzi, których on na naszej drodze stawia. Jedną z przyczyn upadku Salomona było i to, że przestał się liczyć z ludźmi, nie chciał wysłuchać ich propozycji, dotyczących ich funkcjonowania w państwie, natomiast łatwowiernie zaufał niemądrym doradcom.

Jakże więc jest to ważne, abyśmy zanim zaczniemy prosić Boga o to czy o tamto – albo narzekać na swoje życie i na to, jak to nam jest w tym życiu ciężko – najpierw rozejrzeli się dokładnie, co i ile mamy, jak bardzo nasz Pan opiekuje się nami i jak wielu darów nam udziela na co dzień. A właściwie – w każdej chwili naszego życia. To są rzeczy i sprawy bardzo oczywiste, których istnienia nawet nie zauważamy, bo są tak oczywiste, jak chociażby to, że w ogóle żyjemy, że cieszymy się jako takim zdrowiem – a często: całkiem dobrym zdrowiem – że mamy co jeść, że nie ma u nas wojny, że mamy przy sobie naprawdę oddanych nam ludzi…

Niech tylko którejś z tych osób lub czegoś z tych spraw lub rzeczy zabraknie, a zaraz przekonujemy się, jak wielki brak tego kogoś lub tego czegoś odczuwamy… I jak nasze życie zmienia się z tego powodu. Życie Salomona zmieniło się – dlatego, że to on je sam zmienił! Na własne życzenie. Niestety, nie na lepsze. A z jego powodu – zmieniło się także życie całego narodu, który odtąd był już narodem podzielonym na dwa królestwa: północne i południowe.

Bardzo zmieniło się też życie głuchoniemego z dzisiejszej Ewangelii. Zmieniło się na lepsze! Na dużo lepsze. Jak się dowiadujemy: otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Oczywiście, samo się nic nie otworzyło i nie rozwiązało! To Jezus tego dokonał! I właśnie: człowiek ów mógł prawidłowo mówić.

To stwierdzenie zwraca na siebie uwagę w kontekście kolejnych zdań dzisiejszego fragmentu ewangelicznego, z których dowiadujemy się, że Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.

W sumie, to pięknie, że tak mówili pełni zdumienia. Ale tym razem Jezus wyraźnie prosił, a wręcz przykazał, żeby nie mówili! Żeby tego nie rozpowiadali. A oni rozpowiadali. I to – ciekawa konstatacja Ewangelisty – im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. Czy to była prawidłowa mowa? Oczywiście, że nie – chociaż pod innym względem.

I tu dla nas kolejne wskazanie: za Boże dary nie tylko należy podziękować – choć oczywiście należy. Natomiast Boże dary należy przyjąć tak, jak Pan chce nam je dać, w taki sposób i w takim stopniu, bo On naprawdę wie, co robi. Nie musimy Go poprawiać, ani popędzać. Owszem, to mogło dziwić wszystkich, dlaczego Jezus nakazał, by o tak pięknym wydarzeniu, jak uzdrowienie, powszechnie nie rozpowiadano. Aż się prosiło, żeby o tym mówić wszystkim, dając w ten sposób świadectwo Bożej łaski i Bożej mocy. Ale Jezus właśnie tego w tym momencie nie chciał. Dlaczego Go nie posłuchano?

Drodzy moi, ile my tracimy na tym, że w naszych relacjach z Jezusem ciągle upieramy się przy swoim – żeby było tak, jak ja chcę – a tak mało zdajemy się na Niego: na Jego wolę, na Jego sposób rozwiązania naszych problemów. My sobie wyobrażamy, że tak a tak będzie najlepiej, a Jezus mówi nam, że… niekoniecznie! I potem oczywiście okazuje się, że to Jezus miał rację, a my dziwimy się, czemu nie jest dobrze, chociaż dobrze się zapowiadało.

Zatem: prośmy Pana o pomoc we wszystkich naszych sprawach i problemach, ale też za tę pomoc dziękujmy, starając się dostrzec wszystko, naprawdę wszystko, co On nam ofiaruje. Nie bądźmy niewdzięcznikami! Nigdy nie uwierzmy w siebie tak mocno, by przestać wierzyć w Niego! Ale też zdajmy się na Jego prowadzenie: na to, że On rozwiąże nasze sprawy po swojemu, a nie po naszemu. Tak naprawdę będzie najlepiej!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.