Bilans korzyści i strat!

B

Szczęść Boże! Drodzy moi, wczoraj wieczorem, w moim mieszkaniu w Lublinie, po Mszy Świętej u Jana Kantego, odwiedził mnie Mateusz Piątek – młody Człowiek, którego znam z Siedlec, od początku mojej posługi Duszpasterza Akademickiego. Uważam Go za jednego z moich duchowych Synów, otaczając modlitwą i posyłając często kapłańskie błogosławieństwo. Mateusz jest człowiekiem poszukującym sensu życia, stawiającym mocne i odważne pytania. Świetna rozmowa się wczoraj odbyła – dziękuję za nią Mateuszowi bardzo serdecznie!

Zwłaszcza, że to On sam zadzwonił do mnie po dość długim czasie i zaproponował spotkanie. Nie ukrywam, że kiedy taka inicjatywa wychodzi od młodego Człowieka, to dla mnie jest to wielka zachęta, by się otworzyć na takie spotkanie. O wiele to dla mnie lepsza sytuacja, niż ta, w której to ja proszę o spotkanie.

Mateuszu, wielkie dzięki!

A ja dzisiaj przez cały dzień pozostaję w Lublinie, zajmując się sprawami bieżącymi, a o 18:00 – ponownie Msza Święta u Jana Kanego. Po niej – przejazd do Siedlec. Gdyby ktoś chciał się ze mną duchowo łączyć na Mszy Świętej, to zapraszam:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, jakie jest to jedno, jedyne przesłanie, z jakim Pan konkretnie do mnie dzisiaj się zwraca. Niech Duch Święty będzie naszym światłem i natchnieniem!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 1 Tygodnia Wielkiego Postu,

28 lutego 2026., 

do czytań: Pwt 26,16–19; Mt 5,43–48

CZYTANIE Z KSIĘGI POWTÓRZONEGO PRAWA:

Mojżesz powiedział do ludu: „Dziś twój Pan Bóg rozkazuje ci wykonać te prawa i nakazy. Strzeż ich, pełnij z całego swego serca i z całej duszy.

Dziś uzyskałeś to, że Pan ci rzekł, iż będzie dla ciebie Bogiem, o ile ty będziesz chodził Jego drogami, strzegł Jego nakazów, praw i rozporządzeń i słuchał Jego głosu.

A Pan uzyskał to, żeś ty dziś obiecał być dla Niego ludem wybranym, jak ci powiedział, jeśli zachowasz Jego przykazania. On cię wtedy wywyższy we czci, sławie i wspaniałości ponad wszystkie narody, które uczynił, jak sam powiedział”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził».

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec niebieski”.

Nieraz mówimy – i to jest prawdą – że relacje człowieka z Bogiem nigdy nie mogą przypominać transakcji handlowej, czyli wymiany korzyści i strat, a tymczasem w dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy takie oto słowa Mojżesza, skierowane do swego narodu: Dziś uzyskałeś to, że Pan ci rzekł, iż będzie dla ciebie Bogiem, o ile ty będziesz chodził Jego drogami, strzegł Jego nakazów, praw i rozporządzeń i słuchał Jego głosu. A Pan uzyskał to, żeś ty dziś obiecał być dla Niego ludem wybranym, jak ci powiedział, jeśli zachowasz Jego przykazania.

Zatem, wyraźny bilans korzyści po obu stronach. Na szczęście, nie ma mowy o jakichkolwiek stratach, bo trudno sobie wyobrazić, żeby z relacji człowieka z Bogiem wynikały jakiekolwiek straty. Ale nawet mowa o wzajemnych korzyściach – czy to jest temat do rozważań w kontekście wzajemnego odniesienia Boga i człowieka? Czy człowiek może kochać swego Boga „za coś”? A Bóg człowieka? A człowiek drugiego człowieka – może lub powinien kochać „za coś”? Robić bilans korzyści, na podstawie którego dopiero rozważy, czy wchodzić w jakiekolwiek relacje, kontakty czy wzajemne odniesienia z tym drugim człowiekiem – i dopiero później dojść do stwierdzenia, że to jednak miłość?

A wtedy można ją nawet uczynić miłością małżeńską, bo okaże się, że jednak opłaca się wejść w taką relację… Czy tak ma to wyglądać? Czy tak w ogóle może to wyglądać? A co, jeśli okaże się, że w tym bilansowaniu korzyści – nagle pojawią się i straty? Wtedy to już tylko jak najszybciej trzeba wycofać się z takiej relacji, prawda? Drodzy moi, o czym my tu dzisiaj mówimy?… Można by rzec, że to jakieś zupełnie nieprawdopodobne bajania!

Ale skłania nas do tych dywagacji Boże słowo, które dzisiaj – nawet w tym zacytowanym fragmencie – mówi o wzajemnych korzyściach, jakie płyną dla nas z relacji z Bogiem, ale też: jakie płyną dla Boga z relacji z człowiekiem. Jakie to korzyści?

Słyszymy: człowiek zyskuje w Osobie Boga niezwykłego Opiekuna i Przewodnika po drogach życia. Pod taką opieką i pod takim prowadzeniem na pewno nie pobłądzi. No, dobrze, ale co w takim razie zyskuje Bóg? I tu jest ciekawostka, bo Bóg zyskuje… Jeszcze raz usłyszmy dokładnie słowa Mojżesza: A Pan uzyskał to, żeś ty dziś obiecał być dla Niego ludem wybranym, jak ci powiedział, jeśli zachowasz Jego przykazania. On cię wtedy wywyższy we czci, sławie i wspaniałości ponad wszystkie narody, które uczynił, jak sam powiedział. Czyli co zyskuje Bóg?

Nic. W sferze wymiernej, materialnej, nawet jakiejś prestiżowej – zupełnie nic! A jednak jest coś, na czym Mu szczególnie zależy i co tylko człowiek może Mu dać, bo jeśli człowiek Mu tego nie da, to On sam sobie tego nie weźmie ani nie stworzy. Co jest tym czymś? Oczywiście, miłość ludzkiego serca. Bóg to zyskuje – i na tym Mu naprawdę zależy. Nie jest to żadna korzyść wymierna – a jednak bardzo konkretna.

Natomiast powiedzmy sobie szczerze, że taki bilans, o jakim tu mówimy, w niczym nie przypomina owych bilansów handlowych, materialnych, czy jeszcze innych, jakie my sobie czynimy. To bilans bardzo wyjątkowych korzyści – ale jednak realnie istniejących. Na pewno takich, które w relacjach miłości można czynić, bo jeśli ową korzyścią jest właśnie wzajemna miłość i oddanie, to do takiej korzyści warto i trzeba dążyć – i o taką się starać.

A co w takim razie ze stratami? Czy ich zupełnie nie ma? Otóż, dzisiejsze czytanie ewangeliczne pokazuje, że są… Posłuchajmy zresztą raz jeszcze słów Jezusa: Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził». A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

I potem dalsze uzasadnienie tego stanowiska: Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec niebieski.

I to jest właśnie ta miara, którą należy stosować i ten pułap, do którego należy dociągać: doskonałość! Sam Bóg jest doskonały – i my mamy być doskonałymi! A dla tej korzyści warto, a nawet trzeba coś stracić. Co? I kto ma stracić?

Okazuje się, że pierwszym, który coś traci, jest sam Bóg. Niewiarygodne? A jednak! Skoro słyszymy, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, to znaczy, że naprawdę schodzi On niejako ze swego piedestału, mocno ustępuję człowiekowi, idzie mu na rękę i daje mu szansę. Skoro bowiem człowiek okazuje się tym złym i niesprawiedliwym, a więc sprzeciwia się Bogu całą swoją postawą, a Bóg jednak w każdej sekundzie życia podtrzymuje go w istnieniu, to znak, że Bóg naprawdę bardzo uniża się dla człowieka i niejako nie zważa na swój wielki Majestat.

Przecież skoro człowiek tak postępuje, to każda owa wspomniana sekunda jego życia może być tą ostatnią, bo Bóg mógłby powiedzieć, że skoro człowiek tak postępuje, to nie ma sensu dalej w niego „inwestować” i dawać mu kolejnych szans. A Bóg to robi! Schodzi niejako ze swego Tronu, wychodzi – powiedzmy to i tak – ze strefy swojego komfortu, aby okazać człowiekowi swoją miłość i dobroć. Podkreślmy: nawet temu człowiekowi zbuntowanemu, który w Boga nie wierzy. A przynajmniej – mówi, że nie wierzy. Udaje, że nie wierzy. Bóg nawet nad takim człowiekiem się pochyla. Czyż to nie jest dla Niego jakąś stratą?

Oczywiście, że jest. Ale Bóg nie waha się jej ponieść, zachęcając i nas do tego, byśmy nie bali się ponieść osobistej straty – szczególnie dla budowania wzajemnej relacji z drugim człowiekiem. Chociaż i z samym Bogiem także, bo trzymanie się zasad, ustanowionych przez Boga, nieraz kosztuje człowieka bardzo dużo – i dokładnie to samo, co w przypadku Boga: człowiek też musi zejść ze swego piedestału, na którym jest mu tak dobrze, bo zajmuje nam nim pierwsze miejsce w swojej osobistej hierarchii ważności i wartości, a to miejsce mu się akurat nie należy… Ono należy się tylko Bogu!

I dlatego dzisiaj Jezus zachęca każdego i każdą z nas, byśmy miłowali swoich nieprzyjaciół, modlili się za swoich prześladowców, pozdrawiali tych, którzy tego nie czynią wobec nas – a może nas nawet przeklinają… I czy to właśnie nie jest jakąś naszą osobistą stratą? Oczywiście, że jest! Ale taką, którą trzeba ponieść – i którą naprawdę warto ponieść, bez większego żalu – jeżeli ceną jest doskonałość, do której będziemy wzrastać i miłość, którą Pan nas obdarza, a którą my Jemu odpowiemy; ale i ta wzajemna miłość, jaką będziemy się obdarzali z tym drugim, konkretnym człowiekiem, którego Pan postawi na naszej drodze życia… A to jest drogą do osiągnięcia tej największej korzyści, jaką jest życie wieczne w jedności z Bogiem, czyli świętość!

Czyż dla takich korzyści nie warto ponieść takich strat?

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.