Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym pierwszą rocznicę Chrztu Świętego przeżywa Alicja Niedźwiedzka, moja najmłodsza Siostrzenica. Niech Pan Jej błogosławi, by łaski, w Sakramencie tym otrzymane, rozwija każdego dnia, nawiązując coraz bardziej intensywną więź z Jezusem. O to będę się dla Niej modlił.
A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie – jak co poniedziałek – rozwiozę Ogłoszenia Duszpasterstwa Akademickiego. Potem zaś przejeżdżam do Lublina, gdzie planuję Mszę Świętą w „mojej” Parafii Świętego Jana Kantego. Jeżeli ktoś chce się ze mną łączyć, to zapraszam:
https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams
Potem już zostaję na noc w Lublinie.
A dziękuję raz jeszcze Panu naszemu i Matce Bożej Kodeńskiej za wspaniałe Rekolekcje FORMACJI «SPE SALVI». Dziękuję Uczestnikom – Członkom FORMACJI, moim duchowym Synom – za cudowną atmosferę i piękne świadectwo wiary, dane chociażby kodeńskim Pielgrzymom, jak też samym Ojcom Oblatom.
Jeżeli zaś o nich mowa, to bardzo dziękuję Rzecznikowi kodeńskiego Sanktuarium, Ojcu Mariuszowi Boskowi, który poświęcił swój naprawdę cenny czas, przepełniony rozlicznymi obowiązkami, by spotkać się z nami aż dwa razy – w sobotę i w niedzielę – i nie spieszyć się, spoglądając na zegarek, ale porozmawiać z młodymi Ludźmi o wielu sprawach ważnych i życiowych. Jestem przekonany, że to był bardzo ważny element i wartość tych Rekolekcji. Ogromne dzięki, Ojcze Mariuszu!
Teraz natomiast zapraszam zatem do pochylenia się nad dzisiejszym Bożym słowem. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Duchu Święty, przyjdź z pomocą!
Niech Was błogosławi Was Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Poniedziałek 3 Tygodnia Wielkiego Postu,
9 marca 2026.,
do czytań: 2 Krl 5,1–15a; Łk 4,24–30
CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:
Naaman, wódz wojska króla syryjskiego, miał wielkie znaczenie u swego pana i doznawał względów, ponieważ przez niego Pan spowodował ocalenie Syryjczyków. Lecz ten człowiek, dzielny wojownik, był trędowaty.
Kiedyś podczas napadu gromady Syryjczyków zabrały z ziemi Izraela młodą dziewczynę, którą przeznaczono do usług żonie Naamana. Ona rzekła do swojej pani: „O, gdyby pan mój udał się do proroka, który jest w Samarii! Ten by go wtedy uwolnił od trądu”.
Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela.
A król syryjski odpowiedział: „Wyruszaj! A ja poślę list do króla izraelskiego”.
Wyruszył więc, zabierając ze sobą dziesięć tysięcy talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań zamiennych. I przedłożył królowi izraelskiemu list o treści następującej: „Z chwilą, gdy dojdzie do ciebie ten list, wiedz, iż posyłam do ciebie Naamana, sługę mego, abyś go uwolnił od trądu”.
Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: „Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać? Bo ten poleca mi uwolnić człowieka od trądu! Tylko dobrze zastanówcie się i rozważcie, czy on nie szuka zaczepki ze mną!”
Lecz kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć królowi: „Czemu rozdarłeś szaty? Niechże on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok w Izraelu”.
Przyjechał więc Naaman swymi końmi, powozem, i stanął przed drzwiami domu Elizeusza. Elizeusz zaś kazał mu przez posłańca powiedzieć: „Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie, a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się czysty!”
Rozgniewany Naaman odszedł, mówiąc: „Przecież myślałem sobie: Na pewno wyjdzie, stanie, następnie wezwie imienia Boga swego, Pana, poruszy ręką nad miejscem chorym i odejmie trąd. Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczony?”
Pełen gniewu zawrócił, by odejść. Lecz słudzy jego przybliżyli się i przemówili do niego tymi słowami: „Mój ojcze, gdyby prorok kazał ci spełnić coś trudnego, czy byś nie wykonał? O ileż więc bardziej, jeśli ci powiedział: «Obmyj się, a będziesz czysty»”.
Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony.
Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: „Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.
Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej.
I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”.
Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.
Historia, opowiedziana nam dzisiaj, w pierwszym czytaniu – z Drugiej Księgi Królewskiej – prowadzi oczywiście do tego szczęśliwego finału, jakim jest wypowiedziane z przekonaniem zdanie wodza wojsk syryjskich, a więc tak naprawdę nieprzyjacielskich wobec narodu wybranego: Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem. Skoro ten dumny wódz tak mówi, to znaczy, że dokonało się coś niezwykłego i bardzo ważnego! A co się dokonało?
O tym właśnie opowiada Autor natchniony, rysując przed naszymi oczyma bardzo ciekawą, wręcz intrygującą historię, której każdy kolejny etap zasługuje na naszą uwagę.
Oto na samym początku dowiadujemy się, że wysoko postawiony w strukturach państwa syryjskiego dowódca wojskowy zachorował na trąd. W tamtym czasie taka diagnoza oznaczała praktycznie wyrok śmierci. I cóż z wysokiej pozycji, cóż z wielkiego znaczenia w oczach swego króla, kiedy śmierć zagląda w oczy?
Ale nagle okazało się, że z tej dramatycznej sytuacji jest jakieś wyjście! Przynajmniej – hipotetyczne. Tak o tym dzisiaj mówi nam tekst biblijny: Kiedyś podczas napadu gromady Syryjczyków zabrały z ziemi Izraela młodą dziewczynę, którą przeznaczono do usług żonie Naamana. Ona rzekła do swojej pani: „O, gdyby pan mój udał się do proroka, który jest w Samarii! Ten by go wtedy uwolnił od trądu”. Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela.
Trochę pewnie na zasadzie, że tonący brzytwy się chwyta. Bo przecież z pomysłem tym wyszła dziewczyna z podbitego kraju. Czy więc nie można było mieć obawy, że chce swego pana w coś – mówiąc kolokwialnie – wrobić? A chociażby w ten sposób, że podpowie mu podróż do swego kraju, a tam już na niego zaczekają odpowiednio przygotowani wojownicy, którzy napadną na niego, wykorzystując fakt jego osłabienia…
Naaman jednak postanowił zaufać prostej dziewczynie – być może dlatego, że nie miał w tym momencie innego, lepszego rozwiązania, a może dlatego, że zdobyła ona jego zaufanie, pełniąc służbę w jego domu – i wybrał się do sąsiedniego kraju. Tutaj jednak zaszły wypadki, które można potraktować jako zwykłe nieporozumienie, ale które omal nie doprowadziły do konfliktu zbrojnego. Chociaż cała sytuacja wyglądała na wręcz humorystyczną, oto bowiem Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela. A król syryjski odpowiedział: „Wyruszaj! A ja poślę list do króla izraelskiego”. Wyruszył więc, zabierając ze sobą dziesięć tysięcy talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań zamiennych. I przedłożył królowi izraelskiemu list o treści następującej: „Z chwilą, gdy dojdzie do ciebie ten list, wiedz, iż posyłam do ciebie Naamana, sługę mego, abyś go uwolnił od trądu”.
Król syryjski z pewnością chciał dobrze – chciał pomóc swojemu oddanemu słudze i dowódcy swoich wojsk. Chciał naprawdę dobrze, tylko tak wyszło niefortunnie, że król izraelski odebrał list do niego jako zaczepkę. Bo totalnie nie zrozumiał, o co chodzi! Zresztą, trudno zrozumieć inaczej komunikat o treści: «Udrów mojego sługę z trądu».
Stąd nie możemy się chyba dziwić takim oto rozwojem wypadków: Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: „Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać? Bo ten poleca mi uwolnić człowieka od trądu! Tylko dobrze zastanówcie się i rozważcie, czy on nie szuka zaczepki ze mną!” Doprawdy, trudno nie uśmiechnąć się, słysząc ten opis… Chociaż w tamtym momencie nikomu do śmiechu nie było.
Na szczęście, sytuacja została szybko wyjaśniona, a rozwiązanie przyszło z najmniej spodziewanej chyba strony. Bo oto kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć królowi: „Czemu rozdarłeś szaty? Niechże on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok w Izraelu”.
I tutaj warto zwrócić uwagę na pewność w zachowaniu Proroka, który tak po prostu zwraca się do króla swego narodu z pytaniem, czemu robi problem, skoro sprawa nie dotyczy jego, jako króla, tylko właśnie Proroka, do którego powinien „interesanta” odesłać. A kiedy i to się dokonało, wówczas Prorok okazał taką samą pewność siebie i pewność swojej pozycji, reagując na przybycie Naamana w bardzo specyficzny sposób. Bo nawet nie wyszedł do niego, tylko kazał wielkiemu wojskowemu dowódcy stać przed drzwiami i przez posłańca oznajmił mu bezceremonialnie, co ma zrobić, jeśli chce być zdrowy. A to, co ma zrobić, to czynność tak prosta, tak banalna, że aż niewiarygodna – wręcz urągająca czci tak wielkiego wojownika.
Jednak Prorok w ogóle na to nie zważał, tylko przekazał to, co miał do przekazania, a resztą się już nie interesował. Przynajmniej, nie słyszymy nic takiego, że się specjalnie przejmował tym, co będzie dalej. Zresztą, dalsze wydarzenia, opisane w samej Księdze, a nie ujęte w czytaniu, potwierdzają to nastawienie Proroka, które mi osobiście bardzo imponuje: to był człowiek pewny siebie, a właściwie nie tyle pewny siebie – co pewny Boga, któremu służył.
On wiedział, że przede wszystkim jest Bożym sługą, Bożym – by się tak wyrazić – przedstawicielem na świat, więc naprawdę ani król jego narodu, ani dowódca obcej armii, ani ktokolwiek inny, kto stanąłby przed drzwiami jego domu, nie zrobiłby na nim takiego wrażenia, żeby mu zamknąć usta, albo go jakkolwiek przestraszyć. Nic z tych rzeczy!
Prorok miał świadomość, że stoi na bardzo stabilnym gruncie – może jako jedyny ze wszystkich bohaterów opisanej historii. I dlatego wypowiadał się, reagował i działał z taką pewnością, zupełnie nie przejmując się tym, czy to się komuś podoba, czy nie. Osobiście, bardzo chciałbym zawsze tak właśnie spełniać swoją kapłańską posługę – dokładnie z taką pewnością nie tyle siebie, co Pana, któremu służę. Żeby mi nie zależało na niczyjej opinii tak, jak na opinii samego Jezusa. I jeżeli te opinie się rozmijają, to żeby ludzka opinia nie miała dla mnie żadnego znaczenia.
I żebym zawsze potrafił tak, jak Prorok Elizeusz, patrzeć w oczy całemu światu i nie bać się wypowiedzieć tego, co powiedzieć powinienem. Bo tylko taka postawa może innych przekonać do Boga, który jest większy od kogokolwiek z ludzi – nawet najwyżej postawionego – i który zawsze bierze stronę tego, kto Mu bezgranicznie ufa, kto z Nim nawiązuję osobistą więź i kto wchodzi z Nim w pełną współpracę. Kto po prosu uwierzy w Niego, otwierając przed Nim swe serce i otwierając na Niego swój umysł.
Dokładnie tak, jak o tym powiedział dzisiaj Jezus w Ewangelii, odwołując się wprost do omawianej tu historii z pierwszego czytania: Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman.
Właśnie, pochodzenie z innego narodu nie przeszkodziło tym wspomnianym tu osobom w otrzymaniu łaski Bożej, której nie mogli otrzymać – z powodu swego braku wiary – członkowie narodu wybranego. Bo chociaż naród wybrany był rzeczywiście przez Boga wybrany i nie było tu żadnej pomyłki, ani żadnego przejęzyczenia, to jednak Bóg w Starym Testamencie, a Jego Syn w Nowym – bardzo uważnie przyglądał się i żywo reagował na to, na ile dany człowiek otwiera swoje serce i na ile podejmuje współpracę.
Prorok Elizeusz był bardzo mocno związany z Bogiem, dlatego mógł sobie wręcz pozwolić na to, by rzucać wyzwanie nawet wielkim tego świata, bo żył w głębokim przekonaniu, że służy komuś znacznie większemu. Największemu!
Nie mówiąc już o samym Jezusie, który w momencie największego wzburzenia swoich rodaków, do jakiego doprowadziły Jego słowa – kiedy miał już zostać strącony przez nich w przepaść – przeszedłszy pośród nich oddalił się. Bo godzina Jego zbawczej Ofiary jeszcze nie nadeszła. Bo Jego plany zbawcze, uzgodnione z Ojcem, z którym stanowił nierozerwalną jedność, były inne. Dlatego przeszedł wśród rozwścieczonych swoich rodaków i po prostu się oddalił. Bo był tak pewny swojej więzi z Bogiem, że nawet tak wielka wściekłość nie zrobiła na Nim jakiegoś większego wrażenia. A na pewno nie spowodowała zmiany nastawienia i zmiany nauczania.
Oby każdemu i każdej z nas udało się – obyśmy w ogóle tego chcieli i o to się starali – nawiązać taką osobistą więź z Jezusem, wejść w Nim w taką osobistą relację, tak bardzo szczerze się z Nim osobiście spotkać, że cały świat wokół nie będzie się dla nas liczył i żadne ludzkie opinie nie zrobią na nas większego wrażenia. Albo nawet żadnego.
Żebyśmy tak, jak Elizeusz, rzucali wyzwanie temu światu i wielkim tego świata – i tym mniejszym też, po prostu: wszystkim – wiedząc, że Pan stoi za nami! I nie chodzi tu – podkreślmy to dla pewnego porządku – o pychę, o przekonanie o swojej własnej pozycji, ale właśnie o takie zaufanie do Jezusa, które pozwoli patrzeć ludziom prosto w oczy, bez zażenowania czy strachu, bo Pan jest moim Przyjacielem i Przewodnikiem, a ja – Jego przedstawicielem na świat. Ja – ksiądz. Ale też po prostu: ja – człowiek wierzący.
