Wyjść z siebie samego!

W

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Doktor inżynier Łukasz Domański – Pracownik naukowy Uniwersytetu w Siedlcach. Dziękuję Jubilatowi za wspieranie naszego Duszpasterstwa – szczególnie za przygotowywanie plakatów z życzeniami Duszpasterstwa, albo zaproszeniami na rekolekcje i inne spotkania, czy też ostatnio: za przygotowanie graficzne kalendarza naszego Duszpasterstwa – oraz za życzliwość i otwartość serca! Niech Pan we wszystkim błogosławi! Zapewniam o modlitwie!

Ja pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie dzisiaj zamierzam pozostać na miejscu i porządnie popracować, przygotowując się chociażby do Rekolekcji, które jutro rozpocznę w Konstantynowie.

Drodzy moi, przypominam tym, którzy łączą się z nami w modlitwie za Szymona Salę i Jego posługę nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej, że dzisiaj mamy już trzeci dzień naszej NOWENNY SALONOWEJ. Zapraszam do wspólnej modlitwy! I już za nią dziękuję!

Tymczasem, zapraszam do zgłębienia dzisiejszego Słowa. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Duchu Święty, pomóż to odkryć…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 3 Tygodnia Wielkiego Postu,

14 marca 2026., 

do czytań: Oz 6,1–6; Łk 18,9–14

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA OZEASZA:

Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas poranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę zawiąże. Po dwu dniach przywróci nam życie, a dnia trzeciego nas dźwignie i żyć będziemy w Jego obecności. Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas i jak deszcz późny, co nasyca ziemię.

Cóż ci mogę uczynić, Efraimie, co pocznę z tobą, Judo? Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu albo do rosy, która prędko znika. Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: «Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam».

Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: «Boże, miej litość dla mnie, grzesznika».

Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.

Kolejne, kluczowe stwierdzenie, stanowiące swoiste streszczenie liturgii Słowa dzisiejszego dnia: Chodźcie, powróćmy do Pana! Tego typu wezwania znajdujemy w Pismach prorockich, odczytywanych przez nas w liturgii tych wielkopostnych dni. Pan – przez swoich Proroków – wzywa swoje dzieci do nawrócenia! No, właśnie – do powrotu do Niego. Bo nawrócenie – to „powrócenie” do Boga, do jedności z Nim.

Do «poznania Boga». I tę zachętę dzisiaj słyszymy: Dołóżmy starań, aby poznać Pana! U Ozeasza określenie to oznacza coś więcej, aniżeli tylko dowiedzenie się, kto jest daną osobą, jak się nazywa, gdzie mieszka – i paru innych, podstawowych wiadomości. To dość znamienne dla Ozeasza określenie – w całym Piśmie Świętym oznacza wejście z Bogiem w bardzo bliską relację, zjednoczenie się z Nim. Owszem, także poznanie Go jak najlepiej – w sensie: Jego nauki, Jego woli, Jego miłości, ale przede wszystkim: zbudowanie z Nim jak najmocniejszej relacji. I do takiej wzywa dziś Prorok.

Zauważmy, że te jego wezwania niosą w sobie element mocnej zachęty: Chodźcie, powróćmy… Przecież mógł napisać tylko zwyczajnie: Powróćmy! On jednak wolał to jeszcze wzmocnić tym słowem: Chodźmy!, czyli: zbierzmy się, ruszmy się z miejsca, zmobilizujmy siły! Czy też: Dołóżmy starań! – wezwanie w tym samym duchu.

A uzasadnieniem dla takiej mobilizacji duchowej są słowa samego Boga, którymi kończy się dzisiejsze pierwsze czytanie: Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. Kiedy tak słuchamy tego stwierdzenia, to z pewnością wydaje się nam ono ze wszech miar słuszne i mądre. Bo komu z nas – nie tylko Bogu – zależy na zewnętrznych znakach i gestach ze strony drugiego człowieka, jeżeli za nimi nie stoi szczera miłość?… Oczywista to sprawa.

Niestety, jak się okazuje, nie dla wszystkich. Na pewno, w czasie, kiedy Ozeasz pisał swoją Księgę, sprawy te nie przez wszystkich były należycie rozumiane, dlatego też musiał o tym pisać i przed tym przestrzegać. I w czasach Jezusa było podobnie, skoro musiał dzisiaj, w Ewangelii, pokazać dwie zupełnie różne postawy ludzi, którzy przyszli do świątyni. Czyli – chciałoby się powiedzieć – przyszli do Boga, na spotkanie z Nim, na rozmowę z Nim. Czy jednak rzeczywiście przyszli do Boga? Obaj przyszli?

Celnik na pewno. Słyszymy, jaką przyjął postawę: Stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: «Boże, miej litość dla mnie, grzesznika». Bo rzeczywiście był grzesznikiem. Dobrze wiemy, jakie to sprawki mieli na sumieniu ówcześni celnicy – poborcy podatku dla rzymskiego okupanta: jak to łupili swoich rodaków, oszukując i kradnąc, jak się tylko dało. I tenże grzesznik przychodzi, aby przyznać się do swego grzechu i z wielką pokorą prosić o miłosierdzie. A tak naprawdę, to chyba nawet nie miał odwagi prosić, bo nawet oczu nie śmiał wznieść do Pana.

Co innego faryzeusz! O, ten – to dopiero „pełnia doskonałości”! Sam nie omieszkał o tym poinformować Boga: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam! Przypuszczalnie, to był dopiero początek wyliczania jego zasług, bo pewnie Jezus nie chciał nas już zanudzać cytowaniem dalszych punktów długiej listy jego zasług i jego ofiar, składanych Bogu.

Niestety, w podsumowaniu dzisiejszego swego pouczenia Jezus stwierdził bardzo mocno i jednoznacznie, wskazując na celnika: Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Dlaczego? To oczywiste: Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony. Możemy zatem powiedzieć – idąc po linii pierwszego dzisiejszego czytania – że faryzeusz przyniósł ofiary, ale to celnik przyniósł miłość. I to celnik poznał Pana, spotkał się z Nim – faryzeusz ani trochę! Bóg pozostał dla niego zupełnie oby i odległy, On Go w ogóle nie poznał.

Nawet Go tak naprawdę nie spotkał, chociaż przekroczył próg świątyni, a nawet stanął bardzo blisko miejsca, które my dziś określamy jako prezbiterium czy ołtarz – tak przynajmniej wynika ze słów Jezusa, wyraźnie wskazujących, że celnik stał z daleka. Oznaczało to, że była to inna postawa od tej, którą przyjął faryzeusz. Zresztą, słowo: stanął, użyte przez Jezusa w odniesieniu do tego ostatniego, pozwala nam na wyobrażenie sobie takiej pysznej postawy kogoś, kto stoi wyprostowany, z piersią wypiętą „do orderów”, patrząc Bogu i całemu światu prosto w oczy z takim wyzywającym: „A co! Zobaczcie, jaki jestem doskonały!”

Człowiek ten, choć stanął taki dumny i podszedł tak blisko Boga w sensie fizycznym – w sensie duchowym pozostał Mu bardzo, ale to bardzo odległy. Pomimo, że przekroczył próg świątyni, w rzeczywistości wcale nie przyszedł do Pana. On wszedł do tej świątyni tylko fizycznie, bo duchowo ani na krok nie wyszedł ze swojego ciasnego schematu myślenia, ze swojej własnej świątyni, w której to on sam był dla siebie bogiem i wyrocznią!

W tym sensie, nie powrócił on do Pana, nie poznał Pana, chociaż fizycznie stanął w świątyni i zarzucił wręcz Pana swoimi rozlicznymi ofiarami – z pewnością, faktycznie złożonymi. On na pewno był bardzo skrupulatny w wypełnianiu co do joty wszystkich przepisów Prawa Mojżeszowego. I co z tego? – chciałoby się zapytać. Co z tego, skoro miłości tam ani krzty nie było?…

Drodzy moi, to jest bardzo poważne ostrzeżenie dla nas! I to właśnie dla nas, którzy może bardziej, niż inni, angażujemy się w sprawy Boże, w sprawy wiary, w religijne praktyki. To nam właśnie może grozić ów „syndrom poprawnego katolika”, polegający na tym, że będziemy chodzili na Mszę Świętą co niedzielę, a nawet częściej; że będziemy poprawnie zachowywali wszystkie posty, że w Wielkim Poście pójdziemy na wszystkie Drogi Krzyżowe i Gorzkie Żale; że nawet pojedziemy na jedne czy drugie rekolekcje zamknięte albo dla jakiejś wspólnoty, w której jesteśmy – a wrócimy do siebie i okaże się, że wrócimy nie tylko fizycznie, ale i duchowo.

To znaczy, że wrócimy do tamtej postawy, tamtych zachowań, także niestety: do tamtych grzechów, przywar i błędów, które popełnialiśmy, a z których wcale się nie poprawiamy. Bo nam nawet na tym nie zależy. Czyli że może nawet nie tyle powrócimy do tego naszego światka, co będziemy w nim nieustająco tkwili, bo tak naprawdę wcale z niego nie wyjdziemy!

Owszem, przekroczymy próg świątyni, przemierzymy ileś kilometrów do miejsca, w którym będą odbywać się dane rekolekcje czy dni skupienia – i nawet będziemy się cieszyć atmosferą tych dni, namodlimy się za wszystkie czasy i naśpiewamy, ucieszymy się spotkaniem z ludźmi, może nawet wzruszymy się do łez raz i drugi – ale okaże się, że ze swoich schematów myślenia, ze swoich upartych wrednych przyzwyczajeń i przekonań, z powodu których ludzie już mają nas niekiedy serdecznie dosyć, ani na krok nie odejdziemy. Nawet małego kroku nie uczynimy, by wyjść ze swojej strefy komfortu, ze swojego ciepełka… Co z tego, że zatęchłego, ale swojego, własnego!

Drodzy moi, to nam naprawdę grozi! Nie pozwólmy na to! Niech z naszym fizycznym zbliżaniem się do Boga – nierozerwalnie łączy się to zbliżenie duchowe. A nawet niech to duchowe będzie wcześniejsze od tego fizycznego! Mówiąc jeszcze inaczej: jeżeli naprawdę chcemy przyjść na spotkanie z Panem – musimy wyjść z samych siebie! Faryzeusz tego nie uczynił – i przegrał. Celnik doskonale to zrozumiał – dlatego całą sprawę wygrał. Swoje zbawienie wygrał.

My też jesteśmy zaproszeni do takiego zwycięstwa, dlatego chodźcie, powróćmy do Pana! Dołóżmy starań, aby poznać Pana! Bo On mówi: Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń! I mówi także: Każdy […], kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.