Im mniej nas w nas…

I

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Siostra Paula Bronisz, pochodząca z mojej pierwszej Parafii, gdzie znałem Ją jako Agnieszkę, gdy angażowała się w działalność Wspólnoty młodzieżowej.

Urodziny przeżywa dziś także Kamil Krupa, za moich czasów – Lektor w Celestynowie.

Życzę Wszystkim dzisiaj świętującym, by starali się wciąż wzmacniać swoją osobistą przyjaźń z Jezusem! Zapewniam o modlitwie!

Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie od 10:00 do 15:00 planuję dyżur duszpasterski na Wydziałach w gmachu przy ulicy 3 Maja, a o 19:00 – jak co środę – Mszę Świętą w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Po niej – adoracja Najświętszego Sakramentu do godziny 21:00 i Apel Maryjny.

Potem planujemy krótkie, ale bardzo zasadnicze spotkanie BANDY «CZARNEGO» – spotkanie definitywnie porządkujące jej działalność.

Teraz zaś już zapraszam już do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan – w swoim Słowie – konkretnie do mnie mówi? Z jakim osobistym przesłaniem zwraca się do mnie? Duchu Święty, pomóż do odkryć i w życiu zastosować!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Świętej Katarzyny Sieneńskiej, Patronki Europy,

29 kwietnia 2026., 

do czytań z t. VI Lekcjonarza: 1 J 1,5–2,2; Mt 11,25–30

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:

Najmilsi: Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg będąc wiernym i sprawiedliwym odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli powiemy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.

Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.

Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

Patronka dnia dzisiejszego, Katarzyna Benincasa, urodziła się w Sienie, w roku 1347. Już od najmłodszych lat pragnęła doskonałości: jako kilkuletnia dziewczynka była przeniknięta duchem pobożności. Wspierana Bożą łaską, w wieku lat siedmiu złożyła Bogu w ofierze swoje dziewictwo. Kiedy zaś miała lat dwanaście, doszło po raz pierwszy do konfrontacji z matką, która chciała, by Katarzyna wiodła życie takie, jakie wiodły wszystkie jej koleżanki, a więc korzystała z przyjemności, jakich dostarcza młodość. Katarzyna jednak marzyła o całkowitym oddaniu się Panu Bogu.

I dlatego to właśnie wbrew woli rodziców obcięła sobie włosy i zaczęła prowadzić życie pokutne. Zamierzała najpierw we własnym domu uczynić sobie pustelnię. Kiedy jednak to okazało się niemożliwe, swoje serce zamieniła na zakonną celę. Tu była jej Betania, w której spotykała się na słodkiej rozmowie z Boskim Oblubieńcem. Z miłości dla Chrystusa pracowała nad swoim charakterem, okazując się dla wszystkich życzliwą i łagodną, skłonną do usług. W woli rodziców zaczęła upatrywać wolę ukochanego Zbawcy.

Pomimo wielu trudności ze strony rodziny, w 1363 roku wstąpiła do grona tercjarek dominikańskich w Sienie i prowadziła tam surowe życie. Modlitwa, pokuta i posługiwanie trędowatym wypełniały jej dni. Jadła skąpo, spała bardzo mało, gdyż żal jej było godzin nie spędzonych na modlitwie. Często biczowała się do krwi. W wieku lat dwudziestu była już osobą w pełni ukształtowaną, wielką mistyczką. Pan Jezus często ją nawiedzał – sam lub ze swoją Matką. Katarzyna stała się Jego posłanką.

Zaczęła przemawiać i pisać listy w imieniu Chrystusa do najznakomitszych osób ówczesnej Europy, tak duchownych, jak i świeckich. Skupiła ponadto przy sobie spore grono uczniów – elitę Sieny – dla których była duchową mistrzynią i przewodniczką. Wspierana nadzwyczajnymi darami Ducha Świętego i posłuszna Jego natchnieniom, łączyła w swoim życiu głęboką kontemplację tajemnic Bożych w „pustelni swojego serca” – z różnorodną działalnością apostolską. Z przemyśleń i duchowych przeżyć zrodziło się jej zaangażowanie w sprawy Kościoła i świata.

Pełna gorącej miłości do Boga i bliźniego, przyczyniła się do utrwalenia pokoju pomiędzy miastami, stawała mocno w obronie praw i wolności Papieża Grzegorza XI, którego przekonała do powrotu do Rzymu z niewoli aviniońskiej. Popierała ponadto odnowę życia chrześcijańskiego. Jej dzieła zawierają głęboką doktrynę i są pełne ducha Bożego. Zmarła z wyczerpania w roku 1380. Papież Paweł VI ogłosił ją Doktorem Kościoła, a Jan Paweł II – w roku 1999 – Współpatronką Europy.

A oto mały fragment jej bogatych przemyśleń, dotyczących w tym przypadku Opatrzności Bożej, a zapisanych w „Dialogu”, zamieszczonych zaś w dzisiejszej brewiarzowej Godzinie czytań:

O wieczne Bóstwo, wiekuista Trójco! Ty sprawiłaś, że przez zjednoczenie z Bożą naturą Krew Twojego Jednorodzonego Syna nabrała takiej ceny. Ty, Trójco wieczna, jesteś morzem głębokim, w którym im więcej szukam, więcej znajduję, a im więcej znajduję, tym więcej Cię szukam. Ty w nienasycony sposób nasycasz duszę; w Twojej głębokości tak nasycasz duszę, że zawsze pozostaje ona złakniona Ciebie, Trójco wieczna, i pragnie ujrzeć Ciebie, Światłości, w Twoim świetle.

Zakosztowałam i światłem mojego umysłu w świetle Twoim ujrzałam Twoje przepastne głębiny, Trójco wieczna, i piękno Twojego stworzenia. A oglądając siebie w Tobie, ujrzałam, że jestem Twoim obrazem. Bo ze swej mocy, wiekuisty Ojcze, i mądrości, którą jest Syn Twój Jednorodzony, udzieliłeś mi; a Duch Święty, który od Ciebie i od Syna pochodzi, dał mej woli zdolność kochania Ciebie.

Ty, wiekuista Trójco, jesteś Stwórcą, a ja stworzeniem. W odrodzeniu, którego dokonałeś we mnie przez Krew Syna Twego Jedynego, ujrzałam, że rozmiłowałeś się w piękności swojego stworzenia.

O przepaści, o Trójco Boska i wieczna, o morze głębokie! Cóż mogłeś mi dać więcej nad siebie samego? Jesteś ogniem, który zawsze płonie i nie gaśnie nigdy. Jesteś ogniem, który swoim żarem spala wszelką miłość własną duszy. Jesteś ogniem, który usuwa wszelką oziębłość i który oświeca wszelki umysł swoim światłem. W tym świetle dałeś mi poznać Twoją prawdę.

W odblasku tego światła poznaję Ciebie, Dobro Najwyższe, Dobro ponad dobrami, Dobro błogosławione i niepojęte, Dobro bezcenne, Piękności nad pięknościami, Mądrości nad mądrościami, Mądrości sama! Ty, Chlebie aniołów, z żarem miłości oddałeś się ludziom.

Jesteś szatą, która okrywa moją nagość, jesteś pokarmem, który swoją słodyczą żywi zgłodniałych. Jesteś słodyczą bez śladu goryczy. O Trójco wieczna!” Tyle z głębokich rozważań naszej dzisiejszej Patronki.

My zaś, słuchając Bożego słowa, przeznaczonego w liturgii Kościoła dokładnie na dzisiejsze świąteczne wspomnienie, bierzemy sobie głęboko do serca napomnienia Apostoła Jana z jego Pierwszego Listu, którego fragment mamy w dzisiejszym pierwszym czytaniu: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

I dalsze jeszcze zdania, będące kontynuacją i rozwinięciem tych wcześniejszych: Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg będąc wiernym i sprawiedliwym odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli powiemy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.

Zobaczmy, ile konkretu jest w tych wskazaniach! Z jednej strony – bardzo mocne podkreślenie miłości Boga, bezwarunkowej i darmowej. Z drugiej strony – wyraźne wskazanie na postawę człowieka, który powinien się jakoś do tego Bożego daru odnieść! Bo miłość Boga jest bezwarunkowa i darmowa – to jest fakt – człowiek niczym nigdy nie był, nie jest i nie będzie w stanie na nią zasłużyć!

Ale to on właśnie ma ją przyjąć, bo jeśli tego nie uczyni, to w odniesieniu do niego – do tego konkretnego człowieka – pozostanie ona bezowocną. W tym przypadku, warunkiem właściwego otwarcia się na tę miłość i jej przyjęcia jest uznanie swojej grzeszności. Tak przynajmniej podkreśla Jan Apostoł w swoim Liście. Uznanie swojej grzeszności, a więc – nieco szerzej – uznanie pełnej prawdy o sobie. Bo w ten sposób człowiek robi w swoim sercu i w swoim myśleniu „miejsce” dla Jezusa.

Bo wie, że sam sobie nie wystarczy. Dopóki bowiem jest przekonany, że wystarczy – Jezus nie za bardzo może coś więcej zrobić. Bo to człowiek sam – w swoim sercu, w swoim myśleniu – zajmuje Jego miejsce. Dlatego ma On ograniczone pole działania. Nie dlatego, że chce koniecznie pokazać, „kto tu rządzi”, ale dlatego, że zwyczajnie nie ma miejsca dla Jego działania.

Bo człowiek – raz jeszcze to powiedzmy – sam sobie wystarczy, sam sobie poradzi ze swoimi problemami, sam je sobie porozwiązuje… To po co mu Jezus?…

Oczywiście, tak naprawdę to ani sobie nie poradzi, ani sobie nie porozwiązuje, ale tak myśli. Tak mu się wydaje. Dlatego warto wziąć sobie do serca słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

Tak, to On pierwszy jest owym prostaczkiem, który tak szeroko otworzył się na Boga, swego Ojca, że właściwie stanowi z Nim absolutną, pełną, nierozerwalną jedność! W ten sposób staje się wzorem dla nas wszystkich, abyśmy i my zrobili w swoim sercu jak najwięcej miejsca dla Jego działania, a nie upierali się przy swoim własnym zdaniu i działaniu. W tym duchu Jezus mówi: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Jak widzimy, pójście za Nim i z Nim nie oznacza jakiegoś zawieszenia w próżni lub w przestrzeni pozaziemskiej, jakiegoś bujania w obłokach, ale właśnie twarde stąpanie po ziemi – i przyjście dokładnie tą drogą, czyli twardym stąpaniem po twardej ziemi, do Jezusa, który może i chce pomóc. Ale może pomóc temu, kto chce, aby mu pomóc! Jeśli nie chce – to… nie! Nic na siłę! Jezus nikogo na siłę nie uszczęśliwia – i nikogo na siłę nie zbawi.

Właśnie dlatego tak wiele mógł dokonać w życiu Świętej Katarzyny, dzisiejszej Patronki – a tym samym: ona tak wiele dokonała mocą Jezusa – że od wczesnej młodości czyniła jak najwięcej miejsca w swoim sercu i w swoim myśleniu Jezusowi, a sama ciągle usuwała się na bok, na tę drugą pozycję, za Jezusem. Nigdy przed Nim, nigdy na Jego miejscu. Zawsze za Nim – On był pierwszy! I na tym najwięcej wygrywała – tak, właśnie ona, Katarzyna! To ona na tym najwięcej zyskiwała!

Bo zawsze najwięcej zyskuje ten, kto pozwala Jezusowi działać w sobie i przez siebie. Kto swoje myślenie uzgadnia z Jego myśleniem, swoje spojrzenie na Boga, na świat, na ludzi i na siebie uzgadnia z Jego spojrzeniem; kto Jego wolę czyni swoją wolą – bez zastrzeżeń, dociekania i roztrząsania, bez upierania się przy swojej racji i swoich rozwiązaniach… Taki człowiek – w pełni oddany Jezusowi, zawsze i we wszystkim – najwięcej zyskuje! I – jednocześnie – najwięcej osiąga!

Właśnie do tego przekonuje nas Jan w dzisiejszym pierwszym czytaniu, a Jezus w Ewangelii. Do tego także przekonuje nas dzisiejsza nasza Patronka i bardzo wielu Świętych, że im mniej nas w nas – tym więcej Jezusa!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.